Recenzja filmu Duma i uprzedzenie (2005)
Joe Wright

Wright czarodziej - "filmowa nowoczesność"

Kolejna adaptacja znanej wszystkim powieści autorstwa Jane Austen "Duma i uprzedzenie" była nominowana do takich prestiżowych nagród jak: Oscar, Złoty Glob, czy BAFTA. Reżyserowana przez mało ...
Filmweb sp. z o.o.
Kolejna adaptacja znanej wszystkim powieści autorstwa Jane Austen "Duma i uprzedzenie" była nominowana do takich prestiżowych nagród jak: Oscar, Złoty Glob, czy BAFTA. Reżyserowana przez mało znanego Joe Wrighta. Opatrzona znakomitą muzyką skomponowaną przez Dario Marianelli jest projekcją, która niekoniecznie zadowoli fanatyka powieści.

Myślę, iż fabuły w szczegółach nie ma sensu przytaczać, zważywszy na to, iż większość z nas ją zna mniej lub bardziej.
Historia skupia się na losach dwóch sióstr Elizabeth (Keira Knightley) i Jane (Rosamund Pike), których to losy rozwijają się w momencie poznania dwóch dżentelmenów Pana Darcyego i Pana Bingleya i dalej owocują w rozmaite perypetie. Jak każda powieść Jane tak i ta adaptacja kończy się szczęśliwie. I może też szczęśliwie dla tych, którzy nie znają nazbyt dobrze samej książki...

Twórców poniosła doza fantazji, której nie da się nie zauważyć. Mimo, iż postacie i kostiumy oddają charakter bohaterów, to jednak fabuła w niektórych momentach znacznie mija się z książką. Reżyser jednak otwarcie przyznał, iż zrobił to celowo. Ujął pewne wątki filmu na swój sposób, wprowadzając do scen wizje odmienne od prezentowanych przez Austen w powieści.
To wcale nie znaczy, że w związku z tym historia straciła na wartości. Przeciwnie, inne przedstawienie pewnych kwestii nadało tej projekcji charakteru, wyrazu przybliżającego współczesnego widza do tamtych realiów. Powieść nabrała świeżości na ekranie, której brak w innych adaptacjach sztywno trzymających się konwenansów opisywanych przez autorkę. Wright nadał bohaterom więcej ekspresji, co sprawia iż film staje się ciekawszy.

Zatem pomimo braku ścisłego związku scen książkowych, ze scenami filmowymi  nie można powiedzieć, by tak naprawdę film na tym stracił. Owszem czuje się  pewien niedosyt  tego, że to, czy tamto mogło jednak pozostać wierne powieści. Ale ogląda się to bardzo dobrze. Scenografia, muzyka, świetna obsada  - państwo Bennet (Sutherland i Blethyn) wypadli rewelacyjnie  i nie wyobrażam sobie w tych rolach nikogo innego - to wszystko bez zarzutów.
Można więc w niektórych minutach filmu przymknąć oko na treść powieści i otworzyć się na pomysłowość reżysera - w końcu film to film, a książka to książka.
Film warto więc zobaczyć. Ja bardzo polecam i osobiście, mimo wszystko wysoko oceniam. Tak dobrze się go ogląda, iż chciałoby się całkowicie przeniknąć do tamtych realiów i przyglądać sytuacjom bohaterów z bliska, a nawet w nich uczestniczyć.
Może dałam się omamić wspaniałą obsadą, muzyką (zwłaszcza muzyką, która genialnie podkreśla charakter scen oraz kwestie postaci) i innymi atutami tego filmu - jak np. tym całym "świeżym spojrzeniom" na niektóre wątki. A może po prostu dałam się "ponieść" ponad powieść i udało mi zaakceptować pomysłowość twórców.

Z jednej strony to dobrze, trzeba iść naprzód z prądem czasu i otworzyć się na "filmową nowoczesność" - nowatorskość i innowacyjność. Bo taka jest ta adaptacja: nowa, świeża, potraktowana z innym podejściem - uwidaczniającym wkład twórców w produkcję, a nie sztywno idąca po utartej ścieżce.
Ale z drugiej jednak nie chciałabym by przyszłe kino szło w zapomnienie cech tj. prawda, wiarygodność, itp. Bo zastanówmy się, czy kino mijające się z faktami, to kino jakie naprawdę chcemy oglądać? Tej produkcji to w końcu nie szkodzi, ale innej...?
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 65% uznało tę recenzję za pomocną (31 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (3)

o