Recenzja filmu W stronę słońca (2007)
Danny Boyle

Twarzą do Słońca

Słońce umiera. Na Ziemi panują lodowate mrozy i czas ludzkości wydaje się dobiegać końca. Ostatnią szansą na przeżycie naszej rasy jest stworzona z całego ziemskiego materiału radioaktywnego ...
Filmweb sp. z o.o.
Słońce umiera. Na Ziemi panują lodowate mrozy i czas ludzkości wydaje się dobiegać końca. Ostatnią szansą na przeżycie naszej rasy jest stworzona z całego ziemskiego materiału radioaktywnego bomba, która z powrotem przywróci reakcje termojądrowe na tej największej, życiodajnej gwieździe. Do przeprowadzenia tej najważniejszej w dziejach misji wyselekcjonowana zostaje grupa naukowców, mająca precyzyjnie umieścić ładunek i powrócić do bazy.

Po zapoznaniu się z fabułą trudno było nie mieć wątpliwości, co do powodzenia reżyserskiej misji Dannego Boyle'a. Czyżby twórca kultowego "Trainspotting" wpadł w wielką machinę komercji? Czyżby dołączył do (niepokojąco poszerzającego się) grona reżyserów wypalonych, zaprzedających artystyczne dusze łatwej, szybkiej i kasowej rozrywce? Bądźmy szczerzy - wyprawa ludzi w nieznane otchłanie kosmosu to chyba najbardziej wyeksploatowany temat, jaki pojawił się w kinie. Wystarczy wymienić arcydzieło Stanleya Kubricka ("2001: Odyseja kosmiczna"); wybitne horrory Ridleya Scotta i Jamesa Camerona ("Obcy" i "Obcy: Decydujące starcie"), niezłe ("Dzień zagłady") i totalnie kiczowate ("Armageddon") widowiska science - fiction, by zrozumieć, że wybór takiego tematu oznacza artystyczne samobójstwo. Reżyser spróbował, więc wybrać pośrednią drogę między efektowną historią w apokaliptycznym sosie, a rozważaniami na temat roli człowieka we wszechświecie. Wybór (o dziwo!) nader udany, choć scenariusz w większości składa się z pomysłów z wyżej wymienionych filmów (na szczęście nie wliczając żałosnego patetyzmu "Armageddonu"). Bo zwycięstwo Boyle'a to zwycięstwo inteligentnego wykorzystania owych motywów, omijania banalnych i przesadnie podniosłych gloryfikacji samej wyprawy oraz jej bohaterów. Wystarczy przytoczyć scenę przekazywania wiadomości bliskim na chwilę przed zerwaniem łączności - Capa (Cillian Murphy) nie płacze do kamery, a spokojnie, rzeczowo, choć nie bez emocji, mówi bliskim to, co (zdaje się) powiedziałby każdy człowiek.

Świetnie zarysowano duszną atmosferę panującą na statku kosmicznym, potęgowaną przez zbliżające się widmo śmierci i stopniowo oddalające się "ożywienie" Słońca. Załoga statku nie dzieli się wzajemnie grzecznościami i własną martyrologią, a chłodno i niekiedy brutalnie analizuje i likwiduje swoje słabe punkty. Jednak skrupulatność nie jest wymierną pewnych ludzkich ograniczeń. Błędy, które powodują piętrzące się trudności, spowodowane są przez człowieka - tego samego człowieka, który jeszcze nie tak dawno mianował się samozwańczym królem świata, niezniszczalnym herosem podporządkowującym sobie maszyny i zwierzęta, a który teraz tonie w blasku swej niedoskonałości. Perspektywa wszechświata z jednej strony (swoim pięknem i swoją nieskończonością) wprawia w zadumę, z drugiej natomiast pokazując nam nasze miejsce w swoim układzie. Miejsce ledwo dostrzegalne, odległe i miałkie.

Po zachwycie i refleksji nad pięknem i złożonością układu słonecznego, Boyle wprowadza wątek ukrytego, dziewiątego pasażera statku, który ma odmienne od pozostałych zdanie dotyczące pobudzenia Słońca. W tym momencie zaczyna się rasowy thriller z pogranicza horroru, co bynajmniej nie oznacza ekranowej głupoty czy zmiany kierunku obranego przez reżysera. Co prawda kłania się podobny temat w "Ukrytym wymiarze" Paula W.S. Andersona (uboższy interpretacyjnie, co prawda), jednak twórcom znowu udaje się umiejętnie balansować na granicy klisz filmowych i skutecznie podnieść napięcie, co w połączeniu z bardzo pomysłowymi efektami specjalnymi tworzy emocjonujące kino rozrywkowe z filozoficznymi podtekstami.

Przy użyciu oklepanych schematów udało się stworzyć inteligentną historię przeplatającą strach o losy naszej planety z nieskończonością i tajemniczością kosmosu; rzeczy, zjawiska i zachowania, o których teoretycznie możemy powiedzieć wiele, praktycznie nie wiedząc nic.

Sebastian Pytel
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 57% uznało tę recenzję za pomocną (21 głosów).
SQNboy
ocenia ten film na:
1 10 8/10 bardzo dobry

przeczytaj również recenzje użytkowników (4)

o