Zakończenie 5.

Niby wszystko jest jasne...
Motto tego tematu: GIRLS JUST WANNA HAVE FUN.
Tutaj znajdziesz opowiadanka, etiudy, szkice, eseje i scenariusze zainspirowane Bones. Dołącz do Nas – czytaj, pisz i komentuj.

  • Przeczytałam ff i jestem pod wrażeniem, ogromnym.
    Mino - brak słów, jak w serialu.
    Bea - czekam na dalszy ciąg.
    Co do wypowiedzi LG, że Ona nie wszystko komentuje - potwierdzam ;]

    I tak mała prywata, zapraszam do tematu ''Moja radosna twórczość'' w którym zamieściłam pierwszy rozdział kolejnego ff :]

    Pozdrawiam wszystkich :*

  • Jak zwykle jestem pod niesamowitym wrażeniem... Czytając niektóre FF aż sie popłakałam... Czekam na kolejne części wszystkich opowiadań... :))

    • No więc postanowiłam wkleić tu mój wytwór wyobraźni. Mam nadzieje ,że się spodoba ,jeżeli tak będą kolejne części

      Był ciepły letni poranek. Cały Waszyngton już dawno był na nogach. Ludzie przemierzali miasto na piechotę ,przeciskając się przez zatłoczone chodniki miasta. Ci ,który postanowili jechać autem stali w korku ,lub na światłach. W mieście panował ,hałas ,tłok. Najczęściej było słychać piski opon ,
      klaksony i odgłosy maszyn do robót drogowych. Cały ten poranny obraz mógł zepsuć dzień nie jednemu człowiekowi ,ale nie Agentowi specjalnemu Seely’emu Booth’owi ,który i tego dnia był zadowolony z życia. Właśnie przemierzał zatłoczone , drogi Waszyngtonu swoim Chevroletem . Jechał po swoją partnerkę i przyjaciółkę ,aby zabrać ją na kolejne miejsce zbrodni. Jak zwykle stał ,a to w korku ,a to na światłach. Przywykł już do porannego natłoku na drogach ,więc wcale nie był zły ,lecz jak zwykle się spóźni. Wiedział ,że Temperance Brennan nie lubi spóźnialskich ,no ,ale cóż ,,korek to korek” -jak on to mawiał. Światło zmieniło się najpierw z czerwonego na pomarańczowy ,a potem już szybko na zielony. Wszystkie auta równocześnie ruszyły ,najpierw pomału ,a potem już coraz szybciej. Seely jechał nucąc piosenkę ,która właśnie leciała w radiu ,miał dziś naprawdę wyjątkowo dobry dzień.
      W końcu był pod domem swojej partnerki. Wysiadł z pojazdu i zatrzasnął za sobą drzwi ,po czym zamek wydał dźwięk ,który mówił ,że drzwi samochodu zostały zamknięte.
      Szedł po schodach bardzo szybko dalej pogwizdując i nucąc te skrawki piosenki ,który udało mu się zapamiętać.
      Stanął przed drzwiami pani antropolog i zapukał do drzwi. Po chwili drzwi się otworzyła ,a za nimi stała kobieta. Była to bardzo piękna kobieta. Miał lekko pofalowane ,brązowe włosy ,zielone oczy ,które były tak wyraźne i piękne ,że aż trudno byłoby ich nie zauważyć. Miała delikatną i śliczną twarz. Jej sylwetka była szczupła ,można by powiedzieć ,że Temperance Brennan była idealną kobietą. Na pierwszy Żut oka wyglądała bardzo kobieco i niewinnie ,lecz ona była bardzo silną kobietą o stanowczym charakterze. Bones była uparta i zawsze perfekcyjna. Już dawno była przygotowana do wyjścia. Na jej twarzy widniał grymas niezadowolenia.
      -Znowu się spóźniłeś –powiedziała stanowczym głosem
      -Nie gniewaj się ,były korki
      -To mogłeś wyjechać wcześniej
      -Dobrze ,dobrze przestań już może by tak zacząć dzień od ,,witaj Booth jak dobrze cie widzieć’’ ,powtórz.
      -Witaj Booth –odpowiedziała mu z ironią w głosie
      -Cóż może to nie było do końca to co chciałem usłyszeć ,ale mnie również miło cię widzieć –posłał jej szczery uśmiech i wręczył kawę ,po czym chciał wejść do jej mieszkania.
      -A ty gdzie się wybierasz ,jesteśmy już spóźnieni
      -Trudno ,jak wolisz wypijemy kawę w aucie –odpowiedział z rezygnacją w głosie.


      Znów był w samochodzie i znowu stał w korku ,ale teraz miał towarzyszkę rozmów. On pogwizdywał ,a ona opowiadała mu o ostatnim szkielecie z wojny burskiej ,choć nie był
      to wymarzony temat dla niego zawsze ją słuchał ,dzięki tym wykładom dowiadywał się wiele ciekawych rzeczy.
      -Na chwilę przerwij
      -O co chodzi ,nudzę cię?
      -Nie po prosty najpierw wytłumacz mi co to za wojna burska
      Pani antropolog wzięła głęboki oddech i zaczęła mówić
      -16 grudnia 1880 r. Brytyjczycy próbowali zawładnąć państwami Transwal i Orania, założonymi w 1852 r. na północ od Kraju Przylądkowego przez Burów, potomków osadników holenderskich z XVII i XVIII wieku. Burowie przeciwstawili się zbrojnie i pierwszą z wojen wygrali. W układzie pokojowym Wielka Brytania uznała niepodległość Transwalu, przejmując tylko politykę zagraniczną tego kraju. Pokój został podpisany przez brytyjskiego gubernatora Willima Gladstone 23 marca 1881 r., na mocy którego Transwal uzyskał niepodległy rząd pod teoretycznym nadzorem Wielkiej Brytanii.
      W 1886 r. w Transwalu i Oranii zostały odkryte bogate pokłady złota i diamentów. Kraje te ogarnęła wtedy gorączka złota i z Europy, głównie z Wielkiej Brytanii, przybyło tysiące osadników, żądnych wzbogacenia się. W celu zawładnięcia złotodajnymi terenami w 1895 r. Brytyjska Kompania Afryki Południowej podjęła próbę ich podbicia. Burowie rozbili jednak oddziały wojskowe Kompanii, a wtedy Wielka Brytania zaczęła przygotowania do wojny, przerzucając duże oddziały wojsk do Afryki (głownie z Kanady, Nowej Zelandii i Australii).
      Druga wojna burska rozpoczęła się w 1899 r. mimo początkowych sukcesów burskich ,w ciągu niespełna roku Transwal i Orania zostały opanowane przez Brytyjczyków
      -Wow Bones ty to wszystko zapamiętałaś?
      -Ja to nie zapamiętałam ,ja to wiem
      -Nie wątpię w to –odpowiedział ,po czym jak zwykle dodał do tego swój zniewalający uśmiech.

      Dalsza część drogi mijała w zupełnej ciszy ,niekiedy było słychać odgłosy upijanej kawy. W końcu ciszę przerwała Temperance.
      -Za ile będziemy na miejscu?
      -Już niedługo
      -Niedługo to znaczy?
      -Jesteśmy
      -To znaczy u ciebie niedługo
      -Dokładnie wysiadaj
      Seely Booth wyszedł z auta po czym poszedł otworzyć drzwi swojej partnerce.
      -Booth otwórz bagażnik
      -Już się robi
      Agent posłusznie otworzył tylnie drzwi auta i Brennan wyjęła swój sprzęt. Booth dostał torebkę pani antropolog ,a ona taszczyła walizkę. Podeszli do żółtej taśmy i pokazali swoje identyfikatory.
      -To gdzie te kości? –zapytała się Bones
      -Za tymi krzakami
      Gdy doszli do miejsca ,w którym były szczątki wszędzie roiło się od ludzi w kurtkach z wielkim żółtym napisem FBI. Dr. Temperance Brennan podeszła do szczątków, które swobodnie leżały na ziemi.
      Wyjęła z torby lateksowe rękawiczki ,chwyciła do ręki miednicę i zaczęła ją obracać.
      -Mężczyzna w wieku od 20 do 25 lat ,rasa biała. W młodości miał złamaną prawą nogę i obydwie ręce. Przyczyną śmierci prawdopodobnie był strzał w głowę z bliskiej odległości.
      -Jaki kaliber? –Zapytał się Seely ,który każde słowo zapisywał w swoim notatniku.
      -Prawdopodobnie 11mm ,niech prześlą szczątki do instytutu ,a ja pobiorę próbki gleby i wezmę parę robaków dla Hodginsa.
      -Ok.
      Booth rozkazał agentom FBI przesłać wszystko do Jefersona ,a następnie razem z Temperance pojechali do instytutu.

      W Jeferson wszyscy stali już przy stole ze szczątkami. Bones podeszła do platformy ,a za nią podążał Booth. Przeciągnęła kartę przez czytnik ,a urządzenie wydało charakterystyczny dźwięk.
      -Macie już coś?
      -Tak ,gleba ,która znajdowała się na szczątkach zawierała w sobie Carbo ,Calcium ,Cuprum i Sulfur
      -Boże mówcie po ludzku –przerwał Booth ,który kompletnie nie wiedział o co chodzi.
      -Hodgins powiedział ,że gleba zawiera węgiel ,wapń ,miedź i siarkę
      -No i o to mi chodziło ,po jakiemu wy mówicie może wy jesteście z księżyca??
      -Booth nie rób sobie żartów to było po łacinie.
      Seely zrobił tylko zdziwioną minę i podszedł bliżej stołu ,leżały tam oczyszczą te szczątki nad ,którymi pochylał się młody mężczyzna o imieniu Zach.
      -Dr. Brennan ,ustaliłem ,że ofiara przed śmiercią była bita –stwierdził Zach
      -Też tak sadze złamane 4 i 5 żebro i zwichnięty nadgarstek –potwierdziła Temperance
      -Więc koleś się szarpał z kimś w lesie ,a następnie dostał kulką w głowę –dodał Seely
      -Booth to tylko przypuszczenia
      -Bones to tylko moja kwestia ,ale jestem pewny ,że tak było
      -Mogę tylko potwierdzić strzał w głowę i bujkę ,lecz na pewno nie tego ,że bił się w lesie i tam został zastrzelony
      -Dlaczego
      -Booth to logiczne na kościach znaleziono węgiel ,wapń siarkę i miedź ,a takie substancje na pewno nie są składnikiem leśnej gleby ,ani runa
      -Więc sugerujesz ,że ktoś go pobił i zastrzelił w innym miejscu ,a potem przyniósł do lasu?
      -Dokładnie.
      Temperance Brennan tłumaczyła partnerowi sposób morderstwa i miejsce ,a inni patrzeli na nich nie odzywając się. Bones zamilkła ,Booth również
      -Angela zrekonstruuj czaszkę
      -Dobrze Sweet
      Angela odebrała czaszkę od Zacha i poszła wykonać zadanie tym samym kierując się w stronę swojego gabinetu.
      -No Bones czas na lunch ,zdejmuj ten niebieski fartuch i idziemy do Royal Diner
      -Booth mam dużo pracy ,a po za tym nie jestem głodna
      -Daj spokój dzisiaj zapewne nic nie jadłaś tylko piłaś kawę ,którą ci przywiozłem ,chodź i bez dyskusji
      Seely Booth złapał Temperance za ramiona ,obrócił w stronę wyjścia i w tamtym kierunku popchał ją.
      -Booth nie będziesz mi mówił co mam robić!!-wykrzyczała pani antropolog
      -Ja tylko dbam o twoje zdrowie
      -Potrafię o nie zadbać
      -Właśnie widzę ,gdyby nie ja nie jadła byś tylko pewnie piła byś kawę wiadrami i w dodatku zamieszkała byś w tym miejscu
      -To nieprawda
      -A właśnie ,że tak
      -Skąd to wiesz
      -Mój szósty zmysł Bones –powiedział Seely i wyszczerzył swoje zęby ,na jego twarzy pojawił się uśmiech ,któremu Brennan nie potrafiła się oprzeć.
      -No dobrze chodź już
      -Ha wiedziałem ,że się zgodzisz ,przyznaj nie potrafisz się oprzeć mojemu uśmiechowi
      -Nie prawda
      -Nie podoba ci się już –powiedział Seely i robił zawiedzioną minę
      -Podoba mi się nadal ,ale potrafię się temu oprzeć
      -Jasne Bones i tak nie wierzę.
      Temperance się już nie odezwała wsiadła do auta i pojechali do knajpki.


      W Royal Diner zajęli stolik koło okna ,zresztą tam gdzie zawsze siedzieli. Po chwil przyszła kelnerka ,aby przyjąć zamówienie
      -Hej Kathy –przywitała się Brennan
      -Witam was ,zamawiacie to co zwykle
      -Tak –odpowiedział Booth ,ale nie Bones
      -Ja poproszę tylko kawę
      -Bones massz coś zjeść
      -Dzięki Katchy to wszystko
      Kelnerka poszła po danie ,a Booth patrzył obrzażonym wzrokiem na Bones ,która nawet nie zwracała na to uwagi.
      -Bones zamów sobie coś do jedzenia ,samą kawą człowiek nie żyję
      -Booth nie jestem głodna ,a pozatym jestem dorosła ,nikt nie będzie mi mówił co mam robić
      -Ja tylko dbam o twoje zdrowie
      -Ono nie powinno cię interesować ,sama on nie zadbam
      -Właśnie widzę jak o nie dbasz
      -Booth przestań ,o ile wiem to ty mi zawsze przynosisz kawę !!!
      -Ale potem zawsze coś jeż ,a jeżeli tak to nie będzie poranncej kawy
      -Booth -powiedziała z oburzeniem
      -Kathy poproszę jeszczę sałatkę nr.7
      -Nie będę jej jeść
      Po chwili kelnerka przyniosła całe zamówienie ,frytki i hamburger powędrowały do Bootha ,a przed nadąsaną Bones dziewczyna postawiła sałatkę i kawę. Widać było ,że Brennan nawet nie myśli o zjedzeniu potrawy ,więc zaczęła pić kawę ,a Seely zajadał frytki i bacznie obserwował Temperance obmyślając coś.
      Gdy skąńczył zabrał sałatkę i przysuną ją do siebie. Brennan obserwowała krajobraz za szybą
      -Bones odwróć się
      Antropolog posłuchała partnera i przękręciła głowę w jego stronę ,jej oczy ujrzały widelec z sałatką tuż przed jej nosem
      -Temperance otwórz buzię
      -Ty chyba postradałeś zmysły Booth
      -Nie Bones ze mną wszystko wporządku ,a teraz otwórz buzię .zrub aaaaaa...
      Brennan uśmiechnęła i popatrzała się na partnera jak na wariata
      -Bones otwieraj bo mi ręka ścierpnie
      Seely zaóważył ,że na nic jego prośby ,więc posłał partnerce swój najpiękniejszy uśmiech ,wiedział ,że to na nią zadziała jak dziś rano i tak właśnie się stalo Temperance otworzyła usta.
      -No Bones nareszczie ,a teraz jeden widelec za mnie
      Agent karmił Temperance ,a ona nawt nie zaprzeczała na ich twarzach widniały szczęśliwe uśmiechy.
      -Piąty widelec za Angele...
      -Dobra starzy pozwól ,że sama dokończę
      Meżczyzna posłuchał jej i podał jej talerz. Nareszczie jadła ,a on przyglądał się jej z wielkim zadowoleniem
      -Co cie tak szczęśliwi?
      -Ty Bones
      -Ja?
      -Tak
      -A co dokładnie
      -Jestem szczęśliwy ,że mam taką wspaniałą partnęrkę ,która nie umiała ,nie umi i nie będzie umiała oprzeć się mojemu uśmiechowi.
      -To nie prawda
      -A właśnie ,że prawda Bones
      -Nie
      -Tak....
      Temperance wstała od stołu ,a Seely oobiął ją ramieniem i tak wyszli z knajpki ciągle przekomarzając się co do uśmiechu Agenta.

    • No więc postanowiłam wklejić tu mój wytwór wyobraźni. Mam nadzieje ,że się spodoba ,jeżeli tak bedą kolejne części

      Był ciepły letni poranek. Cały Waszyngton już dawno był na nogach. Ludzie przemierzali miasto na piechotę ,przeciskając się przez zatłoczone chodniki miasta. Ci ,który postanowili jechać autem stali w korku ,lub na światłach. W mieście panował ,hałas ,tłok. Najczęściej było słychać piski opon ,
      klaksony i odgłosy maszyn do robót drogowych. Cały ten poranny obraz mógł zepsuć dzień nie jednemu człowiekowi ,ale nie Agentowi specjalnemu Seely’emu Booth’owi ,który i tego dnia był zadowolony z życia. Właśnie przemierzał zatłoczone , drogi Waszyngtonu swoim Chevroletem . Jechał po swoją partnerkę i przyjaciółkę ,aby zabrać ją na kolejne miejsce zbrodni. Jak zwykle stał ,a to w korku ,a to na światłach. Przywykł już do porannego natłoku na drogach ,więc wcale nie był zły ,lecz jak zwykle się spóźni. Wiedział ,że Temperance Brennan nie lubi spóźnialskich ,no ,ale cóż ,,korek to korek” -jak on to mawiał. Światło zmieniło się najpierw z czerwonego na pomarańczowy ,a potem już szybko na zielony. Wszystkie auta równocześnie ruszyły ,najpierw pomału ,a potem już coraz szybciej. Seely jechał nucąc piosenkę ,która właśnie leciała w radiu ,miał dziś naprawdę wyjątkowo dobry dzień.
      W końcu był pod domem swojej partnerki. Wysiadł z pojazdu i zatrzasnął za sobą drzwi ,po czym zamek wydał dźwięk ,który mówił ,że drzwi samochodu zostały zamknięte.
      Szedł po schodach bardzo szybko dalej pogwizdując i nucąc te skrawki piosenki ,który udało mu się zapamiętać.
      Stanął przed drzwiami pani antropolog i zapukał do drzwi. Po chwili drzwi się otworzyła ,a za nimi stała kobieta. Była to bardzo piękna kobieta. Miał lekko pofalowane ,brązowe włosy ,zielone oczy ,które były tak wyraźne i piękne ,że aż trudno byłoby ich nie zauważyć. Miała delikatną i śliczną twarz. Jej sylwetka była szczupła ,można by powiedzieć ,że Temperance Brennan była idealną kobietą. Na pierwszy Żut oka wyglądała bardzo kobieco i niewinnie ,lecz ona była bardzo silną kobietą o stanowczym charakterze. Bones była uparta i zawsze perfekcyjna. Już dawno była przygotowana do wyjścia. Na jej twarzy widniał grymas niezadowolenia.
      -Znowu się spóźniłeś –powiedziała stanowczym głosem
      -Nie gniewaj się ,były korki
      -To mogłeś wyjechać wcześniej
      -Dobrze ,dobrze przestań już może by tak zacząć dzień od ,,witaj Booth jak dobrze cie widzieć’’ ,powtórz.
      -Witaj Booth –odpowiedziała mu z ironią w głosie
      -Cóż może to nie było do końca to co chciałem usłyszeć ,ale mnie również miło cię widzieć –posłał jej szczery uśmiech i wręczył kawę ,po czym chciał wejść do jej mieszkania.
      -A ty gdzie się wybierasz ,jesteśmy już spóźnieni
      -Trudno ,jak wolisz wypijemy kawę w aucie –odpowiedział z rezygnacją w głosie.


