Recenzja filmu Halloween (2007)
Rob Zombie

Triumfalne odrodzenie

Jeden z memów internetowych, powielony przez znajomą mi osobę w popularnym serwisie społecznościowym, przytacza humoreskę: "Jesteś fanem horroru? Zrób z siebie, proszę, głupka i bądź fanem ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja dvd Halloween (2007)
Jeden z memów internetowych, powielony przez znajomą mi osobę w popularnym serwisie społecznościowym, przytacza humoreskę: "Jesteś fanem horroru? Zrób z siebie, proszę, głupka i bądź fanem horrorowych remake'ów". Rebootując uznane serie, ignorantów zrobili z siebie Samuel Bayer ("Koszmar z ulicy Wiązów") i Marcus Nispel ("Piątek, trzynastego" – nie "Teksańska masakra piłą mechaniczną"). Freddy, Jason, Leatherface. Wiecie już, kto będzie bohaterem niniejszej recenzji?

Tekst odniesie się nie tylko do Michaela Myersa, mordercy z Haddonfield, ale także do Roba Zombie. Reżyser jest bohaterem zmodernizowanej odsłony "Halloween" na równi z Myersem, ponieważ przywiędłej sadze horrorów ofiarował nowe życie. Nie okazał się głupcem – a nawet ujawnił się jako wizjoner.

Gwoli przypomnienia: Michael Myers, głęboko zaburzony młody mężczyzna, wydostaje się z zakładu psychiatrycznego. Jego ucieczka, okraszona krwawymi zbrodniami, zwiastuje przybycie śmierci do małego miasteczka w Illinois. W noc Halloween Michael wróci po swoją siostrę, Laurie – ostatniego członka zgnębionego rodu.

Historia Roba Zombie nakłada się na tę znaną z "HalloweenJohna Carpentera, a poszczególne sceny, zwłaszcza wydalone z finalnej wizji młodszego twórcy, podkreślają wyraźne pokrewieństwo między remakiem (czy też – modny obecnie termin – "rewyobrażeniem") a oryginałem. Z aprobaty Carpentera na odnowienie swojego obrazu Zombie skorzystał natchniony dumą i aspiracją. "Halloween '07" nie tylko nie kalkuje carpenterowskiego klasyka, ale też, z jak największą inwencją, tworzy nową opowieść na podwalinach znanego materiału.

Zombie, muzyk rockowy, reżyser i scenarzysta, otworzył swój film wzorowo. "Halloween", wyraźnie podzielony na trzy akty, rozpoczyna się przedstawieniem środowiska najbliższego Michaelowi. Artysta rusza z kopyta – dom Myersów to plugawe miejsce, w którym rodzinę tylko się udaje. Na tle ojczyma-alkoholika i egoistycznej siostry młody Myers wyróżnia się wrażliwością i podstawami empatii. Do momentu pierwszych zabójstw nie widzimy w nim potwora. Najciekawszą postacią pierwociny filmu jest Deborah, matka Michaela, prostytuująca się, by utrzymać rodzinę. Zarysowana nieco melodramatycznie, jest bohaterką, która wzbudza współczucie i żal. Mord dziesięciolatka na siostrze i partnerze matki oraz samobójstwo Deborah wieńczą akt pierwszy, by Zombie mógł skupić się na pobycie zabójcy na oddziale zamkniętym i późniejszych wydarzeniach pamiętnego halloweenowego wieczoru.

Plan zdarzeń nocy Halloween na nowo przepisuje historię Johna Carpentera – historię sugestywną, która trzydzieści lat temu wstrząsnęła odbiorcami. Wizja Roba Zombie również jest obrazowa i przekonująca. Tym bardziej, że Michaela Myersa "znamy" od dziecka. W pierwowzorze wznowionego "Halloween" nie ukazano dzieciństwa antybohatera i nie postawiono akcentu na jego sytuacji rodzinnej. Z perspektywy czasu zdaje się wpływać to na niekorzyść filmu Carpentera oraz działać na pożytek reboota.

"Halloween '07" jest nie tylko rozsądnie skonstruowany fabularnie, ale także efektywnie zrealizowany od strony technicznej. Zombie zmyślnie opracował koncepcję wizualną swojego trzeciego filmu kinowego. Na planie pracowano dwiema kamerami. Odręcznie, przy użyciu ruchomej kamery nakręcono sceny z rozchybotanego dzieciństwa Myersa. W dalszej części filmu postawiono na statyczność pracy obiektywu. Taśmę filmową koloryzowano, aby nadać jej intensywność. W ten sposób fragment życiorysu Michaela Myersa mieni się ciepłymi barwami, podczas gdy dalsza jego część obrasta chłodem.

Kinematograficznie "Halloween" jest obrazem pięknym i wyjątkowym, co doskonale podkreśla ujęcie, w którym postaci grane przez Malcolma McDowella i Brada Dourifa dyskutują na środku spowitej światłami i zarazem mrokiem ulicy Haddonfield – stanowiąca tło ciemność oraz elementy oświetlenia, w tym abstrakcyjne różowe neony, nachodzą na siebie wzajemnie, by pieścić oczy widza.

Z jeszcze większą przyjemnością przyglądałem się rebootowi, gdy – na wzór filmu Carpentera – narracja stawała się subtelna, a demonstrowane obrazy działały na niepokój. Realizm (efekty specjalne, charakteryzacja, a nawet rekwizyty zastosowane na planie) oraz gra aktorów (w zasadzie większości, z naciskiem na McDowella) kończą zaś listę atutów dzieła Roba Zombie, akcentując niebłahość projektu.

Rob Zombie posiada rozległą artystyczną wiedzę, jest konsekwentny i stanowczy, a swoimi zdolnościami reżyserskimi przewyższa o stokroć innych członków brygady "Splat Pack", do której, zupełnie niesłusznie, został wpisany przez media. Przy okazji premiery "Halloween" twórca odniósł się do swoich wcześniejszych produkcji. Okazało się, że jest niepoprawnym perfekcjonistą, gdy wspaniały przecież "Dom tysiąca trupów" określił jako chaos, a "Bękartom diabła" zarzucił, że "mogłyby być lepsze". Jego ambicja jeszcze bardziej napędza moją obsesję na punkcie "The Lords of Salem" – nadchodzącego horroru Zombie, który ma szansę okazać się arcydziełem kina grozy.

W napływie tak entuzjastycznych słów łatwo odmówić sobie podsumowania, które – chociaż powielane przez krytyków – nie umknie także mojemu osądowi. Zombie, nawet ratując podupadający cykl filmów o Michaelu Myersie, nie przewyższył w swej błyskotliwości geniuszu Carpentera. Choć jego reboot to obrzydliwie dobry horror, klasa oryginalnego "Halloween" pozostała niewzruszona.

Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 64% uznało tę recenzję za pomocną (11 głosów).
MyNameIsDeath
ocenia ten film na:
1 10 8/10 bardzo dobry

przeczytaj również recenzje użytkowników (7)

zobacz wszystkie