Recenzja serialu Słodkie kłamstewka (2010)
Norman Buckley
Elodie Keene

Zamknięte w domku dla lalek

Serial skupia się na postaciach czterech dziewczyn związanych osobą ich wspólnej koleżanki Allison, która zaginęła rok wcześniej. Twórcy postawili na zacięcie thrillerowe: bohaterki będą musiały ...
Filmweb sp. z o.o.
Serial skupia się na postaciach czterech dziewczyn związanych osobą ich wspólnej koleżanki Allison, która zaginęła rok wcześniej. Twórcy postawili na zacięcie thrillerowe: bohaterki będą musiały stawić czoła tajemniczej "A", osobie, która wydaje się ich zaginioną przyjaciółką. Szkopuł w tym, że właśnie odbył się jej pogrzeb, a wiadomości od "A" jest coraz więcej. 

Osoby odpowiedzialne za powstanie "Pretty Little Liars" nie mierzyły wysoko. Owszem, pomysł z prześladowcą zapowiada się dość intrygująco i rzeczywiście stanowi magnes, który przyciąga nas do pilota, by włączyć kolejny odcinek. Jednak to za mało, by nazwać serial artystycznie udanym. Problemy zaczynają się już w rejonach scenariusza, który bogaty jest w niesamowicie sztuczne linie dialogowe. Czy tak wyglądają rozmowy licealistek? W "PLL" zostały obdarte z wszelkiej naturalności, którą porównać można do scenariuszowych norm polskich telenowel.

Wiarygodności próżno szukać także w osobach głównych bohaterek. Postacie te stanowią zlepek innych heroin widzianych już wielokrotnie na ekranach naszych telewizorów - twórcy nie wysilili się w żaden sposób, by nadać im choć szczyptę wyjątkowości. Mamy idealną jak laleczka blondynkę Hannę (Inny kolor włosów dla Queen Bee? Mowy nie ma), która aspiruje do tytułu umownej miss szkoły; wrażliwą, delikatną i całkowicie nieasertywną Em; zaradną, inteligentną Arię oraz Spencer, która uosabia odpowiedzialną i mądrą przyszłą absolwentkę jednej z uczelni Ligi Bluszczowej. Co chwila zostajemy także nawiedzeni kolejną retrospektywą Allison - każda nalegająca wręcz na zaakceptowanie przez nas faktu, że była to osoba niezwykła: charyzmatyczna i magnetyzująca. Irytujące, tandetnie prześwietlone flashbacki są jednak na nic - nie pokazują nam żadnych wyjątkowych cech dziewczyny, co i rusz informując nas jedynie, iż nie była najmilszą osobą na świecie.

Charakteryzatorzy nadali każdej postaci odpowiedni rys sztuczności, w efekcie czego mamy do czynienia z miasteczkiem pełnym manekinów poubieranych w najmodniejsze stroje sezonu. Mało tego - mieszkających w luksusowych domostwach, bo kto słyszał o jakichkolwiek podziałach materialnych? Najwidoczniej nie istnieją takie w realiach amerykańskich seriali młodzieżowych. Brakuje także odpowiednio charyzmatycznej postaci męskiej, do których można by do woli wzdychać podczas kolejnych odcinków. Ezra, nauczyciel angielskiego i zarazem chłopak Arii to chyba najsłabsze ogniwo aktorskie "Pretty Little Liars". Ian Harding wcielający się w jego postać nie potrafił nadać mimice jakichkolwiek uczuć, przez co jedyne, co mu pozostało to stać jak kłoda i czarować swoją aparycją. Dużym plusem okazała się postać Toby'ego (Keegan Allen), który wykreowany został na outsidera i rzeczywiście tak też wygląda. Chociaż jedna twarz niewyglądająca na wytwór Photoshopa zasługuje na wszelkie laury. Chłopak to miła odmiana od otaczającej nas zewsząd powierzchownej perfekcji, jednak jego "alternatywność" została przedstawiona, niestety, w sposób cokolwiek łopatologiczny.

Serial miał duży potencjał, jednak odnoszę wrażenie, że z lenistwa nikt nie pofatygował się, by go wykorzystać. Gdyby dialogi były lżejsze i naturalniejsze, podobnie jak aktorstwo i charakteryzacja - serial byłby rzeczywiście jednym z najciekawszych odkryć serialowych ostatnich lat. Punkt wyjścia, czyli intrygująca postać "A" to wystarczający powód, by nie zważając na wady, oglądać serial dalej. 

Strona techniczna nie zaskakuje: mamy oczywiście lekkie, popowe utwory pasujące do pięknych ludzi przechadzających się na ekranie. Przeważnie jest słodko, a w chwilach sensacyjnych pojawiają się odpowiednio nastrojowe, wprowadzające w thrillerowy klimat, dźwięki. Miło ogląda się czołówkę, która - choć trąci tandetą - ma w sobie pewien tajemniczy urok, który wpasował się w zagadkową fabułę. To rozpoczynające odcinek 30 sekund jest w stanie wywołać przyjemny dreszczyk, gdy ogląda się serial w nocy, a motyw muzyczny ("Got a secret, can you keep it?") jest jak ulał dla "Ślicznych kłamczuch".

W pełni ukontentowani formułą "Pretty Little Liars" będą osoby, które wiedzą, że z łatwością przełkną serwowane przez twórców sztuczne realia. Serial ten w gruncie rzeczy stanowi dobrą (jednak wciąż bardzo pustą) rozrywkę. Bez owijania w bawełnę - oprócz dreszczyku emocji nie ma do zaoferowania niczego. Drugiego dna szukać próżno, nie widać także u bohaterek znaczących oznak paranoi, które stanowiłyby ciekawy wątek psychologiczny. Młodym osobom szukających wciągającego, lekkiego pochłaniacza czasu polecam - nie zawiodą się na pewno. Co do widzów preferujących ambitniejsze odcinkowe produkcje, np. te rodem z kanału Showtime - pewności mi brakuje.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 40% uznało tę recenzję za pomocną (266 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (3)