Recenzja filmu 28 tygodni później (2007)
Juan Carlos Fresnadillo

Zombie z wigorem

Udana kontynuacja niezłego horroru sprzed czterech lat. Znajomość oryginału niekonieczna, zabawa gwarantowana.
Filmweb sp. z o.o.
Udana kontynuacja niezłego horroru sprzed czterech lat. Znajomość oryginału niekonieczna, zabawa gwarantowana.

W oryginalnym filmie Danny'ego Boyle'a tajemniczy wirus pustoszył współczesną (no prawie, akcja działa się w nieodległej przyszłości) Wielką Brytanię. Wirus wyjątkowo wredny, który przed uśmierceniem ofiary, zamieniał ją w krwiożercze zombie. No i wyjątkowo aktywny, wybicie prawie całej populacji Anglików zajęło mu tytułowy miesiąc.

"28 tygodni później" amerykańskie wojska tworzą na terenie wymarłego Londynu pierwszą strefę bezpieczeństwa, do której powoli wracają niedobitki ludności. Jednym z nich jest Don (Robert Cyrlyle), jako jedyny ocalał z masakry (widzimy ją w prologu filmu), nosi w sobie traumę związaną ze śmiercią żony. Teraz spokojnie oczekuje na przyjazd dzieci, z nadzieją na rozpoczęcie nowego życia. Córka i syn nie chcą jednak zaakceptować jego wersji o śmierci matki. Postanawiają uciec poza strefę bezpieczeństwa, odwiedzając dawny dom, wierzą, że poznają prawdę o wydarzeniach sprzed sześciu miesięcy.

Juan Carlos Fresnadillo, już w "Intacto" pokazał, że ładnie estetyzuje. Najlepsze partie filmu to te ukazujące Londyn po zagładzie. Wymarła metropolia w promieniach porannego słońca, jaka ukazuje się oczom Dona po przyjeździe do miasta, to scena, która zapada w pamięć. Przez pierwszą część filmu reżyser powoli buduje napięcie wygrywając, z jednej strony uczucie pozornej ulgi bohaterów (wydaje się, że najgorsze już minęło), z drugiej atmosferę osaczenia i zbliżającego się niebezpieczeństwa, które widz przeczuwa od samego początku.

Nagły (choć spodziewany przecież) zwrot w połowie filmu, to także zmiana estetyki. Kamera szaleje próbując oddać postępujący chaos, zdjęcia stają się pozornie niechlujne, jednak trudno wskazać tu choć jedno niepotrzebne ujęcie. Kamera zmienia perspektywy, pozwala poczuć się uczestnikiem wydarzeń

Dużo piszę wizualnej stronie filmu, gdyż tak przemyślany estetycznie horror to rzadkość. Poza tym, wszystko gra zgodnie z konwencją, w drugiej połowie film zamienia w klasyczną rzeź w stylu gore. Można mieć oczywiście pewne wątpliwości, czy aktor pokroju Carlaly'a nie marnuje się trochę w roli plującego krwią i szczerzącego kły zombie, ale to już kwestia gustu.
Fresnadillo z dużą wprawą żongluje motywami z klasyki gatunku, znajdziemy tu echa zarówno "Świtu Żywych Trupów" Romero, z ich antykonsumpcyjnym przesłaniem (zombie zachowują się momentami jak klienci na otwarciu supermarketu), jak i aluzję do serii o Obcym - równie umiejętnie budując nastrój zagrożenia.

Mimo wspomnianych na początku estetycznych wycieczek, film w miarę wiernie trzyma się gatunkowej konwencji. W sumie dwie godziny inteligentnej zabawy w straszenie widza. Komu mało, tego uspokajam - wszystko wskazuje na to, że zabójczy wirus zaatakuje raz jeszcze.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 59% uznało tę recenzję za pomocną (63 głosy).

przeczytaj również recenzje użytkowników (2)