Recenzja filmu 1408 (2007)
Mikael Håfström

Witaj w pokoju nr 1408

Nie ma chyba na kuli ziemskiej miłośnika horroru, któremu obce byłoby nazwisko King. Wszak wiele osób uważa Stephena Kinga za jednego z najlepszych pisarzy grozy. Również niektórzy twórcy filmów ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa 1408 (2007)
Nie ma chyba na kuli ziemskiej miłośnika horroru, któremu obce byłoby nazwisko King. Wszak wiele osób uważa Stephena Kinga za jednego z najlepszych pisarzy grozy. Również niektórzy twórcy filmów cenią twórczość Amerykanina i już niejeden raz próbowali przenosić jego powieści czy opowiadania na duży ekran. Zazwyczaj jednak wychodziło im to średnio, wyłączając z tego grona genialną produkcję Stanleya Kubricka "Lśnienie", która ukazała się prawie trzydzieści lat temu. Szwedzki reżyser, Mikael Hafstrom, znany ze stworzenia chociażby "Wykolejonego", również zaintrygował się twórczością Stephena Kinga i w efekcie tym postanowił nakręcić produkcję na podstawie jednego z mrożących krew w żyłach opowiadań, a mianowicie "1408". Czy Szwedowi udało się przenieść na ekran świetny klimat? Zapraszam do dalszej lektury.
 
"1408" opowiada historię pisarza Mike Enslina, który zwykł pisać całą masę przeciętnych książek, dotyczących różnorakich, nawiedzonych miejsc. By jego dzieła były jak najbardziej wiarygodne, Mike podróżuje po owych nawiedzonych lokalach, jednocześnie nie wierząc w żadne duchy i zjawiska paranormalne, których istnienia nie doświadcza. Pewnego dnia, przebierając w stercie listów, mężczyzna natrafia na intrygującą wiadomość, która informuje go, aby nigdy nie wszedł do pokoju numer 1408 w renomowanym, nowojorskim hotelu Delphin. Mike czym prędzej robi wszystko, aby dostać się do tego apartamentu. Pomimo ostrzeżeń właściciela lokum, który stanowczo odradzał Mike'owi noclegu w 1408 i opowiadał mu o rzekomej, gigantycznej liczbie zgonów, które miały miejsce w pokoju, Enslin z uporem maniaka decyduje się na chwilowe zamieszkanie w tajemniczej lokacji. Początkowo Mike szydzi z pokoju, będąc przekonanym, że znowu spędzi nieciekawą noc w owianym złą sławą lokum. Tymczasem z minuty na minutę w 1408 Enslin jest świadkiem coraz to bardziej przerażających wizji.
 
Wątek fabularny filmu, oparty wszak na opowiadaniu Stephena Kinga, prezentuje bardzo dobry poziom, pomimo faktu, że zapewne każdy od samego początku wie, że tytułowy pokój o numerze 1408 skrywa na pewno straszliwą tajemnicę. Faktycznie, pod tym względem autorzy nie mogli zaskoczyć widza i wiadome lokum naprawdę okazuje się niezwykłym i przerażającym miejscem. Autorzy filmu co moment zaskakują nas różnorakimi zagrywkami, które teoretycznie mają wywoływać strach u widza. Od razu zaznaczę, że "1408" w roli strasznego horroru sprawdza się bardzo kiepsko. Podczas seansu byłem raczony dość prostymi i oklepanymi zagrywkami, pokroju nagłego pojawiania się znikąd ducha, czy też samo włączania się urządzeń.

Pomimo że film szwedzkiego reżysera raczej straszny nie jest, to dzięki sprawnie napisanemu scenariuszowi od początku do końca trzyma w lekkim napięciu. Widz podczas seansu jest ciekawy, jak skończy się żywot głównego bohatera w feralnym pokoju. Przy okazji dodam, że podoba mi się koncept tytułowego lokum i roli, jaka mu przypadła. W dodatku autorzy filmu świetnie zbudowali klaustrofobiczny klimat, dzięki czemu "1408" naprawdę wciąga od pierwszej do ostatniej minuty. Trochę gorzej od scenariusza prezentują się dialogi, które są nad wyraz sztuczne i niemrawe. Zwłaszcza na początku filmu razi wspomniana przed momentem sztuczność.
 
Całkiem nieźle wypadła gra aktorska. W rolę pisarza Enslina wcielił się John Cusack. Miał on spore pole do popisu, ponieważ przez dość dużą część filmu występuje samotnie. Amerykański aktor spisał się naprawdę wspaniale. Duże wrażenie wywarła na mnie jego mimika oraz gestykulacja, która idealnie wpasowała się w klimat filmu. Zresztą sam wygląd Cusacka w sam raz nadaje się dla głównego bohatera. Ogólnie uważam, że autorzy filmu, obsadzając Johna w roli głównej, trafili w dziesiątkę, bo lepiej chyba nie mogli wybrać. W "1408" pojawia się też Samuel L. Jackson. W odróżnieniu od Cusacka nie miał wielkiego pola do pokazania swych umiejętności, aczkolwiek spisał się poprawnie. Pozostali aktorzy, którzy de facto pojawiali się tylko epizodycznie, nie wybili się ponad wyższe stany średnie.
 
"1408" nie zostało nie wiadomo jak bardzo naszpikowane efektami specjalnym, ale takowe jednak się pojawiają. Zbytnio nie zachwycają, co być może jest wynikiem faktu, iż szwedzki reżyser miał ponoć dość ograniczony budżet. Trochę zawiodłem się na oprawie dźwiękowej. Spodziewałem się naprawdę klimatycznej, może nawet trochę chorej muzyki, tymczasem podczas seansu moje uszy były raczone dość przeciętnymi dźwiękami, które niespecjalnie budowały nastrojowy klimat grozy.
 
Podsumowując, uważam, że "1408" całkiem dobrze spisuje się w roli psychologicznego horroru, który zamiast straszyć widza, wywołuje trochę inne emocje, czyli chociażby uczucie bezradności wobec pełniącego funkcję sądu ostatecznego pokoju. Podczas seansu byłem raczony dość prostymi i oklepanymi zagrywkami, pokroju nagłego pojawiania się znikąd ducha, czy też samo włączania się urządzeń straszne zagrywki i naprawdę trzeba być naiwnym, by bać się podczas seansu. Jednak sporą zaletą filmu jest aktorstwo, a przede wszystkim rola Johna Cusacka, który wspiął się na wyżyny swych umiejętności aktorskich. Ogólnie rzecz biorąc, "1408" to sprawne przeniesienie na duży ekran ekscytującego opowiadania Stephena Kinga - warto zobaczyć, choć niektórzy koneserzy horroru będą zapewne kręcić co nieco nosem.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 50% uznało tę recenzję za pomocną (30 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (2)