Recenzja filmu Sin City - Miasto grzechu (2005)
Robert Rodriguez
Frank Miller

Wizualnie czyste miasto...

Nowy styl kinematografii wymyślony przez Roberta Rodrigueza jest dokładnie tym, czym ma być - nową ścieżką, którą mogą podążać w przyszłości twórcy niebanalnych filmów rozrywkowych. Zadaniem ...
Filmweb sp. z o.o.
Nowy styl kinematografii wymyślony przez Roberta Rodrigueza jest dokładnie tym, czym ma być - nową ścieżką, którą mogą podążać w przyszłości twórcy niebanalnych filmów rozrywkowych. Zadaniem reżysera było jak najwierniejsze przeniesienie obrazków wziętych z komiksu na ekran, co mu się w pełni udało. Rodriguez postawił przede wszystkim na technikę komputerową i komiksowy styl pierwowzoru. W efekcie oglądamy zapierające dech w piersiach, oszałamiające wizualnie i estetycznie widowisko, film jest czarno-biały, co przywodzi na myśl czarne kryminały z lat 40., w niektórych momentach stawały mi przed oczami fragmenty starszych filmów Hitchcocka, kolory pojawiają się tylko miejscami co potęguje tylko wrażenie świeżości i oryginalności dzieła Rodriguez & Miller.

Zdjęcia i scenografię (zwłaszcza widok miasta z lotu ptaka) dopieszczono w najdrobniejszych szczegółach. Ponadto mamy też kapitalną muzykę, zapożyczoną troszeczkę z różnych westernów, kryminałów... gatunków skrajnie odmiennych. Mieszanka zasługuje na uznanie, maksymalna stylizacja i warstwa wizualna obrazu to prawdziwy majstersztyk.

"Sin City" przesycone jest przemocą, i w tym punkcie znów daje o sobie znać doskonałe wyczucie Rodrigueza co do łączenia przemocy (często wręcz sadystycznej i obrzydliwej) z wyjątkowo czarnym humorem. Dzięki temu film nie przekracza dozwolonej granicy, widzowi niestraszne są nawet najokropniejsze sceny, jak choćby wyrywanie genitaliów (ręczne!) czy odstrzeliwanie członków ciała. Perwersja nie byłaby jednak sobą, gdyby twórcy nam tych widoków oszczędzili, wręcz przeciwnie - cały film, podobnie jak komiks opiera się głównie na przemocy i mordobiciu, pierwsze 40 minut aż wciska w fotel tempem narzuconym przez reżysera. Nie ma tu absolutnie żadnych przestojów - akcja za akcją!
Podobnie jak "Pulp FictionQuentina Tarantino, "Sin City" składa się z kilku luźno połączonych ze sobą historyjek, obraz kończy się wątkiem rozpoczynającym, nie są one jednak aż tak zagmatwane, jak to było w filmie Tarantino (który nakręcił znakomity epizod w filmie Rodrigueza). 
Obsada "Miasta Grzechu" naszpikowana została supergwiazdami, wszyscy wywiązali się ze swoich ról brawurowo, jest na co popatrzeć, zarówno pod względem pięknego kobiecego wyglądu (Jessica Alba, Brittany Murphy), jak i gry aktorskiej - tu wielkie oklaski dla panów. Zdecydowanie najlepiej zagrali Mickey Rourke jako Marv, który mimo, iż ucharakteryzowany nie do poznania, dał popis znakomitej gry aktorskiej oraz Benicio Del Toro - Johnny Boy w jego wykonaniu to gwiazda tego filmu. Pozytywnie zaskoczyli mnie także Nick Stahl - jego gra przez większość czasu sprowadzała się raczej do używania tylko głosu, lecz wykonał to doskonale, i Bruce Willis - jako uczciwy funkcjonariusz Hartigan. Reszta obsady także wyjątkowo przekonująca w swoich rolach.
Trzeba wiedzieć jedno: "Sin City" to jeden z najważniejszych filmów ostatnich lat, ale ważne jest również to, że nie można filmu Rodrigueza traktować serio, to po prostu wielkie kino rozrywkowe, duży krok w kierunku rozwoju światowej kinematografii (niech się schowają schematy!). Film wstrząsający ze sporą dawką adrenaliny, ale jednocześnie pozwalający się rozluźnić.

A skoro jesteśmy przy podsumowaniu - "Sin City" to obraz wybitny, zdecydowanie dominujący w swoim gatunku, niezależnie czy popatrzymy na niego jak na ekranizacje komiksu, kryminał czy film akcji... Bo pod olbrzymią dawką przemocy, brutalności, drastyczności i namiętności, kryje się, może mało odkrywcza, ale jakże wzruszająca puenta... Otóż każda historia zawarta w "Mieście Grzechu" opiera się na tym samym fundamencie, na... miłości. Każdy wątek ukazuję, do czego może się posunąć mężczyzna, aby pomóc ukochanej kobiecie. To jedyny optymistyczny aspekt filmu Rodrigueza; paradoksalnie bardzo smutny. Szkoda tylko, że można o nim szybko zapomnieć... Ale mi to wystarcza.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 79% uznało tę recenzję za pomocną (14 głosów).
Rafikii89
ocenia ten film na:
1 10 9/10 rewelacyjny

przeczytaj również recenzje użytkowników (12)

zobacz wszystkie
o