To był długi i burzliwy rejs ale statek w końcu dopłynął do portu...................................

......... Obejrzenie tego serialu zabrało mi prawię dekadę. Pierwszy raz podszedłem do niego w okolicach 2009 roku. Obejrzałem pilota, potem kolejne 2 odcinki i tak strzeliły 2 sezony. Drugi raz podszedłem w okolicach 2011/12 roku, zaczynając od początku. Dobrze zrobiłem bo to jest jeden z takich seriali do których trzeba chyba dojrzeć. Trzecie podejście było w 2014/15 roku, kiedy obejrzałem go od początku i zatrzymałem się na 8 odcinku 7 sezonu. Lada chwila po przerwie miał wyjść odcinek 8, pierwszy z 7 finałowych. I po raz kolejny rozstałem się z serialem na około 1,5 roku. Wczoraj obejrzałem ostatni odcinek, kiedy to po raz kolejny obejrzałem cały serial od początku.

Dla mnie serial plasuje się w pierwszej 5 najlepszych jakie dane było mi oglądać. Tak jak wcześniej napisałem, do tego typu produkcji trzeba chyba wewnętrznie dojrzeć, emocjonalnie i życiowo. Nie chodzi tylko o kategorię (Dramat) ale o całą linię fabularną i styl życia pokazany w serialu. Sam serial jest swego rodzaju wehikułem czasu, który zabiera widza w podróż do świata i USA lat 60, bo wtedy cała akcja się dzieje. Dzięki temu można obserwować życie, kulturę i obyczajowość tamtej dekady (oś serialu toczy się w latach 1958/9-1970/71), okres bardzo ważny w historii USA, co przewija się również w samym serialu (zabójstwo braci Kennedych, zabójstwo Luthera Kinga, wojna w Wietnamie, Lot na księżyc, bunt pokolenia hippisów, odejście od segregacji rasowej).
W Mad Menie najważniejsza jest narracja i świetnie nakreślone postaci. Kapitalnie pokazana jest technika Storytellingu, stosowana dziś w skutecznej sprzedaży, można obserwować kulisy amerykańskiej branży reklamowej lat 60-tych a także niuanse związane z biznesem w Stanach tamtego okresu.

Kilka słów o postaciach w serialu:

Don Draper - zdecydowanie mój numer 1. Fenomenalna gra aktorska, świetnie obsadzony aktor, to on sprawił, że byłem ciekawy dalszych odcinków.

Roger Sterling- bardzo mocna 2, choć uważam, że na równi z Hamm'em zbudowali wielkość tego serialu. Bohater lekko tragiczny lub też tragiczno-ironiczny. Potrafi kraść scenę za sceną, oglądając go poprawia się nastrój.

Joan Halloway/Harris- moja ulubiona rola kobieca, postać również tragiczna. Kolejny wielki punkt dla ludzi od castingów. Bardzo fajna i dynamiczna rola.

Betty Draper/Francis - mam mieszane odczucia, ostatecznie postać tragiczna, na pewno dobrze zagrana, ale sama postać wywołuje u mnie ambiwalentne odczucia. Z płytkiej, nudnej kury domowej, która była nagrodą i dostawką do wyidealizowanego życia Don'a w pierwszych 3 sezonach, stała się jeszcze bardziej cyniczną, zawziętą kobietą po porzuceniu go dla Henry'ego. Zwrot samej postaci następuje pod koniec i wydawał mi się lekko naciągany i pospieszany ale o tym dalej.

Peggy Olsen- bohaterka dynamiczna. Od szarej myszy, małej, zastraszonej, grzecznej dziewczynki, wrzuconej w sam środek nowojorskiej sodomy, przeistoczyła się w silną, zdecydowaną, błyskotliwą i waleczną manager'kę, łamiącą stereotyp roli kobiety w społeczeństwie amerykańskim lat 60-tych. Ciekawie się ogląda jej postać na przestrzeni 7 sezonów.

Peter Campbell- również postać dynamiczna, choć nie tak jak Peggy. Z irytującego, wyniosłego, pretensjonalnego dupka, pochodzącego z przebrzmiałego WASP'owskiego rodu , który patrzył na świat jak na swoje królestwo w którym musi udowodnić, że jest godzien noszenia korony przeistoczył się w nawet strawnego gościa, pod koniec. Jeden z takich bohaterów, który myślisz lub trzymasz kciuki za to, żeby zniknął gdzie po 2-3 sezonie, ale na koniec nawet się cieszysz, że dotarł do finału i stał się jednym z głównych bohaterów serialu.

