napisy? ucz się angielskiego

dzięki oglądaniu można poprawić swój komunikatywny angielski ... poza tym to 21 wiek i
wszyscy powinni znać ten język ... nauczanie języków obcych w tym kraju to kpina

  • Wiele rzeczy w tym kraju to kpina. Jeśli miałbym pójść tym tropem to musiałbym leczyć się sam bo służba zdrowia to również kpina...
    A jeśli chodzi o napisy to lepiej z nimi niż z lektorem bądź dubbingiem.

  • bez polskich napisów można oglądać rzeczy w stylu dexter, walking dead czy nawet suits. język prosty, 90 procent rozumie się bez najmniejszego problemu a paru nowych słówek można się nauczyć. ale w House of cards każde słowo jest ważne, to ma być uczta i nie będę psuł sobie seansu latając co minutę do słownika.

  • Kpiną jest obrażanie ludzi, którzy mogli zwyczajnie uczyć się innych języków niż angielski, a są komentowani przez osobę, która nie zna zasad interpunkcji w ojczystym języku.

  • Kpina to odmawianie ludziom nauki tego języka przez puszczanie filmów z lektorem, uniemożliwianie wyboru pomiędzy lektorem a napisami oraz przymuszanie do obowiązkowej nauki języka w szkołach.

  • ja być ograńczony angieś tródna mówa

  • Ale za przeproszeniem pier****! Mieszkam w Stanach i chociaż znam angielski oglądam czasem z napisami, bo ten język to nie tylko "how are you", ale jeszcze różne slangi i akcenty. Poza tym chamstwem jest dyskryminowanie osób, które angielskiego nie znają. Nie każdemu to jest do szczęścia potrzebne.

  • Miszela mądralo, powiedz Francuzom, żeby się angielskiego nauczyli, to Cię wyśmieją. Takaś mądra.

  • 21 wiek powiadasz - ponad połowa ludzkości mówi po CHIŃSKU - w samych stanach zjednoczonych więcej ludzi zna HISZPAŃSKI niż angielski - W afryce również częściej i łatwiej dogadasz się po FRANCUSKU niż po angielsku. W sklepach w Wielkiej Brytanii i Irlandii częściej i łatwiej dogadasz się po POLSKU niż po angielsku.

    NADAL UWAŻASZ ŻE W XXI wieku POWINNO SIĘ ZNAĆ ANGIELSKI? - owszem - to pomaga - ale znajomość Chińskiego czy Hiszpańskiego (oraz zasad polskiej interpunkcyjii) może się okazać znacznie bardziej pomocna.

    • To nie był zarzut pod niczyim adresem, nie mam prestensji do nikogo ,nikogo nie wyśmiewam. Boleję jednak nad tym, że polska szkoła niczego nie uczy. Znajomość języków obcych ulatwia życie, podnosi nasze kwalifikacje zawodowe. Według mnie język angielski jest uniwersalny i bardziej przydatny, niż np. chiński, czy francuski, mimo iż jest językiem dyplomatycznym. Powyższe komentarze utwierdzają mnie w przekonaniu, że Polacy to szczególny naród, reagujący agresją, gdy tylko istnieje domniemanie jakiegoś zarzutu pod jego adresem. Pokój Wam!

      • Wg Ciebie polska szkoła ma uczyć j. angielskiego pod kątek slangu amerykańskich polityków, amerykańskiego systemu politycznego, wszystkich nazw i skrótów instytucji amerykańskiej polityki, najnowszych neologizmów itp itd.? Nie rozumiem takich głosów jak Twój. To nie jest Dexter czy inne GoT. Tutaj język jest trochę bardziej wyszukany. Już nawet nie mówię o grach słownych itp, ale np. kto bez sprawdzania będzie wiedział chociażby jaką rolę spełnia w amerykańskim systemie Chief Whip?
        Czemu miał służyć Twój post? Wywyższaniu się?
        Zgadzam się z postami Dies Irae i Madame Rose. Mogę oglądać serial, gdzie rozumiem 3/4 dialogów, tylko po co? Wolę poczekać na pl napisy i cieszyć się całym bogactwem serialu.

      • Bo widzisz, chamstwo to wychodzi z tych, co mają problem z czytaniem ze zrozumieniem. Nikogo przecież swoim postem nie obraziłaś, stwierdziłaś tylko fakty. Ech... ;)

    • Nie chodzi o to ile osób mówi po chińsku lub hiszpańsku, ale w jak dużej części świata można się w danym języku porozumieć. Chiński? No sorry, ale po chińsku pogadasz tylko i wyłącznie w Chinach, przydatność zerowa, chyba że planujesz tam zamieszkać. Hiszpański? Głównie trzeci świat, pomocne jak cholera na co dzień, nie?
      Angielski: USA, UK i reszta Europy (jako że wszyscy się go uczą od dziecka), Australia, nawet Azja, mimo że oni nie za bardzo lubią, to znają i się dogadasz jak chcesz. Innymi słowy: CAŁY CYWILIZOWANY ŚWIAT.
      NAPRAWDĘ UWAŻASZ, że Chiński lub Hiszpański mogłyby ci się bardziej przydać?

      • Zacytuję tutaj wypowiedź poprzednika "Vincent_Malloy" (kilka 'postów' wcześniej):

        "Miszela mądralo, powiedz Francuzom, żeby się angielskiego nauczyli, to Cię wyśmieją..."
        Widzę, że "Vincent" chyba bywał w 'europie'. Chyba mamy podobne doświadczenia. Włochy, Grecja, Niemcy no i francja możesz mi wierzyć: wszędzie cię wyśmieją jak im powiesz żeby się angielskiego uczyli, bo na zachodzie nikt się nie uczy angielskiego od dziecka (no chyba tylko anglicy). Ten jak to mówisz "cywilizowany" świat i "reszta europy" ma głęboko w poważaniu tą naszą polską fascynację językiem angielskim. Twardo twierdzisz, że znając angielski wszędzie się dogadasz - też tak mi się wydawało do czasu kilku wyjazdów do "cywilizowanej europy".

        Ale odbiegamy za bardzo od tematu serialu - bo HOUSE OF CARDS jest tutaj głównym tematemi jak ktoś mi mówi "poczkam na napisy bo tak mi lepiej" to ja mu powiem - To czekaj i obejżyj, z napisami, z lektorem nie ważne! Możesz nie znać języka ale jak obejżysz ten serial to nie będzie to czas stracony i na pewno się nie zawiedziesz.

        ps.: a po chińsku to dogadasz się z każdym chińczykiem i to nie tylko w chinach bo te cfane cholery są już WSZĘDZIE :)
        A do tego wyobraź sobie, że zamawiasz chińszczyznę - kurczaka - Z kuchni po chińsku koleś krzyczy: "cing-pong cing-pong" co oznacza "nie mamy już kurczaków", na co słyszysz odpowiedź: "pong-cing" co oznacza "no to daj tego smażonego kota - ten polaczek i tak się nie zorientuje".
        Albo zrobisz sobie tatuaż - zajefajowski chiński znaczek! super! wszyscy ci zazdroszczą, wyglądasz nieziemsko - aż sprawdzisz co to oznacza i dopiero wtedy wiesz że masz wytatułowany napis: "...odbyt koźlęcy o pięciu smakach."

        NADAL TWIERDZISZ ŻE PRZYDATNOŚĆ ZNAJOMOŚĆ CHIŃSKIEGO JEST ZEROWA ?!

        • Dobre przykłady :), może przydatność nie zerowa, ale nadal nieporównywalna z językiem angielskim, z tym bardzo ciężko byłoby ci się kłócić. A ludzie niech oglądają jak chcą. Nauka angielskiego poprzez oglądanie zaczyna się od polskich napisów. Później, znając już język lepiej, z niecierpliwości używa się angielskich (kto chce czekać dwa dni na polskie napisy ukochanego serialu?). Na to potrzeba czasu, a obelgi nikogo nie zachęcają do nauki. Poza tym "House of Cards" to nie "Pamiętniki wampirów", dość ciężki w odbiorze - trudne słownictwo, gry słowne. Z polskimi napisami jednak łatwiej nawet ludziom, którzy angielski znają na przyzwoitym poziomie. Miszela przeczy sama sobie, wyśmiewając tych, którzy jeszcze się angielskiego nie nauczyli, a jednocześnie pisząc: "dzięki oglądaniu można poprawić swój komunikatywny angielski". Daj im oglądać jak wygodnie, a za kilka lat będą się dziwili, że kiedyś musieli mieć polskie napisy, żeby cokolwiek rozumieć. Nauka angielskiego w szkole to tylko wykucie na pamięć zasad gramatycznych i garści podstawowych słówek, to o wiele za mało, żeby rozumieć ze słuchu ambitniejsze seriale.

