Czy istnieje ekranizacja idealna? Tak. Chyba tak.

Na początku zaznaczę, iż jestem ogromnym fanem sagi Daniela Handlera. Blisko półtorej dekady temu, dzieckiem będąc, na długie wieczory wsiąkałem w ten groteskowy, pozornie odpychający świat, w którym nic nie szło tak jak powinno, a wszystko okraszone było humorem tak czarnym jak rozpacz, która wylewała się z kolejnych kart powieści. Po, średnim w mej ocenie filmie, myślałem, że kolejny kontakt z Serią Niefortunnych Zdarzeń będę miał dopiero wówczas, gdy będę tę książki czytał własnym dzieciom. Z przyjemnością donoszę, iż bardzo się pomyliłem.

Wieść o serialu Netflixa przyjąłem z ogromną radością, ale i pewną dozą niepokoju. Czy serial dobrze odda klimat książek? Czy NPH podoła tak niełatwej roli jaką jest odegranie Hrabiego Olafa? By się przekonać od razu po premierze odpaliłem Netflixa i cóż... wsiąknąłem w ten serial tak jak niegdyś w książki. A to chyba największa rekomendacja.

Wszystko jest tu na swoim miejscu. Estetyka jest mroczna i groteskowa, humor czarny, subtelny, i inteligentnie nienachalny, a dialogi nienaturalnie karykaturalne i serwowane w dokładnie takiej formie jaką zapamiętałem z powieści. Świetnym pomysłem było umieszczenie narratora, który niczym ten książkowy snuje swe homeryckie porównania i raz za razem przekonuje nas o beznadziei wszystkiego co na ekranie.

Jeśli chodzi o aktorstwo to stoi ono na bardzo wysokim poziomie, Patrick Warburton jako Lemony Snicket wypada dobrze, tembr jego głosu jest przyjemny dla ucha i liczne wstawki z nim absolutnie nie nużą a pozwalają się jeszcze lepiej wczuć w klimat świata. Cała trójka dzieciaków wypada bardzo dobrze, od razu wzbudzają sympatię i bije od nich racjonalizm i normalność, z którego wyzuty jest cały świat dookoła nich. Castingowymi strzałami w dziesiątkę są też pan Poe, którego rola jest tu zresztą sensownie rozbudowana, bo dowiadujemy się trochę więcej o jego motywach działania, a także kolejni opiekunowie. Na minus wyróżnia się tylko ciocia Józefina grana przez, świetną skądinąd aktorkę Alfre Woodard. Nie udało jej się znaleźć tego idealnego balansu między byciem strachliwą a histeryczną, który tak dobrze uchwyciła w filmie Meryl Streep. Na koniec zostawiłem sobie prawdziwą wisienkę na torcie, czyli Hrabiego Olafa w wykonaniu Neila Patricka Harrisa. Cóż... jest rewelacyjnie. Jest tak groteskowy, odpychający, hipnotyzująco złowieszczy jak tylko może być. Ten aktor po prostu urodził się by grać tego bohatera (no i jeszcze Barneya Sinsona :P). Miałem przez chwilę obawy, że być może kreacja jest zbyt mało przerażająca, ale potem zdałem sobie sprawę, że przecież podobnie było w książkach. Gdy czytałem je jako dziecko po prostu widziałem złowieszczy czarny charakter, ale z perspektywy dorosłego dostrzegam również jego komizm i przerysowanie. Zresztą to też tłumaczy dlaczego nikt, poza dziećmi nie bierze Olafa na poważnie - on po prostu nie jest zbyt poważnym bohaterem, jest groźny, ale jest też groteskowy, jest złowieszczy, ale jest też zabawnie nieporadny. I taki właśnie co do joty jest Neil. Fenomenalna, naprawdę fenomenalna rola.

Mógłbym się tak rozwodzić nad zaletami serialu... scenografia, kostiumy, estetyka będąca miksem tej obecnej w najlepszych filmach Tima Burtona i Wesa Andersona, co jest chyba najlepszą rekomendacją, wszystko to trafia po prostu w punkt. Nawet takie zaskakujące wybory jak nieliczne muzyczne segmenty są ciekawym urozmaiceniem. Po prostu widać, że nad wszystkim czuwał sam Daniel "Lemony Snicket" Handler, bo klimat znany z książkowej sagi wylewa się tu na każdym kroku, od świetnej i pesymistycznej czołówki po kostiumy i setting każdego epizodu. Nawet kiepskie efekty CGI, które zapewne celowo imituje kino klasy B po pewnym czasie przestają razić, a pozwalają wczuć się w ten karykaturalny i nierealistyczny klimat świata przedstawionego.

Na koniec warto jeszcze wspomnieć o zmianach względem książek - jest ich niewiele, ale te które są mogą się wydać kontrowersyjne. Niemniej po chwili zastanowienia, naprawdę mają one sens. Biorąc pod uwagę, iż wprowadzał je sam autor książek, a także fakt, że gdy powstawały pierwsze powieści to autor ten nie wiedział jeszcze ile tomów będzie liczyła saga oraz, w którym pójdzie kierunku, jasne staje się, że prawdopodobnie tak wyglądałyby książki, gdyby były pisane niejako 'od nowa'. Przecież cały wątek tajemniczej organizacji w tle jest fenomenalnym motorem napędowym w późniejszych tomach, że aż dziw bierze, że w książkach nie pojawił się wcześniej. Tutaj mamy z nim do czynienia w zasadzie od razu co osobiście poczytuję za w pełni zasadne. Generalnie zmian jest na tyle mało, że nie sposób stwierdzić jakoby nie była to ekranizacja niemal w skali 1 do 1, a to naprawdę ogromny sukces.

Reasumując, dziękuję Netflixowi i całej ekipie pracującej nad tym serialem, że pozwolili mi się poczuć jak dziecko oferując tak wierny książkom, tak klimatyczny, dopracowany produkt jakim jest ten serial. Polecam go naprawdę każdemu i jeśli nie odrzuci Was groteskowa i przerysowana estetyka to serial ten po prostu pokochacie i tak jak ja nie będziecie mogli doczekać się kolejnych sezonów :).

60

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: