Recenzja filmu Wilbur chce się zabić (2002)
Lone Scherfig

Wilbur chce się zabić - dlaczego?

Pierwszą myślą nasuwającą się po usłyszeniu tytułu filmu jest: dlaczego? Dlaczego Wilbur, młodszy i przystojniejszy z braci North, współwłaściciel niewielkiej księgarni w dość depresyjnym ...
Filmweb sp. z o.o.
Pierwszą myślą nasuwającą się po usłyszeniu tytułu filmu jest: dlaczego? Dlaczego Wilbur, młodszy i przystojniejszy z braci North, współwłaściciel niewielkiej księgarni w dość depresyjnym szkockim miasteczku, chce ze sobą skończyć? Ma sympatyczną pracę, olbrzymie powodzenie u kobiet, uwielbiają go dzieci, którymi opiekuje się w przedszkolu, kochali rodzice i kocha starszy brat. Dlaczego niemal maniakalnie próbuje od tego wszystkiego uciec?

Przyjrzyjmy się innym bohaterom filmu, oni to dopiero mają dołujące życie! Alice - samotna matka właśnie wyrzucona z pracy w szpitalu, do której dorabiała sprzedając książki pozostałe po zmarłych pacjentach. Mary - córeczka Alice, smutna dziewczynka zanurzona w świecie książek, spędzająca noce w szpitalu, w którym sprząta matka. Horst - pochodzący z Danii lekarz psychoterapeuta, któremu ojciec nie pozwolił zostać muzykiem jazzowym i który męczy się w zawodzie wysłuchując problemów znienawidzonych pacjentów. Sonia - głupiutka pielęgniarka z włosami w nosie bezskutecznie poszukująca kandydata na męża. Jest jeszcze Harbour - starszy brat Wilbura - dobry, szlachetny, uprzejmy, oddany bratu i zawsze pozostający w jego cieniu. Gdy jego życie zaczyna się wreszcie układać - zakochuje się w Alice i zakłada rodzinę - wszystko legnie w gruzach. Harbour ma raka trzustki, wkrótce umrze.

Dlaczego spośród tego depresyjnego towarzystwa to właśnie Wilbur przejawia samobójcze skłonności? Jego brat tłumaczy to traumą z dzieciństwa (Wilbur czuje się odpowiedzialny za śmierć swojej ukochanej matki), ale odpowiedź nie jest chyba taka prosta. Wiemy natomiast na pewno, dlaczego przestaje myśleć o śmierci. W życiu Wilbura pojawia się miłość i to ona kładzie kres próbom samobójczym. Kiedy Harbour musi iść do szpitala, jego brat przejmuje obowiązki męża, ojca i pana domu. Nagle jest komuś potrzebny, kocha i jest kochany. Ostatnią próbę samobójczą przerywa, gdy córka Alice prosi, by poczytał jej książkę. Wilbur patrzy na dziewczynkę, zakręca kran w wannie, w której po raz kolejny miał zamiar podciąć sobie żyły i idzie z Mary do jej pokoju. Od tej pory nie będzie już szukał śmierci.

"Wilbur chce się zabić" to mały moralitet o tym, że żyjemy dla ludzi i dzięki nim. Że nasza egzystencja ma sens, o ile wnosimy coś w życie innych. Kiedy Harbour zauważa, że Wilbur zajął jego miejsce - odchodzi. Nie jest już potrzebny. W układzie Wilbur-Alice-Mary nie ma dla niego miejsca.

Wbrew powyższemu streszczeniu, nie jest jednak "Wilbur..." filmem smutnym. Zawdzięczamy to przede wszystkim głównemu bohaterowi, jego cierpkiemu poczuciu humoru, niezaprzeczalnemu urokowi osobistemu. Wilbur jest złośliwy, ironiczny, opryskliwy i męczący, ale nie sposób mu się oprzeć. Nawet lekarz Horst, w którego rzucał podczas lunchu brukselką wydaje się go lubić. Duża w tym zasługa odtwarzającego rolę Wilbura Jamie'go Sivesa - niezwykle utalentowanego i przekonującego aktora.

Wiele scen "Wilbura..." sprawiało, że widownia dosłownie wyła ze śmiechu. Ale gdy pojawiły się napisy końcowe, cała sala milczała. Śmiech, jak pretensjonalnie by to nie brzmiało, uwiązł nam w gardłach. To film, który daje widzowi olbrzymi materiał do przemyślenia, a przy tym sprzedaje go w sposób przystępny, zwłaszcza dzięki zawartej w nim dużej dawce humoru. Każdy powinien go obejrzeć.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 86% uznało tę recenzję za pomocną (14 głosów).