Recenzja filmu Sztuka zrywania (2006)
Peyton Reed

Walka o swoje

"Sztuka zrywania" to z pozoru kolejna, niczym nie wyróżniająca się komedia romantyczna, skierowana do damskiej części publiczności. Nic bardziej mylnego. Jest to produkcja, która spodoba się ...
Filmweb sp. z o.o.
"Sztuka zrywania" to z pozoru kolejna, niczym nie wyróżniająca się komedia romantyczna, skierowana do damskiej części publiczności. Nic bardziej mylnego. Jest to produkcja, która spodoba się zarówno znudzonym swoim dotychczasowym życiem panom, jak i szukającym czystej rozrywki - paniom. Film obrazuje bowiem jak wygląda codzienne życie przeciętnej amerykańskiej pary "zakochanych".

Brooke i Gary są ze sobą od kilu lat. Mieszkają razem i sprawiają wrażenie pary idealnej, która stanowi wzór dla większości współczesnych związków. W rzeczywistości często dochodzi między nimi do kłótni. Gary nie może zrelaksować się po ciężkim dniu pracy, zaś Brooke wpada w szał, gdy jej partner nie wykonuje poleceń. Wkrótce postanawiają się rozstać, lecz problem tkwi w mieszkaniu. Z przytulnego lokum nie chce zrezygnować ani Gary, ani Brooke. Zaczyna się więc prawdziwa wojna o to, kto pierwszy opuści swoje cztery ściany...


Początkowe sekwencje filmu wprowadzają widza w poważny błąd, który może zaważyć na tym czy seans będzie w pełni udany, czy też nie. Pierwsze sceny okraszone są miłą melodyjką, która stanowi tło dla przewijających się przez ekran wspólnych zdjęć pary głównych bohaterów. Potem obserwujemy ich losy. Wspólne decyzje, życie, a także codzienną pracę. Kłopoty zaczynają się, gdy protagoniści rozpoczynają przygotowania do rodzinnej kolacji. Wówczas rozumiemy, że nie należy oceniać książki po okładce. 

Osoby nastawione na typową komedię romantyczną (z naciskiem na damską część widowni) będą naprawdę zawiedzeni. Dlaczego? Ponieważ film Reeda to standardowa komedia, w której na próżno szukać romantycznych randek, spacerów w blasku księżyca czy też etapu poznawania naszych głównych bohaterów. Akcent humorystyczny to najmocniejszy punkt filmu, który został dopracowany z aptekarską precyzją. Do łez rozbawią nas nietypowe potyczki słowne, próby zajęcia mieszkania tylko dla siebie, a także sekwencje z nieudanymi spotkaniami. Wszystkie gagi są świetnie przemyślane, dzięki czemu podczas seansu nie towarzyszy nam uczucie znużenia, ani tym bardziej zażenowania. Film "chwyta się" każdego możliwego tematu. Pracy, imprez, kłótni, zarobków. Nie jest to produkcja nudna, lecz taka, który zapewnia naprawdę mnóstwo dobrej zabawy. 


Dużą zaletą filmu okazały się także nawiązania do naszej pięknej ojczyzny. Nasz główny bohater wielokrotnie eksponuje nasze symbole narodowe. Biorąc pod uwagę jego zachowanie można i bez tego wiedzieć, że jest to typowy Amerykanin. 

Aktorsko film wypadł dobrze. Najlepiej z całej obsady wypadł Vince Vaughn, który jest stworzony do takich ról. Jennifer Aniston to przeciętna aktorka, która raczej nie ma pojęcia o rozśmieszaniu widza. Jej postać jest nijaka i mało przekonująca. Udany występ zaliczył także Cole Hauser, który choć nie pojawia się na ekranie zbyt często - to potrafi urzec widza swoim niecodziennym spojrzeniem na otaczający go świat.


"Sztuka zrywania" to jedna z lepszym komedii jakie kiedykolwiek udało mi się obejrzeć. Film idealnie ukazuje naszą szarą rzeczywistość. Nie jest to kolejny nużący, wyidealizowany film o perypetiach bogatych szczęściarzy. Zabawny, ciekawy i w pełni zadowalający. 
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 56% uznało tę recenzję za pomocną (9 głosów).
Krzychu_800
ocenia ten film na:
1 10 9/10 rewelacyjny

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)

o