S07e10 - karuzela żenady się kręci i nie chce zatrzymać...

Ostatni odcinek podarł mnie na kawałki. To wszystko było tak złe, słabe, naciągane, że na prawdę brakło mi słów i zastanawiam się, czy dwie gwiazdki, na które serial oceniam, to nie jest za dużo:

- Toby i Spencer - no ile razy można odgrzewać koleta?
- Była żona Ezry - któż się tego nie spodziewał...
- romans Alison i Emily - spuszczam kurtynę milczenia.
- sceny Noela z toperem i odrąbanie głowy - ciary żenady, na prawdę, tak złych scen nie ma nawet w horrorach na Puls2.
- Postrzelenie Spencer - i tak pewnie cudem zostanie uratowana, Toby przeżyje wypadek, Yvonne nie i ostatecznie Spoby będą żyli długo i szczęśliwie razem
- Ten durny pomysł z maskami - nie wiem jak to skomentować,
- I ostatecznie to, że w końcu nadal nic się nie wyjaśniło.

22

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:
o