Recenzja filmu Grabarz (2011)
Martin Guigui

Z dziejów szalonego wdowca

Twórcy "Grabarza" nie mieli dość wyobraźni, by uczynić swój film krwistym psychologicznym thrillerem, ani dość odwagi, by przerobić swój film w gatunkową parodię. Obraz Guigui razi ostentacyjną ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja dvd Grabarz (2011)
W "Grabarzu" Martin Guigui tak chce przestraszyć filmową publiczność, że sam staje się śmieszny. Jego thriller jest jak podróż przez tunel strachu w wesołym miasteczku: epatuje grozą, jednocześnie podkreślając umowność całego przedsięwzięcia.

Ely Vaughn (Dennis Quaid) wygląda na porządnego Amerykanina. Mieszka sobie w małym Smithville w Teksasie, od lat prowadzi zakład pogrzebowy, a ludzie lubią go choćby za to, że przed laty był gwiazdą lokalnej drużyny futbolowej. Porządny Amerykanin ma jednak swój sekret. Odkąd zmarła jego żona, Ely wycofał się z życia towarzyskiego i zaszył w domu pogrzebowym będącym zarazem jego mieszkaniem. Z podpory lokalnej społeczności zmienił się w dziwadło z sąsiedztwa  i bohatera strasznych historii przekazywanych sobie przez miejscowych licealistów. Kiedy czworo z nich postanowi dla żartu popodglądać nieszczęsnego grabarza, w oknie jego domu zobaczą tańczącą parę, trafiając na ślad tajemnicy.

Guigui kreuje atmosferę grozy, sięgając do scenograficznych oczywistości i psychologicznych banałów. Wielka posiadłość Vaughna wygląda, jakby żywcem wyjęta była z dziecięcej opowieści o duchach, czarach i satanistycznych mszach odprawianych w mrokach piwnic. Nie mniej oczywiste są psychologiczne portrety, a raczej – plastikowe figury, które reżyser ożywia na ekranie. Travis, Abby, Brian i Danny, czyli czworo filmowych przyjaciół, którzy postanawiają rozwiązać zagadkę dziwaka z sąsiedztwa, pożyczeni zostali z jednej z tysięcy licealnych komedii. Jest porządny skromniś, seksowna i niewinna dziewczyna z sąsiedztwa, przygłupi cwaniak z futbolowej drużyny i trefnisiowaty chudzielec o pociesznej gębie. U Guiguiego nie brak tradycyjnych młodzieżowych motywów – "Grabarz" to historia o lojalności, odwadze bycia sobą, młodzieńczej miłości, co to sięga za grób… Dokładnie o tym, o czym traktuje większość produkcji dla licealistów potrzebujących otuchy.

Palma pierwszeństwa w konkursie przewidywalności należy jednak do Dennisa Quaida. Gwiazdor, który nigdy nie słynął z aktorskiej subtelności, tym razem rysuje swą rolę karykaturalną kreską. Postać psychicznie niestabilnego, zdziwaczałego samotnika Quaid wyłupuje z gracją fińskiego drwala. Koniec końców daje nam kanciastą figurę – dziwaczne straszydło o zaciętej twarzy i szalonym spojrzeniu. Jego Vaughn to żywy strach na wróble: niby straszny, ale pozbawiony życia.

Twórcy "Grabarza" nie mieli dość wyobraźni, by uczynić swój film krwistym psychologicznym thrillerem, ani dość odwagi, by przerobić swój film w gatunkową parodię. Obraz Guigui razi ostentacyjną sztucznością i ani na chwilę nie rozbudza w widzu prawdziwych emocji. Argentyńskiemu reżyserowi brakuje śmiałości, by stworzyć ironiczny filmowy hołd  podobny choćby do "Postrachu nocy" Craiga Gillespie. W zamian za to obraża swą publiczność tanimi schematami i brakiem elementarnej logiki.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 84% uznało tę recenzję za pomocną (19 głosów).
Bartosz Staszczyszyn
ocenia ten film na:
1 10 4/10 ujdzie