Recenzja filmu Zaczarowana (2007)
Kevin Lima
Waldemar Modestowicz

Zaczaruj mnie w Nowym Jorku

Być dziewczyną w zaczarowanej Andalasii, rozmawiać ze zwierzętami i wieść beztroskie życie w swoim domku. Któż z nas, nie chciałby się martwić jutrem, żyć z dnia na dzień, tak jak nasza ...
Filmweb sp. z o.o.
Być dziewczyną w zaczarowanej Andalasii, rozmawiać ze zwierzętami i wieść beztroskie życie w swoim domku. Któż z nas, nie chciałby się martwić jutrem, żyć z dnia na dzień, tak jak nasza bohaterka? Jednak Giselle, pomimo wszystkich dobrodziejstw, jakie ją spotkały, ciągle z wytęsknieniem oczekuje swojego królewicza, którego ma nadzieję kiedyś poznać. Do uczuciowej i romantycznej dziewczyny w końcu szczęście się uśmiecha i spotyka tego jedynego księcia z bajki, któremu oddaje swe serce. Już pędzi na wesele, wszystkie przygotowania zostały poczynione, pan młody przed ołtarzem wyczekuje swojej lubej... dosłownie piękne zakończenie klasycznej baśni Disneya... gdyby nie jeden szczegół. W ostatniej, najszczęśliwszej chwili swojego życia piękna Giselle, podstępnie zwabiona przez złą czarownicę, królową Narissę, trafia do zupełnie obcego dla niej świata. Rzeczywistości, nie będącej niestety krainą miodem i mlekiem płynącą, w której sprawiedliwość zawsze zwycięża, a dobro triumfuje nad złem. Tym światem nie jest już kolejna piękna baśń na dobranoc, lecz najprawdziwsze przedmieścia Nowego Jorku.

Na taką produkcję jak "Zaczarowana" czekałem z wielką niecierpliwością. Porywająca opowieść o bajkowej księżniczce w wielkim realistycznym świecie, zaczarowała mnie bez reszty. Tak drodzy kinomani, "Zaczarowana" to produkcja Disneya za czasów świetności tej wytwórni, która łączy w sobie najlepsze i najważniejsze cechy, za które wszyscy kiedyś pokochaliśmy Walta Disneya: niebanalne przesłanie, piękny i kolorowy, bajkowy świat,  ważne wartości, etosy oraz wzorce osobowe, jak również humor oraz niemalże magiczną otoczkę wokół baśniowej historii. Nie trzeba zresztą nikomu tego mówić, "Zaczarowana" olśniła nie tylko krytyków, zyskując bardzo wysokie noty i pozytywne recenzje, ale również została bardzo ciepło przyjęta przez widzów i pozyskała sobie ogromne grono fanów. Nie ma się czemu dziwić. Pomysł polegający na połączeniu klasycznej animowanej baśni, z typowym familijnym kinem fantasy, okazał się świetnym rozwiązaniem. Oczywiście to nie pierwszy raz, kiedy reżyserowie wpadli na pomysł przeniesienia animowanej postaci z kreskówki do świata realnego. Takimi tytułami są chociażby: "Kto wrobił królika Rogera" czy "Kosmiczny mecz", jednak podobieństwo "Zaczarowanej" do powyższych produkcji jest tylko pozorne.

