Recenzja filmu Biały oleander (2002)
Peter Kosminsky

Za mało trucizny

Ingrid, piękna, z lodem w oczach, silna wewnętrznie swym talentem artystki oraz Astrid, delikatna, ujmująca swoją niewinnością i wolą obserwacji świata. Matka i córka. Pierwsza kieruje życiem ...
Filmweb sp. z o.o.
Ingrid, piękna, z lodem w oczach, silna wewnętrznie swym talentem artystki oraz Astrid, delikatna, ujmująca swoją niewinnością i wolą obserwacji świata. Matka i córka. Pierwsza kieruje życiem drugiej na swoją modłę, niby nawołując do wiary we własne siły, ale w istocie myśli córki muszą być ukierunkowane według jej woli. Druga, zdominowana, jest w stanie tylko wielbić matkę. Nie ma tu jeszcze widoków na bunt nastolatki wobec rodzica.

Ale matka i córka zostają sobie odebrane w dramatycznych okolicznościach. Naprawdę dramatycznych. I to właściwie trzyma film jako tako w kupie. Mimo ogólnie dobrej roboty filmowej nie udało się uciec przed epizodycznością dalszych losów Astrid; widać książkowy rodowód scenariusza. Kolejne wydarzenia w życiu Astrid mają w coraz większym stopniu burzyć siłę oddziaływania matki, a można odnieść wrażenie, że już po pierwszej przygodzie cała władza matki miała prawo runąć. Nawet znakomita gra aktorska nie jest w stanie zastąpić luk w scenariuszu.

Postać Ingrid w ostatecznym rozrachunku przegrywa, godzi się sama na uwolnienie córki spod swoich pęt i skrzydeł, poddając w ten sposób w wątpliwość słuszność swojej postawy wobec życia i innych ludzi. Jednak Michelle Pfeiffer miała tylko jedną, krótką scenę, żeby to zagrać, a to zdecydowanie za mało, biorąc pod uwagę, że musiała to zrobić przede wszystkim oczami - oczami, które do tego momentu spoglądały z ekranu zimnym wzrokiem Królowej Lodu. Chyba że weźmiemy te piękne oczęta za miks szaleństwa i miłości... Ale wtedy "Biały oleander" w wymowie otrze się o telewizyjną sztampę.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 15% uznało tę recenzję za pomocną (20 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)

o