Recenzja filmu Miasto gniewu (2004)
Paul Haggis

Więźniowie nienawiści

Tegoroczna gala oscarowa zakończyła się wielką niespodzianką. Wbrew przewidywaniom większości krytyków, filmowców a nawet bukmacherów Nagrodę Akademii dla najlepszego filmu roku zdobył bowiem nie ...
Filmweb sp. z o.o.
Tegoroczna gala oscarowa zakończyła się wielką niespodzianką. Wbrew przewidywaniom większości krytyków, filmowców a nawet bukmacherów Nagrodę Akademii dla najlepszego filmu roku zdobył bowiem nie głośny gejowski western Anga Lee "Tajemnica Brokeback Mountain", ale poruszający dramat Paula Haggisa "Miasto gniewu". Decyzja Akademii wzbudziła sporo emocji i dyskusji. Wielu komentatorów twierdziło, że "Tajemnica" przegrała rywalizację z "Miastem gniewu" gdyż Ameryka nie była jeszcze przygotowana na to, by najważniejszą nagrodę filmową świata otrzymał obraz o tematyce homoseksualnej. Nie wykluczone, że część Akademików oddając swój głos kierowało się tym przekonaniem. Pewne jest jednak to, że "Miasto gniewu" to dzieło wybitne i uhonorowanie go Oscarem nie przyniosło ujmy Amerykańskiej Akademii Filmowej.

Bohaterami debiutanckiego obrazu Paula Haggisa są mieszkańcy Los Angeles: prokurator okręgowy i jego wiecznie zdenerwowana żona, policjanci, czarnoskóry reżyser, meksykański robotnik, złodzieje samochodów, małżeństwo Koreańczyków w średnim wieków. W ciągu 36 godzin, bo tyle czasu obejmuje akcja filmu, ich drogi skrzyżują się, ale nie będzie to zwykłe spotkanie a raczej... czołowe zderzenie.

Paul Haggis, nominowany rok wcześniej do Oscara za scenariusz głośnego "Za wszelką cenę" Clinta Eastwooda, w "Mieście gniewu" postanowił przedstawić konflikty rasowe - problem, który w Ameryce jest wciąż żywy. W dobie politycznej poprawności przedstawił widzom poruszającą, niekiedy brutalną, z rzadką zabawną, ale przede wszystkim prawdziwą opowieść o ludziach różnych nacji i kolorów skóry, którzy mieszkając w jednym mieście nie potrafią się porozumieć i obwiniają się wzajemnie o własne klęski i niepowodzenia.

Doskonale napisany scenariusz, pełen błyskotliwych dialogów i zwrotów akcji trzyma widza w napięciu od pierwszej do ostatniej minuty. Co ważne, skrypt został napisany w taki sposób, że każdy z aktorów ma szansę zaistnieć w filmie, a tym samym sprawić, żeby widzowie przejęli się losem odtwarzanych przez nich bohaterów.

"Miasto gniewu" niedawno ukazało się w Polsce na DVD. Niestety, jak na tak głośną i wyróżnioną tyloma nagrodami produkcję film Paula Haggisa doczekał się w naszym kraju niezwykle skromnej edycji. Na krążku oprócz dramatu znajdziemy jedynie zwiastun, który materiał "O filmie" oraz wideoklip do piosenki "In the Deep" zespołu Bird York. Biorąc pod uwagę, że na świecie ukazało się już dwupłytowe wydanie z filmem w wersji reżyserskiej, to naprawdę mało.

Mimo obiekcji, dotyczących poslkiej edycji DVD filmu, gorąco zachęcam do sięgnięcia po tę płytę. Z dodatkami, czy bez "Miasto gniewu" to - jak napisałem we wstępie - jeden z najlepszych i najprawdziwszych filmów jakie powstały w Hollywood w ciągu ostatnich lat. Po prostu trzeba zobaczyć.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 79% uznało tę recenzję za pomocną (150 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)