Recenzja filmu Jestem (2005)
Dorota Kędzierzawska

Wystarczy być

Dorota Kędzierzawska jest konsekwentna w swoich wyborach. W swoim najnowszym filmie po raz kolejny opowiada o dzieciach, które stykają się ze strasznym światem, borykając się z jego obojętnością ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Jestem (2005)
Dorota Kędzierzawska jest konsekwentna w swoich wyborach. W swoim najnowszym filmie po raz kolejny opowiada o dzieciach, które stykają się ze strasznym światem, borykając się z jego obojętnością i odrzuceniem.

Bohater "Jestem" to jedenastolatek (Piotr Jagielski), który po ucieczce z domu dziecka postanawia wrócić do domu, ale matka (Edyta Jungowska) wyrzuca go i nie chce więcej widzieć. Chłopiec, nazywany Kundlem, zamieszkuje na opuszczonej barce i próbuje żyć na własny rachunek. Nić porozumienia zaczyna łączyć go z Kuleczką (Agnieszka Nagórzycka) - dziewczynką mieszkającą nieopodal, w bogatym, na pozór "normalnym" domu. Kuleczka, podobnie jak Kundel, czuje się nieakceptowana przez otoczenie.

Dzieci w "Jestem" zdają sobie sprawę z wielu rzeczy, które umykają dorosłym. Emocjonalnie poranione szukają bliskości, cierpią i przeżywają miłość, której namacalnym dowodem są choćby kanapki zostawiane przyjacielowi przez Kuleczkę na płocie.

Dorota Kędzierzawska opowiada o swych małych bohaterach w baśniowej konwencji. Pięknie fotografowany przez Artura Reinharta filmowy świat nie ma nic wspólnego z reportażowym rejestrowaniem rzeczywistości, choć reżyser przyznaje, że to historia właściwie z życia wzięta, bo inspirowana notką z gazety.

Ale zwykłe historie można opowiadać w niezwykły, poetycki sposób. Pokazując rzeczywistość widzianą oczami dziecka, uciekając od brudnych ulic i obskurnych wnętrz. To konsekwentne upiększanie i odrealnianie filmowego obrazu ma swoich zagorzałych przeciwników i zwolenników, ale dla stylu Doroty Kędzierzawskiej powoli staje się charakterystyczne.

Sposób fotografowania skontrastowany jest ze złem, którego doświadczają bohaterowie. Otaczający ich świat, w którym w matka pije i zmienia kolejnych kochanków, gdzie topi się małe koty, bo nie są nikomu potrzebne, w którym nikt nie zwraca uwagi na zmarznięte i głodujące dziecko, jest piękny, mimo wszystko. I zdecydowanie ciekawszy od tego oglądanego na co dzień za oknem.

Dzieci, które płacą za błędy dorosłych, silni znęcający się nad słabymi - to tematy skądinąd znane, ale sposób ich pokazania zasługuje na szczególną uwagę. "Jestem" to film dopracowany w najdrobniejszych szczegółach i świetnie zagrany. Rzadko w polskim kinie dzieci bywają tak przekonujące.

W oczywistym w swojej wymowie obrazie nie ma miejsca na polemikę czy udowadnianie tez. Przekaz filmu jest prosty, miejscami dosłowny. Oglądamy wymagającą przeformatowania rzeczywistość i bohaterów zasługujących na kolejną szansę. I mamy pewność, że choć muszą o nią walczyć, na pewno im się uda.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 100% uznało tę recenzję za pomocną (47 głosów).