Recenzja filmu Rejs (1970)
Marek Piwowski

W tak pięknych okolicznościach przyrody

Ocenianie "Rejsu" nie jest łatwe, zwłaszcza z perspektywy kogoś ponad dwa razy młodszego niż sam film. Zdaję sobie sprawę, że dzieło Piwowskiego można rozpatrywać jako satyrę na dojrzały PRL, ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja TV Rejs (1970)
Ocenianie "Rejsu" nie jest łatwe, zwłaszcza z perspektywy kogoś ponad dwa razy młodszego niż sam film. Zdaję sobie sprawę, że dzieło Piwowskiego można rozpatrywać jako satyrę na dojrzały PRL, jednak dla młodego widza będzie to miało efekt komedii z czasów Moliera, takich w jakich to należy dopisywać w przypisach, w których momentach należy się śmiać. Znacznie lepiej podejść do tego jak do czegoś w stylu filmu Jodrowskiego - surrealistycznej podróży, w której powodem do gromkiego śmiechu czy złapania się za głowę może być każde pojedyncze słowo lub gest.

Fabułę można pominąć, gdyż jest w całym filmie najmniej istotna. Ot, pasażer na gapę (Stanisław Tym) zostaje omyłkowo wzięty za instruktora kulturalno-oświatowego i ma za zadanie umilanie czasu uczestnikom tytułowego rejsu. Główną osią jego działalności staje się zorganizowanie przyjęcia niespodzianki dla kapitana, obejmującego śpiewy, tańce i pokazy akrobatyczne. 

Siłą filmu są jego dialogi. Każda pojedyncza scena wydaje się studium absurdu, najmniej istotny dialog w kontekście całości i odpowiedniego nastawienia potrafi wyciskać łzy. Bądź nie. "Rejs" jest bowiem filmem specyficznym. Można go kochać lub nienawidzić. Cały odbiór zależy od tego, jak podchodzimy do filmu. Jeżeli spodziewamy się standardowej komedii, zawiedziemy się. Jeśli natomiast uświadomimy sobie, że większość scen była improwizowana, że film jest niedokończony, że aktorzy podczas kręcenia za kołnierz nie wylewali... wtedy być może uda nam się odnaleźć geniusz tego filmu.

Nie sposób przecenić również wspaniałej muzyki Wojciecha Kilara. Monotonny, rozleniwiony główny motyw doskonale oddaje atmosferę panującą na statku. 

Rekonstrukcja cyfrowa filmu to prawdziwy majstersztyk. Ostry jak brzytwa obraz nie pozwala przypuszczać, że mamy do czynienia z ponad czterdziestoletnim obrazem. Również dialogi głównych bohaterów brzmią niezwykle świeżo i czysto. Jedynie czarno-biała taśma pozwala na przypuszczać, że obcujemy z filmem niewiele młodszym od "Samych swoich".

"Rejs" to mistrzowskie kino absurdu i satyry. Już sam widok niezwykle młodego Tyma budzi nutkę nostalgii i daje znak, że mamy do czynienia z dziełem ponadczasowym. To film, który obok "Misia" stanowi najwybitniejsze dzieło kina PRL-u i każdy fan jednego zapewne zakocha się również w drugim.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 86% uznało tę recenzję za pomocną (49 głosów).
alzur
ocenia ten film na:
1 10 9/10 rewelacyjny