Bert Cooper- postać 2-go a nawet 3-cio planowa, ale dla mnie osobiście symboliczna. Sceny z nim mocno zaznaczały mi się w pamięci, typ człowieka, który mówi niewiele ale jak coś powie to zwrócisz na to uwagę. Przedstawiciel "starej gwardii" w serialu. Odcinek w którym zmarł, był serialowym " End of an era", zwłaszcza w odniesieniu do tego co scenarzyści postanowili pokazać w ostatnich 7 odcinkach.

Lane Price- postać 3-planowa, która przewinęła się przez około 2 sezony ale dla mnie ważna i dobra pod względem aktorski i tego co wniosła. Bohater tragiczny, zarówno poprzez samobójczą śmierć jak i historię pokazaną na ekranie. Na pewno mocno dołożył się do faktu, że moim zdaniem, zagrał w 2 lepszych sezonach serialu.

Ted Chaough- postać tragiczna, lubię go bo jest milszą, bardziej empatyczną wersją Dona, świetnie się uzupełniali na etapie krótko przed i w trakcie istnienia SC&P, smutny koniec, uwieńczający kolejne decyzje, które podejmował. Pozytywna postać mimo tragizmu.

Postacie niewymienione, które wpłynęły na jakość serialu: Ken Cosgrove, Harry Crane, Stan Rizzo, Megan Draper, Freddy Rumsen, Duck Phillips, Sally Draper.

ZAKOŃCZENIE SERIALU.
7 sezonów jak na współczesne seriale w Stanach to przyzwoita ilość. Od razu przyznam się, że nie śledziłem informacji około serialowych ale jednym z pierwszych odczuć po obejrzeniu odcinka finałowego i poukładaniu sobie 7 sezonów było to, że scenarzyści i producenci przymierzali się do jeszcze jednego sezonu ale ktoś dał sygnał, że po 7 odcinku, jest miejsce jeszcze tylko na 7 odcinków i gasimy światło. 7 odcinek ostatniego sezonu był symboliczny i dla mnie był odcinkiem "End of an Era". Głównie ze względu na śmierć i symbolikę tejże śmierci Bert'a Cooper'a. Człowiek, który od samego początku był jakby oderwany od pozostałej "ekipy", patrzący na nich jak na dzieci, które nic o życiu nie wiedzą, był swego rodzaju ojcem i patronem tego serialu. Bardzo fajny i inteligentny odcinek, człowiek minionej epoki, który wielokrotnie wspominał i dążył aby jego praca i firma wystrzeliła na księżyc umiera w momencie jak jest światkiem lądowania Armstronga na księżycu. Człowiek "podbił" kosmos, Bert mówiąc -Niesamowite, umiera, zamykając pewien rozdział. Scena finalna, kiedy tańczy jest ukłonem w stronę aktora, który jest znany głównie z musicali na Broadway'u a sama piosenka, również nie jest przypadkiem ( jest coś więcej poza zdobyciem księżyca). Jest to ostatnia :ojcowska rada Berta dla Dona.

8 odcinek rozpoczął się w stylu starego dobrego Mad Men'a. Ale przeskok był widoczny. Nagle pojawiły się wąsy i zmieniły fryzury. Właściwie chyba tylko Don wyglądał ta jak na początku. Akcja zaczyna nabierać przyspieszenia, aby w pewnym momencie zrobić się wyścigiem do ostatniego, który się utrzyma w trasie (stąd moje odczucia jakby nagle musieli skondensować to co mieli w głowie w ramach zakończenia w 7, ostatnich odcinkach).
Więc co właściwie się stało i jak zakończono 7-sezonowy projekt dramatyczny pt. "Mad Men"? Zaznaczam, że jest to moja własna interpretacja.
SC&P przestaje w końcu istnieć. Coś o co walczyli, praktycznie przez cały serial w końcu się stało. Agencja została całkowicie wchłonięta przez tych, przed którymi bronili się od początku: MacCann-Erikson. Wygrała chęć zarobienia pieniędzy, obietnica wejścia do najwyższej ligi, wygrała chęć zdjęcia rąk ze steru i oddania go komuś innemu, odetchnięcia. Łączę to ze śmiercią Berta i jego słowami do Roger'a swojego partnera: Ty nie jesteś liderem, kiedy powiedział to w swoim ostatnim odcinku.

