Recenzja filmu Tristan i Izolda (2006)
Kevin Reynolds

Tristan i Izolda bez magicznego napoju

Każdy, kto czytał "Tristana i Izoldę" wie, że nie jest to historia, gdzie akcja toczy się wartko, a czytelnik - z wypiekami na policzkach - zastanawia się, co stanie się dalej z bohaterami, do ...
Filmweb sp. z o.o.
Każdy, kto czytał "Tristana i Izoldę" wie, że nie jest to historia, gdzie akcja toczy się wartko, a czytelnik - z wypiekami na policzkach - zastanawia się, co stanie się dalej z bohaterami, do których się przywiązał. Nawet najbardziej romantyczne dusze książkowa wersja historii potrafi po prostu... znudzić. Ekranizacja tej opowieści wydaje się zatem czymś skazanym na porażkę. Ale nakręcony w 2006 roku film na pewno porażką nie jest. Jego siła tkwi w tym, że nie jest to proste przeniesienie losów Tristana i Izoldy na ekran, ale ich interpretacja.

Tristan i Izolda zakochują się w sobie bez pomocy magicznego napoju. I dobrze! Dzięki temu nie zostaje z nich zdjęta odpowiedzialność za ich czyny, a to pozwala nakreślić ciekawsze charaktery. Bohaterowie nie są tylko bezwolnymi ofiarami magicznych mocy. Tristan musi wybierać miedzy honorem a miłością, między wdzięcznością a namiętnością, między obowiązkiem a szczęściem. Izolda także pragnie szczęścia, a nieustannie rani lub sama doświadcza ran. Plus za zakończenie filmu (inne niż w książce) - zdecydowanie najlepsze z możliwych.

Film ogląda się naprawdę dobrze, ale trzeba wiedzieć, co się ogląda. Jeśli ktoś oczekuje filmu sensacyjnego, to się rozczaruje. Akcja nie galopuje (i dobrze), ale też nie jest nadmiernie spowolniona. Nie mamy w tym filmie nużących długich ujęć, ale historia opowiedziana jest ze spokojem. Nie znaczy to jednak, że widz nie doczeka się żadnych żywszych obrazów – scenarzysta sprytnie wykorzystał fakt, że Tristan jest rycerzem i przygotował kilka scen bitewnych z jego udziałem. Poza tym  całą historię ujął w ramy konfliktu między sąsiadującymi ludami Irlandii i Brytanii, co dodatkowo przywodzi na myśl inny spór (tym razem rodów) i inną literacko – filmową parę, czyli Romea i Julię. O wzbudzenie tego skojarzenia niewątpliwie twórcom "Tristana i Izoldy" chodziło, bowiem w zwiastunie filmu używają słów "before Romeo i Juliet".

Aktorom w skali szkolnej należy się mocna czwórka z plusem. Może nie rzucają swą grą widzów na kolana, ale przyczepić się też nie ma do czego. Główni bohaterowie nie są  - całe szczęście – przesłodzeni. Mają swoje wady, czasem postępują skrajnie egoistycznie. Są po prostu żywi.

Czego mi w tym filmie brakuje? Sceny "sądu Bożego". Mogliby ją jakoś w tę całość wmontować… "Tristan i Izolda" to film klimatyczny, z pięknymi zdjęciami, doskonale dobraną kolorystyką, sprawnym aktorstwem, nastrojową muzyką. Polecam serdecznie!
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 64% uznało tę recenzję za pomocną (14 głosów).
Ksai
ocenia ten film na:
1 10 8/10 bardzo dobry

przeczytaj również recenzje użytkowników (2)

o