W najlepszej scenie w całym filmie samolot z setkami pasażerów rozbija się niespodziewanie na autostradzie. Główny bohater, Koestler, grany przez
Nicolasa Cage'a, rusza na ratunek ofiarom, ale jego wysiłek wydaje się bezcelowy - z roztrzaskanych resztek maszyny próbują się bowiem wydostać krwawe szczątki pasażerów. Skręcona za pomocą prowadzonej z ręki kamery akcja jest szokująca i podwyższa ciśnienie wraz z każdym kolejnym wybuchem. Gdy reżyser konstruuje na ekranie thriller z Wielką Tajemnicą, punktowany tylko incydentalnie obrazami katastrof,
"Zapowiedź" trzyma widza za gardło.
Napięcie udaje się utrzymać mniej więcej do połowy filmu. Nawet
Cage nie jest wówczas irytujący, jak tylko on potrafi być, gdy z miną zbitego cocker spaniela zaczyna cierpieć za ludzkość. Na razie jego bohater, profesor elitarnej uczelni MIT, spędza samotnie wieczory z butelką whisky, rozpamiętując śmierć żony w pożarze. Z emocjonalnego odrętwienia potrafi wyrwać go jeszcze małoletni syn, w którego ręce w trakcie szkolnej imprezy trafia kartka pochodząca z zakopanej przed 50 laty kapsuły czasu. Znajduje się na niej ciąg rzekomo przypadkowych cyfr. Koestler odkrywa jednak, że w rzeczywistości jest to dokładna lista najważniejszych katastrof, jakie miały miejsce na Ziemi przez ostatnie pół wieku.
Fabuła filmu przypomina zazwyczaj kosmiczne jaja, ale twórcy smażą je na poważnym ogniu, a potem podają ze szczękościskiem na twarzy. Mimo to
"Zapowiedź" intryguje – reżyser z wprawą tasuje kartami ogranych motywów wyciągniętych z rupieciarni horroru. Niewinny małolat jest tu prześladowany przez tajemniczych osobników w czarnych płaszczach, a tajemnica z przeszłości niczym smolista maź wycieka powoli z mrocznych czeluści. Niestety, film
Proyasa stanowi gatunkową hybrydę, która nieubłaganie przedzierzga się z thrillera w apokaliptyczne science-fiction. Wówczas na ekranie zaczyna królować widowisko, a wraz z nim patos oraz nieoczekiwana pretensjonalność. Okazuje się, że
Proyas ma dużo większe ambicje, niż mogłoby się na początku zdawać. Śledztwo w sprawie złowieszczej kartki jest zaledwie wstępem do
"bardzo poważnej" rozprawy na poziomie twórczości
Ericha von Dänikena.
Zajęty tworzeniem natchnionej kosmicznej wizji reżyser puszcza samopas
Cage'a, który ostatecznie pogrąża się w taśmowym wyrobie zbolałych spojrzeń. Zamiast patrzeć na autoparodystyczne wyczyny gwiazdora, lepiej zwrócić uwagę na piękne i straszne zarazem kadry wyprodukowane w finale przez speców od efektów specjalnych. Kto wie, czy nie będą Wam się śnić po nocach?