S08E17 - Goodbye Stranger 

W porządku, uspokoiłam się na tyle, aby napisać zrozumiały komentarz.
A więc obejrzeliśmy w końcu odcinek, na który czekaliśmy kawał czasu.
Pojawiły się moje trzy ulubione postacie. - Cas, Meg i Crowley.
Nawet przez chwilkę się nie nudziłam, akcja została dobrze wyważona.
Trochę smutku, żartów i akcji. - atmosfera świetna.
Te czterdzieści minut zbyt szybko jakoś zleciało… Ja chcę jeszcze!
Mam dziś dobry humor, więc spodziewajcie się w mojej wypowiedzi wiele słodyczy.

Na widok pierwszej sceny doznałam lekkiego szoku. Naomi zaczęła działać. I to w jaki sposób.
Cała akcja z Naomi – nareszcie, bo trochę na nią sobie czekaliśmy.
Crowley – chyba każdy wie, że jego teksty są boskie. Już wcześniej wiedziałam, że będzie błyszczał swoimi żartami.
Sam - chyba powinien nauczyć się, że dowody zbrodni trzeba chować (chusteczka).
Dean – który martwi się o braciszka (wiadomo) i swego aniołka Castiela.
Scena w krypcie – brak mi słów i jeszcze te nawiązania do innych odcinków… Przed oczami stanął mi Swan Song.
I Cas jest w końcu sobą. Zbyt długo był pod jej wpływem. Tak, wstrętna Naomi już nie będzie niszczyć naszego aniołka, kilka osób w tym ja stwierdziło ten fakt z wielką radością.
Takie jest moje pierwsze, świeżutkie wrażenie.
Więcej napiszę, kiedy uspokoję się jeszcze bardziej. Lepiej obejrzę drugi raz.

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:
o