Recenzja filmu Niewierna (2002)
Adrian Lyne

Zniszczone życie na wyciągnięcie ręki

Temat zdrady był już filmie przerabiany pokaźną ilość razy, z mniejszym lub większym powodzeniem. Od znakomitych "Wiarołomnych" ze scenariuszem Ingmara Bergmana, poprzez nagrodzoną Złotym ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja TV Niewierna (2002)
Temat zdrady był już filmie przerabiany pokaźną ilość razy, z mniejszym lub większym powodzeniem. Od znakomitych "Wiarołomnych" ze scenariuszem Ingmara Bergmana, poprzez nagrodzoną Złotym Niedźwiedziem "Intymność", indyjskie "Cienie przeszłości", głośne "Bliżej" Mike'a Nicholsa, aż na "Niewiernej", będącej świeżym spojrzeniem na "Niewierną żonę" Claude'a Chabrola, kończąc. Przedmiotem mojej oceny jest ostatni z tego jakże znamienitego grona, w reżyserii Adriana Lyne'a, specjalisty w dziedzinie wielowymiarowego ujęcia motywu miłości i pożądania ("Fatalne zauroczenie", "Niemoralna propozycja", "9 1/2 tygodnia").

Edward i Connie Sumner są ustatkowanym małżeństwem w średnim wieku. Wiodą szczęśliwe i dostatnie życie, mieszkając z synkiem na przedmieściach. Pewnego dnia Connie pomaga nieznajomy, przystojny i uwodzicielski Paul Martel. Kobieta wdaje się z nim w namiętny romans. Po jakimś czasie Edward odkrywa prawdę o podwójnym życiu małżonki.

"Niewierna" to dość melancholijna, powoli tocząca się opowieść. Obraz jest wyraźnie podzielony na dwie części, rozdzielone znakomitą, najlepszą w całym filmie sceną spotkania Edwarda (Richard Gere) i Paula (Olivier Martinez), będącą jednocześnie jego punktem kulminacyjnym. Pierwsza wypełniona jest zmysłowymi, pełnymi pasji ujęciami zakazanej przygody miłosnej, w jaką wdała się Connie (Diane Lane). Po niej "Niewierna" zmienia się w, niestety, szablonowy, pozbawiony emocji i przewidywalny, choć wciąż znakomicie zrealizowany thriller.

Co jednak urzeka w filmie twórcy "Drabiny Jakubowa", to że reżyser nie wskazuje jednoznacznych powodów, dla których Connie wdała się w romans z nieznajomym. Trąci to nieprawdopodobieństwem - w realnym życiu taka sytuacja wydaje się mało prawdopodobna. Ale z drugiej strony - któż jest w stanie pojąć naturę człowieka, którym, jak możemy się przekonać, opierając się o postawę bohaterki "Niewiernej", w ogromnym stopniu kierują instynkty. Connie niczego nie brakuje, wiedzie spokojne życie z mężem i dzieckiem, których bardzo kocha i na których mocno jej zależy. Lyne nie daje także żadnych sygnałów, że małżeństwu jest ze sobą źle w kwestiach łóżkowych. Co więc pchnęło ją do skosztowania zakazanego owocu? Impuls, ekscytacja, najczystsza forma pożądania. Czym są te aspekty, jeśli nie działaniem podświadomości? Connie waha się do ostatniej chwili, podczas pierwszego intymnego spotkania z Paulem jej ciało drży z podniecenia, ale i ze strachu, wie, że czyni niewłaściwie, a jednak mimowolnie wchodzi w ten związek. Lyne pokazuje, że zdrady nie można zaplanować, wynika ona zawsze z pewnego bodźca, który popycha człowieka do niemoralnego i krzywdzącego czynu.

Historię przedstawioną w "Niewiernej" obserwujemy z pewnego dystansu. Lyne nie przeprowadza w filmie studium zdrady. Skupia się za to na samym fakcie jej dokonania i odczuciach bohaterów. Niewierność żony musi w końcu wyjść na jaw, a od tego momentu niedaleko do tragedii. Zniszczone życie jest na wyciągnięcie ręki. Taki sposób prowadzenia historii nie wszystkim przypadł do gustu, dlatego film twórcy "Lolity" zebrał mieszane oceny. Mi osobiście spodobał się ten wyciszony, prawie nostalgiczny sposób narracji, wypełniony pięknymi ujęciami Petera Biziou, dodatkowo skąpany w cudownie melodyjnej muzyce Jana A.P. Kaczmarka.

Jak by nie oceniać nastroju "Niewiernej", nie da się zaprzeczyć, że odtwórczyni głównej roli zagrała w niej chyba rolę swojego życia. Diane Lane porządnie przygotowała się do zagrania postaci Connie. Z jej twarzy odczytać można wszelkie emocje - początkowe wątpliwości, późniejszą pasję i namiętność, które przechodzą w ból, strach i wstyd. Lane spisała się świetnie, nie zachwycił natomiast Richard Gere, jako mąż niewiernej żony. Nigdy nie ceniłem specjalnie jego umiejętności aktorskich, toteż i po filmie Lyne'a nie obiecywałem sobie zbyt wiele. Tak też się stało - zagrał na skraju swoich dramatycznych możliwości, które u Roberta Redforda czy Jeffa Bridgesa byłyby rozgrzewką do dubla. Olivier Martinez - poprawnie, ale nie miał zbyt wielkich możliwości na rozwinięcie skrzydeł.

"Niewierna" to pięknie nakręcony film z świetną muzyką, melancholijną atmosferą i bardzo dobrze zagraną główną bohaterką. Spodoba się raczej miłośnikom kina poetycznego i wyciszonego. Tak czy siak polecam, bo film to nie najgorszy.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 86% uznało tę recenzję za pomocną (22 głosy).
_encore_
ocenia ten film na:
1 10 7/10 dobry

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)