Recenzja filmu Słoń (2003)
Gus Van Sant

To był zwyczajny, tragiczny dzień

Film Gusa Van Santa opisuje prawdziwe wydarzenia, które miały miejsce 20 kwietnia 1999 roku w amerykańskiej Columbine High School. Dwóch nastolatków (Eric Harris i Dylan Klebold) zamordowało 13 ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja dvd Słoń (2003)
Film Gusa Van Santa opisuje prawdziwe wydarzenia, które miały miejsce 20 kwietnia 1999 roku w amerykańskiej Columbine High School. Dwóch nastolatków (Eric Harris i Dylan Klebold) zamordowało 13 osób i raniło 24 innych. Ameryka i świat były w szoku. Przez media przelała się fala dyskusji nad przyczynami masakry, wpływem muzyki, gier komputerowych, prześladowaniami w szkole, dostępem do broni, itd. Van Sant poszedł innym torem. Nie szukał sensacji i nie chciał bawić się w hochsztaplera emocji, który kilkoma mocniejszymi ujęciami tworzy pomnikowe dzieło, czyli tzw. "wyciskacz łez". Pokazał ten dzień wybiórczo i bardzo oszczędnie, dając widzowi możliwość śledzenia urywków z życia kilku uczniów tuż przez tragedią.

Jednego byłem pewien jeszcze przed zapoznaniem się ze "Słoniem", mianowicie tego, że nie będzie to film akcji (!), ani dramat na miarę tych konstruowanych w Fabryce Snów. Spodziewałem się za to przegadanego dziełka w klimacie "everyday american school life", czyli tendencyjnej, stereotypowej wizji amerykańskiej szkoły. Wiem, że są naiwni, którzy podchodzą do tego filmu z pierwszym założeniem, okazało się, że drugie jest równie błędne. "Słoń" jest bowiem bardzo oszczędny w środkach, także w słowach. Nie opiera się też na jakiejkolwiek osi fabularnej. Dzieło Van Santa nie zostało zamknięte w filmowe ramy, i chwała mu za to! Nie można było bardziej skupić uwagi na tych kilku nastoletnich bohaterach – amerykański reżyser zrobił to perfekcyjnie. Wystarcza garść słów, kamera, która podąża za bohaterami nawet przez kilka minut, sam ruch pokazywanych postaci, niepokojąca cisza, przerywana odgłosami życia szkolnego. Dlaczego ta oszczędność środków działa z taką siłą? Najpewniej dlatego, że mamy świadomość tego, co się wydarzy już niebawem. W tym kontekście, im mniej się mówi, tym większą wszystko ma wartość, dochodzi do intensyfikacji wrażeń, a cisza zaczyna pulsować zapowiedzią tragedii. Widz jest jak zahipnotyzowany; szuka znaków, czeka, obserwuje. Zostaje wciągnięty.

To nie jest thriller, naturalnie. To tajemnica życia – którego znaczenie zostaje w "Słoniu" wyeksponowane – tak mocno skupia naszą uwagę. Widzimy pozornie te same sceny z perspektywy paru osób, a mimo to mają one za każdym razem odrębną wartość. Zwracają uwagę na życie innego ucznia. Dzięki temu czujemy wyraźniej i boleśniej tę cienką granicę między istnieniem a śmiercią; między zwyczajnością dnia codziennego a tragedią, między normą a szaleństwem. Bo w tym świecie są też Eric (Eric Deulen) i Alex (Alex Frost), dwaj chłopcy, którzy dokonają masakry. Poznajemy ich w kilku retrospekcjach, które wprawdzie nie mają na celu wyjaśnienia przyczyn ich przerażającego wyboru, ale dają pretekst do stawiania pytań, także o możliwość odkrycia tajemnicy człowieka. "Słoń" w tym miejscu zdaje się wyjątkowo udzielać odpowiedzi: jest to niemożliwe, a poświadcza to m.in. fenomenalna scena, w której Alex gra na pianinie "Dla Elizy" Ludwiga Van Beethovena (daleka aluzja do innego Alexa – tego z "Mechanicznej pomarańczy"?). Piękno spotyka się w tym chłopcu z okrucieństwem i banalnością zła. Dokonany wybór przeraża i pozostawia nas z poczuciem bezsensu i pustki. Co więcej, mam wrażenie, że z tą pustką i bezsensem konfrontują się ostatecznie sami nastoletni mordercy, błąkając się pod koniec samotnie po korytarzach szkoły. I bynajmniej nie z powodu żalu czy wyrzutów sumienia. Chaotyczna wyliczanka Alexa z ostatnich sekund filmu jest tego kwintesencją.

"Słoń" jest o krok od arcydzieła. Wyzuty z banału, dynamiki szybkich ujęć, czułych i tragicznych gestów, które stanowią autointerpretację, fabularnej osi i całego zbędnego filmowego balastu, pokazuje zwyczajne i nagie życie na moment przed śmiercią; życie młodych ludzi, których też mijamy każdego dnia, także tych, którzy jak Alex i Eric noszą w sobie pierwiastek zniszczenia. To nie jest historia z morałem. "Słoń" hipnotyzuje i przeraża formą, a zaprzepaszczone życie, które poznajemy na podstawie tych kilku scen, wypełniamy treścią my. Złota Palma dla Van Santa w pełni zasłużona.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 71% uznało tę recenzję za pomocną (14 głosów).
Macabre
ocenia ten film na:
1 10 10/10 arcydzieło!

przeczytaj również recenzje użytkowników (10)

zobacz wszystkie