Recenzja filmu Wojownicze żółwie ninja (2007)
Kevin Munroe
Andrzej Bogusz

Zielono mi

Są zielone, są cztery. Machają rękami i nogami, zadając skuteczne ciosy karate. Poddane liftingowi w postaci specjalnej animacji CGI znów mają szanse podbić serca widzów na całym świecie
Filmweb sp. z o.o.
Są zielone, są cztery. Machają rękami i nogami, zadając skuteczne ciosy karate. Jędzą pizze, popijają colę, jeżdżą na deskorolce. Noszą imiona po wielkich twórcach rensansu, a ojcuje im wyrośnięty szczur. Chodzi oczywiście o Wojownicze Żółwie Ninja, które po latach wracają na wielki ekran. Oryginalne postaci z komiksu Lairda i Eastmana zostały poddane liftingowi w postaci specjalnej animacji CGI. Dodatkowo - w polsiej wersji - wyposażone w głosy bohaterów rodzimych seriali (Małaszyński, Szyc) oraz scen muzycznych (Tede, Brodka). Odpowiednio podrasowane znów mają szanse podbić serca widzów na całym świecie i nakręcić sprzedaż gażdzetów. Ther is no bussines like Teenage Mutant Ninja Turtles business.

Film Kevina Munroe to de facto mieszanka kilku gatunków skierowana przede wszystkim do widzów, którzy nie przekroczyli piętnastu lat. Z jednej strony mamy kino familijne, w którym bohaterowie muszą nauczyć się żyć razem ze sobą, a co za tym idzie opanować swoje słabości i wady. To wątek, z którego dzieci powinny czerpać wiedzę o tym, jak żyć w rodzinie i przykładnie się socjalizować. Z drugiej strony to komedia - żółwie ninja są z natury fajne i zabawne, czasem się potkną, czasem bekną. Dzieci będą się śmiały, dorośli też - tyle że niekoniecznie w tych momentach, które miał na myśli twórca, robiąc swój film. No i przede wszystkim "TMNT" to nastoletnie kino akcji. Żółwie są przecież ninja, a więc wymachują pałkami, mieczami, sztyletami i podobnymi bajerami, dzielnie stawiając czoła otaczającym ich przeciwnikom. Wszystko to zgrabnie przemielone, pozbawione przemocy i pełen afirmacji wartości rodzinnych, a więc idealnie strawne dla młodszej publiczności.

W przeciwieństwie do poprzednich fabularnych produkcji o żółwiach, film jest animacją komputerową, co stanowczo wychodzi mu na dobre. Żółwie naturalnie wpisują się w krajobraz Nowego Yorku i nie rażą tak jak aktorzy przebrani w zielone, nadmuchane kostiumy i biegający wśród aktorów pozbawionych tego uroczego przyodziewku. Fabuła "TMNT" także rożni się od poprzedników, bowiem przeciwnikiem tym razem nie jest Shredder, ale tajemniczy biznesmen, wspierany przy wywoływaniu chaosu w mieście przez kosmiczne potwory, kamiennych wojowników oraz Foot Clan. Choć po Shredderze została tylko maska, fani serii spotkają znanych sobie bohaterów jak April O'Neil i Casey Jonem, którzy i tym razem wesprą żółwie w walce ze złem.


Fenomen wojowniczych żółwi ninja jest fascynujący. Trudno bowiem wyobrazić sobie bardziej absurdalny pomysł na bohaterów. Jego genezę tłumaczy zapewne fakt, że komiks powstał, aby zakpić z super-bohaterów. Niezmienia to jednak faktu, że w krótkim czasie żółwie w kolorowych opaskach zostały pozbawionymi jakiegokolwiek cudzysłowu bohaterami nastolatków. W czasie oglądania przygód Leonarda i spółki dorosłemu może zrodzić się niejedna refleksja nad kulturą masową, współczesnym marketingiem i możliwościami komputerów. Dzieci zaś powinny się całkiem przyzwoicie bawić, edukować i uspołeczniać, przy okazji nakręcając biznes. Wiadomo - kolor pieniędzy to kolor zielony.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 55% uznało tę recenzję za pomocną (11 głosów).
Krzysztof Michałowski
ocenia ten film na:
1 10 5/10 średni

przeczytaj również recenzje użytkowników (3)