Scenariusz, jak widać, jest pomysłowy i bardzo oryginalny. Na początku Giselle nie może się odnaleźć w dość brutalnej rzeczywistości. Ludzie są dla niej niemili, zostaje nawet okradziona. Jednak wkrótce, z pomocą Roberta i jego uroczej córki, zaczyna rozumieć, jak funkcjonuje ten dziwny dla niej świat. W produkcji jest wiele niespodziewanych zwrotów akcji, dzięki czemu śledzenie poczynań niedoszłej królewny oraz pozostałych bohaterów sprawia nie lada przyjemność. Co bardziej uważni widzowie z pewnością dostrzegą zapożyczenia z innych Disnejowskich produkcji. "Zaczarowana" stanowi prawdziwy miszmasz bajek, jakie wyszły spod ręki Walta Disneya. Największe podobieństwo wykazuje przede wszystkim do "Królewny Śnieżki". Scenarzyści rewelacyjnie łączą ze sobą dwa niczym niezwiązane światy, ten bajkowy i rzeczywisty. Najlepiej przedstawiają to główni bohaterowie produkcji, księżniczka Giselle oraz Robert. Pierwsze z nich jest typową "baśniową"  postacią, wierzącą w potęgę miłości, dobroć i sprawiedliwość. Jest to bez wątpienia księżniczka niestroniąca od pracy, dobrotliwa, wyrozumiała, współczuła oraz bardzo uczuciowa i romantyczna. Z kolei Robert to trochę zgorzkniały, podłamany facet, przytłoczony niepowodzeniami życiowymi, a także dręczącymi go problemami. Oboje, choć z początku w ogóle nie mogą się porozumieć, odnajdują w sobie "pokrewne dusze". W filmie można dopatrzeć się również kilku dobrze zbudowanych i poprowadzonych motywów. Jednym z nich jest główny plot obrazu, czyli powrót zagubionej Giselle do jej krainy, który w pewnym momencie schodzi na dalszy plan, ustępując wątkowi miłosnemu pomiędzy głównymi bohaterami produkcji. Na plus należy również zaliczyć piękne i zarazem przewrotne zakończenie "Zaczarowanej".

Świetna scenografia i charakteryzacja to kolejne zalety "Zaczarowana". Przede wszystkim należy tutaj wymienić wygląd niedoszłej królewny i pozostałych bohaterów, samego miasta, Nowego Jorku, czy sali balowej. Reżyser idealnie wplótł baśniowe elementy w świat realny. Wystarczy wspomnieć końcową scenę ze smokiem, wspinającym się na wieżę budynku, w którym odbywał się bal, czy perfekcyjnie wykonaną animację wiewiórki, Pipa, zwierzęcego przyjaciela Giselle. A swoją drogą, te same elementy można podać, chwaląc efekty specjalne "Zaczarowanej". Niektóre sceny po prostu zapierają dech w piersiach.

"Zaczarowana" odznacza się również świetną muzyką oraz aktorstwem. Amy Adams przeszła samą siebie, odgrywając Giselle. Widać, że ma ogromny dystans zarówno do siebie, jak i granej postaci. Wykreowana przez Amy bohaterka jest sympatyczna, pełna uroku oraz radości. Szybko się z nią utożsamiany i równie szybko zaczynamy ją lubić. Również Patrick Dempsey jako Robert świetne oddał swojego bohatera, trochę cynicznego oraz rozgoryczonego życiem człowieka, który pod tą skorupą jest bardzo romantycznym i uczuciowym facetem. Rewelacyjnie zagrała również Susan Sarandon. Jako stara, brzydka, złośliwa czarownica wypadła po prostu świetnie. Jak dotąd nie znałem jej z tej strony, ale widać, że Oscar trafił w ręce odpowiedniej osoby. Na brawa zasługuje także muzyka, popisy wokalne zarówno w oryginale, jak i polskim przekładzie są niezwykłe. Piosenki szybko wpadają w ucho, a co za tym idzie, są miłym uzupełnieniem filmu.

Warto dodać jeszcze kilka słów o polskim przekładzie, któremu naprawdę nie można nic zarzucić. Jedynie wrzaski księżniczki Giselle w wykonaniu Anety Todorczuk-Perchuć mogą trochę irytować. Reszta spisała się bez zarzutów i jestem wstanie stwierdzić, że nasz rodzimy przekład dorównuje oryginałowi.

"Zaczarowana" to obraz, który zachwycił mnie pod każdym względem.Właśnie takich produkcji, wychodzących z wytwórni Disneya, chciałbym móc się spodziewać: oryginalnych, zabawnych i wzruszających. To jeden z tych obrazów, który pozwala oderwać się na dwie godziny od rzeczywistości, przenieść w zupełnie inny świat, gdzie marzenia się spełniają. "Zaczarowana" to kino familijne, zarówno dla młodszych, jak i starszych kinomanów. Każdy z nich odnajdzie w tym filmie coś dla siebie. Gorąco polecam!
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 78% uznało tę recenzję za pomocną (9 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (2)