Betty - po 7 sezonach, skazali ją na śmierć. Ma przegrać z rakiem płuc w zaawansowanym stadium. Pozwalają się jej zrehabilitować posyłając ją na studia z psychologii. W końcu ma pokazać, że nie jest tylko nudną, z wiekiem coraz bardziej cyniczną, bezbarwną kurą domową, która jest dostawką swojego męża. Po 7 sezonach podejmuje po raz 2 niezależną decyzję (pierwszą było odejście od Dona), chcąc się realizować intelektualnie. Good for her. Trzecią decyzją, dość samolubną le również symboliczną, jest jej decyzja o odejściu z tego świata na jej warunkach. Przestaje być życiowym popychadłem. Postanawia nie walczyć z chorobą tylko na swój sposób ją akceptuję, daje dyspozycje co do jej śmierci Sally, pozwala na zmianę pokoleniową i decyduje o nieangażowaniu Don'a w zaistniałą sytuację. Ostatnia sceną z nią jest również symboliczna: Sally zajmuje jej miejsce, myjąc naczynia i z krnąbrnej, lekko mdłej dziewczyny, przez cały serial traktowanej, jak dzieciak, niedojrzała smarkula, staje się Panią domu a ona sama pali papierosa siedząc, w milczeniu, jakby czekała na nieunikniony koniec.

Ted - z prawie idealnego współwłaściciela agencji reklamowej, dyrektora kreatywnego, którego nie ścigają demony przeszłości kalibru demonów Dona, prowadzący na przekór temu co jest pokazywane, małżeństwo idealne jak na tamte standardy, z Nan, w końcu poddaje się pokusie i zakochuje w Peggy, podejmuje decyzję tragiczną: chcąc ratować małżeństwo usuwa z pola widzenia tą, która może temu przeszkodzić i przenosi się do Kalifornii z rodziną. Tam popada w depresję, zaczyna się gubić, traci na znaczeniu. Ostatecznie jego małżeństwo nie wytrzymuje próby czasu, chce się wycofać całkowicie z pracy w reklamie, nie chcąc babrać się w politykę firmową i grę z gigantami w branży, rozliczenia finansowe. Traci przyjemność nawet z tego co go trzymało w branży czyli tworzeniu i byciu kreatywnym dyrektorem. W między czasie stracił partnera z firmy, którego nad wyraz cenił (tak to odebrałem) a w ostatecznym rozliczeniu traci drugiego, kiedy wypalony i depresyjny nie broni Jim'a Cutlera, swojego byłego partnera w CGC, zafiksowanego na pieniądzach i prywatnej vendett'cie przeciwko Draper'owi, zostaje w firmie, przekształconej w spółkę-córkę a tak naprawdę oddział giganta jaki jest MacCann. Ostatecznie ten, który cenił sobie niezależność, chciał się w końcu wydostać z branży i rozpocząć coś od nowa, uciekał od firm typu MacCann Erikson, jako jedna z 3 osób ma zostać w jej szeregach jako jeden z kilkunastu dyrektorów kreatywnych. Ostatnia scena z nim (odcinek 12) kiedy spogląda na wychodzącego Don'a z sali konferencyjne, kiedy to Don uświadomił sobie, że to nie jest miejsce dla niego, nie pasuje tam, pokazuje z jednej strony smutek, że traci towarzysza a po chwili podziw, że miał "jaja", żeby tak się zachować i odejść o tego albo takiego stołu.

Peggy- uzupełniając to co już napisałem o tej postaci, Peggy w finale podejmie życiową decyzję. Swoją życiową decyzję: przez 7 sezonów pokazała siłę, ambicję, hart ducha. Walczyła, żeby wyjść z roli stereotypowej kobiety lat 60-tych w USA, chcąc być (pierwszą?)kobietą copywriterem na przekór społeczeństwu. Nie miała lekko, bo pomijając jej początek, kiedy to mała, słodka i niewinna dziewica została wrzucona w gniazdo szerszeni jakim była Madison Ave. w latach 60-tych, kobiety zajmowały mniej poważne i poważane stanowiska, będące uzupełnieniem albo wyręczeniem mężczyzn. Śmiało mogę powiedzieć, że w drodze do finału serialu, będąc copywriterem, odnosząc sukcesy, zostając kierownikiem działu, poświeciła wszystko co mogła. Kariera stała u niej na pierwszym miejscu. W finale robi rachunek sumienia i po raz pierwszy na głos przyznaje się przed Stanem, że oddała dziecko ( wcześniej o tym wiedzieli tylko Don i jej rodzina, Pet chyba to wyparł), kosztem kariery, jej związki padały kosztem kariery. W końcu kiedy Stan wyznaje miłość a Peggy to odwzajemnia i cukierkowo wpadają sobie w ramiona, odrzuca życiową szansę, która byłaby spełnieniem jej ambicji zawodowych: bycia współwłaścicielem firmy, szefem samym dla siebie, posiadaniem swojego nazwiska na wejściu do firmy. Wychodzi na to, że ze Stanem postanowili zostać w firmie, której unikała dosłownie jak ognia przez 7 sezonów- MacCann Erikson. Priorytety się zmieniły.

Pete- finał serialu sprawił, że mam względem tej postaci takie odczucia jakie napisałem powyżej. Z rozpuszczonego, nadętego, zakompleksionego, irytującego bachora z wyższych sfer, który uważał, że wszystko mu się należy powstał facet, który chyba odrobił lekcję. Pete, pomimo sukcesu i szybkiem adaptacji w MacCann, w końcu odważył się zmienić branżę i zacząć coś nowego, popychany i stymulowany przez Duck'a. Postanowił dać sobie i swojej rodzinie drugą szansę i postawił na to co może być najważniejsze: rodzinę. Moim zdaniem dobre i pozytywne zakończenie tej postaci po 7 sezonach.

Joan - dynamika tej postaci jest odwrotna do Peggy. Jej postać skupiała stereotyp kobiety z okładki lat 60-tych: pozornie głupiutka, seksowna, ponętna i uległa. Pozornie. Ambicją Joan przez 7 sezonów było odnalezienie swojej miłości, ustatkowanie się i odgrywanie roli typowej kobiety lat 60-tych. Coś w niej pękło po małżeństwie, odrzuciła propozycję Bob'a, nadal wierząc w ideał miłości w ostatnim odcinku ostatecznie odrzuca to o co walczyła 7 sezonów i stawia na siebie i karierę. Odrzuca miłość, związek z zamożnym mężczyzną, sama będąc w miarę majętną kobietą na rzecz odniesienia sukcesu zawodowego. Ta która była wielokrotnie hamulcem w ambicjach zawodowych Peggy, chcąc ją sprowadzić na ziemie i pokazać, gdzie jest miejsce kobiety lat 60-tych w końcu sama postawiła na karierę, dostając przy okazji kosza od wspomnianej Peggy, która postanowiła postawić na miłość a nie karierę. Ot ironia!
Symboliczna jest ostatnia z jej scen, kiedy ma rozpisany biznes plan na białej tablicy i zaczęła działać z firmą producencką, zatrudniając sekretarkę, która informuje dzwoniącego, że dodzwoniła się do firmy Halloway-Harris. Symbolika dla mnie polega na powrocie Joan do jej panieńskiego nazwiska, co nawet w przypadku rozwodów w tamtych czasach, w większości przypadków powodowało pozostawienie nazwiska byłego męża do momentu ponownego wyjścia za mąż i przyjęcia nazwiska nowego męża (patrz Betty). Dla mnie Joan ostatecznie wyzwoliła się z roli stereotypowej kobiety lat 60-tych stając się bizneswoman, właścicielką firmy, rozwódką, która zamierza zdobyć świat.
Jej postać szczególnie podoba mi się ze względu na grę aktorską, siłę woli, wytrwałość, inteligencję, umiejętność bycia dyplomatycznym i przebiegłym oraz umiejętność kontrolowania emocji.

Roger- będzie mi go brakowało, to jest postać, która naprawdę ubarwia dzień swoim kolorytem. Kapitalnie dobrany aktor, świetnie nakreślona postać, kapitalne aktorstwo. Roger ostatecznie pogodzi się z kryzysem wieku, zapuści wąsy co być może było podyktowane ówczesnymi trendami, przestanie kompensować sobie upływający czas młodszymi partnerkami i po raz kolejny zaakceptuje upływający czas. Moim zdaniem stracił siły, żeby walczyć o firmę po śmierci Bert'a, któremu zawdzięcza bardzo dużo, który to był liderem i zdrowym rozsądkiem ich duetu biznesowego. Gdyby nie Bert, Roger zapewne przepuściłbym odziedziczony majątek na dekadenckie i rozpustne życie. W finale Roger pogodził się, że nie jest już jednym ze sterników a tylko jednym z trybów w wielkiej machinie. Myślę, że większość z Ted'em na czele mogła to sobie uświadomić. "Ogarnął się" i zabezpieczył przyszłość swojego nieślubnego syna, nie mając 100% pewności, że on jest ojcem. W ostatniej scenie widać, że pogodził się i zaakceptował to, że nie jest już 20/30/40 latkiem, ustatkował się z kobietą w swoim lub prawie swoim wieku, która w przeciwieństwie do poprzednich partnerek ( za wyjątkiem Joan i w pewnym sensie Jane) nie dają się prowadzić za rączkę i wchodzić sobie na głowę. Na swój czarujący i charakterystyczny sposób zamawia szampana dla siebie i swojej matki. Scena okraszona kapitalną muzyką. Jeszcze raz dzięki Roger.

Last but not least, jak to mówią amerykanie:
Don - główny bohater, kręgosłup tego serialu. Od niego serial się zaczyna i na nim kończy. Uważam to za dziejową sprawiedliwość. Don czy też Dick całe swoje życie (czyli 7 sezonów) nękany był przez swoje demony. Próbował utopić je w hektolitrach alkoholu, setkach wypalonych papierosów, kolejnych, coraz młodszych kobietach oraz innych używkach. Pieniądze nigdy nie miały dla niego wielkiego znaczenia, były nośnikiem komfortu, który powodowały w życiu. Samorodek i wunderkind branży reklamowej z nowojorskiej Madison Avenue. Człowiek, który potrafił komunikować się nie mówiąc za wiele. Postać dramatyczna. Z jednej strony facet z klasą z drugiej, według dzisiejszych kryteriów tej klasy pozbawiony. Na pewno był hipokrytą czym czasami mnie irytował a irytował bardzo często moją drugą połowę. W końcu demony go dopadają. Zaczyna się od snu, kiedy nawiedza go jedna z kobiet, która mu "umknęła", Rachel Menken/Katz. Don'a jako klasycznego zdobywcę, musiało zaboleć, że tym razem ktoś zdecydował o zakończeniu ich relacji. Gdzieś to w nim musiało siedzieć. Postanowił odszukać Rachel, być może skonfrontować się z brakiem jego zamknięcia ich znajomości, dowiedział się, że niedawno zmarła na białaczkę. Don dostał prosto w twarz dwoma aspektami życia: jego kruchością i upływem. Drugi zapalnik pojawił się na wspomnianym spotkaniu z przedstawicielami Miller'a (jedna z najstarszych i najbardziej prestiżowych firm w USA). Don zrozumiał, że już nie jest gwiazdą i nie będzie samodzielnie błyszczał na spotkaniu bo wokół siebie miał kilkunastu dyrektorów kreatywnych. Być może nie chciał być jednym z robotów korporacyjnych, będących kopią kolegi obok, być może poczuł, że dobrnął do granicy albo po prostu nadszedł jego czas. Symbolicznie spojrzał znudzony przez okno na Empire State Building i przelatujący nad nim samolot, wziął kilka podręcznych rzeczy i wyszedł ze spotkania odprowadzany wymownym spojrzenie Ted'a dla którego to była ostatnia scena w serialu. Symboliczne jest również to, że Ted jako jedyny zwrócił na to uwagę, reszta była pochłonięta spotkaniem. Don przestał być w centrum uwagi tak na prawdę od słynnego spotkania z przedstawicielami Hershey'a kiedy coś w nim pękło po raz pierwszy. Scena z ostatniego odcinka była podsumowaniem tej kwestii. Don rozpoczyna pogoń za czymś, znikając, w dla siebie charakterystyczny sposób, ruszając w podróż ku odkupieniu co było tak naprawdę ucieczką przed samym sobą- tym sobą, które prezentował światu przez większość życia. Rozpoczyna się droga ku odkupieniu gdzie do samooczyszczenia doprowadziło przyznanie się obcym osobom, że doprowadził do śmierci swojego przełożonego w wojsku (co de facto było wypadkiem), dzięki czemu ukradł jego tożsamość i wrócił do kraju z wojny, mogąc rozpocząć zupełnie nowe życie. Kolejnym elementem była pomoc młodemu chłopakowi, który chciał okraś weteranów z zebranych pieniędzy a następnie uciekać. Don postanowił uchronić młodego człowieka przed uciekaniem przez całe życie, pod zmienionym nazwiskiem. Symboliczna jest scena w której oddaje swojego Cadillac'ka młodemu człowiekowi jako prezent na nowe życie. Tym samym uważam, że zaczął kroczyć drogom samooczyszczenia co przełoży się na moją wersję zakończenia. Don trafia po raz kolejny do Kalifornii, miejsca, gdzie nie musiał nikogo udawać i mógł być sobą. Tam ląduje u Stephanie, krewnej Anny Draper. Spotkanie jej będzie również ważne w świetle mojej interpretacji zakończenia. Oboje udają się do sanktuarium, miejsca, gdzie ludzie otwierają się emocjonalnie i uwalniają od demonów, szukając balansu i sensu życia. Tam Stephanie w kolejnej symbolicznej scenie mówi Don'owi, że oni nie są rodziną dając mu do zrozumienia, że on nie jest Don'em Draperem tylko Dick'iem Whitman'em i nie można tak po prostu zapomnieć o swojej przeszłości i ruszyć do przodu. To jest ich ostatnia scena, następnego ranka Stephanie znika. Wtedy Don popada w iście katatoniczny stan, po tym jak dzwoni do Peggy i przyznaje się do tego, co było jego największym sekretem: skradzionej tożsamości i Don'ie Draper'e jako oszucie. Dla mnie ta scena to pożegnanie pomiędzy tą dwójką. Ostatecznie Don pęka podczas sesji pod koniec odcinka, kiedy to moim zdaniem ostatecznie akceptuje siebie, to kim naprawdę jest. Ta scena poza symboliką jest monumentalna, kiedy podchodzi do mężczyzny i zaczyna z nim płakać dokonując ostatecznego samooczyszczenia.
Scena zamykająca serial, kiedy Don medytuje w tle mając w akompaniamencie szum fal, wiejący wiatr i dźwięki mantry jest momentem kiedy widzimy go wolnym. Uwieńczeniem tej sceny, tej postaci jest ostatnia scena, kiedy na jego twarzy pojawia się uśmiech. Prawdziwy, szczery, pełen spokoju. Uśmiech człowieka, który po długiej podróży dotarł do domu, odnalazł siebie.
Scena zamykająca serial dla mnie jest kolejnym symbolem. Symbolem tego o co Don, Bert i reszta walczyli. Próbą schwytania smoka albo Bert'owym postawieniem stopy na księżycu. Reklama jednego z największych koncernów na świecie, z którym Sterling-Cooper i efemerydy tej agencji od zawsze chciały pracować, firmy, którą MacCann zwiódł zarząd SC&P, przykrywając prawdziwe powody wchłonięcia ich firmy. Ich Święty Gral. Sama reklama również symboliczna, multikulturalna, mająca według mnie pokazać zasięg i rolę w kreowaniu pożądania produktu na skalę światową. Chleb powszedni firm z Madison Ave. Uważam, że Don/Dick był już w tamtym momencie wolny od tego wszystkiego i reklama działa się gdzie poza nim. To już nie był jego świat.

To tyle....tak jakby :)

- Nadal uważam, że "theme song" do serialu mógłby być lepiej dobrany. Dla mnie cały czas jest zbyt dramatyczny.
- Gdybym miał wybrać 1 postać z serialu, która jest dla mnie najbardziej pozytywna i którą po prostu lubię, byłby to Freddy Rumsen grany przez Joel'a Murrey'a, brata genialnego Bill'a. Bardzo lubię tę postać i ucieszyłem się, że scenarzyści wrzucili ją na chwilę w 7 sezonie, zwłaszcza w taki sposób w jaki to zrobili. Szkoda, że postać nie została bardziej rozbudowana, być może gdyby tak się stało, straciłaby na atrakcyjności.
- Najbardziej monumentalna scena dla mnie, to prezentacja dla Kodak'a. Kwintesencja storytelling'u w sprzedaży.
- Pierwszy serial, o który "ocierałem" się tak długo. Mam nadzieję kiedyś do niego wrócić.
- Dziękuję Chinko, że mi towarzyszyłaś w tej przygodzie. Zacząłem bez Ciebie, skończyłem z Tobą. Tak jak w życiu :)
- Old Fashioned jest naprawdę smaczny. Tak samo jak Whikey Rye. Podobnie jak Don, wolę samą z lodem.
- Jeśli komuś udało się to przeczytać od początku do końca, winszuję.
- If you don't like what's being said, change the conversation.

22

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: