Wczoraj byliśmy młodzi

Telewizja Polska z okazji 68 rocznicy napaści hitlerowskich Niemiec na Polskę wyprodukowała film, który jest ewenementem w aktualnie panujących trendach rodzimej kinematografii. Nie jest to bowiem ani głupiutka komedyjka romantyczna ani kryminał. Chce się wręcz rzec, że "Jutro idziemy do kina" to film normalny, tyle że takich filmów w naszym kraju jest jak na lekarstwo.

Mamy rok 1938. Trójka przyjaciół właśnie zdała maturę. Jak wszyscy młodzi ludzie, żyją chwilą obecną, planują przyszłość i wierzą, że przed nimi jest jeszcze całe życie. Każdy z nich podąża własną ścieżką, odnosi własne sukcesy i ponosi osobiste porażki, a w końcu odnajduje też miłość. Rok z życia młodych ludzi pokazana jest w lekkim, wręcz komediowym stylu, któremu momentami bliżej do bajki niż do prawdziwej opowieści. Widz to jednak "kupuje" bez większego sprzeciwu, ponieważ znakomicie wpisuje się to w romantyczną konwencję tak lubianą w Polsce od czasu Wieszczów. Film Kwiecińskiego to bowiem sentymentalna opowiastka o młodości w pełnym swym rozkwicie, kiedy to wszystko zdaje się być możliwe.

Jednak zarówno twórcy jak i widzowie wiedzą, że za horyzontem zdarzeń gromadzą się już burze wojennego sztormu. Za radością, swobodą i entuzjazmem kryje się gorzki cień świadomości, że to wszystko mija i nadjedzie czas bolesnego starcia z brutalną rzeczywistością. "Jutro idziemy do kina" to dzieło osób, które młodość mają już za sobą i z żalem spoglądają wstecz, za tym co było i już nie wróci. To czyni z filmu powieść uniwersalną, bowiem naturą rzeczy jest, że młodzieńczy zapał mija stłamszony przez zdecydowanie mroczniejszą rzeczywistość.

Film zrealizowany z okazji 1 września to druga pełnometrażowa fabuła Michała Kwiecińskiego, który w ubiegłym roku zaskoczył wszystkich znakomitymi "Statystami". Teraz, przy współpracy z uznanym scenarzystą Jerzym Stefanem Stawińskim, udowodnił, że tamten film nie był przypadkiem. Pomimo swego telewizyjnego rodowodu, "Jutro idziemy do kina" z powodzeniem wygrywa z większością tegorocznych polskich premier kinowych. Jego zaletami jest prosta lecz uniwersalna historia, sympatyczni bohaterowie, a przede wszystkim niezapomniany nastrój.

Stawiński napisał rzecz jak na telewizję niespotykanie dobrą. Jest to niewiarygodnie romantyczna fikcja, która jednak mogła wydarzyć się naprawdę. W tej historii odnajdą się i starsi widzowie, którzy ze smutnym uśmiechem zadumają się nad czasami, kiedy sami byli niespełna 20-latkami, jak młodzi, którzy ciesząc się naiwnością, być może zauważą przestrogę i nie dadzą się w pełni zaślepić młodzieńczym fantasmagoriom.

Kwiecińskiemu należy się z kolei pochwała za bezbłędne dobranie i dobre poprowadzenie obsady. Najlepiej widać to na przykładzie trzech dziewcząt, które zagrały na zaskakująco wysokim poziomie. W polskiej telewizji ze świecą można szukać takich kreacji, a i w kinie nie miałyby się czego wstydzić.

Z kolei wśród panów najlepiej spisał się, ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu Jakub Wesołowski. Nie ma on zbyt wielkiego doświadczenia, a jednak zarówno w partiach komediowych jak i tych bardziej poważnych radzi sobie lepiej, niż można się tego było spodziewać. Najsłabiej wypada, kiedy gra rozpacz. W scenach z 1 września, niestety zabrakło doświadczenia i jego zachowanie trąci sztucznością.

Jednak najsłabiej z trójki głównych aktorów wypada (o dziwo!) najbardziej doświadczony z nich wszystkich Mateusz Damięcki. Chyba zaczyna mu już trochę brakować młodzieńczego żaru. Może powinien już zacząć rozglądać się za nieco innymi rolami?

Całość, jak na polskie standardy została zrealizowana bardzo sprawnie, choć miejscami widać, że budżet jest dość. Kwieciński z ekipą dostarcza widzowi film sympatyczny, miły i gorzko zabawny, czym przywraca nadzieję na to, że w Polsce może w końcu zacznie się kręcić "normalne" kino.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 88% uznało tę recenzję za pomocną (77 głosów).
Marcin Pietrzyk
ocenia ten film na:
7/10 dobry

przeczytaj również recenzje użytkowników (2)

komentarze

pozostało 255 znaków
  • Rotmistrz_1819

    Jak to kiedyś powiedział Bronisław Pawlik: "My nie jestesmy starzy, tylko wcześniej urodzeni", film dobry, ale chyba mało zrozumiały dla młodego(bardzo) pokolenia... Moim zdaniem Kuba i Mateusz są atutami tego filmu , bez nich ten film nie miał by "oddechu" II Rzeczypospolitej... Recenzja całkiem niezła, idąca z "entuzjazmem młodości" 2 RP./pozdrawiam Rotmistrz

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: