Czy tylko mnie rozczarował ostatni sezon?

Jestem świeżo po ostatnim odcinku.
Brakowało mi przede wszystkim tego napięcia, które towarzyszyło w trzech poprzednich sezonach.
Sprawa Kyle'a była ciekawa, ale tylko na samym początku. Z czasem, gdy napięcie powinno
wzrastac, jak w poprzednich sezonach tak naprawdę się ulotniło. Więcej emocji dostarczał Reddick z
doszukiwaniem się prawdy na temat Skinnera.

Drugą sprawą jest narracja odcinków. Mam wrażenie, że za ten sezon są odpowiedzialni zupełnie inni
ludzie. Gdyby nie postacie Linden i Holdera, to pomyślałbym, że oglądam zupełnie inny serial.

Sprawa Kyle'a została ostatecznie bardzo słabo rozwiązana. Liczyłem mimo wszystko na jakiś zwrot
akcji, jakies zaskoczenie, a wyszło na dobrą sprawę tak, jak wszyscy podejrzewali od początku.
Wygląda to troszkę tak, jakby scenarzyści nie mieli kompletnie pomysłu na sprawę, nad którą będą
musieli popracowac główni bohaterowie.

Sezon czwarty ocziwiście miał też swoje zalety. Para głównych bohaterów jak zwykle nie zawiodła i to
dzięki nim miałem chęc dobrnąc do końca. Na plus postac Reddicka, który pokazał, że nie miał
stopnia detektywa przez przypadek.

Poprowadzenie wątku z trzeciego sezonu było bardzo ciekawe, natomiast jego zakończenie było już
trochę zbyt kolorowe. Rozumiem, że władze nie mogły sobie pozwolic na ujawnienie tego , że
detektyw był pedobearem.
W duńskim odpowiedniku serialu (Forbrydelsen) wszystkie wątki polityczne także kończyły się bardzo
gorzko, jednak tamte rozwiązania bardziej do mnie trafiały i współgrały z całością. Tutaj natomiast
postac Richmonda pojawiła się niczym Deus Ex Machina i za pstryknięciem palca rozwiązuje
problem Linden.

Ciężko mi ocenic ten sezon. Daję naciągane 7.
Całośc serialu (głównie ze wzgląd za sprawę Rosie Larsen) daję 8,5

10
  • Końcówka wyraźnie bez pomysłu i wcześniejszego sznytu. Miałem wrażenie, że silona wręcz na spięcie klamrą końcową, bez możliwości zostawienia otwartej furtki na ewentualny piąty sezon. Oczywiście definitywnie zapowiadano koniec serii wraz z czwartym sezonem, ale mimo wszystko nie tego się spodziewałem na finiszu. Na całe szczęście ostatnim kadrem nie był długi pocałunek na dobranoc.

  • Tylko podbijam.

  • Mnie nie rozczarował.

  • Uczucia dość analogiczne. Jednakże napięcie o którym mówisz zostało wg mnie przesunięte - z dochodzenia w sprawie morderstwa rodziny Kyle'a na sprawę Skinnera. Nie wiem czy udźwignęłabym dwa napięcia, możliwe, że byłby to wtedy najlepszy serial wszechczasów.

    Niestety już od samego początku klaruje się motyw zbrodni rodziny Stansbury, a co za tym idzie intryga szybko się rozplątuje kiedy detektywni błądzą we mgle ciągle pochyleni nad sprawą Skinnera. Ze wszystkich sezonów ten był najsłabszy pod względem rozwiązań kryminalnych w prowadzonej sprawie.

    Chociaż w ostatnim odcinku przez jedną chwilę widzimy Holdera w swej naturalnej luzackiej postawie! Brakowało tego zawadiackiego uśmiechu.
    Bałam się, że zrobi się zbyt romantycznie, te spojrzenia, uściski, przypudrowana Linden, ale na szczęście udało się tego uniknąć i zakończenie pozostawiło takie uczucie nasycenia. Nie czuję sie rozczarowana.

    • A jak twoje odczucia co do rozwiązania sprawy Skinnera? Moim zdaniem zostało to rozwiązane zbyt łatwo. Napięcie związane z tą sprawą nie było skulminowane na końcu. Finisz nie pasował do całości. Najlepszym momentem tego sezonu jest jak dla mnie końcówka 4 odcinka, gdzie Holder mówi Linden przez telefon o znalezieniu ciał dziewczyn i Skinnera a potem cała klimatyczna sekwencja wyciągania wozu i ulęcia worków z resztkami ciał.

      • A wiesz, że ja przeczuwałam jakieś takie właśnie bezbolesne rozwiązanie? To znaczy podejrzewałam, że będzie jakieś sprytne obejście tematu, typu, że nagle podejrzenia Riddicka skierują się jakimś cudownym trafem w inną stronę, albo, że nie znajdą ciała, albo jeszcze coś w tym stylu. W każdym razie obstawiałam, że napięcie zostanie maksymalnie wywindowane, a później znajdzie się jakieś nieoczekiwane wyjście awaryjne i będzie po sprawie. Na takie rozwiązanie jednak nie wpadłam, wg mnie zbyt proste i piękne.

        Zgadzam się, sama wstrzymałam oddech jak po nocy i w ostrym świetle reflektorów wyciągano samochód, a kamera wolno od góry kierowała sie na Linden i Holdena.

        Zaskakuje mnie podobieństwo naszych odczuć.

  • kurcza szkoda ze wymęczyli tylko 6 odcinków, klimat niby trzymalo ale bohaterowie byli chyba zbyt depresyjni w tym sezonie te gnojki biegające ze strzelbami po lesie ajjjks, tyle czekania a caly sezon poszedł w 2 dni ite uzucie jak sie wie ze to juz koniec na stałe i trzeba szukać czegoś dobrego na zamiennik ... dzisiaj sprawdze ten duński odpowiednik zobaczymy ... chyba że ktoś może coś jeszcze polecić w takim klimacie ?

    ps. na całe szczęście nie było całowania na koniec ale jak holder idzie z córką to mowi jej że w sobote sie zobaczą ... czyli co ? laska jednak z nim nie wytrzymała?

    • Polecam duński odpowiednik. Sezony 1 i 3 są fantastyczne. Drugi jest nieco gorszy, ale określiłbym go jako dobry. Serial mocno trzyma w napięciu i w ogólnym rozrachunku stawiam go jednak troszkę wyżej niż amerykańską wersję.

      Co do Holdera, to owszem masz rację. Babka zapewne się z nim rozstała bo inaczej nie mówiłby córce że zobaczą się w sobotę.

      • Skoro polecasz duński odpowiednik, to mam pytanie - czy jest sens go oglądać po obejrzeniu wersji amerykańskiej (tzn. czy fabuła wersji amerykańskiej nie została zerżnięta na żywca z pierwowzoru)?

        • Jak najbardziej jest sens. Do mniej więcej połowy pierwszego sezonu będziesz miał uczucie Deja vu, ale potem oba seriale idą w innych kierunkach. Nie będziesz zawiedziony. Nie będzie to nic co odbierze ci przyjemnośc z oglądania, więc powiem ci jedną różnicę. W duńskiej wersji odpowiednik Richmonda (czyli kandydat na burmistrza) nie ląduje na wózku inwalidzkim, a niektóre postacie drugoplanowe są bardziej lub mniej rozbudowane w stosunku do "The killing" amerykańskiego. Dzięki temu od mniej więcej połowy będziesz oglądał zupełnie inny serial.

          Dwa pozostałe sezony duńskiego Forbrydelsen są zupełnie innymi opowieściami niż w amerykańskim serialu.

          Polecam duńską wersję. Jak już obejrzysz, to napisz o wrażeniach.
          Pozdrawiam ;)

  • Moim zdaniem zrobili ten sezon na siłę tylko po to żeby jakoś to zamknąć klamrą. W 4 sezonie bardziej mnie interesowała sprawa Skinnera niż morderstwo rodziny. Trochę mało podejrzanych, jakiś tropów itp. Ale to pewnie przez małą liczbę odcinków. Gdyby bardziej rozwinęli ten sezon może byłoby lepiej. Jakby zastanawiali się nad 5 sezonem to już była by głupota

  • W czwartym sezonie trochę za dużo zbiegów okoliczności (np. żona Skinnera w domku nad jeziorem, do którego od lat nie jeździła, nagle jest tam w tym samym momencie, w którym Linden wyrzuca telefon, nie mówiąc o tym, że z pudła z aktami wypada akurat zdjęcie pierścionka - no ale gdyby nie takie "przypadki", wiele spraw pozostałoby nierozwiązanych ;)
    Co do wyjaśnienia sprawy Kyle'a, to w momencie, w którym sprawy zaczęły się wyjaśniać (czyli gdy Lincoln i A.J. przyszli do Rayne, że Kyle sobie przypomina), ja zaczęłam się gubić w tym co, kto i dlaczego. Trochę mało oryginalna ta intryga ("Kyle jest moim synem, którego oddałam za młodu!" - jej i Phillipa? jakoś nie wyjaśnili tego, dlaczego oddała syna Phillipowi i jego żonie (!)). Ostatnio odcinek przedłużany w nieskończoność, jakieś motywy muzyczne i jazda samochodem, za mało tego iskrzenia między Linden i Holderem, i niby wszyscy czekali cały czas czy oni będą razem, a zeszli się w najmniej oczekiwanym momencie (trochę jak Robin i Ted w HIMYM).

  • taak, właściwie nie ma co dodawać. Czwórka rozczarowała mnie podwójnie, bo w porównaniu z dwójką, sezon trzeci był wyśmienity i spodziewałam się, że i czwarty utrzyma (jeśli nie przebije) ten poziom. Niestety sprawa morderstwa rodziny Kyle'a, mimo że rozwijała się interesująco, zakończyła się banalnie i przewidywalnie. A ostatni odcinek, zakończenie sprawy Skinnera i scena po paru latach, tak naciągany i wymuszony, że faktycznie do "pełni szczęścia" brakowało tylko namiętnego pocałunku z zachodzącym słońcem w tle.

  • Zawiodłam się. Gołym okiem było widać, że chcieli jak najszybciej zakończyć produkcję :(
    Sprawa, nad którą pracowali Linden i Holder była ciekawa, ale jakaś taka zbyt oczywista, płaska... zabrakło tego, co towarzyszyło nam przez wszystkie sezony... napięcia i niepewności... tutaj już na początku wszystko się ładnie zazębiało... bez zaskakujących elementów... Za szybko, za krótko, zbyt oczywiście. Gra aktorów, tak samo jak i w poprzednich sezonach, jak dla mnie niesamowita :) Chociaz moze teraz Mireille Enos, serialowa Linden, wypadła hmm troszkę gorzej :)
    Samo zakończenie... nie dla mnie :) zbyt słodkie :)

    Serial jako całość oceniam na świetny, chciałabym więcej takich oglądać :)

    • a mnie nie rozczarował ani trochę, świetne dokończenie historii z finału 3 sezonu, rozwiązanie wątku Skinnera realistyczne, klasyczne zamiecenie pod dywan nie wygodnego dla władz miasta faktu, skażą niewinnego Millsa (a mało to nie winnych siedzi w więzieniach) i po sprawie, wszyscy zadowoleni, dobrze przedstawione motywy działania Kyle'a, przez lata kumulowany gniew, życie w nienormalnej rodzinie doprowadziło go do szaleństwa, jak to w Killing, kilku podejrzanych, nie miało się pewności kto zabił, Fajne było też to, że kolega z posterunku kiedy tylko nabrał podejrzeń co do losów Skinnera nie odpuścił sprawy ze względu na to, że Linden i Holder mogą mieć problemy.

      po prostu świetny sezon:)

      • Zgadzam się, dla mnie ten sezon był rewelacyjny choć rozumiem, że niektórzy mieli inne oczekiwania. Ja nie miałam żadnych, nie wiedziałam, że ten sezon będzie ostatni, po prostu zaczęłam oglądać jak tylko zorientowałam się, że już można w całości go połknąć ;)

        Przede wszystkim był dla mnie mega ciężki i depresyjny, wymordowanie rodziny, pokiereszowany na duszy chłopak (jak się potem okazało bardziej niż myślałam), okrucieństwo kadetów ze szkoły no i oczywiście sprawa Skinnera, która była niesamowicie ciężką próbą dla przyjaźni Linden i Holdera. Jakoś tak się stało, że bardzo się wczułam w te wszystkie sytuacje, praktycznie na każdym odcinku ryczałam :D Ostatni epizod też poruszył we mnie jakieś wewnętrzne struny, spowiedź niekochanego dziecka, które było tak pełne żalu i nienawiści, że zamordowało własną rodzinę, naprawdę mnie to ruszyło.
        Moment w którym Linden domyśliła się, że Holder stoi po drugiej stronie lustra weneckiego. I jej wyznanie kiedy zdobyła się w końcu na to by powiedzieć głośno co uważała za dom i przyjaźń. I że jednak zamknęła oczy na wzgórzu patrząc na "miasto umarłych".

        Te wszystkie momenty łapały mnie za serce. Dla mnie ostatni sezon był naprawdę wyjątkowy i niepowtarzalny, jeśli to miało być zakończenie serii to dla mnie było idealne.
        Zawiedziona byłam np. zakończeniem Dextera czy True Blood a tutaj wszystko było dla mnie prawdziwe. Oczywiście to moja subiektywna opinia ;)

  • Rozczarował to mało powiedziane. 4 sezon to jest gniot nad gnioty, profanacja świetnego serialu. Durna fabuła, źle prowadzeni aktorzy nawet zdjęcia się pogorszyły. Najbardziej mnie śmieszyło to wydzieranie się w kółko jednych na drugich. Coś okropnego, ledwo dopatrzyłem do końca.

    • zgadzam się
      właśnie skończyłam i tak jak po trzecim sezonie byłam zachwycona, tak teraz czuję rozczarowanie i niesmak
      historia jak z telenoweli - niechlujnie i płasko zrobiona (śmiać mi się chciało na pogrzebie bogatej i wpływowej rodziny Kyle'a, gdzie poza kadetami nie było praktycznie żałobników), aktorsko wymęczone (postać jęczącego Kyle'a nudna i irytująca)
      gdyby pierwszy sezon miał taki poziom nigdy bym go nie obejrzała do końca, do finału czwórki dociągnęłam tylko z powodu sentymentu

      oryginalny Forbrydelsen się nie skiepścił, tutaj czwarty sezon w porównaniu do pierwszego czy trzeciego to szmira
      brrr...

    • Dokładnie - "Trudne sprawy", co boli niezmiernie bo poprzednie sezony były rewelacyjne!

  • Sprawa Kyle'a dość głupia, ale jednak ciekawie się oglądało. Jednak bardziej mnie ciekawiła sprawa Skinnera.
    Jakoś tak marnie to wyszło, a zakończenie fatalne, bo nie daje nadziei na kolejny sezon, a taka nadzieja powinna być nawet jak kolejny sezon nigdy nie powstanie. Coś jak w Rodzinie Soprano.

  • Właśnie obejrzałam sezon :) Zgadzam się, jeśli chodzi o sprawę Kyle'a... Pierwszy odcinek chyba najlepiej utrzymał napięcie, jeśli chodzi o tę sprawę, a co do jej zakończenia, to może specjalnie tak zrobili. Nie był to brak pomysłów, a po prostu, chcieli, żeby było tak jak wszyscy myśleli. Na początku podejrzenia są na Kyle'a, że wymordował i chciał się zabić, potem człowiek zaczyna się zastanawiać, że przecież byłoby to zbyt oczywiste na ten serial i zaczyna się nie podobać pani szefowa blondi :) a to potem ci jego "koledzy" itp.. Może taki był cel tego sezonu :) zaskoczyć oczywistością :) Nie wiem, ale ogólnie chyba sezon najgorszy z 4. Sprawa Skinnera jeszcze gorzej się wyjaśniła, tak to się cały czas Linden i Holder bali, żeby nie wyszło, że to oni zrobili, tak to wielce Reddick drążył, a na końcu jak po maśle.. Nic się nie stało, żyjemy dalej. A niech niewinny sobie dostanie karę śmierci ważne, żeby głowy nie poleciały.. Chociaż w sumie chyba taka polityka, ale to jest przykre.. No a na to, że Holder i Linden się ku sobie mają to liczyłam od początku :) Także samo zakończenie sezonu na plus, ale zakończenie spraw, nie :)

  • użytkownik usunięty

    Tak, tylko Ciebie. Ostatni odcinek jest miażdżący, w rozmowie Linden z Holderem zawiera się tak naprawdę cała filozofia/ontologia tego serialu. Wątek Kyle'a(piekło jest tutaj, "piekło to inni") również jest świetny i o wiele bardziej przytłaczający, niż cały trzeci sezon.

  • Temat stary, ale się wypowiem. Osobiście uważam, że 4 sezon był po to żeby wyhamować wszystkie emocje, które towarzyszą widzom od początku, oraz podomykać sprawy między bohaterami. Rozmowa Holdera i Linden o ich przyjaźni, o tym, że tylko oni siebie nawzajem rozumieją, aż ścisnęła mnie za gardło i była bardzo potrzebna. Chemia między dwójką detektywów była widoczna od samego początku i bardzo emocjonowałam się ich relacją (bez podtekstów i nadziej na wątek romansowy) i takie dokończenie, dopowiedzenie wielu rzeczy było mi potrzebne jako widzowi. Dlatego myślę, że 4 sezon był bardziej "osobisty" niż typowo "policyjny" i ok.

  • "Sprawa Kyle'a została ostatecznie bardzo słabo rozwiązana. Liczyłem mimo wszystko na jakiś zwrot akcji, jakies zaskoczenie, a wyszło na dobrą sprawę tak, jak wszyscy podejrzewali od początku. Wygląda to troszkę tak, jakby scenarzyści nie mieli kompletnie pomysłu na sprawę, nad którą będą musieli popracowac główni bohaterowie."
    Dla mnie to akurat największy atut tego sezonu.

    Grzechem głównym większości kryminałów jest to, że są strasznie schematycznie zbudowane. Z góry wiadomo, że jeśli w środkowej części fabuły na jednego z podejrzanych wskazują wszystkie dowody, to prędzej czy później wyjdzie na to, że jest niewinny, tylko albo ktoś go wrabia, albo detektywi przeoczyli jakieś kluczowe ślady i podjęli kilka pochopnych wniosków. Gdy akcja zbliża się do końca, odkrywają szokującą prawdę, ale w ostatniej chwili okazuje się, że zabójcą jest jednak ktoś inny. Tak było i w sprawie Rosie, gdzie Terry niespodziewanie dokończyła sprawę za Jamiego, i w sprawie Flecisty z Hamelin, gdy podejrzewany przez Linden i Holdera Reddick okazał się niewinny, bo mordercą był Skinner (o którym zresztą pomyślałem od razu, gdy wspomniano, że zabójcą jest policjant). Jeśli ktoś ma już za sobą kilka produkcji tego typu, od razu wiedział, że Bennet, Richmond czy Mills z zabójstwami nie mieli nic wspólnego. Dlatego tak lubię książki, w których zabójcą okazuje się były podejrzany lub gdy jego tożsamość znana jest czytelnikowi i detektywom przez znaczną część akcji, a fabuła toczy się wokół jego schwytania.

    W czwartym sezonie mamy do czynienia z czymś może nie nowatorskim (jestem w stanie podać przynajmniej dwa kryminały, które rozwiązano w podobny sposób), ale z pewnością nietypowym. Wina Kyle'a na początku wydawała się oczywista, ale Linden chciała wierzyć w to, że za spust pociągał ktoś inny - dlatego nie wierzyła w zeznania Rayne i jej instruktora tańca, a od Kyle'a odwracała wzrok. Podejrzenia sukcesywnie oddalały się od niego, ale w miarę jak wracały do niego wspomnienia, a na jaw wychodziły kolejne akty dramatu rozgrywającego się w rodzinie Stansburych, jego wina stawała się coraz bardziej prawdopodobna. Obstawiałem go od początku i jestem zadowolony z tego, jak rozwiązała się akcja. Na pewno uważam to za lepsze zakończenie niż klasyczne wyciągnięcie królika z kapelusza w postaci Terry, choć przyznaję, że całkiem zgrabnie wytłumaczono zarówno jej rolę w zabójstwie, jak i wewnętrzną tragedię jej postaci.

    "Drugą sprawą jest narracja odcinków. Mam wrażenie, że za ten sezon są odpowiedzialni zupełnie inni ludzie. Gdyby nie postacie Linden i Holdera, to pomyślałbym, że oglądam zupełnie inny serial."
    Też odniosłem takie wrażenie, ale to jest akurat naturalne. W ciekawostkach na imdb napisano, że zdaniem Veeny Sud (twórczyni serialu) każda sprawa w "The Killing" przedstawia inne oblicze Seattle: sprawa Rosie Larsen przybliża środowisko klasy średniej i świata polityki, sprawa Flecisty z Hamelin pokazuje ulice i świat bezdomnych nastolatków, a sprawa Stansburych ukazuje życie bogatych i zepsutych majątkiem ludzi, a także ich skrzywdzonych dzieci.

    Poza tym, już od pierwszego odcinka głównym bohaterom towarzyszy atmosfera lęku i niepewności związana z zacieraniem śladów zabójstwa Skinnera i świadomością nieuchronnie zbliżającej się kary, którą nieustannie odpychają od swoich myśli. Żaden z poprzednich sezonów nie był prowadzony w taki sposób.

    "natomiast jego zakończenie było już trochę zbyt kolorowe. Rozumiem, że władze nie mogły sobie pozwolic na ujawnienie tego , że detektyw był pedobearem."
    Nie nazwałbym tego ani kolorowym, ani pozytywnym zakończeniem. Na początku obawiałem się wspaniałomyślnego ułaskawienia Linden i moralnego usprawiedliwienia zabójstwa seryjnego mordercy, ale motywy Richmonda szybko okazały się dużo mniej szlachetne i dużo bardziej pragmatyczne. Nie widzę w tym niczego naciąganego, jestem w stanie uwierzyć, że podobne sytuacje, gdy wizerunek i niewiedzę w roli błogosławieństwa stawia się ponad prawdą, nieraz mają miejsce w rzeczywistości. To było zresztą najbardziej realne wyjście - ludzie przy władzy zatajają niewygodne fakty, by nie zaszkodzić własnej pozycji. Na ujawnieniu prawdy straciliby wiele, a nic by nie zyskali. W końcu Mills nie był do końca niewinny, co zresztą podkreślał Holder - był zboczeńcem i pedofilem. Wsadzenie kogoś takiego do więzienia za coś, czego nie zrobił, przychodzi ludziom łatwiej. Tylko dlatego, że mało kto przewidział, że coś takiego może się zdarzyć, nie znaczy moim zdaniem, że to proste rozwiązanie, pójście na łatwiznę.

    Podejrzewam też, że w większości przypadków sprawcą zabójstwa jest pierwszy podejrzany, a kandydaci do aresztowania nie pojawiają się jak grzyby po deszczu. Lubię zwroty akcji i wielowątkową fabułę, ale łatwo jest przekroczyć cienką granicę pomiędzy maestrią a sztucznością. Większość kryminałów ją przekracza, czwarty sezon "The Killing" tego moim zdaniem nie zrobił. Dla mnie to najlepsza obok pierwszej odsłona tego serialu.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: