Recenzja filmu Zostań żywy (2006)
William Brent Bell

Wygrywaj, by przeżyć

Czy zdarzyło Wam się kiedyś grać w jakąś grę utrzymaną w konwencji horroru, a gdy odeszliście od komputera czy konsoli, wydawało Wam się, że widzicie postacie z tejże właśnie gry? To właśnie ...
Filmweb sp. z o.o.
Czy zdarzyło Wam się kiedyś grać w jakąś grę utrzymaną w konwencji horroru, a gdy odeszliście od komputera czy konsoli, wydawało Wam się, że widzicie postacie z tejże właśnie gry? To właśnie przydarzyło się pewnej grupie przyjaciół.
Otóż jeden z nich, grany przez Milo Ventimiglię ("Dirty Deeds", "Kochane kłopoty"), staje się posiadaczem pewnej gry pod tytułem Stay Alive. Niestety przegrywa komputerową rozgrywkę i tej samej nocy ginie w prawdziwym świecie dokładnie tak, jak to się stało w świecie wirtualnym. Po jego śmierci grę dostaje najlepszy przyjaciel ofiary. Wspólnie z grupą przyjaciół rozpoczynają grę, z której mogą nie wyjść żywi...


Tak pokrótce przedstawia się fabuła filmu pt. "Stay Alive". Jedno jest pewne - nie powala na kolana (przynajmniej nie powalił mnie), ale muszę też przyznać, że podczas tych prawie 90 minut nie nudziłam się. Być może wyda to się Wam, drodzy Kinomani, dziwne, lecz przez cały czas zastanawiałam się, kto przeżyje. I prawie się nie pomyliłam. Jednakże wybaczcie mi, ale nie zdradzę Wam tej tajemnicy. Pomimo moich rozważań filozoficznych o ewentualnych ocalałych film ogłada się miło. Pośród nawału obrazów typu gore i wszystkich tych innych slasherów, gdzie więcej jest krwi niż samych aktorów, ten film to wyjątkowo miła odmiana. Oczywiście żaden horror nie obędzie się bez odrobiny krwi, więc i tu musi się ona pojawić, chociaż pierwsza scena śmierci nie jest tak napakowana ohydą jak w wielu innych tak ostatnio popularnych ("Piła", "Hostel"). Sama koncepcja stworzenia filmu o grze, a nie na jej podstawie, jest dość ciekawa. Nie jest natomiast żadnym nowatorstwem wizja przenikania się światów. Rzadkie momenty, gdy widzowi przedstawiona jest grafika komputerowa, ukazująca aktualną sytuację w grze, mogłaby być bardziej dopracowana. Powiedzmy sobie szczerze - w dzisiejszych czasach taka grafika to już prawie historia.


Na uwagę zasługuje również fakt, że w filmie przytoczona jest, pomimo iż dość pobieżnie, historia hrabiny Elżbiety Batory - spokrewnionej z polskim królem Stefanem Batorym - okrutnej morderczyni swoich poddanych.


W obsadzie twórcy postawili, zgodnie ze współczesnym trendem, na "świeżą krew". Głównego bohatera gra Jon Foster ("Drzwi w podłodze"), nieznany raczej szerszej publiczności, co nie znaczy wcale, że okazał się totalną klapą. Jak na młodego aktora poradził sobie z rolą dość dobrze. To samo można powiedzieć o reszcie młodej obsady. Jest to również kolejny film w dość krótkim czasie z udziałem Samaire Armstrong, która widzom w Polsce może być znana z serialu "Życie na fali" ("The O.C."), jak również z takich filmów jak "Całe szczęście" ("Just My Luck") i "To nie jest kolejna komedia dla kretynów" ("Not Another Teen Movie").


W ogólnym rozrachunku film jest wart obejrzenia, lecz nie wszystkim może przypaść do gustu, dlatego najpierw proponuję obejrzeć jego zwiastun.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 56% uznało tę recenzję za pomocną (39 głosów).