Recenzja filmu Za wszelką cenę (2004)
Clint Eastwood

W pełni zasłużone laury

Zastanawiający jest fakt, w którym ktoś, kto nie ma nic, kto pracuje ciężko od rana do nocy, kto nie wiąże końca z końcem ma znacznie więcej, niż każda inna osoba. Dla Maggie Fitzgerald taką ...
Filmweb sp. z o.o.
Zastanawiający jest fakt, w którym ktoś, kto nie ma nic, kto pracuje ciężko od rana do nocy, kto nie wiąże końca z końcem ma znacznie więcej, niż każda inna osoba. Dla Maggie Fitzgerald taką wartość ma jej pasja. To właśnie boks, sport twardych facetów. Sport nie dla kobiet, też tak myślałem. Jednak oglądając Hilary Swank w roli Maggie zmieniłem zdanie.

Raz jeden miałem możliwość spojrzeć w oczy Clinta Eastwooda. Możliwość ta sprawiła, iż obecnie mogę w inny sposób odnosić się do niego jako człowieka, aktora, reżysera. Kiedy ubiegłej zimy oglądałem "Rzekę tajemnic", nie sądziłem, że w jego dorobku coś jeszcze może mnie zaskoczyć. Tamten film niósł ze sobą potężną, emocjonalną dawkę, jaką obdzielić mógłbym kilka innych filmów.

Teraz cztery Oscary, jakie zdobył film "Za wszelką cenę", są szczególnym wyróżnieniem, które bez wątpienia było mu należne. Clint Eastwood już nie raz pokazał i udowodnił, że za kamerą równie dobrze sobie radzi, jak też przed nią. Choć nigdy się nad tym nie zastanawiałem, jak to jest, gdy aktor próbuje reżyserować? Czy szuka nowych wyzwań? Czy chce się sprawdzić? Nie wiem, jak odpowiedziałby na to Clint, z całą pewnością polubił to i dobrze się z tym czuje od dawna.

I co jest warte podkreślenia, jest nie tylko aktorem i reżyserem, on także jest producentem i kompozytorem muzyki. To też nie jest przypadek, gdyż muzykę napisał do dziesięciu filmów, w których zagrał, był reżyserem, bądź miało miejsce, jedno i drugie. Jest jedną z tych postaci kina, którą ośmielę się nazwać ponownie "żywą ikoną". Człowiekiem o niekończących się pomysłach na to, jak sprawić, aby kino sięgało coraz dalej i sprawiało coraz więcej przyjemności i wzruszeń. A tych przynajmniej w dwóch ostatnich jego filmach, nie brakuje.

Morgan Freeman gościł już w innym oscarowym tytule Eastwooda - "Bez przebaczenia". Tym razem Akademia nagrodziła jego pracę statuetką, doceniając wkład w stworzenie roli wybitnej. Roli będącej swoistym dopełnieniem aktorskiego trójkąta, Swank, Morgan i Eastwood.

To właśnie pomiędzy młodą dziewczyną, a jej trenerem rozgrywa się ta wspaniała opowieść, postaci i charakterów. Eddie Scrap, pracownik sali treningowej, w tej właśnie roli Morgan Freeman, opowiada i pokazuje piękną, lecz tragiczną historię dziewczyny, która mogła dotrzeć na sam szczyt, lecz stało się inaczej. "Million Dollar Baby" to kwota, na jaką zakontraktowana była walka o mistrzostwo świata, to moment, to chwila, która na zawsze odmieniła życie Maggie Fitzgerald. To jednocześnie oryginalny tytuł filmu.

Oglądając go, nie miałem wątpliwości, co do piękna zapisanego w prostej historii, w życiu młodej dziewczyny, która "Za wszelką cenę" chciała osiągnąć swój życiowy sukces. Nie zwracając uwagi na swój wiek, na to, iż trener kilka razy chciał ją spławić. W pełni świadoma tego, co może osiągnąć, nie bała się tego, co może ją spotkać. I chyba nie przypuszczała, że upadek będzie tragiczny w skutkach.

Dojrzałość i naturalność, z jaką Hilary Swank wcieliła się w rolę Maggie, jest godna uznania i podkreślenia. Aktorka po najwyższe wyróżnienie sięgnęła ponownie, po raz kolejny w pełni zasłużenie, nie budząc wątpliwości, że dała z siebie wszystko, a nawet znacznie więcej. Niż wymagał tego od niej reżyser, niż zakładał to scenariusz. Ona sama chciała zostać Maggie, poznać jej spojrzenie na otaczający ją świat, odizolowanie do rodziny, żywienie się ostatkami, które zbierała ze stołów pracując jako kelnerka.

Wzruszenie, które mi towarzyszyło, z początku jedynie śladowe, później, gdy pojawił się dramat było już widoczne. Wzruszenie, którego nie można i nie warto się wstydzić oglądając nowy film Clinta Eastwooda. Taka właśnie powinna być rola sztuki, aby dotknąć nas głęboko, aby na długo zostawić trwały ślad w naszej świadomości. Odcisnąć piętno na naszej duszy. Bez tego sztuka, którą rzecz jasna jest również kino, zupełnie nie ma sensu.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 81% uznało tę recenzję za pomocną (27 głosów).
Artur_G__Kaminski
ocenia ten film na:
1 10 10/10 arcydzieło!

przeczytaj również recenzje użytkowników (3)