Recenzja filmu Wredne dziewczyny (2004)
Mark Waters

Wredne dziewczyny

"Wredne dziewczyny"? Nie, dziękuję – mam dość filmów familijnych Walta Disneya. Ale zaraz, to nie jest Disneya, tylko UIP. Może nie będzie tak źle? Można w końcu dać tej produkcji szansę. W ...
Filmweb sp. z o.o.
"Wredne dziewczyny"? Nie, dziękuję – mam dość filmów familijnych Walta Disneya. Ale zaraz, to nie jest Disneya, tylko UIP. Może nie będzie tak źle? Można w końcu dać tej produkcji szansę. W najgorszym wypadku szybko się zapomni o tym seansie, a stratę tych dziesięciu złotych jakoś się przeboleje. Niech będzie – raz kozie śmierć! I w ten oto sposób znalazłem się na niemal pustej sali, na której zaraz miała się rozpocząć projekcja filmu. Byłem ciekaw, czy będzie to coś więcej, niż tylko kolejne, szkolne love story. A nuż pan Mark Waters, reżyser którego wcześniej nie znałem, przygotował coś ciekawego. Może nawet wartego zapamiętania. I tak też się stało. "Wredne dziewczyny" były dla mnie prawdziwą ucztą.

Film jest od początku do końca historią o życiu uczniów pewnej amerykańskiej szkoły. Główną bohaterką jest, grana przez Lindsay Lohan – znaną już nam z "Zakręconego Piątku", Cady. Przyjechała ona do U.S.A. po dwunastoletnim pobycie w krajach afrykańskich, gdzie wszystkie nauki pobierała u swej mamy. W wieku szesnastu lat po raz pierwszy miała udać się do prawdziwej szkoły i uczyć się z innymi rówieśnikami. Zestresowana dziewczyna właśnie zaczęła poznawać prawdziwe, miejskie życie...

I w tym miejscu Mark Waters udowodnił, że też kiedyś był zwykłym uczniakiem, tak jak każdy z nas. W filmie została ujęta kwintesencja szkolnego amoku i walki o jak najwyższą rangę w hierarchii. Cady, podczas pierwszego dnia w szkole, poznała miejscowych outsiderów – Janis, wraz z jej przyjacielem. To właśnie oni objaśnili jej wszystkie zawiłości związane z siadaniem na właściwym miejscu w klasie, czy w kafeterii. Pokrótce opisali jej również grupę rządzącą w liceum, czyli lateksy. Były nimi dziewczyny, które doskonale wiedziały, co to znaczy być trendy. Według mnie nazwa "lateks" wejdzie teraz do słownika potocznego, właśnie do określania takich zorganizowanych grup "pięknych i modnych" – sam już zacząłem go używać. Janis, mająca niedokończone sprawy z "królową pszczół", Reginą, szybko wpadła na pomysł wkręcenia Cady do ich gangu i posługiwaniu się nią, jako szpiclem. I tu tak na prawdę zaczyna się wątek główny, czyli podwójne życie dziewczyny z Afryki, która po spędzeniu wielu dni z lateksami, sama staje się jedną z nich.

Nie zabrakło oczywiście wątku miłosnego, a raczej "wątków". Pierwszym z nich są perypetie byłego chłopaka Reginy, Aarona, z naszą afrykańską przyjaciółką. Pozostałe są już raczej symboliczne i nie mają większego wpływy na akcję filmu, ale są za to bardzo miłym dodatkiem. Do nich należą rozmaite podboje miłosne lateksów oraz związek Janis z jednym z Matletów, który wyglądał, jakby miał jako jedyny przetrwać próbę czasu. Cieszę się, że te wszystkie miłostki nie były główną osią filmu, wokół których by się wszystko kręciło, a tylko podkładem dla wątku głównego. To jest, jak dla mnie, wielki plus tej produkcji, która pokazała, że zrywając ze stereotypami, można osiągnąć świetne efekty.

Niesamowite wrażenie zrobił na mnie pomysł przedstawienia szkoły, jako równikowego buszu. Oczywiście wraz ze zwierzętami, w których to role wcielili się uczniowie. Najlepszą sceną tego typu, była bitwa przy wodopoju i zabieganie o względy partnerek. Ta cała szamotanina, ryki, plusk wody i ranni wspierani przez inne osobniki ze stada była wspaniała. Ponadto, w finale filmu, ta fikcja i wyobrażenia dziewczyny, przeobraziły się w rzeczywistość, podczas "masakry" na korytarzu. Oczywiście tym razem obyło się już bez charakterystycznych dla szympansów odgłosów, ale reszta... została taka sama i to jest już poniekąd przerażające. Uważam, że podobieństwo ludzi do zwierząt zostało uchwycone idealnie. Czułem się wręcz jak w moim byłym gimnazjum, gdzie również zdarzały się różnej maści demolki, choć może nie aż na taką skalę.

"Wredne dziewczyny" niosą, ze sobą jeszcze jedną przestrogę. Popularność, nawet na małą, szkolną skalę, może być dla niektórych bardzo szkodliwa. Właśnie tego przykładem jest Cady, która przystając z lateksami zyskała rozgłos w liceum i... zaczęła tracić przyjaciół. W ten sposób omal nie straciła wszystkiego, na czele z szacunkiem dla samej siebie. Nie wiele brakowało, a stała by się w głębi duszy nie lubianą przez nikogo dziewczyną z ławki dla "fajnych".

Od strony technicznej film prezentuje się bardzo dobrze, a momentami nawet wybija się z tłumu. Odgłosy wspomnianej dżungli zostały dopasowane w sposób perfekcyjny, a dźwięk jest nagrany bardzo czysto. Szkoda tylko, że nie było efektów przestrzennych, które podczas walk korytarzowych by się bardzo przydały. Dobór muzyki był dobry i kawałki wpadały w ucho. W szczególności ten na napisach końcowych. Montaż i praca kamery są na równie wysokim poziomie, co reszta filmu. Bardzo mi przypadły do gustu niektóre ujęcia, jak na przykład to na publicznym sądzie dziewcząt.

Na zakończenie wypada mi zachęcić wszystkich czytających tą recenzję do jak najszybszego obejrzenia obrazu Marka Watersa "Wredne dziewczyny". Jest to film, który niekoniecznie musi wnosić coś do waszego życia, ale na sto procent zapewni wam dwie godziny przedniej zabawy, wraz z uczniami amerykańskiego liceum.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 94% uznało tę recenzję za pomocną (31 głosów).
KoZa
ocenia ten film na:
1 10 8/10 bardzo dobry

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)