Z rąk do rąk

Bożena Janicka
Kogoś, kto starannie wybiera, co chce w kinie zobaczyć, wstępna informacja o tym filmie może zniechęcić.
Nie wolno jednak dać się zwieść.



Wędrówka przez stulecia instrumentu, obdarzonego dźwiękiem niezwykłej piękności; taki schemat wydaje się banalny, wyeksploatowany. A jednak nie bez powodu ten włosko-kanadyjski film przebił się na światowe ekrany.
Co byś zrobił z tymi skrzypcami, gdyby stały się twoją własnością? - pyta ekspert innego specjalistę, badającego instrument za pomocą najnowszej techniki. Rozebrałbym je na części, żeby zobaczyć, jak to jest zrobione - odpowiada tamten. Nie dowiedziałby się niczego. Jest bowiem i pozostanie tajemnicą, dlaczego jakieś dzieło artysty albo produkt świetnego rzemiosła osiąga czasem rangę wielkiej sztuki


W kinie komercyjnym przedmiotem wędrującym przez stulecia bywał najczęściej drogocenny klejnot z własną historią. Tu jest na pozór podobnie. Lecz doskonałe skrzypce - zwłaszcza takie, jakie wyszły spod ręki jednego z siedemnastowiecznych mistrzów z Cremony - są klejnotem o wielkiej wartości, lecz także czymś więcej. Czeka w nich, żeby się urzeczywistnić, zaklęty w muzykę ludzki duch, słowem i skrzypce mają duszę. Tym akurat skrzypcom mistrz dodał ponadto - sposobem, który mogą rozszyfrować dopiero dzisiejsze metody badawcze - prawdziwą cząstkę żywej istoty. Jak tego dokonał, zdradzać przedwcześnie nie należy, lecz jest to jednocześnie wyrazista metafora sztuki jako trudu artysty.
Przypadki, które oddają instrument w różne ręce, też niosą coś więcej niż zwykłe perypetie fabularne. W istocie "purpurowe skrzypce" odbywają podróż przez epoki kultury, ujawniając jej zmieniające się twarze.
Obraz warsztatu mistrza z Cremony nasunąć może widzowi z Polski skojarzenie rodzime, chociaż krakowski Kodeks Behema, ukazujący wygląd podobnych pracowni, jest wcześniejszy, pochodzi z początku XVI wieku. Z Lombardii skrzypce powędrują do klasztornego sierocińca w Austrii, kuszone potem szansą zamiany klasztoru na pałac. To pierwszy sygnał zmieniającej się roli sztuki. W klasztorze, gdzie gra się Bogu na chwałę, muzyka jest rodzajem kontemplacji, natomiast w wielkim świecie, w którym mały sierota miałby zadziwiać jako cudowne dziecko, muzyka ma tylko budzić podziw zręcznością i cieszyć ucho, nic więcej.
Następny obrót czasu: końcówka XIX wieku, klimaty dekadencji. Epoka kiczu, bo tak właśnie, bez odrobiny litości, pokazują autorzy tamten fin de siřcle. Gdyby skrzypce były żywą istotą - ciężka próba dla ich godności. Artyzm i grafomania tuż obok siebie, seks i sztuka, splecione w kabotyńsko-tragiczny węzeł. Klimaty, które nietrudno nam zweryfikować, mieliśmy przecież Przybyszewskiego. Zamiast alkoholu - opium; za sprawą tego narkotyku skrzypce trafią do Chin, gdzie pół wieku później zagrozi im rewolucja kulturalna.
W "Purpurowych skrzypcach" udało się stworzyć jeden z najlepszych filmowych opisów tamtego obłąkanego zjawiska. Obłęd ideologiczny, który widzi w muzyce wroga ludu, jeśli jest "zachodnia" i każe likwidować tych, którzy są nią "zarażeni", tak i wtedy przybrał postać najbardziej skrajną


Ostatni akt historii skrzypiec rozgrywa się dziś, w czasie ekskluzywnej licytacji (film zresztą tak się zaczyna, losy skrzypiec opowiadają wcięte w licytację retrospekcje). Kto je ostatecznie dostanie - czy ktoś, kto ma miliony dolarów, lecz nie potrafi odróżnić doskonałości od przeciętności, czy ten, kto je natychmiast rozpoznał, kiedy wydawały się jeszcze rupieciem - to kolejna zagadka, której rozwiązania zdradzać przedwcześnie nie należy.
Lecz istotne pytanie tego filmu dotyczy przyszłości sztuki - tej wysokiej, którą symbolizują, a raczej uosabiają, cremońskie skrzypce. Jeśli odpowiedzią byłby cały film - jest ona optymistyczna. Rzecz doskonała nie ginie, epoki przekazują ją sobie z rąk do rąk.

Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 98% uznało tę recenzję za pomocną (46 głosów).

komentarze

pozostało 255 znaków