Recenzja filmu Egzorcyzmy Emily Rose (2005)
Scott Derrickson

Zabiegajcie o wasze zbawienie z bojaźnią i drżeniem

Tak można jednym zdaniem opisać przesłanie filmu Scotta Derricksona, opowiadającego historię 19-letniej Emily Rose i jej duchowej walki z demonami. Dowiadujemy się o niej, śledząc przebieg ...
Filmweb sp. z o.o.
Tak można jednym zdaniem opisać przesłanie filmu Scotta Derricksona, opowiadającego historię 19-letniej Emily Rose i jej duchowej walki z demonami. Dowiadujemy się o niej, śledząc przebieg procesu sądowego egzorcysty - ojca Moore'a, będącego duchowym opiekunem Emily w czasie ostatnich dni jej życia, oskarżonego o nieumyślne spowodowanie jej śmierci.

Po tym jak Emily otrzymała wymarzone stypendium i wyjechała na studia, zaczęły dziać się w jej życiu dziwne, a zarazem straszne rzeczy, trudne do wytłumaczenia w sposób racjonalny, jak choćby przerażające wizje czy niespodziewane ataki przypominające epilepsję. Badający ją lekarze stwierdzili, że objawy te wskazują właśnie na padaczkę, połączoną dodatkowo z postępującą psychozą. Odmiennego zdania był ojciec Moore, do którego Emily, będąca osobą głęboko wierzącą, zwróciła się o pomoc. Zasugerował on jej odstawienie leków i poddanie się praktyce egzorcyzmów. Doprowadziło to do śmierci Emily i postawienia księdza w akt oskarżenia. Ten kontrowersyjny proces, nagłośniony dodatkowo przez media, miał się stać dla ambitnej prawniczki Erin Bruner (która została adwokatem ojca Moore'a) doskonałym sposobem na spełnienie zawodowych ambicji. Jednak rzeczywistość pokaże, że nie będzie to rutynowa sprawa...

Tytuł filmu trochę błędnie sugeruje widzowi, że ma przed sobą kolejny film grozy, bo choć elementów charakterystycznych dla tego gatunku w "Egzorcyzmach Emily Rose" nie brakuje, jest to przede wszystkim dramat poruszający trudne i drażliwe kwestie, takie jak choćby wiara, uczciwość czy poszukiwania prawdy. "Demony istnieją bez względu na to, czy w nie wierzysz, czy nie" - mówi ojciec Moore podczas rozmowy z Erin, ponieważ historia Emily to jedynie pretekst do pokazania walki, jaką każdy z nas toczy w swoim życiu z własnymi lękami, obawami, ambicjami, walkę duchową, której głównym celem jest zbawianie. Tak też wygląda droga Erin - od agnostycyzmu do głębszego zastanowienia się nad istnieniem sfery duchowej. Może nie jest to zupełna przemiana jej systemu wartości, ale przecież nie o to chodziło twórcom filmu - najważniejsze dla nich było poruszenie widza, skłonienie go do zastanowienia. A jest się nad czym zastanawiać. Śledząc przebieg procesu widzimy zderzenie dwóch koncepcji - próby wyjaśnienia przypadku Emily metodami naukowymi, czyli przy pomocy "szkiełka i oka", czym zajmuje się prokurator Ethan Thomas (który nota bene deklaruje się jako człowiek wierzący) próbuje odeprzeć Erin Bruner, która szukając dowodów w mglistych i niezbyt przekonujących teoriach, napotyka same przeszkody, tak jakby rzeczywiście ciemne moce otaczały ten proces i nie pozwalały jej dojść do prawdy.

Sam proces mimowolnie nasuwa skojarzenia z powieściami Johna Grishama. Mamy tu prawników, którzy są na tyle biegli w swojej "sztuce", iż bezbłędnie potrafią grać na uczuciach przysięgłych (doskonały jest w tej kwestii Campbell Scott jako prokurator Ethan Thomas, który chce przekonać do swoich racji przysięgłych m.in. poprzez nagminne wręcz eksponowanie makabrycznego zdjęcia zrobionego Emily tuż po jej śmierci). Niezwykle przekonująca jest w swojej roli jest także Laura Linney jako Erin Bruner. To sprawia, że w zderzeniu z nimi pozostali bohaterowie nieco bledną. Dotyczy to również Emily Rose - której historia usuwa się gdzieś na bok i jest jedynie przyczyną, pretekstem dla ukazania miejsca wiary i wartości w dzisiejszym zbiurokratyzowanym świecie, tak niechętnie podchodzącym do kwestii mistycyzmu i zjawisk duchowych. To, czego dowiadujemy się o tytułowej bohaterce to tylko jakieś strzępki wspomnień i faktów, które każda ze stron interpretuje na swój własny sposób. Pozostaje nam więc uwierzyć na słowo w prometejsko - mesjanistyczną postawę dziewczyny, która postanowiła cierpieć po to, by inni mogli odkryć sens walki duchowej.

Strona techniczna filmu nie pozostawia większych zastrzeżeń. Świetnie zrobione zdjęcia Toma Sterna (duże wrażenie robi szczególnie scena egzorcyzmu) i naprawdę niepokojąca muzyka Christophera Younga, doskonale oddziałują na wyobraźnię, pozwalając wczuć się w mroczny klimat filmu.

"Egzorcyzmy Emily Rose" nie są może filmem szczególnie odkrywczym czy zaskakującym, ale z pewnością nie można przejść obok niego obojętnie, bo może warto czasem się zastanowić, po której stronie my sami jesteśmy i dlaczego.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 98% uznało tę recenzję za pomocną (46 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)

o