Recenzja filmu Hrabia Monte Christo (2002)
Kevin Reynolds

Zemsta jest rozkoszą...

Zawsze, jak dowiaduję się, że w Hollywood ma powstać ekranizacja klasycznej powieści, przechodzą mnie dreszcze. Amerykańscy twórcy mają bowiem nieznośną manierę poprawiania książkowych ...
Filmweb sp. z o.o.
Zawsze, jak dowiaduję się, że w Hollywood ma powstać ekranizacja klasycznej powieści, przechodzą mnie dreszcze. Amerykańscy twórcy mają bowiem nieznośną manierę poprawiania książkowych oryginałów, upraszczania wątków, a niekiedy nawet wprowadzania nowych postaci. Najlepszym tego przykładem jest pokazywana kilka lat temu na naszych ekranach "Szkarłatna litera" Rolanda Joffe, która z powieścią Hawthorne'a miała bardzo niewiele wspólnego, ale w przeciwieństwie do książki oferowała odbiorcom happy end oraz kilka scen erotycznych.
Podobnie rzecz się ma z wchodzącym właśnie na nasze ekrany "Hrabią Monte Christo", filmową adaptacją najsłynniejszego obok "Trzech muszkieterów" dzieła Aleksandra Dumas. Obrazem, który nie dość, że dość swobodnie opiera się na powieści, to jeszcze jego wymowa i finał są zupełnie sprzeczne z książkowym pierwowzorem.

Uwielbiam "Hrabiego Monte Christo". Czytałem tę książkę ze trzy razy i do dziś uważam, że nikt nie napisał lepszej powieści o zemście. Dumas udało się stworzyć dzieło ponadczasowe. "Hrabia Monte Christo", mimo iż napisany ponad 100 lat temu (pierwsze wydanie ukazało się w roku 1845), do dziś fascynuje ludzi na całym świecie, czego dowodem są kolejne wznowienia książki, jak również powstające co kilka lat ekranizacje.

Bohaterem utworu jest młody mężczyzna Edmund Dantes, który w wyniku spisku uknutego przez trzy osoby ze swojego najbliższego otoczenia zostaje oskarżony o zdradę i osadzony w twierdzi If, najcięższym więzieniu we Francji. Udaje mu się jednak uciec i, wykorzystując skarb znaleziony na wyspie Monte Christo, Edmund, już jako hrabia Monte Christo wraca do Francji, aby zemścić się na swoich prześladowcach. Chce, aby jego ofiary cierpiały tak samo, jak on cierpiał, dlatego też przygotowuje misterny plan, którego realizacja zajmuje mu prawie 10 lat.
Wykorzystując swój olbrzymi majątek, Dantes uzależnia od siebie swoich dawnych prześladowców, wyciąga na światło dzienne skandalizujące fakty z ich przeszłości i w konsekwencji każdy z nich traci wszystko, co zyskał do tej pory - majątek, pozycję, rodzinę, a na końcu również - życie.

Wydany w dwóch tomach, składający się z 73 obszernych rozdziałów "Hrabia Monte Christo" to książka niezwykle trudna do przeniesienia na duży ekran i praktycznie niemożliwa jest jej adaptacja bez dużych cięć w stosunku do oryginału. Jednak to, czego dopuścił Jay Wolpert, autor scenariusza do opisywanego filmu, przeszło moje najśmielsze oczekiwania.

Przede wszystkim w ekranizacji zachwiane zostały proporcje powieści. W książce Dumas uwięzieniu i niewoli Dantesa poświęcono 13 z 73 rozdziałów, w filmie prawie godzinę, czyli połowę. W rezultacie trwająca w oryginale 10 lat zemsta została w obrazie Kevina Reynoldsa skurczona do tego stopnia, iż widz ma wrażenie jakby hrabiemu zajęła ona nie więcej niż tydzień. W filmie w ogóle nie pojawiają się tak istotne wątki jak sprawa Ali Paszy, w którą zamieszany był Mondego i która doprowadziła do jego samobójstwa. Nie dowiemy się również, iż prokurator Villefort usiłował niegdyś zabić swoje nieślubne dziecko, a ujawnienie tej sensacji spowodowało, że oszalał i dokończył żywota w szpitalu dla obłąkanych. Całkowicie zmieniono także wątek Danglarsa, który w powieści był bankierem, a w filmie uczyniono zeń właściciela statku i złodzieja. W ogóle zrezygnowano natomiast z postaci czwartego spiskowca Caderousse'a.

Wolpertowi nie podobało się również oryginalne zakończenie powieści, w którym Mercedes wstępuje do klasztoru, a jej syn postanawia odbudować dobre imię rodziny, służąc w wojsku. Zmienił je zatem na bardziej optymistyczne, a tym samym - po prostu głupie.

Jako miłośnik powieści Dumas nie mogłem powstrzymać się od wytknięcia tak rażących różnic w stosunku do oryginału. Rozumiem, że scenariusz nie może być tak obszerny jak książka, ale nie może też drastycznie się od niej różnić. W przeciwnym bowiem razie możemy mówić bowiem nie o ekranizacji powieści, ale o filmie nią inspirowanym, a amerykański tytuł obrazu brzmi "Alexandre Dumas' The Count of Monte Cristo".

Scenariusz "Hrabiego Monte Christo" do najlepszych nie należy. W naszych oczach nie zyska on nawet jeśli przy jego analizowaniu zapomnimy w ogóle o istnieniu powieściowego pierwowzoru. Kiczowate kwestie w stylu "nie zabieraj mi mojej nienawiści, to wszystko, co mi pozostało", oklepane motywy jak np. finałowy pojedynek, któremu towarzyszą grzmoty, czy absurdalne sytuacje, w których np. więźniowie zamku If, pracując nad podkopem, używają profesjonalnie wyglądającego dłuta, sprawiają, że film z minuty na minutę traci w naszych oczach.

Może jestem zbyt surowy, może przesadzam, ale "Hrabia Monte Christo" był jednym z niewielu filmów, z których autentycznie chciałem wyjść w połowie seansu. Na miejscu zatrzymało mnie jedynie poczucie dziennikarskiego obowiązku.

Mojego nastroju nie poprawili nawet występujący w ekranizacji aktorzy, którzy z reguły dobrze wywiązali się z powierzonych im ról. Mnie osobiście najbardziej przypadł do gustu weteran Richard Harris, który wcielił się w postać przyjaciela Dantesa, księdza Faria. Bardzo dobrze zagrali również James Frain jako Villefort i oczywiście James Caviezel, czyli filmowy hrabia. Zawód sprawił mi natomiast Guy Pearce, którego kreacja była w moim odczuciu nieprzekonująca.

Wspomnieć należy także o naszej rodaczce Dagmarze Dominczyk, odtwórczyni postaci Mercedes. Scenariusz niestety nie dał jej zbyt wielu możliwości do pokazania jej talentu aktorskiego, ale myślę, że o Dominczyk w przyszłości jeszcze nie raz usłyszymy.

"Hrabia Monte Christo" to film nieudany. Twórcy postanowili poprawić powieściowy oryginał i podobnie jak w przypadku autorów pokazywanego niedawno "Wehikułu czasu" zemściło się to na nich okrutnie. Powstał film nudny, miejscami głupawy, który nijak nie umywa się do powieści Aleksandra Dumas. Nie polecam i odradzam wycieczkę do kina.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 48% uznało tę recenzję za pomocną (88 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)

o