Recenzja filmu Po rozum do mrówek (2006)
John A. Davis
Joanna Wizmur

Test środków owadobójczych - dydaktyczny smrodek kontra czarny humor

Wydawać by się mogło, że po "Mrówce Z" i "Dawno temu w trawie" kolejna historia z owadami w roli głównej zainteresuje co najwyżej entomologów. Co więcej, "Po rozum do mrówek" nie jest filmem o ...
Filmweb sp. z o.o.
Wydawać by się mogło, że po "Mrówce Z" i "Dawno temu w trawie" kolejna historia z owadami w roli głównej zainteresuje co najwyżej entomologów. Co więcej, "Po rozum do mrówek" nie jest filmem o przesadnie oryginalnej fabule. Historia w gruncie rzeczy stanowi połączenie wcześniej wymienionych tytułów oraz "Kochanie, zmniejszyłem dzieciaki".

Lucas jest mały, nosi okulary i nie ma przyjaciół. Ciągle obrywa od spasionego osiłka z sąsiedztwa. Wiecznie obrażony na cały świat regularnie odreagowuje, niszcząc stopniowo mrowisko wzniesione na trawniku przed jego domem. Tymczasem w kopcu toczy się ożywione życie, przerywane atakami olbrzyma. Kiedy jednak udaje się wyprodukować eliksir, dzięki któremu mrówki zmniejszają Lucasa do swoich rozmiarów, chłopiec będzie musiał spojrzeć na świat z zupełnie innej perspektywy.

Brzmi jak kolejna pełna dydaktycznego smrodku bajeczka, w dodatku bazująca na ogranych pomysłach? Zgoda. "Po rozum do mrówek" broni się jednak dość skutecznie dzięki kilku elementom. Po pierwsze, za sprawą kapitalnej animacji. Owszem, techniczna sprawność to minimum, którego wymagamy dziś od każdego twórcy obrazkowej rozrywki. Tym niemniej animatorzy zatrudnieni przy "Po rozum do mrówek" nie są jedynie sprawnymi rzemieślnikami. Stworzona przez nich wizja trawnika jako ogromnej dżungli pełna jest naprawdę pomysłowych detali.

To jednak nie wszystkie atuty filmu. Owszem, przesłanie jest szlachetne aż do bólu. Odmalowany przez autorów obraz mrowiska to spełniony sen każdego hipisa, który całe życie spędził w komunie dojąc krowy i zbierając leśne runo. Całą historyjkę nasycono jednak sporą dawką czarnego humoru. Robaczkom zdarza się wyparować za sprawą promieni słonecznych, tudzież zniknąć spektakularnie w trzewiach ropuchy. Pojawia się też na przykład cytat z... Sartre'a ("Piekło to inni"). Być może mieli w tym swój udział autorzy polskiej listy dialogowej. Ma to jednak drugorzędne znaczenie. Najważniejsze, że widzom nie zaserwowano kolejnego ckliwego koszmarka, po którym w celu odzyskania kontaktu z rzeczywistością nawet Murzynek Bambo oddałby się w ręce Ku Klux Klanu.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 90% uznało tę recenzję za pomocną (10 głosów).