Recenzja filmu Teksańska masakra piłą mechaniczną (2003)
Marcus Nispel

To się nazywa "prawdziwy horror"

Nie wiem, czy film naprawdę jest oparty na faktach (ponoć jest inspirowany historią Eda Geina - mordercy z lat pięćdziesiątych, który chodził po domu w masce z ludzkiej skóry, a na głowie nosił ...
Filmweb sp. z o.o.
Nie wiem, czy film naprawdę jest oparty na faktach (ponoć jest inspirowany historią Eda Geina - mordercy z lat pięćdziesiątych, który chodził po domu w masce z ludzkiej skóry, a na głowie nosił skalp jednej z ofiar - słyszałem jednak, że owa "masakra" z filmu, mimo wielu zastrzeżeń, wydarzyła się naprawdę), ale wstrząsnął mną niesamowicie swoim realizmem i okrucieństwem. W starszej wersji "T.M.P.M" Tobe Hoopera makabryczna rodzina zamieszkująca gospodarstwo Thomasa Hewitta była kanibalami, dlatego Leatherface (facet z piłą) polował na ludzi i przy okazji robił sobie maski z ich twarzy. Tutaj (wnioskując z filmu) mści się na ludziach za to, że nim pogardzaja (ma chorobę skóry itp), zabijając przypadkowych "turystów" (oczywiście masek z twarzy nie zabrakło). Jednak wydaje mi się, że i tak członkowie rodziny są kanibalami - wiele scen na to wskazuje.

Film Hoopera był bardzo brutalny, ale oczywiście jak na swoje czasy - wiele scen było cenzurowanych, krwi zbyt wiele nie było itd. W filmie Marcusa Nispela możemy już zobaczyć, z jakim okrucieństwem Leatherface morduje powoli swoje ofiary (np: po obcięciu nogi, wiesza "turystę" na haku tak, aby żył i nakłada na krwawy kikut sól, po czym owego kikuta zawija specjalnym papierem i obwiązuje go mocno sznurkiem - makabra). Oczywiście scen takich zbyt wiele nie ma - i dobrze, ponieważ gdyby ciągle lała się krew, film straciłby na realizmie.

Cieszy mnie fakt, że nie ma tutaj tzw. "efekciarstwa" (szybki montaż, buttle-time itp), które już prawie w każdym filmie jest powszechne. Aktorstwo jest dobre, nawet bardzo dobre - nie zauważyłem żadnego "sztucznego" odgrywania strachu itp., przez co szybko stajemy na miejscu bohaterów, a wtedy zaczyna się prawdziwy horror (dla nas i dla "turystów"). Również makabryczna rodzinka spisała się nieźle, szczególnie R. Lee Ermey jako szeryf Hoyt - świetna kreacja psychopatycznego stróża prawa (czyżby?). Pisząc "prawdziwy horror" miałem na myśli to, że ta historia mogłaby się przydarzyć w sumie każdemu i jest na dodatek (ponoć) na faktach. W końcu nawet nasz najbliższy przyjaciel albo nawet najbliższy sąsiad może się okazać maniakalnym mordercą/kanibalem. Nie ma tu duchów, potworów ani zjawisk paranormalnych, a mimo to film jest horrorem. Jedynym chyba monstrum jest tu bezwzględny Leatherface (Thomas Hewitt), ale oczywiście nie dosłownie.

Najnowsza "TMPM" nie jest może filmem dobrym, ale jako horror sprawdza się naprawdę bardzo solidnie. Polecam, ale tylko ludziom o mocnych nerwach - poza nimi, oglądasz to "dzieło" na własne ryzyko.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 57% uznało tę recenzję za pomocną (7 głosów).
Vikejs
ocenia ten film na:
1 10 7/10 dobry

przeczytaj również recenzje użytkowników (4)

o