Recenzja filmu Ostatni król Szkocji (2006)
Kevin Macdonald

Uganda cię kocha

Kilka tygodni temu pisząc recenzję "Królowej" wspomniałem, że rola Helen Mirren w tym filmie to jeden z tegorocznych oscarowych pewniaków. Identycznie rzecz się ma z "Ostatnim królem Szkocji". W ...
Filmweb sp. z o.o.
Kilka tygodni temu pisząc recenzję "Królowej" wspomniałem, że rola Helen Mirren w tym filmie to jeden z tegorocznych oscarowych pewniaków. Identycznie rzecz się ma z "Ostatnim królem Szkocji". W zrealizowanym na podstawie scenariusza Petera Morgana obrazie Forest Whitaker stworzył bowiem jedną z najlepszych kreacji w swojej karierze, która - w moim przekonaniu - nie może zostać niedoceniona przez Amerykańską Akademię Filmową.

Szkocki lekarz, Nicholas Garrigan (James McAvoy) - przebywający na misji w Ugandzie - zostaje przyjacielem i osobistym medykiem jednego z najbardziej barbarzyńskich dyktatorów naszego świata, samozwańczego prezydenta, Idiego Amina (Forest Whitaker). Garrigan wydaje się być zachwycony pełnioną funkcją. Trwa to jednak do czasu. Doktor zdaje sobie sprawę z faktu, że jego nowy znajomy jest bestialskim tyranem, dla którego ludzkie życie jest niewiele warte. Próbując naprawić swój błąd, naraża się Aminowi. Jednak prawdziwy dramat zaczyna się wtedy, gdy Nicholas zostaje oskarżony o zdradę. Pod groźbą kary śmierci, jedyne o czym teraz myśli to jak uciec z kraju żywym...

Historię Idi Amina poznajemy w filmie oczami szkockiego lekarza. Przez długi czas Garrigan jest zauroczony postacią prezydenta, który jawi mu się nie tylko jako dowcipny rozmówca i jowialny kompan, ale również jako człowiek mogący uczynić wiele dobrego dla Ugandy. Mimo docierających do niego informacji o zaginięciach politycznych przeciwników Amina, lekarz przez długi czas nie dopuszcza do siebie myśli, że za tym wszystkim może stać prezydent. Kiedy wreszcie zda sobie z tego sprawę, odkryje, że jest w pułapce - bez paszportu, bez możliwości kontaktu z rodziną, skazany jedynie na łaskę bądź niełaskę dyktatora. 

Film Kevina Macdonalda, autora pokazywanego również w Polsce dokumentu "Czekając na Joe", rozpoczyna się jak komedia. Dużo w nim akcentów humorystycznych, muzyki i luzu. Z czasem jednak humor ustępuje coraz poważniejszemu nastrojowi i brutalniejszym scenom by w finale zmienić się w rasowy dreszczowiec, który oglądać będziecie ogryzając paznokcie ze zdenerwowania.

"Ostatni król Szkocji" to pokaz wielkiego aktorstwa w wykonaniu Foresta Whitakera. Czarnoskóry aktor, którzy przez lata przyzwyczaił nas do ról poczciwców, wcielając się w rolę Amina stworzył niezapomnianą, wielowymiarową kreację i doskonale oddał cyklofreniczne zachowania swojego bohatera potrafiącego Garriganowi grozić śmiercią by już po chwili przytulić go do siebie i powiedzieć, że Uganda go kocha.

"Ostatni król Szkocji" być może nie jest filmem wielkim, jednak dzięki wybitnej kreacji Foresta Whitakera ma już zapewnione swoje miejsce w historii. Wielbicielom politycznych dreszczowców i doskonałego aktorstwa gorąco polecam.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 89% uznało tę recenzję za pomocną (82 głosy).

przeczytaj również recenzje użytkowników (3)