Recenzja filmu Amelia (2001)
Jean-Pierre Jeunet

Tylko w Paryżu możesz być naprawdę szczęśliwy

"Cudowne połączenie szaleństwa, poezji, ekscentryczności, humoru i miłości, dzieło prawdziwego artysty", "film nakręcony przez czarodzieja, który chce przynieść ludziom radość", "rozkosz, ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Amelia (2001)
"Cudowne połączenie szaleństwa, poezji, ekscentryczności, humoru i miłości, dzieło prawdziwego artysty", "film nakręcony przez czarodzieja, który chce przynieść ludziom radość", "rozkosz, prawdziwy skarb, cud. Dwie godziny radości, czułości i poezji", "film, w którym zakochacie się od pierwszego wejrzenia"- to tylko skromna część pochwał krytyków, kierowanych pod adresem filmu Jean Pierre Jeuneta. Publiczność, nieczęsto wyrażająca zgodność z opiniami recenzentów, szturmowała kina, a główna bohaterka - Amelia - wiotka, wielkooka, z krótko podciętymi włosami stała się jedną z najbardziej popularnych postaci we Francji w 2001 roku.

O owym uznaniu świadczy również deszcz nagród przyznanych filmowi w różnych krajach - m. in. czterech Cezarów, dwóch nagród Bafty, trzech Feliksów, nagród na festiwalach w Karlovych Varach, San Diego, Toronto, Chicago i Edynburgu.

Tytułowa Amelia jest nieśmiałą kelnerką, która pracuje w kawiarnia na Montmartre. Miała bardzo specyficzne dzieciństwo. Jej ojciec, znakomity lekarz, interesował się nią tylko w czasie rutynowych badań, matka - przewrażliwiona neurotyczka, ginie, przygnieciona przez samobójczynię, skaczącą z Katedry Notre-Dame. Dziewczyna, wychowywana w izolacji od rówieśników, staje się zamknięta w sobie, a w dorosłym życiu również ma problemy z nawiązywaniem kontaktów z innymi. Jednocześnie bardzo lubi obserwować mieszkańców Paryża, a pewnego dnia, zupełnie przypadkowo, odkrywa, jaką frajdę może sprawiać pomaganie innym. Wszystko zaczyna się od tego, że w swoim mieszkaniu znajduje pudełko z dziecinnymi zabawkami i po żmudnych poszukiwaniach, udaje się jej odnaleźć ich właściciela. Potem obmyśla genialny plan rozbawienia swojego ojca- kradnie jego ukochanego krasnala ogrodowego. A później... lawina rusza - Amelia, niczym dobra wróżka, spełnia ludzkie marzenia, tka misterne sieci intryg, chcąc sprawić, by ludzie poczuli się szczęśliwsi. Przyjdzie jednak moment, kiedy będzie musiała zająć się swoimi sprawami, bowiem znajdzie miłość w równie nieśmiałym jak ona Ninie. Nino ma pewną niecodzienną pasję - kolekcjonuje nieudane zdjęcia z automatu i wkleja je do albumu. On i Amelia mają wiele wspólnych cech - oboje są wrażliwymi idealistami, oboje chcą, aby otaczający ich świat był lepszy. Na razie jednak bohaterka żyje w otoczeniu niezwykłych ludzi, którzy jednak nie zawsze są szczęśliwi - dziwacy, egocentrycy, którzy mają swoje plany, marzenia, ideały, żyją pozornie obok, ale są jednocześnie nieodłączną częścią życia Amelii, bez nich jej życie byłoby pozbawione sensu i celu.

Wydaje się, że główna bohaterka porusza się w surrealistycznym, nierealnym świecie, w którym nic nie dzieje się naprawdę. Wrażenie to dodatkowo potęguje niezwykła scenografia- widoki wyidealizowanego, baśniowego Paryża - zielone drzewa i błękitne niebo, odcinające się od szarości zabytkowych kamienic. Nastrój podkreśla także wspaniała muzyka, a konkretnie- piękne piosenki Edith Piaf - "Francuskiego wróbelka", śpiewaczki, której głos i repertuar stały się nieodłącznym symbolem kulturalnej stolicy Europy.

Jeunet nie przedstawia nam świata zupełnie pozbawionego problemów, cukierkowatego - nie. Reżyser uwielbia ironię i bardzo często się nią posługuje - uwypukla ludzkie wady, często ukazuje rzeczywistość w sposób prześmiewczy, wprowadza akcenty komediowe. Mam wrażenie, że chce w ten sposób przekonać nas, że nie warto wszystkiego traktować w sposób tak do końca poważny, bo choć życie często wydaje się nie do zniesienia, w rzeczywistości zawiera domieszkę absurdu i jest naprawdę zabawne.

Jean Pierre Jeunet, którego miałam wcześniej okazję poznać za sprawą bardzo dobrych obrazów "Delicatessen" i "Miasto zaginionych dzieci", stworzył dzieło naprawdę niezwykłe: żywiołowe, dowcipne, inteligentne, potwierdzające fakt, że w dzisiejszm świecie kino także może być nośnikiem zasad i piękna.

Za sprawą "Amelii" grając tytułową rolę Audrey Tautou, stała się sławna i rozpoznawalna na całym świecie. Urzekła wszystkich swoją urodą, wdziękiem i talentem do tego stopnia, że zaczęto porównywać ją do Audrey Hepburn (uważam, że niesłusznie, bo chociaż łączy je nikłe podobieństwo zewnętrzne, to na tym owe podobieństwa się kończą- obie panie znacznie różnią się swym stylem gry).

Podsumowując: "Amelia" to naprawdę uroczy, przezabawny film, zrobiony z francuskim humorem i lekką, ale przewrotną mądrością. Wprawia w rozmarzenie i wzbudza w nas pragnienie poznania jakiejś Amelii, która, niczym dobra wróżka, sprawi, że poczujemy się szczęśliwsi...
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 96% uznało tę recenzję za pomocną (23 głosy).

przeczytaj również recenzje użytkowników (6)

zobacz wszystkie