Recenzja filmu Powrót (2003)
Andriej Zwiagincew

Wróć, ucałuj, jak za dawnych lat

Ojciec. Matka. Syn starszy. Syn młodszy. I Rosja: małomiasteczkowa, nadmorska, leśna, chłodna i krystalicznie przejrzysta. Można dzięki tej przejrzystości zobaczyć wiele, ale jeszcze więcej - ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Powrót (2003)
Ojciec. Matka. Syn starszy. Syn młodszy. I Rosja: małomiasteczkowa, nadmorska, leśna, chłodna i krystalicznie przejrzysta. Można dzięki tej przejrzystości zobaczyć wiele, ale jeszcze więcej - poczuć.

Nie wszystko da się zobaczyć. Co wiemy chociażby o tych najbliższych - o naszych rodzicach? Gdy spoglądamy na ich zdjęcia w młodości, z fotografii patrzą na nas częstokroć ludzie niby podobni do tych znanych, a jednak tak zupełnie inni... Nigdy wszak nie będziemy wiedzieć, jacy byli przed naszym urodzeniem. Co robili, jak się zachowywali. I chyba tylko we własnym dojrzewaniu można odkryć, jak wyglądało życie ojca, młodość matki - w tych samych wyborach, w podobnych problemach. Ale gdy czasami zdaje się, że już wiemy, że łapiemy tę myśl - ona ucieka, niby kolorowy motyl.

Film Zwiagincewa ma moc biblijnej przypowieści - prostotę obcowania z czystym archetypem. Oto do matki z dwoma synami wraca po wielu latach rozłąki ojciec. Nic o nim nie wiemy, przeczuwamy tylko, co robił, czym się teraz zajmuje. Czy walczył? Czy walczy? Czy miał, czy może ma kochankę? Czy przyjechał z tęsknoty, czy z wyrachowania? Czy przypadkiem? Kim on w ogóle jest? Nie ma odpowiedzi - do końca ich nie poznamy. Mimo powrotu pozostanie ojciec kimś nieznajomym - tak dla synów, jak i dla widzów w kinie. Ale mimo tej obcości, dzień po przyjeździe zabiera on jednak starszego Ivana i młodego Andrieja (wybitne dziecięce role [person=410920]Dobronrawowa[/person] i Garina) na kilkudniowy wypad. Na ryby - i nie tylko. Podróż przez Rosję, w jakimś tajemniczym celu - a jednocześnie podróż w głąb, chłopcy bowiem będą musieli określić się wobec dziwnego przybysza - nieznajomego mężczyzny, surowego ojca.

Napisano o tym dziele wiele - że jest tak naprawdę alegorią rosyjskiej duszy, wymagającej okrutnego "batiuszki"; że jest religijną metaforą - i przedstawia surowego Boga-ojca, z którym synowie próbują nawiązać kontakt, ale skazane jest to na porażkę i wszystko musi skończyć się katastrofą; że opowieść ta symbolizuje idee czysto egzystencjalne, samotność i bezsens wszelkich działań, zawsze prowadzących do tragedii. Dla mnie jednak, przy wszystkich tych znaczeniach, film pozostaje przepiękną opowieścią o relacji "ojciec-syn" - o fascynacji, która jakże często zmienia się w nienawiść, o próbie kontaktu, gdy na kontakt jest już za późno, o mistycznym konflikcie pokoleń. I jak to jest pokazane! Zdjęcia Krichmana zasługują z pewnością na Złotą Żabę, nominacja to za mało dla tych szerokich, krystalicznych ujęć, w dodatku jakby zespolonych z niepokojącą, hipnotyczną muzyką Dergachyova. Ma się wrażenie, że cały film jest przefiltrowany przez rwący górski potok, wszystkie kontury są ostre, kolory pełne, wszystkie płaszczyzny zajmują całe tło, na którym rozgrywa się ten ponadczasowy dramat.

To wielki film. Wydawać by się mogło, że już się tak nie da, że pewne rzeczy zostały dawno powiedziane i pokazane. A jednak - czasami kino umożliwia nam nie tyle zobaczenie czegoś, ile poczucie, głęboko w sercu. Przeczucie. Czy [person=410920]Iwan Dobronrawow[/person] czuł, że zostało mu jedynie kilka dni życia, gdy kończyły się zdjęcia? Czy czuło to jezioro, nad którym odbywał się filmowy dramat - a w którym miał się odbyć dramat rzeczywisty? Nie wiemy. Czujemy tylko.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 43% uznało tę recenzję za pomocną (63 głosy).
marlon
ocenia ten film na:
1 10 9/10 rewelacyjny

przeczytaj również recenzje użytkowników (2)

o