Recenzja filmu Miasto aniołów (1998)
Brad Silberling

Upadek z chmur

Piękna historia. Naprawdę piękna. Ale co z tego? Film twórcom nie wyszedł. "Miasto aniołów" to opowieść o miłości, jaka łączy anioła, Setha (Nicolas Cage) i lekarkę, Meggie (Meg Ryan). Uczucie ...
Filmweb sp. z o.o.
Piękna historia. Naprawdę piękna. Ale co z tego? Film twórcom nie wyszedł.

"Miasto aniołów" to opowieść o miłości, jaka łączy anioła, Setha (Nicolas Cage) i lekarkę, Meggie (Meg Ryan). Uczucie spada na nich (teoretycznie) niespodziewanie. Seth, nie mogąc znaleźć innego wyjścia, decyduje się na najbardziej drastyczny krok: postanawia zrezygnować z dotychczasowego życia.

Seans zapowiadał się naprawdę ciekawie. Wszyscy "piali" nad tym filmem, posypało się nawet parę nominacji do nagród, a ja przez całą emisję miałam wrażenie, że oglądam jakąś mniej udaną bajkę, że, zamiast dać się ponieść do nieba wraz z bohaterami, spadam, po prostu spadam twardo na ziemię i podchodzę do wszystkiego z perspektywy szarej rzeczywistości. Ale skoro miała to być piękna opowieść to czy nie powinnam dać się ponieść wodzom fantazji i zapomnieć o wszystkim innym mnie otaczającym? W zasadzie chyba tak powinno być, ale cóż... nie było.

Jedyne czego nie mogę podważyć i skrytykować przy okazji "Miasta aniołów" to soundtrack. Bardzo ładne piosenki, zwłaszcza "Iris" Goo Goo Dolls. Nadrabiają trochę całkowity brak klimatu i magiczności.

Za to zastrzeżenia mam do aktorów. Skoro uczucie jakie ich połączyło było czymś niezwykłym, niespodziewanym, to dlaczego nie było w nich żadnej niepewności, wątpliwości, zdziwienia? Co prawda, Seth nie mógł sobie początkowo poradzić z tym, co go spotkało, ale ja odebrałam to bardziej jako tylko i wyłącznie fascynację Maggie. Nie mówię, że nie powinien się nią interesować, ale jednak odrobina jakiegoś strachu czy zmieszania też powinna przez jego myśli przemknąć. Co do Maggie, to ona, moim zdaniem, za szybko pogodziła się z myślą, że jej nowy przyjaciel jest aniołem. Powinno być więcej niedowierzania, obawy, kryzysu psychicznego. To by jednak zakłóciło tą spokojną aurę, która "unosi się" przez cały film, więc chyba twórcy postanowili zrezygnować z takiego "wątku". Za to sprezentowali nam dwie sceny kupowania gruszek. Wzruszające, no nie?

Ogólnie "Miasto Aniołów" to przeciętniak. Zmarnowana piękna historia. Film przeznaczony tylko dla wyjątkowo wrażliwych (lub nadwrażliwych) ludzi, których opowieści o tak wielkiej miłości, przerwanej przez brutalny los, wzruszają do łez. Ja osobiście wolałabym przeczytać historię Setha i Maggie spisaną na papierze, ubraną w piękne słowa. Może wtedy wytworzyłby się jakiś poruszający klimat, choć wątpię, żeby byli to następcy "Romea i Julii".
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 41% uznało tę recenzję za pomocną (34 głosy).

przeczytaj również recenzje użytkowników (2)