Recenzja filmu Ali (2001)
Michael Mann

Walka poza ringiem

Cassius Marcellus Clay urodził się siedemnastego stycznia 1942 roku. Jako przyjaciel Malcolma X, z którym walczył o wolność czarnego narodu, kazał nazywać siebie Cassius X. Jednak trwało to ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja dvd Ali (2001)
Cassius Marcellus Clay urodził się siedemnastego stycznia 1942 roku. Jako przyjaciel Malcolma X, z którym walczył o wolność czarnego narodu, kazał nazywać siebie Cassius X. Jednak trwało to krótko i niebawem zmienił nazwisko na Muhammad Ali. Właśnie pod tym imieniem wszyscy znają go jako boksera wszech czasów. Cassius stoczył na ringu wiele walk, jednak ta najważniejsza w jego życiu odbyła się nie między linami ringu a na sali sądowej. Niewiele brakowało, aby odsiedział pięć lat za odmowę służby wojskowej.

Po filmie "Ali", który jest biografią Cassiusa Claya, spodziewałem się zabiegu znanego choćby z "Rocky'ego", czyli schemat "od zera do bohatera". Zdziwiłem się więc gdy na samym początku filmu bohater zdobywa mistrzowski pas. Widz nie dostaje więc tego, co zwykle: ciężki trening, kilka walk z pomniejszymi przeciwnikami i wreszcie finalny bój o sławę i honor. Reżyser same utarczki ringowe traktuje raczej powierzchownie, a uwagę widza kieruje na wojnę miedzy Alim a władzami Stanów Zjednoczonych. Oczywiście nie oznacza to, że same walki są słabe. Wyglądają one niezwykle spektakularnie, aktorzy naśladują ruchy granych przez siebie bokserów z niezwykłą pieczołowitością.

W tytułową role wcielił się Will Smith i zrobił to z wielkim rozmachem. Gra naprawdę bardzo dobrze, nawet słynny "taniec", jaki wykonywał koło swoich przeciwników Ali, Smith oddał w najmniejszych szczegółach. Jednak nie mogłem oprzeć się wrażeniu, iż Will nie pasuje do tej roli. Może dlatego, że nie jest podobny do Muhammada... Natomiast Mykelti Williamson grający promotora Don Kinga to totalne nieporozumienie, zamiast prawdziwego showmana widzimy szarą myszkę, która nie wie co ma powiedzieć w trakcie konferencji prasowej. Najbardziej przekonujący w całym filmie był Mario Van Peebles. Prawie uwierzyłem, że naprawdę jest Malcolmem X.

A jaki jest sam film?
Fani bokserskich pojedynków mogą poczuć się zawiedzeni. Ali więcej walczy na słowa niż z przeciwnikami w ringu. Przez większą cześć seansu bohater stara się zorganizować walkę wbrew władzom USA. W tle przewija się wojna w Wietnamie i walka czarnych mieszkańców Ameryki o swoje prawa. Film nie jest zły, nawet miejscami jest bardzo dobry, ale brakuje w nim tego "czegoś", co sprawia, że widz poci się z wrażenia i wychodzi z sali kinowej z uśmiechem satysfakcji na twarzy.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 62% uznało tę recenzję za pomocną (26 głosów).
LuckyOne
ocenia ten film na:
1 10 7/10 dobry