      • Hiszpański to trzeci świat? Ja pierd_ole.

    • >> "w samych stanach zjednoczonych więcej ludzi zna HISZPAŃSKI"
      No co ty?

      chiński?
      http://abcnews.go.com/WN/China/china-pushes-english-language...
      Chinczycy chca zeby wszystkie dzieci uczyly sie anglielskiego juz w przedszkolu. Wszyscy urzednicy panstwowi przed 40-stka maja w ciagu 5 lat nauczyc sie przynajmniej 1000 slow.

  • HoC ma stosunkowo prosty język. Nie ma w nim polityczno-prawnej ekwilibrystyki. Autorzy prawdopodobnie chcieli żeby tak było.

    Co do tych wszystkich powyżej, którzy okazują niechęć do słów o konieczności nauki języków. W HoC dostrzegam inny problem - wiele określeń, którymi posługują się bohaterowie nie ma odpowiedników w języku polskim, przede wszystkim dlatego, ze nasze środowisko polityczne nie było w stanie jeszcze ich wykształcić.
    Z uwagi na powyższe, nie sposób rzetelnie i dobrze oddać tego co mówią bohaterowie. Pozostawię na boku takie oczywistości jak whip, czy minor party leader. Oprócz tłumaczenia słowa trzeba jeszcze znać jego faktyczne znaczenie, a jak poznać znaczenie nie zdając sobie sprawy z jego semantycznej wartości i wszystkich konotacji.

    • Gdyby język był "polityczno-poprawną ekwilibrystyką", byłby moim zdaniem bardziej zrozumiały, bo składa się jednak z bardziej powszechnych, formalnych wyrazów i form gramatycznych. W HoC mamy za to niższy rejestr, dużo mowy potocznej, slangowego słownictwa, których przeciętny śmiertelnik nie zrozumie nawet z pomocą słownika. Nawet tam, gdzie jest stosunkowo prosty język, zrozumienie takiemu "Polaczkowi" utrudnia connected speech, czyli typowe dla angielskiego łączenie sąsiadujących głosek i płynne przechodzenie pomiędzy wyrazami w zdaniu + szybkość mówienia. Mam to szczęście, że znam ten język biegle, ale nie wyobrażam sobie, żeby dal sobie radę ktoś po maturze podstawowej czy nawet rozszerzonej. Inna sprawa, że urządzanie linczu na autorach napisów za to, że robią to "zbyt opieszale" jest żenujące, tym bardziej, że robią to za darmo. Nie znasz języka, to cierpisz, tak jak cierpisz z każdego innego braku czy nieumiejętności, gdy jesteś uzależniony od kogo innego. Na cierpliwość jednak Was stać.

      P.S. Trudność w zrozumieniu takich terminów jak "whip" czy "majority leader" nie wynika z tego, że język polski "nie zdążył wykształcić" takich form, tylko zwyczajnie z różnic pomiędzy amerykańskim i polskim systemem politycznym. W takiej Francji też nie ma żadnego lidera większości parlamentarnej, bo funkcję te sprawuje szef klubu, jak w Polsce. Nie ma tam również "naganiacza" głosów dla uchwalanej ustawy. Poza tym, nawet Amerykanie, do których był kierowany serial, dostają w pierwszym odcinku wyjaśnienie od Franka, na czym polega jego rola w Izbie Reprezentantów.

  • Nie wątpię, że wiedziałeś od razu, że secretary of state to odpowiednik ministra spraw zagranicznych, a C triple D to jeden z hill committee. Nie wątpię też, że wiesz, co to hill committee.

    No litości.

  • Angielski w stopniu zaawansowanym nie wystarcza do pełnego zrozumienia i wyczerpania przyjemności z tego wspaniałego serialu, ale wspomagając się angielskimi napisami dla niesłyszących spokojnie można sobie poradzić i komfortowo oglądać serial. Bodaj trzy razy podczas całego serialu musiałem sprawdzać w internecie o czym bohaterowie opowieści mówią, włączając sławetne "D Triple C".

  • okazujesz typową ignorancję i infantylność.

    To, że mamy XXI wiek nie oznacza, iż każdy powinien znać język angielski w stopniu odpowiednim do oglądania amerykańskich seriali bez pomocy napisów. XXI wiek stawia przed nami parę nowych wyzwań, w tym np. rosnącą potęgę krajów azjatyckich czy znaczenie geopolityczne i ekonomiczne krajów rosyjskojęzycznych.

    Już w tym momencie coraz więcej firm sektora prywatnego kieruje swoje oczy na rosnące zapotrzebowanie krajów takich ja Kazachstan, Ukraina czy Uzbekistan. Są to nowe rynki, które otwierają ogromne możliwości. W najbliższych latach będzie potrzeba coraz większej ilości osób znających rosyjski, chiński czy odmiany języków słowiańskich jak Ukraiński.

    Jeżeli w dzisiejszym świecie ktoś świetnie posługuje się językiem rosyjskim, hiszpańskim czy chińskim, nie zginie. Angielski jest gloryfikowany przez polaków ponieważ jesteśmy wychowani w kulturze niemal poddańczej zachodnim potęgą. Przyjmujemy od nich tradycje, wzorce zachowań i styl życia.

    Jednak "mus" w tym przypadku to sprawa wyboru.

    Jeżeli chodzi o poziom edukacji lingwistycznej w polskim systemie edukacji, radziłbym zastanowić się, czy po gimnazjum/liceum uczeń powinien oglądać Amerykańskie produkcje (o zabarwieniu politycznym) bez pomocy napisów. Myślałem, że gimnazjum/liceum służy do nauki podstawowych form angielskiego, tak by móc się dogadać z drugim człowiekiem. Jeżeli jednak myślisz, że szkoła powinna wymagać certyfikatu zaawansowanej znajomości angielskiego, to mocno się mylisz.

    nie potępiam jednak Twoich uwag, ponieważ wiem, że może oburzać Cię to, że nie wszyscy patrzą przez Twój paradygmat. O ile świat byłby lepszy gdybyśmy wszyscy byli poliglotami o tyle jest to z założenia nie możliwe. Świat jest ciekawy, ponieważ jest różny, oznacza to między innymi, że nie wszyscy uczą się zachodniego stylu życia i ich języków.

    Możesz wyrażać swoje oburzenie ale robisz to w stylu prześmiewczym, agresywny, "napisy? ucz się angielskiego".

    Powiem więc tak, "lekarze? Ucz się medycyny!"; "apteki? Ucz się farmaceutyki!"; "mechanik? Ucz się budowy maszyn!" i wszystko pasowałoby do Twojej wypowiedzi

    parafrazując:

    "dzięki czytaniu podręczników medycznych można poprawić swoją wiedzę o chorobach ... poza tym to 21 wiek i
    wszyscy powinni wiedzieć jak się leczyć ... nauczanie medycyny w tym kraju to kpina"

    • Praktycznie ze wszystkim się zgadzam tylko ty rynki wschodnie (szczególnie rosyjskojęzyczne) nie są nam do szczęścia koniecznie potrzebne bo odnaleźć się na nich mogą tylko ludzie z określonych środowisk i znajomością tematu i bynajmniej nie o sam język tu chodzi :) Do tego trzeba wspierać import i eksport z USA, Kanadą, Brazylią, Indiami, Australią bo to potężne rynki które gwarantują większe bezpieczeństwo obrotu i nas interes często jest zbieżny z ich interesem w kwestiach takich jak bezpieczeństwo i energetyka.

  • Jaka szkoda, że większość nie zwróciła uwagi na pierwsze zdanie, które mówi wszystko. Szkoda również, że najwyraźniej przeważyło przyzwyczajenie do powszechnego internetowego trollingu, skoro z klucza lepiej doszukiwać się niż chwilę zastanowić nad treścią przeczytanych słów. Deprecjonować dla zasady, wmawiać cały katalog niskich pobudek, ocenić charakter, osobowość i emocje - a jakoś nikt nie przyznał Ci racji, że właśnie styczność z żywym językiem jest najlepszą szkołą uzupełniającą posiadaną wiedzę, bo żaden kurs czy słownik nie nauczy niuansów, nie oswoi z obcym brzmieniem etc. Owszem, można sporo się nauczyć siedząc w szkolnej ławce ale jeśli zbyt często się nie podróżuje, jeśli na co dzień nie ma się do czynienia z obcokrajowcami to najlepszą metodą pozwalającą szlifować język jest właśnie oglądanie programów czy filmów w wersji oryginalnej... a ile przy tym może być satysfakcji... :)

  • Do pełnego rozumienia niektórych zwrotów użytych w tej produkcji potrzebny jest angielski na poziomie CAE/CPE. Wielu ludzi przed egzaminem na tym poziomie mówiło mi - po co Ci to? A po to, że ten język, jak każdy inny, potrafi być dużo bardziej zaawansowany niż uliczny slang. Zawiera w sobie mnóstwo zwrotów, idiomów, phrasal verbs etc. Szkoła tego nie nauczy. Jedyny sposób to sumienne, codzienne siadanie do słownika, czytanie ich literatury, uczenie się na pamięć.
    Samo oglądanie - tu nie pomoże w szlifowaniu języka, bo mózg mając do wyboru łatwiejszą formę i tę trudniejszą wybierze tę łatwiejszą. Chyba, że zna język na tyle by tak nie robić.
    Przykład: rezygnacja ze stanowiska z pracy. Najczęściej zaczynała by się tak:
    I’m writing to ask you to accept my resignation.
    Ale bardziej wytrawna forma idzie tak:
    I hereby tender my resignation. <- tylko to trzeba wiedzieć.
    Zasób słów potrzebnych do samego porozumiewania się jest bardzo ograniczony. Co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Powinno się jednak go sukcesywnie powiększać, bo to jak ktoś mówi ma wpływ na to jak jest odbierany w danym środowisku.
    Nauczanie języków obcych w tym kraju to nie kpina. Nie wiem jakich kokosów się oczekuje od nauczyciela który ma 2h w tygodniu, gdzie uczniowie mają to w dupie i sami się wiele nie uczą. Najczęściej wcale. I nie mówię tylko o angielskim, ale o każdym języku.

    Dochodząc do tematu tej dyskusji: napisy? ucz się angielskiego. Mnie napisy nie przeszkadzają. Wkurzają mnie napisy pisane przez ludzi nie mających odpowiednich kompetencji, przez co sens słów zostaje zmieniony. Nie obchodzi mnie czy ktoś czyta z napisami czy bez. Na końcu i tak liczy się papier. Ja go mam, ktoś go nie ma, ja jestem na górze, koniec dyskusji.

  • masz wiele racji. już nawet nie mówię o znajomości języków obcych, ale zakładanie tematów typu: "o czym jest ten film/serial", "czy warto oglądać". wstukaj jeden idioto z drugim nazwę do wyszukiwarki i znajdziesz informacje. a czy warto oglądać? i do czego to pytanie ma się odnosić? jak mi ktoś powie, że warto, to od razu automatycznie, bezkrytycznie przyjmę jego opinię za jedynie prawdziwą i obowiązującą?
    tak, racja, polska szkoła niczego nie uczy. niektórych żadna szkoła nie jest w stanie nauczyć czegokolwiek

  • Znam jezyk angielski i jezeli potrzebuje porozumiec sie z osoba mowiaca w tym jezyku czy przeczytac cos w Internecie to go uzywam. Ale jestem Polakiem i filmy czy ksiazki chce "przyjmowac" w moim ojczystym jezyku.

  • mi się kazali koreansky uczyc i co?

  • mam kupila ci slownik angielskiego, a ty odrazu czujesz sie jak tlumacz przysiegly, ale spoko dowartosciowuj sie dalej

  • Kpiną to jest że w XXI w. Polak musi uczyć się angielskiego... aby następnie znaleźć pracę zagranicą.
    Przy okazji pojedź do takiej Francji i sprawdź jak to jest z tym językiem.

  • A czy Ty oglądasz hiszpańskie filmy bez napisów|?

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: