Recenzja filmu Silent Hill (2006)
Christophe Gans

Zło czai się w zemście

Strach. Cichy towarzysz życia, pozostający zazwyczaj kilka kroków z tyłu, czający się w zakamarkach umysłu. I tylko czasami, gdy mocniej zabije nam serce, wyskakuje nagle przed nasze oblicze, by ...
Filmweb sp. z o.o.
Strach. Cichy towarzysz życia, pozostający zazwyczaj kilka kroków z tyłu, czający się w zakamarkach umysłu. I tylko czasami, gdy mocniej zabije nam serce, wyskakuje nagle przed nasze oblicze, by w szyderczym uśmiechu wyjawić swe imię.

Lubimy się bać. Warunkiem jest, by był to strach wykreowany przez wizjonerów z fabryki snów, a my doświadczymy go w ciemnej sali kinowej lub we własnym pokoju. Od dłuższego już czasu jesteśmy świadkami prawdziwego renesansu gatunku filmowego, jakim jest horror. "Silent Hill" to przykład jednej z najbardziej udanych produkcji tego typu w ostatnich latach.

Prace nad tym filmem trwały bardzo długo, zważywszy, że pierwsza część tej kultowej gry ukazała się na rynku w 1999r. Producenci z Konami długo opierali się przed pomysłem przeniesienia tego świata do filmu. Trudno zresztą im się dziwić, ponieważ przykładów nieudanych adaptacji gier jest bez liku. W tym jednak przypadku gra dostarcza nam niezwykle klimatyczny materiał i wystarczyło zaangażować wizjonerskiego reżysera, aby stworzyć bodajże najlepszą filmową adaptację gry komputerowej.

Adoptowana córka Rose i Chrisa Da Silvów, Sharon, cierpi na tajemniczą chorobę. Chociaż objawy wskazują na lunatykowanie, to jednak Rose upatruje źródła choroby gdzie indziej. Podczas transu Sharon za każdym razem wypowiada nazwę miasteczka Silent Hill. Rose w akcie desperacji postanawia zawieźć córkę w to miejsce w nadziei jej wyleczenia. Nawet nie zdaje sobie sprawy, jak wielki błąd popełniła, bo miasto skrywa swoją mroczną tajemnicę.

Wykorzystywanie demonów i potworów w filmach jest czymś zwyczajnym i powszechnym. Jednakże rzadko się zdarza, aby moce te rozprzestrzeniały swe wpływy na całe miasto. Zło jest wszechobecne, namacalne, żyje w każdym zakamarku. Atmosfera osaczenia jest niewyobrażalna, bo jak uciec od czegoś, co otacza cię z każdej strony? Zło przedstawiono w sposób niezwykle złożony. Skąd się wzięło? Czym jest? Do czego dąży? Te pytania są niezwykle istotne, bo uniwersalne i egzystencjalne. Moment, w którym poznajemy odpowiedź, jest w tym filmie kluczowy. Skoro świat ten jest wytworem umysłu zranionej dziewczyny, umysłu, w którym nienawiść i pragnienie zemsty wypełniły każdą komórkę, to źródłem zła jest nie tylko Alessa, ale także (a może przede wszystkim) jej oprawcy. Potwory, które są wytworem nienawiści ofiary, są także wytworem nienawiści kata. Zdolność ponoszenia odpowiedzialności za zło, które w tobie tkwi jest wyznacznikiem człowieczeństwa. Mieszkańcy Silent Hill byli tej zdolności pozbawieni, co w konsekwencji doprowadziło do ich zezwierzęcenia.

