Recenzja filmu Niebezpieczne związki (1988)
Stephen Frears

W sieci intryg

Wymowa książki "Les liaisons dangereuses" Choderlosa de Laclosa z 1782 roku pomimo upływu wieków pozostaje nadal aktualna. Nie dziwi zatem fakt, że mimo epistolarnej formy, która jest niezwykle ...
Filmweb sp. z o.o.
Wymowa książki "Les liaisons dangereuses" Choderlosa de Laclosa z 1782 roku pomimo upływu wieków pozostaje nadal aktualna. Nie dziwi zatem fakt, że mimo epistolarnej formy, która jest niezwykle trudna do zekranizowania, powieść ta doczekała się niejednej filmowej adaptacji. Ośmielę się postawić tezę, że żaden z filmów, które powstały na jej podstawie, nie może się równać dziełu Stephena Frearsa "Niebezpieczne związki" z 1988 roku.

Akcja filmu toczy się w XVIII wiecznej Francji. Piękne stroje, peruki i makijaż na zewnątrz oraz wstrętne knowania, brudne myśli i ohydne uczynki w środku człowieka. Aprobata śmietanki towarzyskiej znaczy tu najwięcej, odrzucenie przez społeczeństwo dużo gorsze jest od prawdziwego umierania. 

Markiza de Merteuil (Glenn Close) pragnie zemsty na swoim byłym kochanku. Narzędziem w jej rękach ma być uwodzicielski, pozbawiony wszelkich skrupułów (i wydawałoby się również uczuć) wicehrabia de Valmont (John Malkovich). Ofiarą spisku stanie się młodziutka i niewinna Cécile de Volanges (Uma Thurman). Przy okazji wicehrabia zamierza wygrać zakład, że uda mu się uwieść i porzucić uważaną za wzór cnót madame de Tourvel (Michelle Pfeiffer). Jednakże nagle w te wyprane z emocji plany zaczynają wdzierać się prawdziwe uczucia, o które nikt nikogo by nie posądzał w tym pragmatycznym i cynicznym światku. Wydawałoby się, że w tym świecie rządzonym przez konwenanse nie ma miejsca na coś takiego jak miłość. Jednak nawet tu wkrada się ona, pomimo wszelkich przeciwności, nawet w tych mrocznych czasach próbuje rozświetlić ludzkie serca. 

Reżyserowi udało się oddać ducha zepsucia epoki. Ogromna w tym zasługa znakomitej obsady. Całą dramaturgię tej historii wyczytujemy z twarzy aktorów. Ich kreacje są idealnie stonowane. Nie ma tu zbędnych słów ani gestów. Na trio: Glenn Close, John Malkovich i Michelle Pfeiffer patrzy się z szeroko otwartymi ustami od pierwszej do ostatniej minuty. Cała trójka daje popis swoich niewątpliwych umiejętności. Zwłaszcza aktorski pojedynek Close-Malkovich jest prawdziwą ucztą dla oka. 

Uważam film Frearsa za bezapelacyjne arcydzieło. Ani komediowy "Valmont" Milosa Formana ani uwspółcześnione "Cruel intentions" nie mogą się z nim równać, choć nie są to przecież złe filmy. "Niebezpieczne związki" to nie tylko kostiumowy melodramat. To również dramat psychologiczny, próbujący zgłębić motywy ludzkich działań oraz prześledzić ich konsekwencje. Rzadko kiedy trafia się film tak wszechstronny i głęboki a zarazem - dość prosty i oszczędny w środkach. Pozycja obowiązkowa dla każdego, kto poszukuje w filmie czegoś więcej niż tylko prostej rozrywki.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 80% uznało tę recenzję za pomocną (20 głosów).
slodkadziecinka
ocenia ten film na:
1 10 10/10 arcydzieło!

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)