Recenzja filmu Testosteron (2007)
Andrzej Saramonowicz
Tomasz Konecki

Testosteron - komedia nieromantyczna

Na ten film z utęsknieniem czekało wielu widzów, którzy zetknęli się wcześniej z teatralną sztuką pod tym samym tytułem. Sceniczne dzieło, będące pomysłem Andrzeja Saramonowicza odniosło ...
Filmweb sp. z o.o.
Na ten film z utęsknieniem czekało wielu widzów, którzy zetknęli się wcześniej z teatralną sztuką pod tym samym tytułem. Sceniczne dzieło, będące pomysłem Andrzeja Saramonowicza odniosło niebywały sukces, ściągając do teatrów tłumy ludzi. Co więc zadecydowało o tak fantastycznym wyniku? Sztuka ta cechowała się błyskotliwym humorem, ciętymi dialogami i niemal doskonałym aktorstwem. Skoro udało się na scenie, to czemu by nie spróbować na dużym ekranie. Zapewne tak pomyślał sobie Pan Andrzej. A swój pomysł postanowił czym prędzej zrealizować.
Po długim oczekiwaniu komedia w reżyserii duetu Andrzej Saramonowicz i Tomasz Konecki, znanego chociażby ze wspólnej pracy nad "Ciałem" czy "Pół serio", weszła do kin. Publiczność żywo zareagowała na ten fakt i przez kilka pierwszych dni od premiery kina były oblegane, przez łaknącą rozrywki gawiedź.

O czym w ogóle jest ten film? Na początku widz może czuć się troszkę zagubiony. Zwłaszcza widz, który nie widział pierwowzoru teatralnego. Do gospody, w której ma się odbyć wesele, przyjeżdża samochód z kilkoma mężczyznami. Jeden z przyjezdnych wygląda jak ofiara bliskiego kontaktu z pięścią. Pozostali sprawiają wrażenie młodszych kolegów mafii pruszkowskiej. Okazuje się jednak, że rzeczywistość jest nieco bardziej skomplikowana. Otóż mafię stanowią bowiem: niedoszły pan młody (Kornel), dopiero co porzucony przed ołtarzem i jego rodzina, zaś mocno pobity mężczyzna to fotoreporter jednej z gazet. Ku jego zaskoczeniu został on wskazany przez wybrankę Kornela jako miłość jej życia i ponoć to on miał stanąć na drodze do małżeństwa. Wraz z rozwojem sytuacji i ubytkiem kolejnych butelek wódki panowie próbują ustalić, jaka jest prawda i o co w całej historii chodzi.

Największym problemem było, jak przenieść akcję ze sceny na duży ekran, by nie przypominało to teatru telewizji. A że zadanie to jest niełatwe zdołał się przekonać choćby Andrzej Wajda, niegdyś fantastyczny reżyser, dziś sfrustrowany emeryt próbujący odcinać kupony z dawnej sławy. Jego "Zemsta" była totalną porażką. Jak więc z zadaniem sfilmowania "Testosteron" mieli poradzić sobie młodzi twórcy? Jak odnaleźć się w tak różnych stylistykach?

Andrzej Saramonowicz i Tomasz Konecki postanowili ubarwić film licznymi wstawkami, retrospekcjami, równoległym montażem i zmianą miejsc w obrębie jednej przestrzeni. Pomysł ten wydał się dosyć dobry, niekiedy jednak nieco burzy tempo akcji.

Wielkim plusem tego filmu są aktorzy. Panowie grają koncertowo i nawet drewniany Borys Szyc nie raził sztucznością, wcielając się w swoją postać. Zdecydowanie najlepiej wypadł jednak Krzysztof Stelmaszyk. Aktor znany między innymi z telenoweli "Samo życie" pokazał fenomenalny warsztat aktorski, a scenka, w której wciela się w rolę kobiety, to prawdziwy majstersztyk.

Kroku dotrzymują mu jednak pozostali aktorzy: Piotr Adamczyk, Maciej Stuhr, Tomasz Kot, Tomasz Karolak i Cezary Kosiński. Ich gra w porównaniu z niemal tradycyjną miernotą aktorską to czysta poezja.

"Testosteron" to również film pełen humoru sytuacyjnego i słownego. Niektóre gagi jednak są bardzo prymitywne. No, ale przecież nie zawsze trzeba "trafiać" w "górne C". Poza tym film ten miał być kierowany do wszystkich, nawet tych mniej wyrafinowanych widzów, tak więc niewielka doza humoru slapstickowego jest tutaj wybaczalna.

Nowy film panów Koneckiego i Saramonowicza ma zdecydowanie więcej plusów i stanowi dobrą rozrywkę dla niemal każdego widza. Zasiadając w kinowych fotelach, możemy więc szykować się na dużą porcję dobrego humoru, który pozwoli przynajmniej na chwilę zapomnieć o codziennych problemach.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 68% uznało tę recenzję za pomocną (22 głosy).

przeczytaj również recenzje użytkowników (4)

o