      Znów był w samochodzie i znowu stał w korku ,ale teraz miał towarzyszkę rozmów. On pogwizdywał ,a ona opowiadała mu o ostatnim szkielecie z wojny burskiej ,choć nie był
      to wymarzony temat dla niego zawsze ją słuchał ,dzięki tym wykładom dowiadywał się wiele ciekawych rzeczy.
      -Na chwilę przerwij
      -O co chodzi ,nudzę cię?
      -Nie po prosty najpierw wytłumacz mi co to za wojna burska
      Pani antropolog wzięła głęboki oddech i zaczęła mówić
      -16 grudnia 1880 r. Brytyjczycy próbowali zawładnąć państwami Transwal i Orania, założonymi w 1852 r. na północ od Kraju Przylądkowego przez Burów, potomków osadników holenderskich z XVII i XVIII wieku. Burowie przeciwstawili się zbrojnie i pierwszą z wojen wygrali. W układzie pokojowym Wielka Brytania uznała niepodległość Transwalu, przejmując tylko politykę zagraniczną tego kraju. Pokój został podpisany przez brytyjskiego gubernatora Willima Gladstone 23 marca 1881 r., na mocy którego Transwal uzyskał niepodległy rząd pod teoretycznym nadzorem Wielkiej Brytanii.
      W 1886 r. w Transwalu i Oranii zostały odkryte bogate pokłady złota i diamentów. Kraje te ogarnęła wtedy gorączka złota i z Europy, głównie z Wielkiej Brytanii, przybyło tysiące osadników, żądnych wzbogacenia się. W celu zawładnięcia złotodajnymi terenami w 1895 r. Brytyjska Kompania Afryki Południowej podjęła próbę ich podbicia. Burowie rozbili jednak oddziały wojskowe Kompanii, a wtedy Wielka Brytania zaczęła przygotowania do wojny, przerzucając duże oddziały wojsk do Afryki (głownie z Kanady, Nowej Zelandii i Australii).
      Druga wojna burska rozpoczęła się w 1899 r. mimo początkowych sukcesów burskich ,w ciągu niespełna roku Transwal i Orania zostały opanowane przez Brytyjczyków
      -Wow Bones ty to wszystko zapamiętałaś?
      -Ja to nie zapamiętałam ,ja to wiem
      -Nie wątpię w to –odpowiedział ,po czym jak zwykle dodał do tego swój zniewalający uśmiech.

      Dalsza część drogi mijała w zupełnej ciszy ,niekiedy było słychać odgłosy upijanej kawy. W końcu ciszę przerwała Temperance.
      -Za ile będziemy na miejscu?
      -Już niedługo
      -Niedługo to znaczy?
      -Jesteśmy
      -To znaczy u ciebie niedługo
      -Dokładnie wysiadaj
      Seely Booth wyszedł z auta po czym poszedł otworzyć drzwi swojej partnerce.
      -Booth otwórz bagażnik
      -Już się robi
      Agent posłusznie otworzył tylnie drzwi auta i Brennan wyjęła swój sprzęt. Booth dostał torebkę pani antropolog ,a ona taszczyła walizkę. Podeszli do żółtej taśmy i pokazali swoje identyfikatory.
      -To gdzie te kości? –zapytała się Bones
      -Za tymi krzakami
      Gdy doszli do miejsca ,w którym były szczątki wszędzie roiło się od ludzi w kurtkach z wielkim żółtym napisem FBI. Dr. Temperance Brennan podeszła do szczątków, które swobodnie leżały na ziemi.
      Wyjęła z torby lateksowe rękawiczki ,chwyciła do ręki miednicę i zaczęła ją obracać.
      -Mężczyzna w wieku od 20 do 25 lat ,rasa biała. W młodości miał złamaną prawą nogę i obydwie ręce. Przyczyną śmierci prawdopodobnie był strzał w głowę z bliskiej odległości.
      -Jaki kaliber? –Zapytał się Seely ,który każde słowo zapisywał w swoim notatniku.
      -Prawdopodobnie 11mm ,niech prześlą szczątki do instytutu ,a ja pobiorę próbki gleby i wezmę parę robaków dla Hodginsa.
      -Ok.
      Booth rozkazał agentom FBI przesłać wszystko do Jefersona ,a następnie razem z Temperance pojechali do instytutu.

  • Bardzo fajnee opowiadankoo... :)) Ja też coś naskrobałam i tak sie zastanawiam czy je tu zamieścić...

    • Zamieść napewno będzie świetne ,a my poczytamy

      • CIESZĘ SIĘ ZE WAM ŚIĘ PODOBA A OTO CDN
        Książe zaprosił gości do sali głównej jednak jego myśli skupione były na Paszy
        -Jak ON się tu znalazł?
        -Skąd zna Waszą Wysokość?
        -Co ich łączy ? – myślał
        -Nie mogę jej stracić ?!..............
        .
        ............................................................ ............................................................ .........

        Muszę być ostrożny, tylko dzięki temu uda mi się JĄ zobaczyć, porozmawiać, muszę ją odzyskać –myślał w tym samym czasie Booth.
        Gdzie ONA jest ? zastanawiał się
        Wcześniej, przez kotary obserwował jej wejście na salę, uśmiechnął się gdy poczuła jego obecność ,spojenie, zawsze tak było czuli swą obecność jeszcze przed spotkaniem. A teraz znikła
        Musze z nią porozmawiać – myślał –Jeśli mój plan ma się powieść muszę do niej dotrzeć.

        ............................................................ ............................................................ ................

        - Dlaczego!
        - Miał być bezpieczny!
        - Muszę być silna!?
        - Książe nie może zobaczyć mej słabości-pomyślała- nigdy nie pozwolę Go skrzywdzić!

        -Księżniczko? - zapytała zatroskana oraz zdumiona Siewana.
        Brennan podniosła wzrok .
        Siewana nigdy jeszcze nie widziała takich oczu ...pełnych pasji, miłości a równocześnie bólu i rozpaczy ... oczu które zawierały w sobie miłość i cierpienie........Widząc to wszystko Siewana zrozumiała.

        -Pani TY kochasz tego człowieka – stwierdziła bardziej niż zapytała.
        -Życie które tu prowadzisz , jest więzieniem , to ON jest powodem dla którego tu jesteś, Prawda ?
        Brennan chciała zaprzeczyć lecz nie miała już sił udawać lekko skineła głową .

        Siewana widząc to westchnęła , zrozumiała, nagle wszystko stało się jasne........
        ./.................nagły powrót Księcia , jego złość, .... wizyty Ghana Alby – zabójcy na usługach Księcia .......... jego zadowolenie......... tajemnicze listy.........nagły przyjazd pięknej cudzoziemki.......pasję księcia.....jej obojętność................rozpacz...
        Siewana jeszcze raz westchnęła
        Mieszkała w pałacu tak długo tylko ona mogła ..................

        -Księżniczko czy zdajesz sobie sprawę ze jesteś tu na polecenie Księcia ? zapytała- --Nieważne kto cię sprowadził, co powiedział, Książe, to on wydał rozkaz.
        -Tak ,po tak długim czasie sama to zrozumiałam – odparła Brennan- dlatego NIGDY mnie nie zdobędzie!
        -Oh Księżniczko –szepnęła Sewana –Dlaczego się zgodziłaś?
        -Czy miłość nie jest najlepszym motywem? – zapytała Brennan.
        -Spotkasz się z NIM?
        -Nie mogę od tego jak się zachowam zależy JEGO życie –wyszeptała Brennan .Obie wiedziały że chodzi o Paszę.
        -Muszę z stąd wyjść .wrócić do swojej komnaty !
        -Oczywiście , chodźmy.................................

        ............................................................ .......................
        .

        -Wasza Wysokość jak się podoba uczta –zapytał Książe
        -Wspaniała, ale chciałbym obejrzeć cały pałac – odparł i dodał- Oprowadzisz mnie Książe?
        -Oczywiście- spojrzał na Paszę –Idzie Pan z nami?
        Booth pokręcił przecząco głową- Dziękuję , nie.
        Książe odszedł wraz z Radżą a Booth intensywnie wypatrywał Brennan ,nagle zauważył jej postać znikającą za bocznymi drzwiami ,nie zastanawiając się poszedł za nią.....................

        -Brennan wbiegła do swej komnaty, i zżuciła ciężki struj , usiadła na łużku
        -Dlaczego ON tu jest? – pomyślała - Straciłam tak wiele nie mogę pozwolić by i On stracił życie...........................

        Booth szedł wąskim nie widział które drzwi otworzyła Brennan zastanawiał się co ma dalej zrobić gdy nagle....................................


        Booth szedł wąskim nie widział które drzwi otworzyła Brennan zastanawiał się co ma dalej zrobić gdy nagle wyrosła przed nim postać młodej kobiety
        -Panie choć za mną – wyszeptała otwierając boczne drzwi.
        Booth zdziwiony ruszył za nią –to była kobieta która widział z Brennan.
        -Twoja Księżniczka jest w ostatniej komnacie –wyszeptała –wskazując kierunek gdzie ma iść.
        Uważaj- ostrzegła, pani jest ..... –nie dokończyła –sam zobaczysz - szepnęła
        Kim jesteś- zapytał
        -Dziewczyna uśmiechnęła się- Kimś kto nie chce by prawdziwa miłość została zabita- odparła.
        Masz 2 godziny, tyle zajmie Księciu pokazanie całego pałacu Wysokości –znów się uśmiechnęła się
        – Mam przeczucie że Wasza Wysokość będzie bardzo dociekliwy , prawda?
        -Dziękuję –odparł i poszedł we wskazanym kierunku.............

        Brennan siedziała zamyślona na łóżku nagle szybko otwarły a potem zamknęły się drzwi z za ciężkiej kotary wyszedł ON.....................................

        -Seeley- wyszeptała Brennan na widok ukochanego
        -Temprenc – w tej samej chwili wyszeptał BOOth.
        Stali bez ruchu nagle Both wykonał szybki ruch i ukochana znalazła się w jego ramionach................................................... ....................................................


        CDN

        • A TO TAKI MAŁY JEDNOAKTOWY DODATEK MAM NADZIEJĘ ZE SIE SPODOBA



          Wyznanie

          Brennan szybko szła korytarzem instytutu- to krętacz, zdrajca- myślała –najpierw robi maślane oczka, prawi komplementy, zaprasza na kolacje, całuje a potem ...............
          weszła do gabinetu, usiadła na fotelu i zamknęła oczy w których pojawiły się łzy .................wciąż widziała jak całuje tę kobietę ..................- koniec, nie będę się użalać- pomyślała – chwyciła telefon:
          -Greg tu Brenan masz ochotę na kolację – zapytała lekarza ,który dawno już wykazywał zainteresowanie jej osobą ............................................................ ............

          Angela widząc wściekły ale i zraniony wyraz twarzy przyjaciółki gdy ta szła korytarzem pomyślała- kłopoty –weszła do gabinetu Brennan
          - Słonko, część co jest – zapytała.
          -Nic, idę na kolację z Gregiem - Brennan właśnie skończyła rozmowę.
          -a co z rycerzem w lśniącej zbroi- zapytała Angela
          -Brennan gwałtownie wstała z krzesła – A co ma być , jego zbroja zaczyna Błyszczeć gdzie indziej – odparła
          -Ang Wszystko jest ok. ,naprawdę a teraz wybacz mam pracę ,-dodała i wyszła z gabinetu.
          Ciekawe co się stało- pomyślała Angela – sięgnęła po telefon -Booth możemy pogadać..................................................... .......

          Booth odebrał dziwny telefon od Angeli
          -Ciekawe co się stało- myślał idąc do kafejki gdzie się umówili.
          -Część Ang, co się stało?- zucił siadając-
          Część –odparła ,przyglądając mu się z zamyśleniem.- Czy pokłóciłeś się ostatnio z Tempe – zapytała
          -Zartujesz - odparł uśmiechając się na samo wspomnienie o swojej partnerce, miał dla niej dziś wieczorem niespodziankę,
          To dlaczego idzie dziś na kolację z Gregiem – zapytała
          -CO?!!!!!- krzyknął- Nigdy !!!!!- i wybiegł wzburzony z restauracji.
          Angela uśmiechnęła się -ciekawe, -pomyślała – muszę to zobaczyć i ruszyła z agentem



          Bones, Bones – darł się wzburzony Booth Od progu Gdzie jesteś ?
          -Brennan siedziała w gabinecie zdążyła unieść głowę gdy do jej gabinetu wpadł wściekły Booth
          -Możesz mi powiedzieć co to za kolacja z Gregiem –Warczał zatrzaskując drzwi .
          -Tempe przybrała groźną minę – nie twój interes – Odparła wstając z krzesła i odwracając się do okna
          -Właśnie że mój –rzucił podchodząc do niej, przypierając ja do ściany i obejmując.
          Brennan nie mogąc się ruszyć spojrzała mu w oczy – to co w nich zobaczył otrzeźwiło go trochę – CO się stało - zapytał – nie puszczając jej z obiec.
          Nie twój interes – odparła hardo
          - Tak – Both znów był wściekły – jeszcze zobaczymy – rzucił i zaczął ja namiętnie całować
          - Brennan z początku oddawała pocałunki lecz po chwili odepchnęła go i rzuciła hardo – zostaw mnie idź do swojej panienki, ja możesz całować
          - CO?!!- wykrzyknął zdziwiony, jednak po chwili uśmiechnął się –Kochanie
          - Brennan się wściekła słysząc te czułe słowa w jego usta najpierw całuje inna a teraz kochanie pomyślała .
          - – Wynoś się ,nie chcę cię widzieć –Krzyknęła hamując łzy
          - -Booth znów zrobił zła minę – Nigdzie nie idziesz- warknął
          - - a ja nikogo nie całowałem, ta dziewczyna to moja kuzynka Greta pomagała mi wybierać pierścionek zaręczynowy dla ciebie – wykrzyczał.
          - Jak ...- Brennan zatkało, a potem znów wrzasnęła wściekle
          - - To ja tu myślę o bukwie czym a ty pierścionki zaręczynowe wybierasz oszalałeś –straciła nad sobą panowanie i go walnęła jak tylko ona potrafi
          - Ała!!! – krzyknął –za co? –znów ja złapał
          - - nie rozumiesz że cię kocham - -dodał ciszej – uparta kobieto chcę spędzić z tobą resztę życia a ty mnie bijesz?
          - Ja też cię kocham Ośle jeden dlatego dostał es –odparła
          - Nagle obydwoje zamilkli ,stało się do tej pory nigdy tego nie powiedzieli .
          - Brennan spuściła oczy ,Booth uśmiechnął się szczęśliwy objął ja i zaczął całować
          - Wiec mnie kochasz- szepnął ,wyjdziesz za mnie Tempe –zapytał czule
          - Tak – odparła
          - Znów zaczęli się całować
          - Wychodzimy -szepnął między pocałunkami –albo skończymy tu na podłodze i tak daliśmy popis na cały Instytut- dodał
          - Brenan uświadomiła sobie nagle że ich wrzask słyszeli pewnie wszyscy ładnie to mam przechlapane Ang mnie zamenczy –pomyślała .
          - Szybko zebrała swoje rzeczy i poszli do drzwi gdy je otworzyli usłyszeli gwizdy i brawa przyjaciół
          - Nareszcie najwyższy czas ,bo byście nas zamęczyli swoim uczuciem – krzyknęła śmiejąc się Angela za uciekająca parą .


          THE END

          • świetne opowiadanka dziewczyny. ja niestety mam zepsuty komputer a opowiadanie mam na papierze. chwilowo siedzę u koleżanki więc wchodzę i sprawdzam newsy. strasznie mi przykro, że nie mogę napisać opowiadania na komputerze, mam nadzieję, że wkrótce naprawią mi komputer.

            • Wiec mam dla was mały fragment z opcją dla dorosłych mam nadzieję ze się spodoba miłego czytania


              -Seeley- wyszeptała Brennan na widok ukochanego.
              -Temprenc – w tej samej chwili wyszeptał Booth.
              Stali bez ruchu nagle Booth wykonał szybki ruch i ukochana znalazła się w jego ramionach . Z początku chciała się oprzeć jego urokowi, chronić Go przed niebezpieczeństwem, ale patrząc w jego pełne miłości oczy uległa uczuciom.
              Ich usta złączyły się w długim namiętnym pocałunku. Powoli spleceni w uścisku , osunęli się na łóżko, zapomnieli o niebezpieczeństwie czyhającym za drzwiami, liczyli się tylko oni i ich pasja, szybko pozbyli się ubrań.
              Dwa ciała, oba piękne, harmonijnie zbudowane; jedno twarde, umięśnione, drugie wiotkie, delikatne, o jedwabistej skórze . Para rozdzielonych kochanków złaknionych pieszczot, dotyku. Badali się dłońmi , opuszkami palców, wzrokiem, węchem jakby nie mogąc uwierzyć ze ta chwila jest rzeczywistością.
              Pocałunkom i pieszczotom towarzyszyły ciche jęki i westchnienia. Oboje mieli wrażenie że płonie w nich ogień, którego nie są w stanie opanować bez pomocy . Ogień pożądania, rozkoszy oraz szczęścia z odnalezienia ukochanej osoby...............
              Kołysząc się w odwiecznym tańcu kochanków, stanowili jedność.......................
              Rozgrzane ciała powoli stygły, przyśpieszone oddechy zwalniały, tętno wracało do normy. Ale oboje wiedzieli , ze pamięć o tym czego przed chwilom doznali, nigdy nie zgaśnie....
              - Co tu robisz ? - zapytała Brennan patrząc w roziskrzone oczy kochanka.
              Booth słysząc to pytanie zmarszczył brwi:
              - Ja ! Co Ja tu robię ?!- wzburzył się.
              - Co TY tu robisz?! Dlaczego nic mi nie powiedziałaś ?! – wykrzyknął, zrywając się z łóżka.
              - Odeszłaś bez słowa, zostawiłaś tylko list który niczego nie wyjaśniał, Dlaczego? – zapytał już ciszej.
              - Bałam się, chciałam was chronić! –wykrzyknęła Brennan również wstając i chwyciła ubranie.
              - Widziałam jak cierpisz gdy porwali Parkera, widziałam smutek Angeli po wypadku Hoginsa nie mogłam pozwolić na większe cierpienie- dodała .
              - Wolałam odejść abyście mogli żyć! .-wykrzyknęła ze łzami i bólem w oczach.
              - Temp – powiedział Booth obejmując ja i patrząc w oczy – w chwili gdy odeszłaś moje życie straciło sens , znikając zabrałaś moje serce, nic mi nie zostało.
              - -Wybacz mi- szepnęła widząc rozpacz na jego twarzy –uznałam że to najlepsze wyjście.
              - -Pomyliłaś się , ostatni rok spędziłem na poszukiwaniach - jego wzrok stwardniał
              - trudno było cię odnaleźć, zatarli ślady , jednak udało się .
              - Seeley ja nie mogę wrócić – powiedziała patrząc mu w oczy
              - Ja już nie należę do twojego świata!
              - Wyjedz! Zapomnij!- wyszeptała patrząc na ukochanego pustym wzrokiem.
              - Nigdy !- wykrzyknął- Nic mnie nie zmusi abym wyjechał bez ciebie !
              Seeley podszedł do Temp objął czule i wyszeptał :
              - Naprawdę chcesz tu spędzić resztę życia, pogrzebana, bez przyjaciół.
              - Musze – odparła – od tego zależy...- urwała.
              - Od tego zależy wasze życie- dokończył- To nieprawda Temp. Nikt nie może decydować o naszym życiu. Tylko my Sami.
              - Nieprawda ! – wykrzyknęła.- On was zabije!
              Booth spojrzał na swoja ukochana z rozpaczą w oczach. Co On ci zrobił? Jakim sposobem tak zastraszył ?- pomyślał i wyszeptał:
              - Kiedyś byłaś inna, nie pozwoliła byś nikomu rządzić swoim życiem .
              - Co się z tobą stało? Dlaczego się poddałaś?
              - Ja się nie poddałam!
              - Tak zrobiłaś TO!
              - Dobrze więc powiedz w jaki sposób mam wrócić nie martwiąc się o życie Twoje i naszych przyjaciół? – zapytała.
              - Temp zadam ci jedno pytanie – Kochasz Mnie!
              Chciała skłamać wyprzeć się tego uczucia ,ale wiedziała ze on to odgadnie , powiedziała więc prawdę :
              -TAK, dlatego muszę zostać!
              Słysząc to uśmiechnął się - Więc mi zaufaj, i pomóż a wrócimy do domu!
              - Temp spojrzała na Seeleya; w jej oczach zobaczył dawny błysk hardości i uporu ,dawna bojowość - może jednak nie złamał jej całkowicie – pomyślał z nadzieją.
              - Wysłucham co masz do powiedzenia – powiedziała – ale nie gwarantuję że się zgodzę,.
              - Dobrze –A więc Książe nie jest taki wszechmocny jak ci się wydaje, ma wiele słabości i jest tchórzem – zaczął.
              - Wiem – Ale tacy ludzie są jeszcze bardziej niebezpieczni w swoim szaleństwie mogą zniszczyć wszystko- wtrąciła.
              - Ale to jest nasza szansa – uśmiechnął się a w jego oczach, pojawiły się stalowe błyski – jest o ciebie ................................................


              CDN
              Postaram się jak najszybciej coś dopisać tylko wena musi mi wrucic
              ( tylko nie bijcie)
              Dzięki że wam sie podoba a myślałam ze beztalencie jestem !

  • Tak więc witam wszystkich!! :D
    Azim254 - Jak zwykle świetne opowiadanie!! Czekam na kolejne części :)
    Karola1041 - jeśli tak twierdzisz, to niech się tak stanie :P

    Z góry przepraszam za błędy. :))
    Ps. Przepraszam że tak krótko ale jeśli się spodoba to będą kolejne części :))



    Po zakończeniu pracy w laboratorium, wszyscy, oprócz Bootha, poszli do pewnej knajpki. Po chwili i on się zjawił. Kiedy już każdy zamówił coś do picia,
    Hodgins zaproponował żeby zagrać w "szczere odpowiedzi".

    - To kto zaczyna?? - Zapytał Jack.
    - Ty!! - Odpowiedzieli wszyscy.
    - Dobrze, dobrze... - Powiedział po czym zamyślił się na chwile i powiedział z uśmiechem. - A więc, dr Brennan, czy niektóre rzeczy w pani książce to prawda?
    - Wiedziałam, że oto zapytasz... - Odparła i dodała. - Tak, niektóre rzeczy wzoruje na prawdzie.
    - Niektóre czyli które?? - Zapytał Hodgins.
    - O ile się nie mylę to masz tylko jedno pytanie. - Powiedziała ze złośliwym uśmieszkiem. - Ok. Zack, jak układa się między Tobą a twoją dziewczyną??
    Wszyscy spojrzeli zdziwieni za Zacka.
    - Tylko że ona już nie jest moją dziewczyną. - Odpowiedział nieco zasmucony.
    - Przykro nam. - Rzekła Brennan i spojrzała na resztę.
    - Tak, przykro nam. - Przytaknęli.
    - Booth, dlaczego zawsze udajesz że mnie nie zauważasz??
    - Noo.. Ymm... - Speszył się nieco Booth. - Wiesz, to taki rodzaj gry.
    Zadawali sobie jeszcze wiele różnych pytań, a kiedy zaczęli się zbierać do domu Booth powiedział:
    - Odprowadzę Cię, Bones.
    - Nie, poradzę sobie.
    - A ja Cię nie pytam,ja Ci tylko to oznajmiam. - Powiedział z uśmieszkiem.
    - Ok, niech Ci będzie. A gdzie stoi twoje auto??
    - Odprowadzę, nie odwiozę. A moje auto jest na parkingu, naprzeciwko twojego domu.
    - Ahaa.
    Gdy tak szli w milczeniu, Booth zapytał;
    - A to co robi bohaterka twojej książki, noo wiesz, w łóżku... - Przerwał, ale zaraz kontynuował. - Na kim to wzorujesz??
    - Na sobie. - Odparła, uśmiechając się.
    - Wow!! - Booth nie ukrywał zdziwienia. - I ty to mówisz tak spokojnie??
    - A jak miałam to powiedzieć??
    - Yyy noo nie wiem. Może kiedyś mnie paru z tych rzeczy nauczysz?? - Zapytał po czym parsknął śmiechem.
    - Jasne. - Odparła Brennan, która wypiła drinka za dużo. - Może nawet dzisiaj.
    Booth spojrzał na nią zaszokowany, a ona tylko lekko się uśmiechała. Kiedy dotarli pod jej dom spojrzała na niego i powiedziała;
    - To do jutra.
    - Już mnie żegnasz?? Odprowadzę Cię pod same drzwi... - A w myślach dodał "I oby dalej..." i uśmiechnął się szeroko.
    - Ok, jeśli chcesz.
    Kiedy doszli do drzwi, Temperance nie umiała trafić kluczem do dziurki, więc Booth jej pomógł. W geście podziękowania rzuciła mu się na szyje
    i zaczeła całować. Potem wszystko potoczyło się bardzo szybko, tak szybko, że nawet nie zorientowali się kiedy znaleźli się w sypialni.



    • Wiec mam dla was mały fragment z opcją dla dorosłych mam nadzieję ze się spodoba miłego czytania


      -Seeley- wyszeptała Brennan na widok ukochanego.
      -Temprenc – w tej samej chwili wyszeptał Booth.
      Stali bez ruchu nagle Booth wykonał szybki ruch i ukochana znalazła się w jego ramionach . Z początku chciała się oprzeć jego urokowi, chronić Go przed niebezpieczeństwem, ale patrząc w jego pełne miłości oczy uległa uczuciom.
      Ich usta złączyły się w długim namiętnym pocałunku. Powoli spleceni w uścisku , osunęli się na łóżko, zapomnieli o niebezpieczeństwie czyhającym za drzwiami, liczyli się tylko oni i ich pasja, szybko pozbyli się ubrań.
      Dwa ciała, oba piękne, harmonijnie zbudowane; jedno twarde, umięśnione, drugie wiotkie, delikatne, o jedwabistej skórze . Para rozdzielonych kochanków złaknionych pieszczot, dotyku. Badali się dłońmi , opuszkami palców, wzrokiem, węchem jakby nie mogąc uwierzyć ze ta chwila jest rzeczywistością.
      Pocałunkom i pieszczotom towarzyszyły ciche jęki i westchnienia. Oboje mieli wrażenie że płonie w nich ogień, którego nie są w stanie opanować bez pomocy . Ogień pożądania, rozkoszy oraz szczęścia z odnalezienia ukochanej osoby...............
      Kołysząc się w odwiecznym tańcu kochanków, stanowili jedność.......................
      Rozgrzane ciała powoli stygły, przyśpieszone oddechy zwalniały, tętno wracało do normy. Ale oboje wiedzieli , ze pamięć o tym czego przed chwilom doznali, nigdy nie zgaśnie....
      - Co tu robisz ? - zapytała Brennan patrząc w roziskrzone oczy kochanka.
      Booth słysząc to pytanie zmarszczył brwi:
      - Ja ! Co Ja tu robię ?!- wzburzył się.
      - Co TY tu robisz?! Dlaczego nic mi nie powiedziałaś ?! – wykrzyknął, zrywając się z łóżka.
      - Odeszłaś bez słowa, zostawiłaś tylko list który niczego nie wyjaśniał, Dlaczego? – zapytał już ciszej.
      - Bałam się, chciałam was chronić! –wykrzyknęła Brennan również wstając i chwyciła ubranie.
      - Widziałam jak cierpisz gdy porwali Parkera, widziałam smutek Angeli po wypadku Hoginsa nie mogłam pozwolić na większe cierpienie- dodała .
      - Wolałam odejść abyście mogli żyć! .-wykrzyknęła ze łzami i bólem w oczach.
      - Temp – powiedział Booth obejmując ja i patrząc w oczy – w chwili gdy odeszłaś moje życie straciło sens , znikając zabrałaś moje serce, nic mi nie zostało.
      - -Wybacz mi- szepnęła widząc rozpacz na jego twarzy –uznałam że to najlepsze wyjście.
      - -Pomyliłaś się , ostatni rok spędziłem na poszukiwaniach - jego wzrok stwardniał
      - trudno było cię odnaleźć, zatarli ślady , jednak udało się .
      - Seeley ja nie mogę wrócić – powiedziała patrząc mu w oczy
      - Ja już nie należę do twojego świata!
      - Wyjedz! Zapomnij!- wyszeptała patrząc na ukochanego pustym wzrokiem.
      - Nigdy !- wykrzyknął- Nic mnie nie zmusi abym wyjechał bez ciebie !
      Seeley podszedł do Temp objął czule i wyszeptał :
      - Naprawdę chcesz tu spędzić resztę życia, pogrzebana, bez przyjaciół.
      - Musze – odparła – od tego zależy...- urwała.
      - Od tego zależy wasze życie- dokończył- To nieprawda Temp. Nikt nie może decydować o naszym życiu. Tylko my Sami.
      - Nieprawda ! – wykrzyknęła.- On was zabije!
      Booth spojrzał na swoja ukochana z rozpaczą w oczach. Co On ci zrobił? Jakim sposobem tak zastraszył ?- pomyślał i wyszeptał:
      - Kiedyś byłaś inna, nie pozwoliła byś nikomu rządzić swoim życiem .
      - Co się z tobą stało? Dlaczego się poddałaś?
      - Ja się nie poddałam!
      - Tak zrobiłaś TO!
      - Dobrze więc powiedz w jaki sposób mam wrócić nie martwiąc się o życie Twoje i naszych przyjaciół? – zapytała.
      - Temp zadam ci jedno pytanie – Kochasz Mnie!
      Chciała skłamać wyprzeć się tego uczucia ,ale wiedziała ze on to odgadnie , powiedziała więc prawdę :
      -TAK, dlatego muszę zostać!
      Słysząc to uśmiechnął się - Więc mi zaufaj, i pomóż a wrócimy do domu!
      - Temp spojrzała na Seeleya; w jej oczach zobaczył dawny błysk hardości i uporu ,dawna bojowość - może jednak nie złamał jej całkowicie – pomyślał z nadzieją.
      - Wysłucham co masz do powiedzenia – powiedziała – ale nie gwarantuję że się zgodzę,.
      - Dobrze –A więc Książe nie jest taki wszechmocny jak ci się wydaje, ma wiele słabości i jest tchórzem – zaczął.
      - Wiem – Ale tacy ludzie są jeszcze bardziej niebezpieczni w swoim szaleństwie mogą zniszczyć wszystko- wtrąciła.
      - Ale to jest nasza szansa – uśmiechnął się a w jego oczach, pojawiły się stalowe błyski – jest o ciebie ................................................


      CDN
      Postaram się jak najszybciej coś dopisać tylko wena musi mi wrucic ( tylko nie bijcie)

      • Coś mi szwankuje bo wkleiło się 2 razy sorki

        • mala270- naprawdę świetnie sie zaczyna i mam nadzieje ,że pojawi się kolejne.

          azim254-twoje równiez świtne czytam je na forum Bones i nadal bedę. Czekamy na cd

          • Świetne opowiadania.



            Mala270 i azim254 czekam na dalszy ciąg.

            • Wrócili do instytutu Booth pojechał do gmachu FBI ,a Temperance dołączyła do reszty zespołu ,który był całkowicie pochłonięty sprawą.
              -Dr.Brennan
              -Tak Hodgins
              -Myślę ,że ofiara była przetrzymywana w kopalni
              -W kopalni??
              -Dokładnie ,wskazuje na to bardzo duża zawartość węgla i miedzi w tkankach. Po zbadaniu larw szacuję ,że zginął 2 tygodnie temu.
              -Świetna robota ,Zach przekaż czaszkę Angeli do rekonstrukcji.
              -Dobrze dr.Brennan
              Młody asystent pani antropolog poszedł dać czaszkę Angeli ,dr.Hodgins zniknął gdzieś w swoim gabinecie ,a Temperance zaczęła coś szukać w komputerze na temat kopalni.
              Seely Booth siedział w swoim biurze i patrzał w okno ,nie miał nic pożytecznego do roboty.
              Nagle poczuł wibracje w kieszeni od marynarki i jego ulubioną piosenkę ,na jego twarzy pojawił się uśmiech zadowolenia ,a jednocześnie wybawienia ,wiedział ,że To Ona-Temperance. Ustawili sobie ich ulubioną piosenkę więc gdy do siebie dzwonili zawsze słyszeli ten przyjemny dźwięk.
              -Halo
              -Hej Booth mógł byś przyjechać wiem kim jest ofiara i chyba gdzie została zabita
              -Już jadę Bones
              Booth wyłączył komórkę ,zabrał marynarkę i ruszył do Instytutu
              Po 15 minutach był już na miejscu. Przeciągnął swój czytnik i wszedł na platformę ,na której wszyscy zezulce czekali już chyba tylko na niego.
              -Hej i co macie
              -Ofiara to Jerry Wilson ,25 lat ,kawaler ,mieszkał sam
              -A jakaś rodzina?
              -Mama Tamra Wilson
              -No to jedziemy do mamy ,zbieraj się Bones.
              Droga upłynęła im szybko i przyjemnie rozmawiali o sprawie. Brennan opowiedziała mu o opuszczonej kopalni ,w której prawdopodobnie można znaleźć złoto. Seely dowiedział się również ,że tam właśnie mógł zostać zabity ,a potem przeniesiony do lasu Jerry. Zatrzymali się przed domem pani Wilson i poszli zapukać do drzwi ,po chwili otworzyła je starsza ,wyglądająca na miłą pani.
              -Witam Agent specjalny Seely Booth ,a to dr.Temperance Brennan z instytutu Jefersona
              -Dzień dobry w czym mogę pomóc ,czy coś się stało?
              -Może wejdziemy do środka mam dla pani wiadomość
              -Dobrze ,zapraszam
              Kobieta gestem dłoni zaprosiła przybyszy do środka ,a Ci usiedli na kanapie
              -Mamy dla pani smutną wiadomość pani Wilson
              -Czy coś się stało
              -Pani syn Jerry nie żyje
              -Co jak to możliwe ostatni był u mnie
              Kobieta była zaskoczona ,zaczęła pkłakać i szlochać
              -Przykro nam ,czy Jeery miał jakiś wrogów
              -Nie był normalnym chłopakiem...,choć ostatnio zmienił się mówił cos o złocie i ,że razem z Gavinem mają go szukać w jakiejś kopalni
              Partnerzy wymienili się spojrzeniami i dalej przystąpili do słuchania Tamary Wilson
              -A Gavin to kolega pani syna?
              Tym razem to Temperance zadała pytanie
              -Tak znają się od liceum
              -A wie pani gdzie może mieszka Gavin
              -Tak 3 przecznice dalej z tond ,dom nr.39
              -Dziękujemy bardzo nam Pani pomogła ,dowidzenia
              -Dowidzenia
              Partnerzy opuścili dom mamy ofiary i udali się do Gavina.
              Przejechali parę przecznic dalej i czarny chevrolet znów się zatrzymał ,ale tym razem był to zaniedbany mały dom ,który prawdopodobnie nie przetrwa zbyt długo.
              -Facet chyba nie dba o ten dom ,zobacz jak on wygląda przypomina mi się bajka o Jasiu i Małgosi i domku na kurzej łapce –agent FBI ocenił dom i zrobił dziwną minę ,jego partnerka również rzuciła dziwny wzrok na całą posiadłość Gavina Petersona
              Seely Booth jak zwykle zapukał głośno i mocno w drewniane i spróchniałe drzwi. Drwi otworzyły się z piskiem ,a za nich wyłonił się młody mężczyzna około 25 lat ,który był zarośnięty i przygnębiony.
              -Witam ,Seely Booth i dr. Temperance Brennan
              -O co chodzi? –zapytał się mężczyzna ,a jego głos stał się wystraszony. Mężczyzna spiął się i zmieszał ,nie wiedział co mówić
              -Chcieli byśmy zapytać o Jerrego
              Gavin przełknął ślinę
              -Słyszałem ,że nie żyje naprawdę mnie to wstrząsnęło ,byliśmy dobrymi przyjaciółmi
              -Matka Jerrego mówiła coś o złocie w jakiejś kopalni
              -Złoto… ,a tak… razem mieliśmy pójść do starej zamkniętej kopalni …Jerry mówił ,że …znajdziemy tam złoto… i będziemy bogaci
              Chłopak zaczął się jąkać i był kompletnie z kołowany. Nie wiedział co mówić
              -A czy poszliście tam?
              -Nie ,Jerry nie zjawił się ,więc nie poszedłem
              -Na pewno
              -Tak ,potem dowiedziałem się ,że nie żyje i nie poszedłem do kopalni
              -Dziękujemy Panu ,będziemy w kontakcie ,dowidzenia
              -Dowidzenia
              Partnerzy opuścili dom i udali się do Jeffersona ,w samochodzie panowała głośna dyskusja na temat zabitego Jerrego ,jego przyjaciela Gavina i starej kopalni ,w której prawdopodobnie jest złoto
              -Mówię ci Bones on nie mówił prawdy ,cały czas się jąkał i w dodatku był zestresowany. Na pewno on zabił Jerrego
              -To czemu go nie zatrzymałeś
              -Nie mamy żadnych dowodów na to ,aby go zatrzymać

              W Instytucie okazało się ,że Zezulce nie wynaleźli nic nowego. Hodgins był załamany zero nowych śladów. Zack twierdził ,że na nic się nie przydaje ponieważ nie znalazł nic co mogło by pomóc w sprawie ,za to Angela była uśmiechnięta i radosna jak zawsze.
              -No to Bones została nam tylko kopalnia- stwierdził agent
              -Więc jedźmy tam
              -Zadzwonię tylko po wsparcie ,a ty idź już do auta
              Seely dzwonił do FBI ,aby przyjechali do starej ,opuszczonej kopalni ,a Temperance kierowała się w stronę auta
              Po piętnastu minutach byli już przy kopalni. Wszędzie roiło się od ludzi ubranych w czarne stroje z żółtym nadrukiem FBI ,również Seely Booth miał taką na sobie
              -Wiatm Agencie Boothie i dr. Brennan
              -Cześć Andy ,wchodziliście już do środka
              -Nie czekamy na was
              -To miłe z waszej strony
              Partnerzy ruszyli w stronę kopalni przed którą była już rozwinięta żółta taśma.
              -Widzisz Bones na pewno nie wchodzili tam ponieważ boją się ciebie
              -O co ci chodzi Booth
              -Nie mów mi ,że nie wiesz
              -Nie
              -Oh Bones nie pamiętasz jak ostatnio wydarłaś się na jakiegoś agenta ,że zniszczył ci dowody ,lub ,że podejmują decyzje bez konsultacji z tobą
              -Pamiętam ,ale to nie powód do unikania mnie
              -Oni cię nie unikają ,lecz czują respekt ,szanują cię tak jak zresztą mnie choć nigdy nie byli ,aż tak mili ,,witam ,dzień dobry ,jak samo poczucie ,czekaliśmy na pana Agencie Booth ’’
              -To dzięki mnie pewnie są tak mili dla ciebie
              -Jesteś skromna Bones ,naprawdę
              -Dziękuje –po chwili zastanowienia dodała –to był sarkazm
              -Tak ,nie obraź się ja cię bardzo szanuję i lubię
              -Mam nadzieję
              Gdy podchodzili już pod samo wejście kolejny agent w czarnej kurtce przywitał ich i podniósł taśmę ,a partnerzy weszli w czarną przestrzeń i znikli z pola widzenia ,za nimi podążyło parę osób z FBI.
              -Booth włącz latarkę ,nic nie widzę
              -Już się robi
              Seely włączył latarkę ,a im oczom ukazał się długi korytarz. W środku było zimno ,wilgotno ,ciemno i strasznie mokro ,ogólnie było bardzo nieprzyjemnie . Doszli do końca ścieżki i ujrzeli rozwidlenie.
              -Ja i Bones pójdziemy drugim tunelem ,a wy pierwszym
              -Dobrze
              Każdy poszedł w stronę wyznaczoną przez Bootha ,teraz partnerzy byli sami i ani jednej ,żywej duszy. Szli coraz dalej i dalej ,nagle Brennan zatrzymała się
              -Bones co jest
              -Booth to miejsce było niedawno rozkopane ,a potem znów zakopane
              -Do czego zmierzasz
              -Myślę ,że ktoś tu coś zakopał
              -Więc my to otkopiemy
              Seely razem z Temperance zaczęli kopać. Szło im to z niewielkim trudem ponieważ ziemia była mokra i twarda.
              -Booth chyba coś mam
              Pani Antropolog zaczęła delikatnie rozkopywać ziemię. Z dziury powoli zaczęła wyłaniać się foli ,a raczej foliowe opakowanie. Brennan kazała założyć partnerowi lateksowe rękawiczki i samo zrobiła tak samo. Po chwili Booth wyjął wykopaną ,rzecz
              -Bones to są narkotyki ,prawdopodobnie kokaina
              -Booth ja też coś mam ,ale to coś o wiele gorszego
              -Co Bones?
              -Booth tu jest pełno szkieletów i ciał
              -I narkotyków Bones ,znalazłem więcej…

  • Od razu mówię, że długo nie pisałam i zapomniałam jak to się robi. Jak będzie się podobać to będzie cd. Więc o to kolejna cześć. Musze zaległości nadrobić.

    - Ok. już nie mówię!! Może Ci pomóc – dodaje po chwili
    - Nie dziękuję poradzę sobie – przeklina pod nosem. Lecz po kilku chwilach udaje jej się ubrać w tych ekstremalnych warunkach.
    Droga powrotna była znacznie bardziej milcząca niż inne, bynajmniej tak było na początku, gdyż po kilku minutach drogi Bones zaczęła narzekać, że jest jej strasznie nie wygodnie i czuje się niekomfortowo.
    - Może pojedziemy do mnie jest bliżej. Weźmiesz prysznic i dam Ci suche ubranie – proponuje.
    - No przestań dam sobie radę – przeklina cicho pod nosem.
    - Ok. czyli jedziemy do mnie. Bones – zamilkł na chwilę – Czy Ty się mnie boisz.
    - Ale tylko na chwilę do ciebie. A skąd to drugie pytanie przyszło Ci do głowy, dlaczego miałabym się Ciebie bać. Potrafię się bić, a po za tym wiem, ze mnie nie skrzywdzisz – uśmiecha się lekko, po czym klepie partnera w bark.
    - Wydajesz mi się jakaś dziwna.
    - Booth no wiesz nie na co dzień zaspokajam swoje potrzeby seksualne z partnerem z pracy.
    - Potrzeby seksualne – nie ukrywa zaskoczenia - Ja myślałem, ze to dla Ciebie więcej znaczy nić tylko „zaspokajanie potrzeb biologicznych” .
    - Booth to nie tak, może źle się wyraziłam – próbuje się tłumaczyć lecz bezskutecznie.
    - Bones nie che tego słuchać!! Czyli ja jestem ja reszta Twoich partnerów tylko na jeden raz??
    - Nie to nie prawda. Ja nic takiego nie powiedziałam. Wysuwasz wnioski, które mają się nijak do prawdy.
    - A jaka jest prawda?? Wyraźnie powiedziałaś, że…
    - Że nie na co dzień sypiam z partnerami z pracy. I taka jest prawda.
    - Dobrze nie mam zamiaru się kłócić.
    - Jaka kłótnia to jest tylko wyjaśnianie sobie prawdy – uśmiecha się i przesyła jedno ze swoich pięknych spojrzeń.
    - Od kiedy Ty jesteś taka ludzka – śmieje się głośno. W tym samym momencie przyjeżdża pod swój dom.

    - Bones długo jeszcze Ci zejdzie?? Oczywiście nie to żebym Cię pospieszał, ale mój pęcherz może tego nie wytrzymać. – stoi oparty o ścianę przy łazience wraz ze skrzyżowanymi nogami.
    - Chwileczkę już wychodzę – otwiera drzwi. – Ale ty jesteś niecierpliwy - uśmiecha się zalotnie.
    - Ja niecierpliwy. Wytłumacz mi lepiej jak można siedzieć w ubikacji 30 minut?? – dodaje po chwili - Ale może jak wyjdę – wbiega szybko do WC.
    Bones już ubrana w suche i czyste ubranie podkoszulek i spodenki oczywiście Bootha siada wygodnie na kanapie i czeka na swojego przyjaciela. Po chwili z wielką ulga i uśmiechem na twarzy wychodzi Seeley.
    - No więc jak można siedzieć 30 minut w łazience??
    - Normalnie – uśmiecha się.
    - Iii?? – Bones na to tylko porusza ramionami. – Bones cóż za wyczerpująca odpowiedz.- uśmiecha się. Kobieta wstaje.
    - Chyba już powinnam wracać do siebie.
    - Zostań jeszcze chwilkę – prosi
    - Nie ma takiej potrzeby, miałam przyjść na chwilkę. A po za tym jestem już zmęczona.
    - Ok. jak chcesz. – wychodzą z domu i wsiadają do samochodu. - Ja Ci się podobał dzisiejszy dzień??
    - Był nawet przyjemny.
    - Nawet?? Co to ma znaczyć ja tak bardzo się starałem. – śmieję się głośno.
    - Booth to jest bardzo trudne pytanie. To co się wydarzyło to jest coś dla mnie nowego. Ja nie potrafię tak. Co teraz będzie. Jak to będzie w pracy.
    - Normalnie.
    - Normalnie?? Jak inny zareagują. – zmarszczyła brwi.
    - Nie musimy nikomu o tym mówić co się wydarzyło.
    - Przecież Angela się zaraz domyśli, powie Hoginsowi i jeszcze Cam. Znasz Angelę ona zaraz się domyśli, a u niej język trzymać za zębami jest bardzo ciężko. – Booth tylko patrzy się na nią jak na wariatkę – Czy coś się stało??
    - Nie tylko…. Od kiedy Ty używasz takiego słownictwa i od kiedy tyle domysłów masz?? – kobieta na te słowa nic nie mówi, tylko lekko się uśmiecha przez zdenerwowanie.
    Po chwili znajdują się pod domem Bren.
    - Na razie – otwiera drzwi.
    - A buziak na dobranoc?? – przesyła swój najpiękniejszy uśmiech. Oczy widać wyraźnie szczęśliwe.
    - Nie przesadzasz?? – partner patrzy na nią uwodzicielskim wzrokiem. Po chwili przysuwa się do Booth i całuje go w policzek.
    - Tylko tyle?? – widać wyraźnie na jego twarzy zdziwienie.
    - A co byś chciał, to nie jest takie proste. – otwiera drzwi i wychodzi.
    Booth tylko odprowadzą ją po schodach swoim wzrokiem. Lecz pod chwilą lekkomyślności wychodzi z samochodu. Podchodzi do Bones i ją całuje.
    - Booth czy Ty zgłupiałeś?? Jeszcze nas ktoś zobaczy.
    - To nic, jest środek nocy. Dobranoc. – przesyła jej jeszcze buziaka i odchodzi.
    - To było mi ostatni raz to co teraz zrobiłeś. – lecz jej ciało myśli całkiem co innego. Podniecenie, które ją ogarnęło nie znało granic. Trudno było jej się powstrzymać. Lecz weszła do domu i natychmiast po jego zamknięciu osunęła się po drzwiach w dół z uśmiechem na twarzy.
    Booth miał te same objawy co jego partnerka. Uśmiech z jego twarzy nie znikał a w myślach powtarzał tylko „ ach co to był za dzień”.

    Proszę o szczerość w komentarzach.

  • karola1041 - Jak zwykle świetnie... Czekam na cd :))
    Zuza_20 - Twoje też świetne... I również czekam na cd ;p

    A teraz kolej na cd mojego opowiadanka... ;p


    Gdy Brennan obudziła się nie zbyt pamiętała co się z nią działo w nocy, a kiedy poczuła ze tuli się do kogoś szybko otworzyła oczy.
    Nie kryła zdziwienia, gdy zobaczyła nagiego,przytulonego do niej Bootha, który jeszcze smacznie spał. Wpatrując się w niego,
    przypomniała sobie wszytko, dopiero po chwili zorientowała się że on również jej się przygląda. Zanim zdążyła coś powiedzieć usłyszała:
    - Wyspałaś się??
    - Tak, a Ty??
    - Też. - Uśmiechnął się. - Mam nadzieje że...
    - Że tego nie żałuję?? - Zapytała, odwzajemniając uśmiech. - Zawsze możemy to powtórzyć. Na przykład teraz. - Odparła po czym zaczęła go
    delikatnie całować. Rozkoszowali się sobą nawzajem. Mogliby tak trwać wiecznie. Bliskość ich ciał... Oddech Bootha na karku Brennan...
    Jej ręce błądzące po jego ciele...
    Kiedy w końcu opadli na łóżko, w oczy Temperance rzucił się budzik, który stał na nocnej półce.
    Zerwała się gwałtownie i spojrzała przerażona na Bootha.
    - Co się stało?? - Zapytał również przerażony, widząc spojrzenie swojej partnerki.
    - Godzina...
    Boooth spojrzał na zegarek i równie szybko zerwał się z łóżka. Oby dwoje w pośpiechu ubrali się w pojechali do pracy.
    Kiedy wjeżdżali na parking rozdzwonił się telefon.
    - Booth. - Powiedział odbierając. - Właśnie wjeżdżam na parking, sir. Tak, Dobrze, sir.
    - Aż tak źle?? - Zapytała kiedy skończył rozmowę.
    - Nie, nie. - Odpowieiał, chodź prawda była inna. Po przyjeździe do pracy miał się stawić u Cullena i odbyć z nim poważną rozmowę.
    Kiedy Brennan weszła do laboratorium wszyscy czekali aż coś powie. Spojrzała na nich pytająco.
    - Co?? - Spytała.
    - Spóźniłaś się dwie godziny. - Odparła Angela.
    - Wiem, przepraszam. Też jestem człowiekiem, mam prawo czasem się spoźnić, czyż nie?? - Rzekła i pomyślała "Tym bardziej że powodem tego spóźnienia
    jest przystojny agent FBI...". To wywołało na jej twarzy uśmiech.
    - Wow... I kto to mówi?? Słynna pani doktor która zawsze jest pochłonięta pracą i nigdy się nie spóźnia, aż do teraz. - Powiedział z uśmieszkiem Hodgins.
    - Ma pani szczęście, dr. Brennan, że nie ma dr.Saroyan... - Dodał Zack ale Bones mu przerwała.
    - Nie ma??
    - Nie, nie ma jej. Dzwoniła i prosiła byś się wszystkim się zajęła bo ona bierze dzień wolnego. - Odparła Angela.
    - Aha. To co my tu mamy??
    - Wielkiego wojownika z Epoki Brązu. - Zakpiła artystka.
    Bones popatrzała na nią nieco krzywo i kontynuowała:
    - Wiesz od czego zginął?? - Zapytała Zacka.
    - Ma tępy uraz czaszki, ale nie jestem pewien czy to była przyczyna śmierci. - Odpowiedział Zack.
    - Hodgins, pobrałeś wszystkie potrzebne próbki??
    - Tak, ale jeszcze nie ustaliłem co to takiego. Zaraz to zrobię.
    - Dobrze. Zack, oczyść kości i postaraj się ustalić przyczynę śmierci, potem daj Angeli czaszkę, - Tu zwracając się do niej. - Postarasz się odtworzyć twarz.
    Gdyby coś, jestem u siebie. - Powiedziała i skierowała się ku swojemu gabinetowi. Zdążyła tylko usiąść przy biurku,
    a już w drzwiach pojawiła się jej przyjaciółka. Weszła i usiadła na kanapie.
    - Czy ja o czymś nie wiem?? - Zapytała.
    Bones wstała i usiadła naprzeciwko niej.
    - Chodzi Ci o to spóźnienie?? - Odpowiedziała niepewnie pytaniem na pytanie.
    - Tak.
    Wtedy w drzwiach stanął Booth. Chciał już się odezwać, ale postanowił zaczekać na odpowiedź swojej partnerki, tym bardziej że żadna z pań go nie zauważyła.
    - Po prostu zaspałam. - Powiedziała niezbyt przekonująco Bones.
    - Jakoś nie chce mi się w to wierzyć, że Ty wyłączyłaś budzik i spałaś dalej.
    - Nie wyłączyłam budzika, w ogóle go nie nastawiłam.
    - Noo niech Ci będzie że Ci wierze. - Powiedziała z uśmiechem.
    - Bones, idziemy. - Rzucił Booth. - Mamy sprawę.
    Brennan spojrzała na niego wybawczo i cicho odetchnęła z ulgą.
    - Już idę. - Powiedziała zakładając płaszcz. - Angela zajmiesz się wszystkim??
    - Tak, jasne. - Odparła Angela, a przez jej głowę przewinęła się pewna myśl - "Tak łatwo Ci ze mną nie pójdzie, Sweety..." Uśmiechnęła się pod nosem
    i wyszła, pozostawiając za sobą pusty gabinet pani antropolog.


    Przez chwilę jechali w ciszy. Byli nieco skrępowani tą całą sytuacją, ale żadne z nich tego nie żałowało. Kiedy byli już ze sobą tak blisko,
    nie mogli się od siebie oddalić. Tak przynajmniej twierdził agent.
    - Nieźle sobie poradziłaś. - Powiedział przerywając tę niezręczną ciszę.
    - Z czym?? - Zapytała zdziwiona Brennan.
    - Raczej z kim. Z Angelą.
    - Wszystko słyszałeś?? To czemu nam nie przerwałeś?? - Nieco zbulwersowała się tym faktem, lecz złość minęła jej gdy uśmiechnął się do niej słodko.
    - Chciałem zobaczyć jak kłamiesz. A w razie czego przerwałbym.
    - To było tylko częściowe kłamstwo. - "Zaczęła swoje wywody..." - Pomyślał Seely a Temperance kontynuowała.
    - Chociaż właściwie to nie było kłamstwo, tylko częściowe zatajenie prawdy.
    - Masz racje. - Zaśmiał się Booth. - A i dziękuje za tą wspaniałą lekcję.
    - Nie ma za co. - Uśmiechnęła się Bones. W tym czasie jej telefon zaczął dzwonić. Odbierając rzuciła do Bootha.
    - Zawsze możemy to powtórzyć. Zack, zaczekaj chwilę. - Włączyła głośnomówiący. - Możesz mówić.
    - Znalazłem przyczynę śmierci. To było uduszenie.
    - Dzięki Zack. Szczegóły podasz mi później. Hodgins skończył już analizę??
    - Nie, jeszcze nie. - Odparła Angela. - A co możecie powtórzyć??
    - Rozmowę. - Odparł speszony mężczyzna.
    - Wiesz Angela musimy kończyć. Właśnie dojechaliśmy na miejsce. To na razie. - Pożegnała się i szybko rozłączyła.
    - A co do tego powtórzenia, to pasuje Ci dzisiaj o 20.00?? - Spytał nieśmiało Booth, nie wiedząc jakiej ma spodziewać się reakcji.
    - Tak, u Ciebie?? - Odparła z uśmiechem Bones.
    - U mnie. Zrobię kolację.
    - To jesteśmy umówieni. - Zakończyła rozmowę i wysiadła z czarnego SUV-a.


    Brennan właśnie miała wychodzić z laboratorium, kiedy zadzwonił jej telefon.
    - Gdzie jesteś?? - Zapytał głos dochodzący z telefonu, który należał do przystojnego agenta.
    - Właśnie wychodzę z instytutu. Trochę się nam przedłużyło. Wiesz muszę kończyć, Angela idzie. - Ostatnie zdanie powiedziała nieco ciszej.
    - Ok, to czekam. Do zobaczenia.
    - Do zobaczenia.
    - Może skoczymy na drinka?? - Zapytała Angela wchodząc do gabinetu Brennan.
    - Może jutro?? Dzisiaj nie mogę, jestem już umówiona,a właściwie to spóźniona.
    - No dobrze. A z kim to jesteś umówiona??
    - Z nikim, o kim powinnaś wiedzieć. - Powiedziała z uśmieszkiem. - W sprawie książki.
    - Uznajmy że Ci wierze. Idziesz już??
    - Tak, tak, idę.
    - Ja jeszcze na chwilę lecę do siebie. To do jutra.
    - Tak, do jutra.

  • Karola - pisze już to od 14 czy 15 lutego więc narazie stosuje " kopiuj - wklej" :D A jeśli razem z Nionią chcecie to specjalnie dla Was... :))


    - Było pyszne, dziękuje. - Powiedziała Bones, gdy skończyła jeść.
    - Nie ma za co, ale to ja dziękuję. - Powiedział nieco zawstydzony Booth. Właśnie zabierał talerze aby zanieść je do kuchni.
    - Booth...
    Booth spojrzał na nią pytająco.
    - Jeszcze raz dziękuje za kolację. - Powiedziała z uśmiechem, zmierzając w jego kierunku.
    - Jeszcze raz, nie ma za co. - Uśmiechnął się i odłożył talerze do zlewu. - Masz zamiar już iść??
    - Nie, skąd Ci to przyszło do głowy. - Powiedziała stając przed nim. - Mam zamiar... - Przerwała i zaczęła go całować.
    Niedługo potem leżeli w sypialni, wtuleni w siebie.
    - Może to powtórzymy?? - Zaśmiał się Booth, zaczynając całować Brennan po szyi. Wtedy właśnie zadzwonił jego telefon.
    - Nie odbieraj. - Poprosiła Bones.
    - Muszę. To Angela. Jeśli i ja nie odbiorę to wyda jej się podejrzane.
    - Tak, racja.
    - Booth. Nie, Angela, nie wiem gdzie jest Bones. Dobrze, spróbuje do niej zadzwonić. Tak jak się dodzwonię to przekaże. Albo wiesz co, spróbuj jeszcze parę razy zadzwonić, na przykład trzy razy, i jak nie odbierze to zadzwoń do mnie, wtedy pojadę do niej i sprawdzę czy nic się nie stało.
    Dobrze, dobrze. Mam nadzieje że do zobaczenia. - Zaśmiał się. - Na razie.
    Odłożył telefon na półkę która stała przy łóżku, i spojrzał na Bones.
    - Ona się o Ciebie martwi. Ile razy dzwoniła??
    Brennan wzięła swój telefon, sprawdziła i powiedziała:
    - Trzynaście.
    - Zaraz zadzwoni. Umówmy się tak, za pierwszym razem nie odbierzesz, dopiero za drugim.
    - Ok. To mamy jeszcze chwilę. - Odparła z uśmiechem i zaczęła go całować. Gdy telefon dzwonił drugi raz, Brennan i Booth nie mogli się od siebie
    oderwać, więc Bones włączyła głośnomówiący i rzekła:
    - Bones.
    - Jak dobrze że odebrałaś!! Co się z Tobą dzieje?? Nic Ci nie jest??
    Booth całował ją po szyi, więc starała się nie roześmiać.
    - Nie, nic mi nie jest. - Prychnęła. - Po prostu nie słyszałam telefonu.
    - Mam nadzieję że nie przeszkadzam...??
    - Nie, w czym miałabyś mi przeszkadzać??
    - Wiesz, początkowo gdy nie odbierałaś, pomyślałam że z kimś jesteś... - Tu przerwała jej Brennan.
    - Ja?? Z kim??
    - Noo, wiesz... Na przykład z...
    - Boothem??
    - Noo tak.
    - I może jeszcze spotykamy się w tajemnicy przed całym światem, po to żeby pójść razem do łóżka?? - Znów prychnęła, a Booth spojrzał na nią zaskoczony.
    - Noo, tak. - Odparła nieco skrępowana. - Dobra jeśli nic Ci nie jest to dobrze. Nie zawracam Ci już głowy. A i nie spóźnij się jutro.
    - Na pewno się nie spóźnię. Do jutra.
    - Do jutra. - Powiedziała artystka i się rozłączyła.
    Kiedy Brennan chciała dokończyć to co im przerwano, znów zadzwonił jej telefon i znów była to Angela.
    - Ang,jeśli mam się nie spóźnić to muszę też iść spać.
    - Tak, wiem, przepraszam. Ale chciałam Cię jeszcze zapytać skąd wiedziałaś, co chciałam powiedzieć??
    - Wiesz, nie znam Cię od wczoraj i wiem jakie masz zdanie o Boothie.
    W tym momencie Booth szepnął do niej:
    - Jakie??
    - Później Ci powiem. - Odszepnęła z uśmiechem. - Z resztą, - tu zwracając się już do przyjaciółki. - Porozmawiamy o tym jutro.
    - Niech Ci będzie. To na razie.
    - Na razie.
    - To teraz w spokoju możemy... - Booth nie zdążył dokończyć, ponieważ Brennan już zaczęła go całować.
    W nocy, gdy się obudził, poczuł jakby skakanie po łóżku. Otworzył oczy i zobaczył rzucającą się nerwowo przez sen Bones.
    Widział, że śni jej się coś strasznego, więc postanowił ją obudzić.
    - Temperance!! Tempreance!! - Mówił, delikatnie potrząsając jej ramionami. - Temperance!!
    Brennan usiadła przerażona na łóżku, ze łzami w oczach. Spojrzała na Bootha, który natychmiast ją przytulił.
    - Żyjesz... Ty żyjesz... Nic Ci nie jest... - Zaczęła majaczyć Bones.
    - Tempe już dobrze, już dobrze... Już wszystko w porządku. - Powtarzał, głaszcząc ja po włosach. - To tylko sen, tylko sen.
    Minęła chwila nim Temperance doszła do siebie. Kiedy odsunęła się od niego, zapytał ją:
    - Co takiego Ci się śniło?? Jeśli oczywiście mogę wiedzieć...
    Popatrzała na niego i do jej oczu znów napłynęły łzy. Wtedy szybko odwróciła wzrok. Booth zrozumiał, co mniej więcej śniło się jego partnerce.
    Ujął jej twarz w dłoniach, kciukami ocierając łzy które spływały jej po policzkach. Spojrzał jej głęboko w oczy, po czym pocałował delikatnie.
    Kiedy ich usta oderwały się od siebie, Booth przytulił ją do siebie i szepnął do ucha:
    - Ja też Cię kocham. I nie przeżyłbym, gdybyś umarła.
    Znów popatrzał w jej oczy, które kolejny raz były pełne łez. Ale tym razem były to łzy szczęścia...

  • Aa i tak od razu w pierwszej wypowiedzi Bootha ma być"to ja dziękuje" bez ale xD :))

  • Żeby nie zdradzić wszystkiego od razu cd będzie jutro... ;p :))

  • Nie ma za co... :)) Całą przyjemność po mojej stronie... :))

    • Booth zawiadomił resztę agentów aby przynieśli latarki i rzeczy do kopania. Temperance nadal kopała coraz głębiej i głębiej również Booth poszedł w jej ślady. Po chwili zjawili się agenci oświetlili całe miejsce i zaczęli ostrożnie kopać ,a tymczasem Brennan zaczęła iść w stronę wyjścia.
      -Bones gdzie idziesz?
      -Zadzwonię po Zacka i Hodginsa ,aby tu przyjechali ze sprzętem
      -Dobry pomysł ,choć zaczerpniemy powietrza.
      Partnerzy wyszli na zewnątrz od razu światło dzienne zaczęło razić ich w oczy. Seely oparł się o swoje auto ,a Temperance szukała w nim swojego telefonu.
      -Booth gdzie mój telefon?
      -Tam gdzie reszta twoich rzeczy
      -Czyli?
      -W schowku Bones
      Agent Seely Booth nadal podpierał chevroleta na jego twarzy dało się zauważyć niepokój ,wiedział ,że ta sprawa będzie inna niż wszystkie ,wiedział ,że przyniesie im kłopoty ,ale nie domyślał się ,że aż takie wielkie.
      -Booth skąd masz moją pomadkę i cienie
      -Wiesz wziąłem Ci ,aby się pomalować i ładnie wyglądać –powiedział z sarkazmem w głosie Seely
      -Bardzo śmieszne Booth ,to z kąt to się tu wzięło ,szukałam tej pomadki
      -Wiesz co ta twoja pomadka narobiła mi wstydu
      -Dlaczego
      -Gdy dwa tygodnie temu malowałaś się w moim aucie zostawiłaś te swoje malowidła ,więc ja schowałem je do schowka ,zresztą jak wszystkie twoje rzeczy ,które mi chyba zostawiasz
      -Ja wcale nic ci nie zostawiam ,po prostu zapomniałam
      -No więc jechałem zatrzymać faceta ,który zabił dwie osoby ,jechał ze mną jeszcze jeden agent ,który nie miał broni ,otworzył mój schowek ,a tam zamiast broni i naboi znalazł pomadkę ,cienie jeszcze jakąś szminkę ,parę kartek papieru i twój zapasowy identyfikator do Jeffersona.
      -To zamiast trzymać tam moje rzeczy przeznacz ten schowek na broń ,bo wydaje mi się ,że tu właśnie agenci powinni ją trzymać dlatego jest na szyfr i klucz
      -Wiem ,ale zazwyczaj ty jeździsz ze mną więc umówmy się ,że to będzie taka twoja szafka ,ok.
      -Ok. ,ale moje pomadki nie musza być chronione hasłem ,wcale nie są takie drogie
      -Dobra koniec rozmowy Bones zadzwoni do Zezulców
      Temperance posłuchała partnera i wykonała telefon do Hodginsa ,ten oczywiście powiedział ,że zaraz będą razem z Zackiem i sprzętem.
      Tak jak powiedział po chwili przyjechali z całym sprzętem.
      -Boże co wy cały instytut przywieźliście? –zapytał się Seely
      -Nie ,to raczej było by niemożliwe można powiedzieć ,że wzięliśmy tylko jedną część z miliona –wtrącił się Zack
      -Dzięki stary ,że mnie uświadomiłeś –odpowiedział Booth
      -Zważając na to ,że mam 22 lata nie można powiedzieć ,że jestem stary
      -Zack przestań mam dość tej naukowej paplaniny ,zaraz dostaniesz kulkę miedzy oczy
      -Nic już nie mówię –odpowiedział Zack
      -Boże –Seely wydobył z siebie ostatnie słowo i zrezygnowany ruszył w stronę kopalni.
      -Booth ,Bóg nie istnieje –dodała swoje zdanie Temperance ,a Seely kompletnie miał już tego dość.
      Rzucił jej ostrzegawcze spojrzenie i poszedł dalej.

  • Świetne... :)) Karolciu jak zwykle czekam na kolejną część :))

  • No dobra... :) To jak obiecałam kolejny cd :)


    Gdy Brennan usłyszała budzik natychmiast chciała go wyłączyć, lecz uprzedził ją w tym Booth. Oby dwoje spojrzeli na siebie z uśmiechem.
    Bones uniosła się trochę by go pocałować. Chwilę później Booth zapytał:
    - Mogę Cię o coś zapytać??
    - Jasne. - Odparła uśmiechnięta Temperance.
    - Co Ci się śniło?? Jeśli nie chcesz nie musisz mi tego mówić.
    - Ahhh... - Westchnęła. - Śniło mi się, że nas porwano, żebyśmy nie doprowadzili sprawy do końca. Mieli Cię zabić,
    a mnie kazali na to patrzeć. Na szczęście kiedy mieli to zrobić, obudziłeś mnie...
    - Tak też właśnie pomyślałem. - Mruknął do siebie. - Ale żyje, i jak na razie, przynajmniej mam taką nadzieje, nie zamierza nas porywać,
    a w pracy mamy być dopiero za półtorej godziny, więc...
    - Możemy to wykorzystać. - Zaśmiała się pani doktor.

    - Która godzina?? - Zapytał Booth, który nie mógł tego sprawdzić, ponieważ prowadził.
    - Mamy jeszcze pięć minut. - Odparła Bones. - Zdążymy??
    - Taa, już prawie jesteśmy.
    - Tyle dobrze.
    - Dzisiaj gdzie się spotykamy??
    - Dzisiaj się nie spotykamy.
    - Dlaczego??
    - Umówiłam się z Angelą na drinka. Spotkamy się jutro, jeśli oczywiście chcesz.
    - Jutro biorę do siebie Parkera.
    - Noo tak. Będziemy musieli wytrzymać do poniedziałku. - Powiedziała z figlarnym uśmieszkiem, kiedy wysiadała z samochodu.
    - Niestety tak. To do zobaczenia.
    - Nie idziesz ze mną do laboratorium??
    - Nie muszę iść do siebie.
    - Ahaa, w porządku. Do zobaczenia.

    Kiedy w końcu usiadła wygodnie przy swoim biurku, przyszła Angela. Usiadła na kanapie i westchnęła.
    - Co się stało?? - Zapytała Brennan, która wyczuła że przyjaciółka chce jej coś powiedzieć.
    - Nie możemy iść dzisiaj na drinka.
    - Dlaczego??
    - Miałam jutro spotkać się z ojcem, ale jutro on nie może, więc zostaje tylko dziś.
    - Dobrze, w porządku. Pójdziemy jutro.
    - Nie jesteś zła??
    - Zła?? Dlaczego?? Mnie to jest nawet na rękę.
    - Na rękę?? Mogę wiedzieć czemu??
    - Nie, nie możesz. - Zaśmiała się Bones.
    - Wczoraj, kiedy nie mogłam się do Ciebie dodzwonić, zadzwoniłam do Bootha.
    - Po co??
    - No wiesz... Pasujecie do siebie...
    - Angela, proszę Cię, nie staraj się nas swatać...
    - Nawet nie powinnaś tego robić... - Powiedział Booth, który stał w drzwiach. - Bones, musimy iść.
    - To na razie - Rzuciła Temperance do Angeli.
    Podczas gdy wsiadali do SUV-a Bootha, Bones powiedziała:
    - Widziałeś jak Angeli mina zrzedła??
    - Tak, to był zabawny widok.
    - A co do dzisiaj, to u mnie o 20.30. Pasuje??
    - A co z drinkiem z Angelą?? - Jej partner nie krył zdziwienia.
    - Przełożyłyśmy to na jutro.
    - Świetnie.

    Gdy Brennan oglądała szczątki, Angela rzekła:
    - Wiecie jak mi teraz głupio?? - Zwracając się do Bones i Bootha. - Jeszcze raz chciałam was przeprosić.
    - Angela, robisz to już trzeci raz w ciągu 30 minut. - Odparła spokojnie Bones.
    - A Ty na pewno nie jesteś zła za przełożenie tego na jutro??
    - Jak tak bardzo Cię to irytuje to tak, spotykam się z kimś.
    - Cześć! - Rzucił Booth do Camille, Hodginsa i Zacka.
    - Przystojny?? - Dalej kontynuuje Angela.
    - To jest kobieta. - Powiedziała Camille.
    - Wiem, mówię do Bones.
    - Tak... - Tu kątem oka patrzy na Bootha. - Nawet bardzo.
    - A kto?? - Pyta zaciekawiony Hodgins.
    - Nowy facet Brennan. - Odpowiedziała mu Angela. - Długo się znacie??
    - Noo trochę.
    - A długo ze sobą jesteście??
    - Nie, nawet nie tydzień.
    - Co Ci się w nim najbardziej podoba.
    - Ymm... Niech pomyśle. - I znów rzuca ukradkowe spojrzenie na Bootha. - Wszystko.
    - Ale tak najbardziej. Jakbyś miała wymienić góra trzy rzeczy.
    Bones zamyśliła się na chwile.
    - Oczy... I te jego silne ramiona.
    - Wow. A o której się spotykacie??
    - 20.30 u mnie. I muszę jeszcze zrobić kolacje.
    - To nie zostało Ci zbyt dużo czasu. Już 19.00.
    - Już?? Poradzicie sobie beze mnie?? Ja lecę.
    - Tak dr. Brennan może pani iść... - Powiedziała znaczącym głosem Camille, ale antropolog nie zwróciła na to uwagi.
    - Może Cię odwiozę?? - Zaproponowała jej przyjaciółka.
    - Nie, ja i tak już jadę do domu. Odwiozę ją. Ty się nie zrywaj z pracy. - Powiedział Booth i oby dwoje wyszli.

    Kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi, Bones właśnie wychodziła z łazienki. Podeszła do drzwi i otworzyła je.
    Stał tam, nie kto inny, niż Booth.
    - Wejdź. - Powiedziała.
    Agent wszedł bez słowa, patrząc w ziemie. Wyjął zza siebie bukiet żonkili i podnosząc wzrok, zaczął mówić:
    - To dla Cie... - Przerwał, gdy zobaczył Brennan ubraną w "małą czarną". - Dla Ciebie. - Dokończył, podając jej kwiaty.
    - Dziękuje. Usiądź. - Odparła, wskazując głową na przygotowaną przez nią kolację.
    Jednak Booth nie usiadł. Stanął, opierając się o ścianę i patrząc na nią z podziwem.
    - Pięknie wyglądasz. - Rzekł po chwili.
    - Dziękuje. - Rzuciła, wstawiając kwiaty do wazonu. - Może zjemy?? - Zapytała, zmierzając w jego kierunku.
    - Z chęcią.
    Gdy skończyli już jeść, Temperance wstała by zanieść wszystko do kuchi.
    - Pomogę Ci. - Zaproponował Booth.
    - Poradzę sobie. - Powiedziała gdy wkładała talerze do zlewu. Jednak Booth nie dał za wygraną. Wstał, zabierają ze sobą lampki z winem,
    podszedł do niej. Objął ją od tyłu, podał wino i zaczął delikatnie całować po szyi. Odwróciła się i odwzajemniła jego pocałunek na ustach.
    Wtedy równocześnie zadzwoniły ich telefony. Brennan złapała swój który leżał na kuchennym blacie, a Booth wyjął swój z kieszeni.
    - To Angela. - Powiedziała Bones, po czym dodała. - Nie odbieram, wie że mam randkę. - I zaśmiali się oboje.
    - A ja chyba odbiorę, bo to Hodgins. Sprawdzają nas. - Odparł Booth i odebrał. W tym czasie pani doktor zaczynała już rozpinać mu koszulę.
    - Booth. Czemu miałbym nie odebrać?? Jestem trochę zajęty, ale nie na tyle żeby nie odebrać. Siedzę, pije piwo i oglądam telewizję,a co chcesz wpaść??
    No ok, to do jutra. - Booth skończył rozmawiać,a Brennan zaraz zaczęła go całować i kontynuowała rozpinanie koszuli. On wzamian zaczął rozpinać jej
    "małą czarną", gdy znów zadzwonił jej telefon. Złapała telefon i widząc że to znów Angela odebrała.
    - Tak, Angela. - Tym razem Booth już nie przestał, tylko nadal obsypywał pocałunkami jej szyję. - Tak, przeszkadzasz. I to nawet bardzo.
    Gdybyś mogła, nie dzwoń więcej bo i tak nie odbiorę. Bo zostawię telefon w kuchni, a będę w sypialni. Do jutra.
    - Ale ją spławiłaś. - Zażartował Booth. - To jak z tą sypialnią??
    Zamiast odpowiedzi, Bones zaciągnęła go w miejsce o którym wspomniała przyjaciółce.

  • Noo Karolciu jeśli tak bardzo Ci zależy... To specjalnie dla Ciebie :))


    Kilka godzin później, Booth delikatnie gładził po plecach Temperance, która leżała do niego przytulona. Spojrzała mu w oczy,
    a jego usta musnęły jej czoło. Bones znów uniosła głowę, jednak na jej twarzy rysowało się zaniepokojenie.
    - Cii!! Słyszysz to?? - Zapytała, nadal wsłuchując się w dziwny, stłumiony dźwięk.
    - Niee. - Szepnął. - Już chyba wiem co to jest. - Powiedział po chwili, sięgając po swoje spodnie i wyjmując z nich telefon.
    - Kto to??
    - Nieznany numer. Lepiej odbiorę. - Odparł. - Booth. O cześć Russ!! Yhy, ok. Ale to ja Ci ją dam, bo właśnie u niej jestem. - Rzekł i szybko podał
    komórkę zdezorientowanej Brennan.
    - Cześć Russ!! Nie, wszystko w porządku. Po prostu nie słyszałam telefonu,zostawiłam go w kuchni. Jeśli chcesz wiedzieć, to tak,
    ja i Booth jesteśmy razem. Jesteś pierwszą osobą która się o tym dowiedziała, więc powinieneś czuć się zaszczycony. - Zaśmiała się. - Ok, na razie.
    Oboje spojrzeli na siebie zaskoczeni całą tą sytuacją, po czym roześmiali się.
    - Mam propozycję. - Zakomunikował Booth. - Od teraz nie ukrywamy naszego związku.
    - Idę na to. - Odparła Bones i znów oboje się roześmiali.

    Budzik dość długo dzwonił, nim Brennan go wyłączyła. Była zdziwiona że nie zrobił tego Booth, którego jak się okazało, nie było w sypialni.
    Bones robiąc głęboki wdech poczuła zapach nadlatujący z kuchni. Wstała, zarzucając na siebie szlafrok i wyszła. Kiedy otworzyła drzwi,
    zobaczyła swojego partnera, a teraz nawet kogoś więcej niż partnera, nakładającego jajecznicę na talerze. Podeszła i pocałowała go na przywitanie.
    - Dawno wstałeś?? - Zapytała.
    - Nie, jakieś 10 może 15 minut temu. - Odpowiedział z uśmiechem. - Chciałem przynieść Ci śniadanie do łóżka, ale jeśli mamy się ne spóźnić do pracy...
    - A co nam tam jakieś spóźnienie?? - Roześmiała się.
    - Nie poznaję Cię. - Powiedział, nie ukrywając zdziwienia.
    - Ja siebie też. - Znów się zaśmiała, po czym zaproponowała. - Może zjemy??
    Oboje usiedzi przy stole i zaczęli jeść śniadanie przygotowane przez Bootha. W pewnym momencie Brennan przerwała tę krępującą ciszę.
    - Może ubiorę się dziś tak jak wczoraj wieczorem?? - Zapytała z uśmiechem.
    - Jak chcesz... Nawet powinnaś się tak częściej ubierać. - Na chwilę zamilkł ale zaraz kontynuował - Albo lepiej nie.
    - Dlaczego?? - Zdziwiła się Bones.
    - Bo wszyscy faceci rozbierali by Cię wzrokiem.
    - A ty nie tylko wzrokiem. - Zażartowała.
    - Gdybyś mi na to pozwoliła. - Odparł, lekko się uśmiechając.
    - No nie wiem, nie wiem. - Zaśmiała się.

    Kiedy Brennan siedziała, przeglądając akta sprawy, jak zwykle przyszła Angela.
    - Opowiadaj. - Zakomendowała.
    - To rozkaz czy prośba?? - Zaśmiała się Bones.
    - Nie wygłupiaj się. Nie podasz swojej najlepszej przyjaciółce kilku pikantnych szczegółów??
    - Jakich szczegółów?? - Zapytała wchodząc Cam.
    - Dotyczących Brennan i jej faceta. - Rzuciła do Cam i kontynuowała. - To kiedy nam go przedstawisz??
    - Noo właśnie kiedy?? - Dołączyła do Angeli Camille.
    Teperance zawahała się na chwilę.
    - Noo, więc... To jest...
    - Dzień dobry miłym panią!! - Zawołał Booth. - Musimy jechać. Co tak patrzycie?? Przeszkodziłem w czymś??
    - Taa... Właśnie Temperance miała nam powiedzieć kilka rzeczy o swoim facecie.
    - Achh taak. Przykro mi.- Odparł z uśmieszkiem. - No ale taka praca.
    - To później wam dokończę. Do zobaczenia.
    - Pa. - Odpowiedziały chórkiem i zaśmiały się.
    - Co on dzisiaj w takim dobrym humorze?? - Zapytała jak zwykle wszystkiego ciekawa artystka.
    - A bo ja wiem... - Rzekła jej przełożona i obie udały się w stronę swoich gabinetów.

    W drodze na parking Bones zastanawiała się jak powiedzieć Angeli i Cam o tym, że jest z Boothem. Ten przyglądał się idącej obok Brennan,
    widział że nad czymś się zastanawia, lecz nie odezwał się. Nadal w milczeniu wsiedli do samochodu i ruszyli. Przystojnego agenta zaczęło już denerwować to milczenie.
    - Tempe, Ciebie też tak irytuje ta cisza??
    - Co?? Aaa, nie. - Odpowiedziała, wyrywając się z zamyślenia.
    - Jeszcze im nie powiedziałaś??
    - Próbowałam ale mi przerwałeś. - Powiedziała uśmiechając się lekko. - Nie wiem jak im to powiedzieć.
    - No jak?? Normalnie.
    - Tak, a jakbyś Ty to powiedział??
    - No normalnie.
    - Czyli?? Dajmy na to że jestem Twoim kolegą, i się Ciebie pytam o Twoją dziewczynę.
    - Noo too... - Zamyślił się. - Zadaj mi pytanie.
    - Hej, Booth!!! Kim jest ta Twoja nowa dziewczyna?? - Rzekła, zmieniając ton głosu i zaczęła się śmiać.
    - Noo... Ona... - Przerwał, popatrzał się na nią i odparł. - Nie wiem... Noo nie wiem...
    - No właśnie, widzisz jak to jest. Tak ale z dziewczynami jest jeszcze gorzej, bo nie dadzą Ci spokoju póki im nie powiesz.
    - Taa, wiem.
    - A do kąd właściwie jedziemy??
    - Odwiedzić matkę ofiary. Jest na wózku i trudno byłoby jej dostac się do siedziby FBI.
    - Rozumiem. - Odparła i odwróciła głowę, patrząc na przemijające za szybą ulice.

    Brennan stała i patrzyła na teorię którą wyświetlała Angela. Poprawiała ją co do wzrostu, siły i wagi, ale Ange najwyraźniej to nie przeszkadzało.
    Kiedy ustaliły już wszystkie, mające znaczenie szczegóły, pani doktor poprosiła przyjaciółkę aby kolejny raz przedstawiła możliwość morderstwa.
    W tym momencie właśnie wszedł Booth. Ponieważ nie zauważył artystki, podszedł do swojej partnerki i objął ją od tyłu, łapiąc za biodra.
    Temperance w pierwszej chwili położyła swoje dłonie na jego, ale kiedy spostrzegła że pani Montenegro przygląda się im, szybko odsunęła się od Bootha.
    - Tempe, nie ładnie... - Powiedziała z uśmiechem, kręcąc przy tym głową. - Ciekawe co powie twój chłopak, kiedy się o tym dowie...??
    - Nie mam nic przeciwko. - Odpowiedział pewnie Booth, ale Angela najwyraźniej nie zrozumiała przesłania.
    - A Ciebie kto pytał o zdanie?? - Zapytała nieco zdziwona, lecz na jej twarzy nadal malował się uśmiech.
    - No sama powiedziałaś, co by o tym powiedział mój chłopak, tak?? - Odezwała się nieśmiało Brennan, a plastyczka tylko pokiwała głową. - No to...
    Ci powiedział co o tym sądzi.
    Angela potrzebowała chwili aby przeanalizować to co usłyszała. Aby pomóc jej poskłdać to wszystko, Booth ponownie podszedł do Bones i objął ją
    od tyłu. Stali tak dobre pięć minut. Uśmiechnięci partnerzy wpatrzeni w Angele i zdziwiona Angela wpatrzona w tulących się Brennan i Bootha.
    - Na ubraniu ofiary znalazłem tlenek metylu, co świadczyło by o tym że ofi... - Przerwał Hodgins, gdy zobaczył tę zabawną scenę. - A czy ja o czymś nie wiem??
    Nikt mu nie odpowiedział, więc stał i spoglądał to raz na Angelę, to raz na tulącą się parę. W końcu Booth nie wytrzymał i przerwał tę ciszę.
    - I co się tak gapicie?? Ludzi nigdy nie widzieliście??
    - Czekajcie. To znaczy że Ty i... Że wy?? - Wydukała artystka.
    - Tak jesteśmy razem. To aż takie dziwne?? - Odparła zadowolona Bones.
    - Taaakk... - Usłyszała odpowiedź, która padła zarówno z ust Angeli jak i Hodginsa.
    Oboje zaśmiali się równocześnie, a po chwili przyłączyli się do nich Ange i Jack. Kiedy śmiech ustały, Brennan spojrzała na Botha,
    po czym rzuciła znaczące spojrzenie na drzwi. Uśmiechnęli się do przyjaciół i wyszli z pokoju.

  • Noo własnie Karolciu :)) Pisz jak najszybciej bo nie mogę się juz doczekać :))

    PS. Mam nadzieję że nie masz mi za złe że tak sie do Ciebie zwracam ;p

  • Dobraa... Chyba najwyższa pora na cedeka :))


    Kilka dni później wszyscy w Instytucie oraz w FBI wiedzieli o bliższej znajomości Brennan i Bootha. Temperance stała na podwyższeniu uważnie słuchając Zacka, który analizował uszczerbki na kościach.
    - ... to prawdopodobnie było przyczyną śmierci. Zgadza się ze mną pani, dr Brennan??
    - Tak. A Hodgins ma już jakieś wyniki analizy substancji które znalazł??
    - Nie, jeszcze je bada.
    - A tak w ogóle to... - Nie zdążyła dokończyć, ponieważ przerwałą jej Angela.
    - Chodź!! Musimy porozmawiać.
    - Ale Ange, muszę jeszcze... - Przerwała, kiedy zobaczyła minę przyjaciółki. - Dobra, chodź do mojego gabinetu. Zack postaraj się dopasować narzędzie
    zbrodni.
    - Dobrze. - Odparł jej asystent, a panie zniknęły za drzwiami gabinetu.
    - Teraz możesz mówić. - Zachęciła przyjaciółkę antropolog.
    - Witam drogie panie!! - Rzucił siedzący przed komputerem Booth.
    - Booth!! - Krzyknęły nieco przerażone, po czym Bones dodała. - Po pierwsze, co robisz przed moim komputerem?? A po drugie... Wyjdź stąd!!
    Agent który wstał by podejść do swojej partnerki, stanął jak wyryty i wpatrywał się w nią, tak jak i Angela.
    - Nie słyszałeś?? Wyjdź!! - Krzyknęła ponownie kobieta. Seely popatrzał na nią zdezorientowany i wyszedł, chodź nie właściwie nie wiedział dlaczego.
    - Wow... Ale się na niego wydarłaś. - Angela nie umiała się powstrzymać od komentarza. - A tak właściwie to co on takiego zrobił??
    - Grzebał w moim komputerze. A teraz mów. - Odparła i zamknęła za sobą szklane drzwi.
    - Noo więc... Wiesz, że ostatnio nie czułam się za dobrze, więc wczoraj poszłam do lekarza i... - Przerwała,spojrzała na swoją przyjaciółkę i
    zrobiła głęboki wdech. - Okazało się, że jestem w ciąży.
    - Gratuluje!! - Krzyknęła spontanicznie Temperance i przytuliła Angele. - Który to tydzień??
    - Początek czwartego.
    - Hodgins wie??
    - Nie, jeszcze nie. Ty jesteś pierwsza...
    - I czuję się zaszczycona. - Zaśmiała się pisarka. - Ale musisz powiedzieć Jackowi.
    - Takk, wiem, powiem mu jeszcze dziś. A jak zrekompensujesz się Boothowi, po tym jak na niego tak ostro naskoczyłaś?? - Zapytała, uśmiechając się szeroko.
    - Wiesz, mam swoje sposoby. - Rzekła.
    - Noo takk... - Odparła i obie zaczęły się śmiać. W tym właśnie momencie do drzwi zapukał Hodgins.
    - Doktor Brennan, mogę?? - Zapytał nieśmiało.
    - Tak. A dlaczego pytasz?? Nigdy wcześniej tego nie robiłeś.
    - Booth wspominał coś, że jest pani jakaś nerwowa, więc nie chciałam aby na mnie też tak pani naskoczyła.
    - Mogłam się domyślić... - Popatrzała znacząco na artystkę. - Co masz??
    - Ofiara była związana skórzanym paskiem.
    - A reszta?? Tylko tyle ustaliłeś??
    - Tak, niestety, jak na razie tylko tyle.
    - Dobrze. W takim razie powiem o tym Boothowi, i postaram się go przeprosić. A wy tu sobie porozmawiajcie. - Rzuciła i wyszła z gabinetu,
    zamykając za sobą drzwi.
    - A o czym mamy porozmawiać?? - Zapytał kompletnie niewiedzący o co chodzi Hodgins.
    - O nas. - Odparła Angela i poklepała miejsce obok. - Muszę Ci coś powiedzieć...
    - Chcesz ze mną zerwać??
    - Niee, jasne że nie. - Zaśmiała się. - Tylko... Jestem w ciąży. - Dokończyła jednym tchem.
    - O w mordę. - Podszedł do niej i przytulił ją. - Ja nie wiem co powiedzieć... Strasznie się ciesze.
    Po chwili siedzieli już na kanapie, całując się.

    W tym samym czasie...

    Gdy Booth zobaczył Brennan która wychodziła z gabinetu i ruszyła w jego kierunku, od razu odwrócił się udając że jej nie zauważa.
    Podeszła do niego i stanęła za nim, czekając aż się odwróci. Wiedziała że nie wytrzyma tak długo, gdy wie że stoi i się w niego wpatruje.
    W końcu odwrócił się i spojrzał jej prosto w oczy, chcąc ukryć to że ma chęć się uśmiechnąć. Stali tak dłuższą chwilę aż w końcu Bones odparła:
    - Hodgins odkrył że ofiara była związana skórzanym paskiem.
    - A ja po raz kolejny odkryłem że masz piękne oczy. - Odparł Seely. Temperance zachichotała.
    - To znaczy że już nie jesteś zły??
    - Może jeszcze troszeczkę...
    - To może... - Nie dokończyła, ponieważ zaczęła go całować, a gdy skończyła kontynuowała. - Teraz już nie??
    - Noo prawie, prawie. Ale teraz tego nie uda Ci się wynagrodzić...
    - A wieczorem??
    - No wieczorem chyba tak. - Powiedział i posłał jej jeden ze swoich czarujących uśmiechów. - A tak apropo, to gdzie Hodgins i Angela??
    Chyba znów nie w jakimś schowku?? Może i my powinniśmy brać z nich przykład??
    - Nie, są u mnie w gabinecie. Rozmawiają.
    - Ooo... Ciekawe o czym.
    - O ciąży Angeli.
    - Co??
    - Noo o ciąży Angeli.
    - To ona jest w ciąży??
    - Noo na to by wychodziło. - Odparła uśmiechając się pociągająco. - A co do tego przykładu, to możemy kiedyś spróbować.
    - Kiedyś??
    - Tak, kiedyś... - Odparła i znów złożyła na jego ustach namiętny pocałunek.
    - Nie przeszkadzam?? - Zapytała wchodząca na podwyższenie Cam.
    - Nieee. - Odparł nieco skrępowany Booth. - Nie przeszkadzasz.
    - A gdzie nasze papużki nierozłączki??
    - Właśnie idą. - Zadeklarowała pani antropolog. Wszyscy stali i wpatrywali się w Angele i Jacka. Kiedy wreszcie weszli na podwyższenie i zbliżyli się
    nieco do przyjaciół, Booth poklepał Hodginsa po plecach i powiedział:
    - Stary, dobrze się spisałeś!! Gratuluje!!
    Angela i Temperance zaśmiały się, Booth i Hodgins wymienili znaczące spojrzenia, a Camille i Zack stali i przyglądali się temu wszystkiemu nic nie rozumiejąc. Gdy cała czwórka nieco się uspokoiła dr. Saroyan spojrzała na nich pytająco.
    - Noo więc... Jestem w ciąży. - Powiedział szybko Jack. Wszyscy spojrzeli na niego zaskoczeni.
    - Ty?? - Zapytała Cam.
    - Znaczy my. - Wskazał na siebie i panią Montenegro. - To znaczy Angela.
    - Aaaa... To już rozumiem. Gratulacje!! - Zamyśliła się na chwile po czym dodała. - A dlaczego ja się o tym ostatnia dowiaduje??
    - Nie jesteś ostatnia. Zack też nie wiedział. - Wtrącił się Booth.
    - Ale jako szefowa powinnam wiedzieć pierwsza. - Zaprotestowała Camille.
    - Jako pierwsza powinna dowiedzieć się najlepsza przyjaciółka Angeli, czyli ja. - Powiedziała dumna Brennan.
    - I tak też właśnie było. - Odparła Ange i kontynuowała. - Musiałam przecież też powiedzieć Jackowi...
    - A ja wiem od Temperance. - Dodał przystojny agent.
    - Noo tak. Wieści szybko się rozchodzą... - Odparła niepewnie patolog, jakby jeszcze analizowała sobie to wszystko w myślach.
    Wtedy rozdzwoniła się czarna motorola agenta. Odeszła na bok i odebrał, a gdy po chwili powrócił odparł:
    - Znaleźli kolejne ciało, a raczej to co z niego zostało. Bones, zbieraj się, jedziemy.
    Brennan wzięła potrzebne rzeczy i już po chwili nie było ich w Instytucie...


    • Hej dziewczyny Swietne opowiadania ja mam chwilowy zastój co do przysięgi musze upozątkowąc to co napisałam a w międzyczasie mam inny temat miłej zabawy





      ZAKŁAD

      Brennan stała w gabinecie i dyskutowała z partnerem o jego zwariowanym pomyśle dokuczenia Sweetowi
      -Oszalałeś Booth ,Sweet nie jest dzieckiem nie uwierzy w podobne bzdury, a my znów będziemy się tłumaczyć!
      - Uwierzy – powiedział z szatańskim uśmieszkiem Booth.
      - Tak ,jasne
      - Chcesz się założyć ? –wypalił z tym samym uśmiechem
      - Jasne ,jestem pewna wygranej ! a masz pomysł o co?
      - Odparła chcąc zetrzeć ten uśmieszek z jego twarzy
      - A wierz ze mam !
      - No , słucham ?
      - Tydzień spełniania moich poleceń -uśmiechnął się jeszcze szerzej – do tego striptiz !-
      - CO?! – zatkało ją
      - To proste Bones jak przegrasz będziesz przez tydzień mnie słuchać a w sobotę striptiz- odparł , na pewno się nie zgodzi ,ale pomarzyć można pomyślał.
      - Zgoda- odparła twardo- Ja mu pokażę ,zetrę ten głupi uśmiech z jego twarzy – pomyślała.
      - Możesz już się bać moich rządów i kupić seksowne majtki Booth – dodała złośliwie.
      - Zgadzasz się? –zapytał zdziwiony .
      - Jasne – uśmiechnęła się – Nie mów że chcesz zrezygnować ?
      - To przecież twój pomysł!
      - Nie – zreflektował się Booth-
      To co idziemy sprawdzić kto ma rację – zapytała.
      Jasne – uśmiechnął się – Bones mam nadzieję ze się nie wycofasz gdy wygram.
      Nie – odparła –Zakład to zakład.


      Gabinet Sweeta

      Po zakończonej sesji Sweet zwrócił się do Bootha
      - Agencie Booth Chciałbym z panem porozmawiać na osobności – zaczął.
      - Dalej doktorku ,nie mam tajemnic przed Bones – odparł uśmiechając się booth.
      - Ale ta sprawa dotyczy tylko pana –odparł Sweet i pomyślał że to co powiedziała mu Angela jest niesamowite, Booth w takim miejscu!
      - Wal Sweet, i tak wszystko jej powtórzę.
      Brennan zaczynała się niepokoić – Sweet mam nadzieję że nie uwierzyłeś w te bzdury bo cię zamorduje – pomyślała .
      - Cóż skoro tak – zaczął Sweet – Agencie podobno był pan w klubie dla transwestytów w poszukiwaniu własnej Tożsamości ,Wyjaśnisz mi to ?
      Uwierzył pomyślała Brennan z przerażeniem patrząc na Booth – Ale się wpakowałam.
      Booth popatrzył na Brennan z szatańskim uśmiechem
      – Przegrałaś !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!



      Instytut



      Po zakończonym sukcesem śledztwie Brennan mogła spokojnie wrócić do swoich obowiązków. Była godzina 17, czas płynął wolno w instytucie a ona chciała zbadać jeszcze nordyckie szczątki mumii i napisać coś do swojej książki.

      Angela przekomarzała się z Cam na temat jej nowego chłopaka i dawała rady co do ubioru na kolację z jego córką. Czego Cam słuchała z lekką irytacją ale i wdzięcznością.

      Hogins z Zackiem przeprowadzali jakieś eksperymenty kłócąc się zawzięcie .
      Czyli zwyczajny leniwy dzień w instytucie..

      Nagle usłyszeli dźwięk wpisywania kodu i do instytutu wszedł uśmiechnięty Agent Booth
      - Hej wszystkim , -powiedział kierując się w stronę partnerki.
      - Bones zbieraj się wychodzimy?
      - Co jest mamy nowa sprawę – zapytała
      - Nie ,ale już po 17 jedziemy do domu – odparł patrząc na nią.
      - Ale – przerwała ,Zakład to zakład- Ok. tylko zabiorę rzeczy z gabinetu.

      Wszyscy spojrzeli zdziwieni na wychodzących partnerów
      - -Czy ja coś przegapiłam? - zapytała Angelę Cam.
      - Nie ,a jeśli to ja też –odparła pytana.
      - Nie kłóciła się! poszła bez sprzeciwu – Ciekawe co się dzieje? – dodał Hogins podchodząc do kobiet.
      - Co ,o czym mówicie – zapytał zdezorientowany Zack.


      Samochód Bootha

      - To co będziemy robić – zapytała poirytowana Brennan .
      - Idziemy do kina – odparł uśmiechając się do niej Booth.
      - Hej ja mam pracę – wzburzyła się – zakład ,zakładem ale nie mogę zaniedbywać obowiązków !
      - I dlatego pracujesz do 17 resztę czasu jest moje –Odparł Booth uśmiechając się – widzisz jaki jestem wspaniałomyślny?
      - No dobra nie mądrzyj się już tylko chodźmy – powiedziała zniecierpliwiona Brennan –To będzie długi tydzień a jeszcze sobota...
      - Ok. - Booth kupił 2 bilety na komedie , Brennan z początku była sztywna, ale w połowie filmu zalewała się łzami śmiechu w równej mierze co partner.
      - Po zakończonym seansie Booth zapytał –I co jak się bawiłaś
      Brennan odparła z uśmiechem – nieźle to co robimy dalej ?
      - Idziemy do Rojal Diner na kolację .
      W czasie kolacji partnerzy rozmawiali swobodnie o pracy ,książce Bones Parkeże Booth pomyślał ze mogło by być tak zawsze ,lubił spędzać czas z Temp , zaczął zdawać sobie sprawę że nie traktuje jej tylko jak partnerki ,stała się dla niego kimś więcej .Postanowił wykorzystać nadchodzący tydzień by sprawdzić czy Brennan czuje to samo.
      Brennan patrzyła z uśmiechem na partnera , miło jest mieć kogoś kto rozumie cię bez słów – pomyślała - Ciekawe co on jeszcze wymyśli, a może ten tydzień nie będzie taki zły, tylko ta sobota...


      Mieszkanie Brennan


      Po kolacji Booth odwiózł Brennan do domu ,odprowadził do drzwi i zaczął się żegnać.
      -Hej ,a może wejdziesz na piwo – zapytała –jakoś nie miała ochoty się z nim rozstawać.
      - Jasne – odparł z uśmiechem wchodząc z nią do mieszkania.
      - To co będziemy robić – zapytała podając mu piwo .
      - Pooglądamy coś na twoim laptopie – odparł
      Brennan poszła po jakie chipsy a Booth włączył komedie romantyczna . Usiadła koło partnera ,a ten objął ja ramieniem i zaczęli oglądać .
      Gdy film się skończył zdążyli wypić już po # piwa i nie było mowy że Booth wróci do siebie , zmęczoną Brennan poszła do łazienki a on pościelił sobie kanapę .
      Gdy wyszła Bootha zatkało miała na sobie seksowna czerwona koszulkę – no to mam noc z głowy – pomyślał patrząc na nią z zachwytem.
      -Ślicznie wyglądasz Temp
      Brennan słysząc w jego ustach swoje imię oraz widząc zachwyt w oczach zarumieniła się – dziękuje , łazienka wolna .
      Booth szybko się umył i wrócił do partnerki , gdy wyszedł zauważył ja śpiąca na kanapie , wyglądała cudownie. Wziął ją na ręce i zaniósł do sypialni.
      Gdy kładł ja na łóżku Brennan otworzyła oczy i szepnęła
      – Dziękuję - przybliżyła twarz chcąc pocałować go w policzek, w tej samej chwili Booth przekręcił głowę ich usta spotkały się w niespodziewanym pocałunku.
      Brennan szerzej otworzyła oczy - a jej partner pomyślał - raz się żyje i pogłębił pocałunek.. Z początku Brennan nie zareagowała ,ale po chwili zaczęła oddawać pocałunki. Całowali się przez chwilę, w pewnym momencie Booth znalazł się na łóżku przy Brennan, patrzył na nią roziskrzonym wzrokiem.
      – Powoli nie mogę jej przestraszyć – pomyślał przerywając pocałunki i przytulając partnerkę do siebie.
      Brennan cicho westchnęła – Ale się porobiło – pomyślała –przecież to mój partner nie powinno do tego dojść , jednak nie miała ochoty uciekać postanowiła poddać się chwili ..
      Położyła głowę na jego ramieniu pocałowała lekko i powiedziała – Dobranoc – zamknęła oczy i zaczęła zasypiać.
      Booth słysząc słowa Temp uśmiechnął się w ciemności – Dobranoc – odpowiedział – przytulając ja mocniej.
      Zasypjając pomyslał ze Brennan go nie odepchneła i zaakceptowała zaistniała sytuacje miał nadzieję ze jutro nie będzie tego zalować bo on chciał aby sprawy rozwijały się dalej . II.

      Mieszkanie Brennan CDN.

      Brennan budziła się powoli miała taki piękny sen ona i Booth razem …
      Nagle poczuła silną rękę obejmującą ja w pasie, powoli odwróciła głowę i zobaczyła uśmiechniętą twarz partnera spłoszona spojrzała w jego oczy.
      - Dzień dobry – powiedział Booth – całując ją lekko w nos
      – Musze przyznać że masz bardzo wygodne łóżko, gdybym to wiedział już dawno bym się wprosił a nie spał na tej koszmarnej kanapie – dodał z komiczną miną spoglądając na nią . Mam nadzieję że mnie nie odepchnie - pomyślał czekając na jej reakcję.
      A więc to nie był sen – pomyślała słuchając jego monologu- Co dalej ? - zastanawiała się.
      - Temp?- słysząc swoje imię uśmiechnęła się – A co tam przecież nic się nie stało- pomyślała.
      - Stop, jeszcze śpię a mój mózg nie zdążył zarejestrować tego co powiedziałeś – odpowiedziała – jak zrobisz dobrą kawę to odzyskam komórki myślowe i zastanowię się czy cię wykopać czy …- nie dokończyła bo zaczął ją łaskotać.
      - Mam lepszy sposób na pobudkę – wtrącił – zimny prysznic !
      - Ok. , ok. ,przestań już się obudziłam , wstajemy bo czeka mnie dużo pracy a mam czas tylko do 17- tej – spojrzała na niego zaczepnie – a swoją drogą co dziś będziemy robić – zapytała.
      Booth już miał odpowiedzieć gdy zadzwonił telefon.
      - Brennan słucham – powiedziała do słuchawki, obserwując jak Booth wygrzebuje się łóżka i idzie do łazienki- swoją drogą jest świetnie zbudowany – pomyślała.
      - Słonko co z tobą, słuchasz mnie? – śmiała się do słuchawki Angela – I kto jest świetnie zbudowany ?
      - Co? – otrząsnęła się Brennan- ładnie powiedziałam to na głos - Cześć Ang, właśnie myślałam o motywach książki i dostałam natchnienia – skłamała, mażąc by Angela uwierzyła
      - Jasne, a zamierzasz przyjść do pracy , bo już dziesiąta a Ty i „twój rycerz w lśniącej zbroi„ zaginęliście – odparła Ang ze śmiechem .
      - Żartujesz- spojrzała na zegarek – zaraz będę pa.
      - Booth – krzyknęła w stronę łazienki – wyskakuj , musze szybko jechać do pracy.
      - Czemu mnie nie obudziłeś wcześniej ?
      Wyłonił się z łazienki z uśmiechem – Spałaś tak smacznie że szkoda było cię budzić ,a ja mam właśnie na 11. Więc – uśmiechnął się .
      - Oh ty – dała mu kuksańca w bok – poczekaj jeszcze się policzymy – dodała – a teraz szybko do pracy.
      - A kawa? – zrobił proszącą minę.
      - Masz czas jak będę w łazience, jak nie kupimy po drodze - odparła znikając w drzwiach .


      Dzień 2

      Instytut

      Brennan biegiem wpadła do gabinetu, przebrała się i pobiegła do Zacka i nordyckiej mumii. Booth z uśmiechem obserwował jej poczynania, odetchnął gdy rano nie wyrzuciła go za drzwi a nawet żartowała , miał nadzieję że coś się zmieni w ich relacjach i zamierzał kuć żelazo póki gorące – Hej - zawołał kierując się do drzwi – Pamiętaj 17 wychodzimy.
      Brennan spojrzała na niego nieprzytomnie – Ok, a teraz nie przeszkadzaj. Cześć.
      Angela, Hogins i Cam ze zdumieniem obserwowali wymianę zdań oraz zachowanie partnerów .
      - Chyba straciliśmy jakiś wątek – zauważyła Cam
      - Tak uległej Brennan jeszcze nie widziałem - dodał Hogins i oboje spojrzeli na Angelę.
      - Hej , nie patrzcie tak , jestem równie zdziwiona ,ale zobaczymy – odparła kierując się w stronę Brennan.
      - Hej, słonko – zagadnęła – Wyspana czy świetnie zbudowany nie dał ci spać? – dorzuciła czekając na reakcję.
      - Co – w pierwszej chwili Brennan nie załapała – Ang ,mówiłam ci że chodzi o książkę , a spałam sama –odparła mając nadzieję ze Ang odpuści- A teraz przepraszam ale mam mnóstwo pracy.
      - Akurat, na razie dam ci spokój ale to jeszcze nie koniec – powiedziała Angela odchodząc śmiejąc się z miny przyjaciółki .


      Gabinet Bootha

      Seelei siedział nad zaległymi raportami nie mogąc się skupić, ciągle miał przed oczami śpiącą Temp oraz ich pocałunki. Zrezygnowany opadł na fotel i zamknął oczy.
      Cieszył się że Brennan w tak naturalny sposób przyjęła zmiany zachodzące w ich relacjach, miał nadzieję ze ona czuje to co on. A z pełną świadomością mógł powiedzieć ze zakochał się w swojej partnerce, wiedział że nie chodzi tylko o jej piękne ciało, ale o sposób bycia, intelekt, słowem wpadł po uszy. Miał nadzieje w ciągu tego tygodnia uda mu się odkryć jakie uczucia żywi do niego Temp i zdobyć jej serce a na razie miał dla niej niespodziankę na dzisiejszy wieczór .Uśmiechnął się na myśl o jej reakcji .
      - Agencie Booth śpi Pan – usłyszał – ma pan jeszcze 6 zaległych raportów.
      Booth otworzył oczy i spojrzał na nowy stos dokumentów ,przyniesiony przez stażystę. Skrzywił się i wziął do pracy . Mam nadzieję ze uda mi się skończyć choć najważniejsze do 17 – pomyślał wracając do analizy przeprowadzonych śledztw.




      Wieczorem….

      Partnerzy śmiejąc się w mieszkaniu Brennan czyścili ubranie .
      - Musze przyznać ze to najlepszy wieczór jaki z tobą ostatnio spędziłam – powiedziała Brennan wycierając resztki farby z włosów.
      - Wiedziałem że ci się spodoba – odparł Booth wycierając twarz - nie co dzień możesz bezkarnie strzelać do agenta federalnego- dodał.
      - Szczególnie z farby, widać ze cię pobiłam ,wyglądasz jak paleta malarza – śmiała się Brennan zdejmując żakiet.
      - Lepiej popatrz na siebie, wyglądasz jak abstrakcja malarska – odciął się Booth.
      - Dobra wiedziałam że nie znasz się na żartach.
      - Ja ,a kto pozwolił sobie rozbić pomarańcz na twarzy – zapytał.
      - Za to ja jestem prawie cała fioletowa – westchnęła zrezygnowana – idę pod prysznic.
      - A co z twoim ubraniem musisz chyba jechać do domu – powiedziała z nutką żalu .
      Booth słysząc jej ton uśmiechnął się – Nie , ja się przygotowałem na tą bitwę , mam ubranie w aucie, jak weźmiesz prysznic zamówię kolację, wykąpię się i pooglądamy filmy na laptopie .
      Brennan słysząc to obdarzyła go promiennym uśmiechem – Zgoda , Tajskie ?
      - Ok. – powiedział -Dziś oglądamy Horror – dodał .
      Gdy zmyli z siebie farbę zabrali się do jedzenia popijanego wyśmienitym winem , rozmawiali o minionym dniu jednak żadne nie wspomniało o pocałunku i nocy którą razem spędzili. W końcu usadowili się na kanapie, zaczęli drugą butelkę wina i oglądali film. Booth ze śmiechem i fascynacją obserwował reakcję pani antropolog, która nie bała się pochylać nad strasznie wyglądającymi ofiarami ,a ze strachem reagowała na często komiczne sceny filmu .
      - Booth – zapytała w pewnej chwili Temp – Czy my nie przekraczamy linii?
      - Skarbie ta linia już dawno pękła – odpowiedział obejmując ja i lekko całując w usta.
      Temp słysząc te słowa odprężyła się przytuliła do partnera i zajęła oglądaniem filmu.
      Po zakończonym filmie Booth wyłączył laptopa i chciał zapytać gdzie ma spać, ale zauważył lekko przerażony wzrok Temp – Skarbie co jest? – zapytał .
      - Jeśli myślisz że, śpisz na kanapie to zapomnij – powiedziała lekko spłoszona – to ostatni horror jaki oglądałam- dodała – prowadząc go do sypialni.
      - Hej jestem przy tobie – powiedział kładąc się obok Temp – to tylko głupi film – dodał widząc że drży.
      - Dobranoc – powiedziała wtulając się w ciepłe ciało partnera .
      -Dobranoc – odpowiedział , całując jej włosy.
      Brennan jeszcze przez chwilę leżała rozmyślając o zmianie ich relacji , mam nadzieje ze nie będziemy tego żałować – myślała – Booth jest moim najlepszym przyjacielem, partnerem , a teraz ..
      Odwróciła głowę i pocałowała go w usta , Booth otworzył oczy i odwzajemnił pocałunek , spojrzała mu w oczy, to co w nich zobaczyła pozbawiło ja tchu.
      Uniosła dłoń dotykając jego twarzy – Nie chcę aby cos zepsuło naszą przyjaźń.
      - Skarbie to nie tylko przyjaźń – odpowiedział obdarzając ja namiętnym pocałunkiem, Brennan oddawała pocałunki, zatracała się w tej chwili wiedziała ze dużo ryzykują ale nie potrafiła oszpeć się pokusie.
      Atmosfera stawała się coraz gorętsza, pocałunki palące ,dłonie szukały bliskości drugiej osoby , rozpaleni oderwali się od siebie.
      - Myślę ze najwyższy czas spać – powiedział resztą opanowania Booth.
      Brennan słysząc to uśmiechnęła się – Dobranoc – wróciła do wcześniejszej pozycji w ramionach partnera- wiedziała ile wysiłku kosztuje go to opanowanie, cieszyła się ze nie chce niczego przyśpieszać, mamy czas pomyślała zasypiając.
      Booth przytulił ponętne ciało Temp ,wiedział ze dzisiejsza noc mogła skończyć się inaczej ale nie chciał niczego przyspieszać – Muszę poznać twoje uczucia – pomyślał zasypiając.


      CDN

      • Świetnee... :)) Z rasztą jak każde twoje FF :)) Czekam na cd i mam nadzieje ze pojawi sie juz niedługo :))

      • Baardzoo fajne opowiadanie:) Czekam następne.

        • WOW piszcie! ja chce wiecej!!! czekam na cedeka!

          • Ojj nawet nie macie pojęcia jak się ciesze że Wam sie podoba... ;)
            Noo ok to kolejny cedek ;p


            Booth podwiózł ją pod Instytut a sam pojechał załatwić "pewną ważną sprawę". Gdy Bones weszła, zauważyła swoją ekipę, która już przyglądała się szczątkom.
            Powiedziała że się przebierze i zaraz wróci. Jak to zawsze bywało - pani Montenegro podążyła za nią. Antropolog właśnie zdejmowała płaszcz,
            kiedy jej przyjaciółka rozsiadała się na kanapie ciągnąć ją za sobą.
            - Musimy pogadać. - Oznajmiła artystka.
            - Kiedy indziej Ange... Teraz nie mam za bardzo czasu. - Westchnęła naukowiec.
            - Pięć minut już go nie zbawi...
            - Tak, racja. To mów, ale szybko.
            - Noo to jak tam między Tobą a Boothem??
            - A jak ma być?? Normalnie. - Zamyśliła się na chwilę. - W prawdzie to jest tak jak kiedyś. Noo pomijając tylko to że sypiamy razem, całujemy się,dotykamy...
            - Mogłaby tak wymieniać w nieskończoność, ale przerwała jej Angela.
            - I dla Ciebie to wszystko to tylko?? - Krzyknęła, a Bones spojrzała na nią przerażona. - No nie... Nie wierzę. To oznacza że to dla Ciebie nic nie znaczy??
            - Jasne że nie!! Co Ci przyszło do głowy??
            - No ja mam nadzieje!! Bo my wszycy juz od początku widzieliśmy że Was do siebie ciągnie. Gdybyś nie wypiła o drinka za dużo może nie zdarzyłoby się to tak szybko, ale na szczęście wypiłaś i wyszło to Wam na dobre... - Dokończyła swój wywód malarka.
            - Angelo Montenegro!! Czy tak z łaski swojej, mogłabyś nie krzyczeć na cały Instytut!! - Za swoimi plecami ujrzały nieco rozzłoszczoną Camille.
            - To było aż tak słychać?? -Zapytała, a jako odpowiedź ujrzała tylko trzy potakujące postacie. - No ok, niech wam będzie... Ale mam racje, nie??
            - Noo co do tego to się z Tobą zgodzę Skarbie. - Odparł Hodgins, po czym zwrócił się do Brennan. - Mam przeanalizować próbki gleby, jak się domyślam??
            - Tak. Ok to zabierajmy się do pracy. - Odparła Bones i wszyscy udali się w kierunku szczątek.

            Dochodziła 21 a pani antropolog nadal stałą pochylona nad kośćmi. Nagle usłyszała dobrze znane jej kroki. Tak, była pewna, to On.
            - Ty jeszcze tutaj?? Po co w ogóle o to pytam... - Podszedł i pocałował ją delikatnie. - Chodź już do domu, co??
            - Booth, mam jeszcze sporo pracy...
            - Ja też, ale to nie powód by siedzieć tu całą noc.
            - Ty idź do domu a ja jeszcze chwile popracuję i też pójdę.
            - Taaa, jasnee... Czyli będziesz pracowała do 3 nad ranem, potem stwierdzisz że nie ma sensu już iść do domu i prześpisz się na kanapie w swoim gabinecie.
            Za dobrze Cię znam... Chodź już do domu i bez gadania. - Popchnął ją w kierunku jej gabinetu.
            - Wiesz, chyba masz racje. Jedźmy do domu. - Rzekła a na jej twarzy zagościł lekki uśmieszek.
            Kiedy już wsiadali do samochodu, Booth w końcu się odezwał:
            - A tak w ogóle to do czyjego domu jedziemy?? Do Ciebie czy do mnie??
            - Ja do siebie a Ty do siebie. - Odparła Temperance z poważną miną. Spojrzał na nią nie ukrywając zdziwienia.
            - Żarty sobie stoisz??
            - Niee... - Popatrzała w jego czekoladowe oczy, które posmutniały. - A właściwie to tak.
            - Czyli jak w końcu??
            - Jedziemy do Ciebie. - Zadeklarowała z tajemniczym uśmiechem.
            - Jak sobie pani życzy. - Uśmiechnął się szeroko i wcisnął pedał gazu.

            Gdy weszli do mieszkania, Bones która czuł się tam jak u siebie, zmierzając w kierunku kuchni zapytała:
            - Jesteś głodny??
            - Strasznie...
            - To na co masz ochotę??
            - Najbardziej... - Przerwał i rzucił jej znaczące spojrzenie, po czym dokończył. - To na Ciebie.
            - A wiesz, że to w cale nie jest taki głupi pomysł. - Podeszła do niego i zaczęła namiętnie całować. Nim dotarli do sypialni, większość ich garderoby
            była porozrzucana po całym mieszkaniu. Ta noc, którą chcieli za wszelką cenę przedłużyć, była najupojniejszą ich nocą jak do tej pory.
            Kochali się bez ustanku cały czas, a kiedy w końcu opadli zmęczeni na łóżko, dał im znać o sobie jej telefon.
            - W środku nocy?? - Powiedziała i z żalem sięgnęła po komórkę. Kiedy zobaczyła że to nie sygnał dzwonienia lecz budzik, nagle oprzytomniała.
            - Seely, spójrz. - Mówiła podając mu telefon na którym widniała godzina 6.01. Tylko jęknął.
            - Ale to oznacza, że mamy jeszcze przynajmniej pół godziny więc... - Nie zdążył dokończyć, ponieważ usta zamknął mu długi, pełen czułości pocałunek.
            Błogi spokój nie trwał jednak wiecznie. Niedługo rozległo się pukanie do drzwi. Za pierwszym razem nie zwrócili na nie uwagi, jednak za drugim razem
            agent oderwał się od swojej partnerki i spojrzał w kierunku wejścia.
            - Nie otwieraj, proszę. To na pewno nic ważnego. - Szepnęła błagalnym tonem naukowiec.
            - Może i masz racje. - Odrzekł i kontynuował obsypywanie jej pocałunkami. Ale osoba stojąca za drzwiami nie dawała za wygraną.
            Teraz głośnemu pukaniu, a wręcz dobijaniu się, towarzyszył dźwięk dzwonka. Para opadła bezsilnie na łóżko, ciężko wzdychając.
            - Idź, otwórz. To musi być naprawdę coś ważnego. - Westchnęła i podała mu jego szorty. Ubrał je z uśmiechem i poszedł otworzyć.
            Gdy przez wizjer ujrzał Rebecce, zaczął szybko krążyć po mieszkaniu zbierając ich ubrania. Na koniec wrzucił je pośpiesznie do łazienki i otworzył drzwi.
            - Obudziłam Cię?? - Zapytała blondynka.
            - Tak. Znaczy właściwie nie, już miałem wstawać. Wejdźcie. - Zaprosił ich gestem do środka. - Przecież miałaś mi go przywieźć dopiero jutro...
            - Zgadza się, ale moi rodzice chcą żebym go do nich podrzuciła na weekend i chciałam żeby się z Tobą pożegnał.
            - Aha... W takim razie zabiorę go w następny weekend. - Tu zwracając się już do chłopca. - Chodź się pożegnać.
            Zaczęło się przytulanie i obdarowywanie całusami, a kiedy skończyli Parker zapytał:
            - Tato,a mogę jeszcze iść poskakać po twoim łóżku??
            - Nie, Parker. Lepiej nie. - Odparł trochę zmieszany, co nie uszło uwadze Rebecci.
            - Ale dlaczego?? Przecież zawsze mogę.
            - Powiedzmy że to taka zamiana. Ty nie skaczesz po łóżku i w zamian jedziesz do babci i dziadka.
            - Noo dobrze.
            - Chodź Parker, pójdziemy już. Nie będziemy przeszkadzać tacie. - Wtrąciła się matka ślicznego chłopca.
            - Niee, nie przeszkadzacie.
            - Tak, wiem. - Powiedziała z nutką ironii w głosie. - Mam nadzieję że ją kiedyś poznam. - Szepnęła i szeroko się uśmiechnęła.
            Booth wiedząc że już się nie wymiga, odwzajemnił uśmiech i pożegnał ich. W tym momencie z pokoju wyszła Brennan.
            Agent FBI spojrzał w jej kierunku nie mogąc oderwać wzroku. Ubrana była tylko w dolną cześć bielizny i jedną z jego białych koszuli.
            - Nie mogłam znaleźć swojej bluzki. - Uśmiechnęła się, podeszła i pocałowała go. Trwali tak, gdy znów rozległo się pukanie do drzwi.
            Oderwali się od siebie jak oparzeni i Booth otworzył. To znów była Rebecca.
            - Zapomniałam torebki. - Powiedziała i udała się do kanapy. Złapała torebkę i odwróciła się. Kiedy zobaczyła Temperabce zaczęła się śmiać.
            - Wiedziałam,ja to po prostu czułam że będziecie razem. Życzę wam szczęścia. - Dokończyła i opuściła mieszkanie. Partnerzy stali osłupiali.
            Po chwili drzwi ponownie się uchyliły i usłyszeli tylko:
            - O ile wiem w pracy macie być o 8.00 a jest 7.17, więc nie zostało wam dużo czasu.
            Po tych słowach zaczęła się krzątanina i popędzanie siebie nawzajem. W końcu ruszyli do pracy.

            - ...Więc denat albo mieszkał nieopodal kopalni lub był tam przed śmiercią a może nawet w jej czasie. - Mówił Hodgins. - Dr. Brennan, słucha mnie pani??
            - Co?? Aaaa, tak, tak.
            - Więc teraz pani powiadomi Bootha??
            - Najpierw zaniosę czaszkę Angeli, może uda jej się ustalić kto to. Jest u siebie??
            - Tak. Przynajmniej była tam jeszcze 5 minut temu.
            Bones skierowała się ku gabinetowi przyjaciółki. Gdy weszła zobaczyła malarkę oglądająca zdjęcia.
            - Co to za zdjęcia?? - Rzekła, choć dobrze wiedziała kto na nich jest.
            - To zdjęcia moje i Jacka, ale to nie ważne. Co Cię do mnie sprowadza?? - Zapytała z uśmiechem.
            - No więc, czy mogłabyś zre... - Mówiła wyciągając przed siebie czaszkę, lecz pani Montenegro jej przerwała.
            - Tak, wiem. Zrekonstruuje czaszkę za pomocą naniesionych markerów, a potem poszukam w bazie danych osób które mogą pasować.
            - Dzięki.
            - Źle wyglądasz. Jesteś chora??
            - Nie, po prostu się nie wyspałam. - Odpowiedziała zatrzymując się przy drzwiach.
            - Zapewne znów pracowałaś do późna, potem spałaś w gabinecie a rano pojechałaś do domu się przebrać, czyż nie?? - Mówiła pewna siebie Angela.
            - Nie Ang. Tym razem się mylisz. - Odparła z tajemniczym uśmiechem i ruszyła do siebie.

            Po około półtorej godziny spędzonych nad papierami, Temperance postanowiła znów zajrzeć do swojej przyjaciółki.
            Idąc w stronę jej gabinetu spotkała Zacka.
            - Dr. Brennan, czy mógłbym wyjść dziś wcześniej??
            - Jasne. - Rzekła bez zastanowienia, co zdziwiło ją samą.
            - Tak po prostu mogę?? Nie zapyta się pani czy już wszystko zrobiłem?? - Dopytywał się zdziwiony młodzieniec.
            - Tak, tak po prostu możesz, ponieważ wiem że nie zapytałbyś gdyby było jeszcze coś do zrobienia. A teraz już leć. - Uśmiechnęła się i poszła.
            - Dziękuje dr Brennan!! - Krzyknął zadowolony i skierował się ku wyjściu.
            W drzwiach gabinetu artystki wpadła na uradowanego Hodginsa. Nie chcąc już nic mówić, pokręciła tylko głową śmiejąc się przy tym.
            Nieco skrępowany Jack szybko opuścił pokój, zostawiając panie same.
            - Masz już coś?? - Zapytała, spoglądając na malarkę znacząco.
            - Tak, włąśnie przed chwilą miałam Ci to zanieść, ale sama wiesz jak to jest... - Mówiła Angela, zapinając ostatni guzik bluzki. - Ofiara to Greg Calvin.
            Lat 24...
            - 24??
            - Tak..
            - To tyle samo jak tamta kobieta...
            - Myślisz, ze to seryjny morderca??
            - Nie wiem, możliweee. - Końcówkę ostatniego słowa przeciągnęła ziewając.
            - Ile spałaś?? - Spytała malarka.
            - W ogóle nie spałam.
            - Super. Całą noc pracowałaś, lecz nie w instytucie??
            - Można tak powiedzieć. - Zamyśliła się na chwilę antropolog, uśmiechając się lekko. - W końcu jest to tez pewien rodzaj pracy...
            - Chyba nie mówisz o...
            - Tak, właśnie o tym mówię...
            - Niee... Całą noc?? Calutką?? - Dopytywała się zdziwiona pani Montenegro, nie mogąc uwierzyć własnym uszom. W odpowiedzi zobaczyła tylko
            kiwającą Temperance, na której twarzy malował się szeroki uśmiech. - Że bez np. godzinki przerwy??
            - Bez. - Zaprzeczyła naukowiec.
            - Wow, Sweety... Na kogo Ty trafiłaś?? - Zaśmiała się. - A o której wyszłaś, znaczy wyszliście z Jefferson??
            - Było jakoś po 21...
            - A o której wstaliście?? - Drążyła dalej narzeczona Hodginsa, lecz jej przyjaciółce to nie przeszkadzało.
            - Po 7 chyba...
            - Wow... Nie wiem co powiedzieć...
            - To nic nie mów... - Zaśmiała się Bones i w tym samym momencie rozdzwonił się jej telefon. - Brennan. O cześć Booth. Miałam właśnie dzwonić, ale zagadałam się z Angelą. A o niczym ciekawym.
            - Mówiłyśmy o Tobie. - Krzyknęła Ange.
            - Nie, nie mówiła nic ważnego. - Powiedziała do agenta, odsalutowała i wyszła z gabinetu przyjaciółki. Artystka opadła na krzesło, ciężko wzdychając.
            "A mogłam się za niego wziąć..." - pomyślała i wybuchła głośnym śmiechem...

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: