Recenzja filmu Wzgórza mają oczy (2006)
Alexandre Aja

Wzgórza też mają oczy

W ostatnich latach obserwujemy masowy wysyp horrorów o schematycznej i przewidywalnej konstrukcji. Dotyczy to jednak filmów, w których oprawcami nie są zwykli ludzie, jak Hannibal Lecter, ale ...
Filmweb sp. z o.o.
W ostatnich latach obserwujemy masowy wysyp horrorów o schematycznej i przewidywalnej konstrukcji. Dotyczy to jednak filmów, w których oprawcami nie są zwykli ludzie, jak Hannibal Lecter, ale cudaczne człekopodobne dziwolągi, a akcja dzieje się na jakimś odludziu, z dala od cywilizacji, policyjnych kogutów i pierwszej pomocy.

Najnowsze dziecko Wesa Cravena nie odbiega od tej reguły. "Wzgórza mają oczy" Aleksandre Aja (remake filmu Cravena pod tym samym tytułem z roku 1978) to film z wykopem: reżyser daje ostro popalić głównym bohaterom, nie zapominając o odbiorcach. Poczujecie się, jakbyście tam byli. Nowy Meksyk, gdzieś na pustkowiu. Słońce, piasek, ślepy zaułek, zemsta zmutowanych kanibali, strach, walka o życie, powolna śmierć. Rodzina Carterów trafiła w sam środek piekła. Zwiastun filmu był obiecujący, wskazywał na wysoki poziom atrakcji i faktycznie nie zawiedliśmy się. Craven lubi straszyć widzów i robi to z powodzeniem. Jest twórcą doskonałego i niezapomnianego "Koszmaru z ulicy Wiązów", trylogii "Krzyku" i... "Przeklęta" - bez komentarza. Tym razem ograniczył się jedynie do produkcji, ale jesteśmy zgodni: nowa wersja według Ai wysoko podnosi poprzeczkę innym horrorom, a niektóre sceny są nie do przebicia (np. atak na przyczepę Carterów z próbą gwałtu na ślicznej Emilie de Ravin oraz finałowy mord). Film prowadzi prosto w objęcia koszmaru i nie pozostawia na nas suchej nitki, dosłownie.

Zbrodniarze z piekła rodem to Freddy Krueger, Michael Myers i Jason-hokeista. To kultowe trio zapoczątkowało niegasnącą popularność piekielnego gatunku filmowego. Jednak ich era już minęła. Wegetarianizm został zastąpiony kanibalizmem. Pozytywni bohaterowie lądują zatem na patelni, cało bądź w kawałkach, rzecz gustu.

Zło nie śpi. Czeka i jest głodne. Grupa nastolatków - młoda krew (przyjaciele lub rodzeństwo) trafia przypadkiem w odpowiednie miejsce o odpowiednim czasie. Krwawa legenda o górskich ludziach genetycznie zdeformowanych, odpornych na ból i polujących na ludzi w celach "medycznych" (szczegółowa sekcja polegająca na odrąbywaniu członków od korpusu i robieniu z mniejszych części, oczu i szczęk, przetworów w słoikach) ożywa w lasach Zachodniej Wirginii. Jaskinie w rejonach Appalachów należą zaś do gollumowatych poczwar, ślepych, ale świetnie słyszących i nie gorzej pełzających w pionie od Spidermana. Świeże mięsko samo nie przychodzi do domu, ale w tym przypadku jest inaczej. Co 23 lata budzie się pełen apetytu inny z kolei odmieniec. Żerując na ludzkim strachu, w rytm piosenki "Jeepres Creeprers, where did you get those eyes" zaspokaja swój głód, jak miś magazynujący zapasy w swoim brzuszku. Głowa węża, skrzydła, płaszcz i kapelusz, cały On! Natomiast gdzieś na teksańskich poboczach sadystyczny psychopata, zwany LeatherFace (Skórzata Twarz), mści się przy użyciu piły mechanicznej za nieudaną młodość. Jednak trafiła kosa na kamień. Dla Erin (Jessica Biel, czyli kuszący owoc prosto z siódmego nieba) nie taki diabeł straszny, jak go malują. Także Elisha Cuthbert, dziewczyna z sąsiedztwa o jakiej marzycie, stawia heroiczny opór rodzeństwu przerabiającemu żywcem ludzi w figury woskowe. Nie ten dzień, nie ta blondynka. Ambrose, miasteczko, którego nie było nawet na mapach, już nigdy na nich nie będzie.

"Kiedy nie ma już miejsca w piekle, śmierć wychodzi na ziemię"... i szuka młodych, głupich i smacznych. Bohaterowie znajdujący się w nieprzychylnych im stronach, zawsze bez telefonu, ale zawsze wścibscy, podejmują ostateczną próbę utrzymania skóry na właściwym miejscu. Z garstki pechowców wychodzi cało plan pierwszy, czyli danie główne, a pozostali trafiają do garnka jako lekka zakąska.

Realistyczne sceny z użyciem ostrych narzędzi przyprawiają we "Wzgórzach..." o mdłości i zawroty głowy. Twórcy chcąc uchwycić nastrój chwili, sięgają do wnętrza ludzkiej psychiki i stąd czerpią inspiracje. Film zdominowany jest przez wrażenia zmysłowe: muzykę, światło, barwy, itp. To co widzimy na ekranie jest fikcją, ale dobrze zrobiona fikcja staje się realnym odzwierciedleniem rzeczywistości, która jest nam z góry obca.

Kino grozy nie jest dla ludzi o słabych nerwach. Strach budzi w nas pewne obawy i to dzięki niemu czujemy, że żyjemy. Dobry horror powinien zrzucić nas z fotela, wywołać dreszcze na skórze i na długo zapaść w pamięć. Jeśli nie dostarczono Wam zaspokajającej dawki emocji, oznacza to, że film nie spełnił wszystkich kryteriów gatunku. Kiczem nie można nazwać filmu, który Wami wstrząsnął i nie pozwolił zmrużyć oka przez najbliższych parę nocek. Gdy za oknem mrok i cisza, gdy słyszymy chrapanie tatuśka i gdy podłoga trzeszczy nam pod stopami, pójście do toalety jest wyzwaniem tylko dla najodważniejszych. Tym, którzy oglądają horror z konieczności, nie z przyjemności, polecam pampersy w przedziale od 0 do półtora roku. Miłośników kina grozy zapewniam, że "Wzgórza..." są świetnym dowodem na to, że Hollywood potrafi jeszcze straszyć.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 50% uznało tę recenzję za pomocną (8 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (2)