Recenzja filmu Dziewiąty dzień (2004)
Volker Schlöndorff

Wojna o duszę

Volker Schlöndorff od początku swojej kariery konsekwentnie realizuje filmy, w których stawia pytania o niemiecką tożsamość, historię i ludzką kondycję. Nie unika tematów trudnych i drażliwych. ...
Filmweb sp. z o.o.
Volker Schlöndorff od początku swojej kariery konsekwentnie realizuje filmy, w których stawia pytania o niemiecką tożsamość, historię i ludzką kondycję. Nie unika tematów trudnych i drażliwych. Jego najnowszy film "Dziewiąty dzień" jest kolejnym przykładem artystycznej konsekwencji niemieckiego reżysera.

Akcja obrazu rozpoczyna się 15 stycznia 1942 roku. Tego dnia do okupowanego przez nazistów Luksemburga przyjeżdża zwolniony z obozu w Dachau ksiądz Henri Kramer. Przed nim 9, które spędzi na "wolności" w towarzystwie rodziny. Hitlerowcy chcą, żeby ten czas wykorzystał na przekonanie miejscowego biskupa do współpracy z nazistami. Jeśli mu się to uda, nie tylko nie wróci do obozu, ale wolność odzyskają również inni księża więzieni w Dachau. Gdyby spróbował uciekać wszyscy zginą.
Pobyt Kramera w Luksemburgu nadzoruje członek SS Untersturmführer Gebhardt. Pomiędzy mężczyznami rozpoczyna się gra, której stawką są losy kościoła.

Historia księdza Kramera jest dla Schlondorffa okazją do rozważań nad, budzącą do dnia dzisiejszego kontrowersje, postawą kościoła katolickiego wobec nazistowskiej zarazy. Film opiera się na rozbudowanych, doskonale napisanych dialogach, w których bohaterowie argumentują swoje racje. Komentarzem są dla nich retrospekcje pokazujące pobyt Karmera w Dachau, gdzie wraz z innymi kapłanami, więźniami niesławnego bloku księży, był świadkiem przerażających rzeczy.

Olbrzymia siła obrazu płynie z doskonałych kreacji aktorskich. Ulrich Matthes w roli Kramera i August Diehl jako bezwzględny, a przy tym niezwykle inteligentny Untersturmführer Gebhardt tworzą na ekranie niezapomniany duet. Ich spotkania, podczas których jesteśmy świadkami jak łagodna, początkowo, perswazja nazisty z czasem przemienia się we wściekłość, trzymają w napięciu, jak - nie przymierzając - solidny dreszczowiec.

"Dziewiąty dzień" jest filmem ważnym, ale jednocześnie niełatwym w oglądaniu. Schlöndorff niczego nie ukrywa poza kadrem. Razem z Kramerem jesteśmy świadkami wstrząsających, brutalnych wydarzeń mających miejsce w obozie w Dachau. Nawet sama twarz niesamowicie wymizerowanego Matthesa sprawia, że przez cały czas projekcji odczuwamy pewien dyskomfort. Dzięki temu jednak cała historia robi na nas jeszcze większe wrażenie.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 100% uznało tę recenzję za pomocną (3 głosy).
o