Oprócz tematu zła ważną kwestię w tej opowieści odgrywa wiara. Twórcy nie dają nam jednak prostych odpowiedzi na pytanie, czy wiara jest potrzebna. Jeśli tak, to jaki jej rodzaj? Reżyser pokazuje nam jej różne oblicza. Jest więc kult mieszkańców, powstały na bazie religii chrześcijańskiej i wierzeń pogańskich, jest czyste i miłosierne chrześcijaństwo, jest też w końcu wiara w miłość, w drugiego człowieka. W tym filmie to właśnie ta ostatnia ma największą siłę. Jej wyznawcą jest nie tylko Rose, ale także jej mąż, który nie ustaje w poszukiwaniach zaginionej rodziny, policjantka Cybil Bennet, która poświęca swe życie w walce o dobro, a także detektyw Gucci, który trzydzieści lat wcześniej, nie bacząc na własne zdrowie, uratował Alesse. Jednakże myli się ten, kto myśli, że w filmie zastosowany prosty podział na dobro i zło, wplątując w to wszystko łopatologiczne, moralizatorskie kwestie. Dobro może zrodzić zło. Są to dwa elementy, które często tworzą pełną jedność. Symbolem tego jest Alessa, która zrodziła dwa byty - Dobro w postaci Sharon oraz Zło jako Mroczna Alessa. Rose, która w imię miłości do swojej córki, umożliwiła krwawą zemstę Alessy, także jest tego dramatycznym przykładem. Jej dusza została zatruta przez Zło, dlatego nie uda jej się znaleźć wyjścia ze świata mroku... trzeba być gotowym by ponieść odpowiedzialność za zło, które tkwi w tobie.

Jeśli chodzi o przedstawioną treść, o przesłanie i o pytania, które nam postawiono, jest to jeden z najmądrzejszych i najbłyskotliwszych obrazów z gatunku horroru.

W stosunku do rzemiosła filmowego, także nie można mieć żadnych zastrzeżeń. Aktorzy ze swojego zadania wywiązali się znakomicie. Centralną postacią w filmie jest Rose Da Silva, którą świetnie zagrała Radha Mitchell. Nie sprawia ona wrażenia "głupiej blondyny", która podejmuje co raz to bardziej absurdalne decyzje. Od razu uwierzyłem w tę postać, w jej autentyczność. Pozostali aktorzy także potraktowali swe zadania profesjonalnie. Jedynie gra młodziutkiej Jodelle Ferland może budzić lekki niedosyt. Postać Sharon momentami irytuje swą infantylnością, a kiedy po raz setny słyszymy słowo "mummy" padające z jej ust, to aż nóż się w kieszeni otwiera. Zważywszy jednak, że dziewczynka ta miała do zagrania aż trzy role (w tym jedną bardzo trudną- Mroczną Allese) należy jej grę ocenić jako przyzwoitą.

Sceneria i zdjęcia szokują swym perfekcjonizmem. Z niesamowitą wręcz precyzją odzwierciedlono lokacje znane z serii gier. Otoczenie budzi grozę i bierze czynny udział w podnoszeniu napięcia u widzów. Wyludnione miasto zdaje się być kolejnym bohaterem tego filmu, przyciąga uwagę, uwodzi swą surowością i tajemniczością. Wszystko to wzmocnione jest klimatyczną muzyką (niemalże w całości przeniesioną z gier).

Efektów specjalnych w tym filmie nie ma wiele, co należy ocenić na plus. Nie przysłaniają one bowiem treści, będąc jedynie jej uzupełnieniem. Wszelkiej maści potwory wykonano bardzo pieczołowicie, stawiając artyzm nad chęcią wywołania u widzów mdłości. Do odtworzenia spazmatycznych ruchów kreatur zatrudniono zawodowych tancerzy, co daje porażające wręcz efekty, zwłaszcza w scenie z pielęgniarkami. Rzadko który twórca przywiązuje taką wagę, aby przemycić do horroru tyle artystycznych elementów.

Nie mam jednak złudzeń, że film ten zainteresuje antagonistów horrorów. Dla nich pozostanie on głupią opowiastką z potworami i wszelkimi innymi atrybutami gatunku. Osoby te nie zadadzą sobie trudu, aby spojrzeć w ten film głębiej, odnaleźć drugie dno. Takim osobom niezwykle trudno uświadomić sobie, że o ważnych rzeczach można mówić nie tylko w dramatach psychologicznych. Jeśli sobie to uświadomimy, to "Silent Hill" przestanie być kolejnym horrorem, którego jedynym zadaniem jest wywołanie palpitacji serca u widzów. Stanie się pretekstem do rozważań na temat istoty zła, konsekwencji podejmowanych przez nas czynów i umiejętności ponoszenia odpowiedzialności za własne wybory.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 77% uznało tę recenzję za pomocną (13 głosów).
Kiudo
ocenia ten film na:
1 10 9/10 rewelacyjny

przeczytaj również recenzje użytkowników (8)

zobacz wszystkie