The Final Problem

O mój Boże. Tak zajebistego odcinka jeszcze nigdy nie było!!! Co sądzicie? Wszystko się wyjaśniło, pięknie ułożyło, emocje od początku do końca, siedziałam jak na szpilakach. Idealnie <3

97
  • To widzę, póki co, jesteśmy w mniejszości...

  • Przeklejam swoją wypowiedź z innego wątku o tym odcinku, sorki dla tych co czytali:

    Mam mieszane uczucia. Z jednej strony odcinek na pewno był inny, zaskakujący i trzymał w napięciu. Podobał mi się motyw genialnej siostry Hannibal Holmes i to jak 'zemściła się' na rodzinie. Ładny był motyw z samolotem, i to, że to Sherlock cały czas chciał utrzymywać kontakt i uratować dziewczynkę z samolotu. Mycroft chciał tylko skierować samolot do oceanu, aby nie rozbił się nad jakimś miastem, żeby było mniej ofiar.

    Ale trochę za bardzo to było naciągane, twórcy za bardzo poszaleli. Oczywiście Sherlock zawsze był trochę naciągany, i zawsze przymykam na to oko, po ta produkcja ma wiele innych zalet (aktorzy, postacie, humor, muzyka, emocje, zaskoczenie, zabawa konwencją). Ale jakoś w tym odcinku to raziło. Chodzi mi np. o zachowanie Mycrofta: skoro już wiedział że siostra najprawdopodobniej wydostała sie z zakładu, to już wiadomo że więzienie dla najniebezpieczniejszych kryminalistów działa nie tak jak należy, i powinni na wyspę wysłać jakiś oddział komandosów, siły specjalne czy coś. A nie pchać się tam incognito kradnąc kuter rybacki. W ogóle można było zrezygnować z tego kutra, nie był aż tak zabawny, a Mycroft mógł przecież będą taaaką szychą zorganizować 'niespodziewaną' wizytę na wyspie.

    Po drugie, serio, będąc mądrzejszym od Sherlocka i wiedząc tyle o Euros i Moriatym, pozwolił im na widzenie przez 5 minut. I wcale nie nagrał tego o czym gadali... To jest niemożliwe. Chyba chciano nam pokazać że Euros urobiła tez i Mycrofta kiedy do niej zszedł i nawet tego nie zauważył, ale litości, w takim zakładzie i w tajnych służbach są jakieś procedury...

    Scena z pokojem-atrapą wybudowanym koło domu Holmesów w finałowej scenie - serio? Jak niby to zorganizowano? To juz jest ten o jeden krok za dużo, kiedy staje się to trochę śmieszne i przestajemy traktować to co widzimy do końca poważnie.

    Myślałam też, że pokażą nam też więcej przykładów działalności i geniuszu Euros - że działała kryminalnie z Moririartym np., że jest jakoś powiązana z jego akcjami.

    W ogóle myślałam, że ten odcinek sporo nam wyjaśni jeśli chodzi o cały serial - np. dlaczego Sherlock jest tak psychicznie popaprany - jest socjopatą, ma skłonności do ryzykowania własnego życia, jest ćpunem, uważa że jest złym człowiekiem, ma problemy z relacjami z ludźmi, z uczuciami. To co nam pokazano mnie nie satysfakcjonuje. Myślałam że pokażą nam coś w stylu "genialna acz nienormalna siostra sprowadza Sherlocka na ciemną stronę mocy, namawia go na czyny wątpliwe moralnie, Sherlock na wyrzuty sumienia nawet będąc dorosłym, chociaż rodzice i Mycroft zapewnili mu świetną opiekę psychiatryczną". Czy coś w tym stylu. Zagadka Rudobrodego była świetna, ale dlaczego niby miałaby aż tak wpłynąc na całe życie Sherlocka? No dobra, mogła wpłynąć na wrażliwe dziecko, bo np. nie zdołał rozwiązać zagadki i uratować przyjaciela (i siostry), ale oni tak naprawdę nie znaleźli nigdy ciała, więc skąd to absolutne przekonanie że parolatka kogoś zabiła? Miałam nadzieję na jakąś większą dramę rodzinną, więcej mroku i trupów w rodzinnej szafie, ale tak, żeby Mycroft i Sherlock nie byli tacy kryształowi.

    No i miałam nadzieję na jakieś zgrabne powiązanie wątku Mary i Euros - myślałam że Mary pracowała dla Moriartego albo Euros w przeszłości, a teraz przeszła na stronę 'wroga', więc wiedziała że będą oni chcieli zabić Sherlocka i Johna i ją samą w ramach jakiegoś chorego planu, i dlatego poświęciła się i uratowała Sherlocka, żeby mógł chociaż ochronić Johna i ich dziecko. Wyjaśniłoby to też dlaczego nagrała przed śmiercią i wysłała Sherlockowi instrukcje na wypadek swojej śmierci (do tego założyła w nagraniu że za jej śmierć odpowiedzialny będzie Sherlock). A tak jej śmierć pozostała kompletnie bez sensu - śmierć matki kilkumiesięcznego dziecka.. Ratując faceta którego parę mięsiecy wcześniej postrzeliła z zimną krwią. I do tego randomowo sobie nagrała wideo na wypadek własnej śmierci.. Kiedy jej wrogowie zostali już praktycznie unieszkodliwieni.

    Scena wyboru pomiędzy zastrzeleniem Mycrofta a Watsona - wszystko świetnie, zwłaszcza przemowa Mycrofta (wiedziałam że skurczybyk prowokuje brata) i krótkie 'on ma rację' Johna. Ale trochę zabrakło mi emocji jakie powinny towarzyszyć takiemu wyborowi. Chyba bardziej ruszyła mnie scena z Molly niż to

    Podsumowując miałam nadzieję na coś bardziej powiązanego z całością historii, rzucającego nowe światło na cała serię, na coś poważniejszego psychologicznie, pokazującego mroczną stronę Sherlocka i Mycrofta (mroczniejsza stronę Johna widzieliśmy w dwóch poprzednich odcinkach i było to świetne moim zdaniem). To co dostaliśmy było efektowne (zwłaszcza przy pierwszym oglądaniu), miało potencjał, ale mnie osobiście rozczarowało. Twórcy poszli bardziej w efekciarstwo i zaskakiwanie na siłę niz w coś bardziej kameralnego a inteligentniejszego, szkoda

    • Jestem podobnego zdania i dzięki za wyjaśnienie kilku rzeczy. Ale nie wiem co w tym odcinku robił Moriarty. To było w czasie rzeczywistym czy jakieś wspomnienia?

    • "Po drugie, serio, będąc mądrzejszym od Sherlocka i wiedząc tyle o Euros i Moriatym, pozwolił im na widzenie przez 5 minut."

      Ale kto powiedział, że Mycroft jest mądrzejszy od Sherlocka?

    • zgadzam się, od siebie tylko dodam, że żaden z sezonów nie był tak niedopracowany... śmierć Mary to jedno, ale wątek z diaboliczną siostrą... matko, tam było tyle niekonsekwencji w tym wszystkim... skoro Euros zahipnotyzowała cały ośrodek i udawała się na wycieczki do Londynu, to po co z nich wracała do siebie? Mogła uciec i nikt by jej nie znalazł, skoro jest taka inteligentna. Moriarty powrócił na koniec trzeciego sezonu (Did you miss me?) i przez ten czas nie doszło do żadnej zbrodni? Skoro zaplanowała to wszystko pięć lat wcześniej, to chyba w jakimś celu. Wyłącznie zniszczenie Sherlocka? (dlatego nie zastrzeliła Watsona, żeby wziął udział w jej planie?). Gdyby tak było, a w pierwotnych planach miało chyba być, bo przecież pokazali, że w dzieciństwie rysowała diaboliczne rysunki, to nie powstrzymałaby Sherlocka przed zastrzeleniem się. Zabiła przyjaciela brata, no ok, ale skoro już wprowadzili ten wątek, który najwyraźniej odmienił Sherlocka, który jeszcze bardziej zamknął się w sobie, to czemu tego nie pociągnęli. To jak się znaleźli w rodzinnym domu to jedno, ale cała ta zagadka z rymowanką... myślałam, że na jej końcu jest studnia, a okazuje się, że od początku chodziło o pokój Euros. Gdyby mały Sherlock poszedł do jej pokoju, to by go zaprowadziła do tej studni, a tak dzieciak umarł tam pewnie z głodu. No chyba że studnia była pełna, albo on nie umiał pływać (swoją drogą to też dziwne, że oni tej studni nie znaleźli - dorośli). I tu zbliżamy się do końca. W jaki sposób uratowano Johna, który tam już się prawie topił, Sherlock urządził sobie pogadankę z siostrzyczką, a studnia najwyraźniej znajdowała się gdzieś daleko. I ten natrysk, kto to niby kontrolował, jakiś pracownik ośrodka zmanipulowany przez Euros? Ten sezon to jedna wielka porażka. Jedyny plus, to drugi odcinek, który był w stylu starych epizodów, ale tak ogólnie podsumowując to tragedia

      • No właśnie, aż żal tyłek ściska jak można było jak samozaorać tak świetny serial.. Naprawdę nie wiem co się twórcom porobiło: kazali im zmieniać nagle scenariusz z jakiegoś powodu, albo może mieli to już wszystko gdzieś, byle tylko serial zakończyć? Odcinek tak odstaje jakością od reszty,, że fani aż uknuli teorię że jest sekretny czwarty odcinek Sherlocka, którym zaskoczy nas BBC...

      • Podpisuję się pod tym. Odcinek 3 to połączenie Jamesa Bonda, escape roomu i kiczowatych efektów specjalnych...

      • Zgadzam się. I zupełnie nie widzę sensu w zchowaniu Eurus; zimno myśląca, bezuczuciowa, myśląca od urodzenia zupełnie innymi niż ludzkie kategoriami kobieta robi to wszystko z wieloletnią kalkulacją, planem i organizacją tylko po to, żeby w końcu ubrać się w koszulę nocną i siedzieć skulona w swoim pokoju, bo potrzeba jej miłości i zrozumienia? Konstrukcja postaci jest absolutnie niekonsekwentna.

      • Co do Moriartego - on nie powrocil w 3. sezonie, to bylo nagranie sprzed 5 lat, a Jim najprawdopodobniej zginął na dachu.

      • E01 - istna tragedia, jednak muszę się nie zgodzić co do ostatniego odcinka. Tak, ma wiele niedociągnięć, ale większość argumentów przez ciebie wspomnianych da się jakoś racjonalnie wytłumaczyć.

        "Euros zahipnotyzowała cały ośrodek i udawała się na wycieczki do Londynu, to po co z nich wracała do siebie? Mogła uciec i nikt by jej nie znalazł, skoro jest taka inteligentna."

        Euros nie chciała uciec, chciała zwabić tam Sherlocka, Watsona i Mycrofta. To był jej główny cel, zrewanżować się rodzinie, bawić się z nim w jej chore gierki. Wszystko miało wyglądać tak jak należy, dlatego też cała placówka musiała funkcjonować tak jak należy.

        "Moriarty powrócił na koniec trzeciego sezonu (Did you miss me?) i przez ten czas nie doszło do żadnej zbrodni? "
        Moriarty pozostawił po sobie dziesiątki nagrań, które miała później wykorzystać Euron.
        Po tym jak Sherlock zastrzelił swojego "rywala" (sorki, ale nie pamiętam jak się nazywał) miał został wysłany na tajną misję do wschodniej Europy. Co z tym się wiąże? Sherlock byłby zbyt oddalony od swoich bliskich. Konieczność sprowadzenia go ponownie do Anglii etc. Prościej było po prostu nie dopuścić do tego wyjazdu. Nagranie pozostawione przez Moriartiego znacznie to ułatwiło.

        "Skoro zaplanowała to wszystko pięć lat wcześniej, to chyba w jakimś celu. Wyłącznie zniszczenie Sherlocka? (dlatego nie zastrzeliła Watsona, żeby wziął udział w jej planie?)"

        Co jest gorszym przeżyciem: zabicie twojego przyjaciela czy zmuszenie ciebie żebyś sam go zabił? Do tego warto dodać, że Euron wypuściła Watsona aby ten mógł ogłosić braciom powrót siostry aka. zwabienie ich na wyspę.

        "W jaki sposób uratowano Johna, który tam już się prawie topił, Sherlock urządził sobie pogadankę z siostrzyczką, a studnia najwyraźniej znajdowała się gdzieś daleko. "

        good question. Jeśli studnia jest blisko to dorośli znaleźliby rudego dzieciaka, jeśli była daleko to nie zdążyliby uratować Johna. Error.

        Ktoś wspominał rymowankę i tablice nagrobne. Oczywiście, że Euron ich nie wykonała, bo i jak niby? Po prostu na podstawie dat i danych tam zawartych stworzyła rymowankę i całą zagadkę (z jej intelektem to nie był żaden problem).

        "Gdyby tak było, a w pierwotnych planach miało chyba być, bo przecież pokazali, że w dzieciństwie rysowała diaboliczne rysunki, to nie powstrzymałaby Sherlocka przed zastrzeleniem się."

        Gdyby Sherlock się zastrzelił, cały misterny plan poszedłby w .... Again, ona nie chciała go zabić, chciała się z nim bawić, zamęczyć go swoimi gierkami. Trochę przypomina mi to Joker vs Batman "I don't want to kill you! What i would do without you?"

        Euron jest postacią chorą psychicznie, nie ceniła sobie wartości materialnych, nie ceniła życia ludzkiego, takich ludzi jak ona nie da się kupić, zastraszyć etc. Oni nie działają rozsądnie. W jej przypadku liczyły się tylko jej chore eksperymenty (czego przykładem jest scena z dzieciństwa, kiedy to Euron pocięła się tylko po to żeby zobaczyć jak działają mięśnie).

        Odcinek mógł być zrobiony lepiej, ale i tak wyszło im całkiem niezłe zakończenie sezonu i częściowo zrekompensowali się za słaby początek.

    • Bardzo dobry merytoryczny komentarz, a nie pieprzenie typu super sztos 11/10 tylko dlatego, że ukryta siostra bawiła się z braćmi w kotka i myszkę.

    • "Ale jakoś w tym odcinku to raziło. Chodzi mi np. o zachowanie Mycrofta: skoro już wiedział że siostra najprawdopodobniej wydostała sie z zakładu, to już wiadomo że więzienie dla najniebezpieczniejszych kryminalistów działa nie tak jak należy, i powinni na wyspę wysłać jakiś oddział komandosów, siły specjalne czy coś." - Pewnie chcieli dostać się tam incognito ponieważ gdyby popłynęli tam oficjalnie to ich siostra mogłaby wrócić do celi i udawać, że nigdy stamtąd nie uciekła. Chociaż faktycznie, ten fragment akurat jest dość mocno naciągany.

      "Scena z pokojem-atrapą wybudowanym koło domu Holmesów w finałowej scenie - serio? Jak niby to zorganizowano?" - eee... serio? Tak ciężko postawić cztery ścianki? Mogli to zrobić w kilka minut, jeśli mieli wcześniej cały pokój (A pewnie mieli) przygotowany. Nie budowali całego domu przecież.

      "W ogóle myślałam, że ten odcinek sporo nam wyjaśni jeśli chodzi o cały serial - np. dlaczego Sherlock jest tak psychicznie popaprany - jest socjopatą, ma skłonności do ryzykowania własnego życia, jest ćpunem, uważa że jest złym człowiekiem, ma problemy z relacjami z ludźmi, z uczuciami. To co nam pokazano mnie nie satysfakcjonuje. Myślałam że pokażą nam coś w stylu "genialna acz nienormalna siostra sprowadza Sherlocka na ciemną stronę mocy, namawia go na czyny wątpliwe moralnie, Sherlock na wyrzuty sumienia nawet będąc dorosłym, chociaż rodzice i Mycroft zapewnili mu świetną opiekę psychiatryczną"." - Czyli, krótko mówiąc, oczekiwałaś prostej dziecinnej historyjki o przechodzeniu na "ciemną stronę mocy", a dostałaś opowieść o tym, że ludzie są skomplikowani i w każdym można odnaleźć odrobinę człowieczeństwa. Faktycznie, kiepsko.

      "Podsumowując miałam nadzieję na coś bardziej powiązanego z całością historii, rzucającego nowe światło na cała serię, na coś poważniejszego psychologicznie, pokazującego mroczną stronę Sherlocka i Mycrofta (mroczniejsza stronę Johna widzieliśmy w dwóch poprzednich odcinkach i było to świetne moim zdaniem). To co dostaliśmy było efektowne (zwłaszcza przy pierwszym oglądaniu), miało potencjał, ale mnie osobiście rozczarowało. Twórcy poszli bardziej w efekciarstwo i zaskakiwanie na siłę niz w coś bardziej kameralnego a inteligentniejszego, szkoda" - Problem w tym, że autorzy poszli w stronę czegoś bardziej inteligentnego i dostaliśmy historię o tym jak człowiek, teoretycznie pozbawiony uczuć, odkrywa, że jednak ma uczucia i okazuje się być takim samym człowiekiem jak wszyscy, zamiast prostej historyjki o "mhrocznej" stronie. Sądząc po większości krytycznych komentarzy, odnoszę wrażenie, że większość właśnie czegoś takiego oczekiwała. Sherlock okaże się być "bad boyem", który zabija swoich bliskich i pokazuje swoją mroczną stronę.


      • ""Scena z pokojem-atrapą wybudowanym koło domu Holmesów w finałowej scenie - serio? Jak niby to zorganizowano?" - eee... serio? Tak ciężko postawić cztery ścianki? Mogli to zrobić w kilka minut, jeśli mieli wcześniej cały pokój (A pewnie mieli) przygotowany. Nie budowali całego domu przecież. "

        :D Tylko że wcześniej jeszcze trzeba było przetransportować Euros, nieprzytomnych Sherlocka i Watsona i pewnie jakąś obsługę z tego super tajnego więzienia na wyspie, do Anglii. Wątpię żeby helikoptery mogły sobie latać jak im się podoba nad Anglią i nikt się tym nie zainteresuje. Zwłaszcza jakieś nieautoryzowane loty z super-tajnej więziennej wyspy. I kto niby zezwolił na ten lot? Facet kierujący więzieniem zabity, Mycroft pewnie nieprzytomny. Zreszta gdyby Mycroft skontaktował się z kimś zezwalając na ten lot (zmuszony przez siostre), to tez byłoby to podejrzane dla kontroli lotów / tajnych służb, bo teoretycznie miało go tam nie być. Ktoś by to sprawdził. No i jak Euros niby przetransportowała cały ten wesoły cyrk do opuszczonego domu gdzieś w Anglii i tak wszystko zsynchronizowała, że ktoś wybudował na tym pustkowiu domek-pokój dla Sherlocka akurat właśnie wtedy jak tam już jakoś dotarli.? Chyba że ten 'pokój-atrapa' leciał z nimi tym nieszczęsnym helikopterem, co też by było zabawne. A może płynęli statkiem do Anglii, a potem jakimś tirem albo furgonetką, to też by było zabawne :)

        "Czyli, krótko mówiąc, oczekiwałaś prostej dziecinnej historyjki o przechodzeniu na "ciemną stronę mocy", a dostałaś opowieść o tym, że ludzie są skomplikowani i w każdym można odnaleźć odrobinę człowieczeństwa. Faktycznie, kiepsko."

        Dziecinną historyjkę dostaliśmy dopiero w 4 sezonie, wcześniej właśnie Sherlock i jego psychika były fascynujące: widać w nim było wyraźnie i te dobre cechy charakteru i te złe. Fascynujące było zobaczyć bohatera, dla którego geniusz jest nie tylko błogosławieństwem ale i przekleństwem - przez niego nie potrafi porozumieć się z ludźmi, czuje się wyalienowany i nie wie jak to zmienić, więc sprawę jeszcze pogarsza swoim zachowaniem. Ja tam wątek genialnych, i przez to socjopatycznych, Sherlocka i Mycrofta uwielbiam.
        A w czwartym sezonie dostajemy jakąś łzawą historyjkę, że Sherlock to normalne dziecię było, tylko coś mu się w głowie porobiło, bo siostra-samo-zuo zabiła mu przyjaciela z zazdrości. Dla mnie to było strasznie słabe i podważające charakter postaci. O wiele bardziej wolę skomplikowanego Sherlocka-socjopatę, który może jest wredny , ale w gruncie rzeczy dobry, choć może nie widać tego na pierwszy rzut oka. A zrobienie z Sherlocka 'normalsa' pod koniec 4 sezonu uważam za pomyłkę. Cały urok serialu jest w tym że Sherlock jest tak cudownie popaprany i przez to ciekawy i inny

        "Problem w tym, że autorzy poszli w stronę czegoś bardziej inteligentnego i dostaliśmy historię o tym jak człowiek, teoretycznie pozbawiony uczuć, odkrywa, że jednak ma uczucia i okazuje się być takim samym człowiekiem jak wszyscy, zamiast prostej historyjki o "mhrocznej" stronie. Sądząc po większości krytycznych komentarzy, odnoszę wrażenie, że większość właśnie czegoś takiego oczekiwała. Sherlock okaże się być "bad boyem", który zabija swoich bliskich i pokazuje swoją mroczną stronę."

        Sherlock uzmysławiający sobie, że ma uczucia - ale to juz było, tylko pokazane o wiele, wiele lepiej, np w Reichenbach Fall. Fajny motyw, tylko niech pokarzą go dobrze.
        Co do mrocznej strony Sherlocka - wolałabym to, niż zrobienie z niego "świętego" który stał się socjopatą z powodu złej-acz-genialnej 5-letniej siostry. Strasznie to spłyca jego postać i charakter. Wolałabym popapranego geniusza niż tę łzawą tandetną historyjkę.

        • Serio? Czyli widzisz to tak : W wieży lotów siedzi sobie dwóch kontrolerów. Nagle jeden mówi : "Ty, Zdzichu, patrz, jakiś helikopter leci, pewnie z tej tajnej wyspy, o której nie wiemy. Wiesz kto autoryzował lot? Ten tajny koleś co to tam rządzi, ale przecież on nie żyje, bo oglądałem najnowszy odcinek Sherlocka to wiem". Pomijam już fakt, że tak, mogli spokojnie wszystko przewieźć statkiem. Wyspa ledwie kilka kilometrów od Anglii, taki problem przepłynąć taki kawałek? Wymyślasz jakieś dziwne problemy akurat tam, gdzie tych problemów nie ma.

          Co do psychiki Sherlocka oczekiwałaś prostego : "Sherlock jest <<popaprany>> (Stanowczo za często używasz tego słowa), bo tak i już". Zamiast tego dostałaś wyjaśnienie dlaczego Sherlock był socjopatą. Mało tego, dostałaś świetną historię tego, jak człowiek potrafi się zmienić, i że ludzie nie są prostymi robotami zaprogramowanymi z góry na jakiś jeden konkretny charakter. Poza tym, nie obraź się, ale dzielenie ludzi na "normalsów" i "popaprańców" jest strasznie infantylne.

          • Ok, możemy porozmawiać w twoim tonie.

            "Serio? Czyli widzisz to tak : W wieży lotów siedzi sobie dwóch kontrolerów. Nagle jeden mówi : "Ty, Zdzichu, patrz, jakiś helikopter leci, pewnie z tej tajnej wyspy, o której nie wiemy. Wiesz kto autoryzował lot? Ten tajny koleś co to tam rządzi, ale przecież on nie żyje, bo oglądałem najnowszy odcinek Sherlocka to wiem". "
            Nie no, na pewno wojsko ani tajne służby nie kontrolują lotów na Anglią, zwłaszcza nad super tajnymi więzieniami :D To na pewno dlatego jeszcze nie zostali zalani falą zamachów terrorystycznych. "Jak mały Kazio wyobraża sobie działanie tajnych służb i wojska". Każdy może sobie przelecieć , wylądować, zwłaszcza z super tajnych stref wojskowych albo rządowych, nikt o nic nie pyta, nie trzeba autoryzacji zwierzchnika. :D Te wszystkie super zaawansowane zabezpieczenia na wyspie to była tylko taka zmyłka, bo tak naprawdę każdy może sobie wejść i wyjść jak z obory. To są tylko takie drobnostki które wymyślają sobie infantylne umysły :D A o przepłynięcie statkiem byłoby równie zabawne. Szkoda że nie pokazali tego wszystkiego w czasie rzeczywistym.

            "Co do psychiki Sherlocka oczekiwałaś prostego : "Sherlock jest <<popaprany>> (Stanowczo za często używasz tego słowa), bo tak i już". Zamiast tego dostałaś wyjaśnienie dlaczego Sherlock był socjopatą. Mało tego, dostałaś świetną historię tego, jak człowiek potrafi się zmienić, i że ludzie nie są prostymi robotami zaprogramowanymi z góry na jakiś jeden konkretny charakter. Poza tym, nie obraź się, ale dzielenie ludzi na "normalsów" i "popaprańców" jest strasznie infantylne."

            Tak, poucz mnie jeszcze jakich słów *stanowczo* powinnam używać i jak często :D niezwykle to ważne dla istoty dyskusji i świadczy tylko o twoim wybujałym ego. Wiesz, historia nie stanie się dla mnie głęboka, bo tak sobie napisałeś, bez żadnych argumentów na poparcie tezy. To raczej twoje argumenty brzmią "to bylo super rozwiązanie bo tak!" Dlaczego Sherlock i Mycroft byli socjopatami też już się dowiedzieliśmy - bo byli zbyt inteligentni na tle innych ludzi, czuli się przez to wyalienowani, a poddawanie się uczuciom przy ich zawodach było niebezpieczne. Po co tu jeszcze genialna pięciolatka-morderczyni?
            Do tego tak naprawdę nikt z rodziny na 100% nie wie, czy Euros kogokolwiek zabiła, bo ciała chłopca nie znaleziono, równie dobrze mogła to być dziecięca fantazja. Sherlockowi natomiast wmówiono że siostry nie miał, a zaginiony kolega był psem. No więc skąd ta wielka trauma na całe życie? I dlaczego Mycroft też jest socjopatą, może nawet większym niż Sherlock, co zostało wiele razy pokazane, skoro aż takiej traumy nie przeżył? Rodziców mieli normalnych i kochających. To się wszystko kupy nie trzyma.
            Co do zmiany charakteru Sherlocka, to może naucz się czytać ze zrozumieniem. Może przekleję poprzednią wypowiedź, chociaż w sumie nie wiem czemu się wysilam, bo widzę że kolega z gatunku tych co to musza nawracać innych na swoją jedynie słuszną wiarę: "Sherlock uzmysławiający sobie, że ma uczucia - ale to juz było, tylko pokazane o wiele, wiele lepiej, np w Reichenbach Fall. Fajny motyw, tylko niech pokarzą go dobrze. "

            • Oczywiście, że nikt nie może sobie wylecieć ani przylecieć w takie tajne miejsce. Problem w tym, że to tajne miejsce było pod kontrolą siostry Sherlocka więc kto miał jej zabronić żeby stamtąd wylecieć? I co zabawnego jest w płynięciu statkiem? Wrzucają wszystkich na łajbę, odbijają od wyspy i płyną na... cóż... drugą wyspę. W końcu Anglia też na wyspie leży. Co tutaj jest skompilowanego?

              A niby skąd wiesz dlaczego obaj byli socjopatami? I jak to nie podałem żadnych argumentów na to, że historia jest głęboka? A chociażby to : "Mało tego, dostałaś świetną historię tego, jak człowiek potrafi się zmienić, i że ludzie nie są prostymi robotami zaprogramowanymi z góry na jakiś jeden konkretny charakter. " Jak na razie Twoim koronnym argumentem za tym, że historia jest płytka jest stwierdzenie, że spodziewałaś się, że Sherlock okaże się być "popaprany" i "mhroczny" (Jak hrabia Dracula, zapewne.).
              A kto powiedział, że Sherlock miał traumę przez śmierć przyjaciela? A może miał traumę przez jego zniknięcie? A może przez to, że zdawał sobie sprawę z tego, że mógł kolegę odnaleźć gdyby był inteligentniejszy i rozwiązał zagadkę siostry? Może dlatego wyparł ją z umysłu? Cholera wie. Ja psychologiem nie jestem, więc nie wiem. W przeciwieństwie do Ciebie nie wymądrzam się i udaję, że doskonalę wiem jak działa umysł Sherlocka.
              A co do Twojego ostatniego zdania - wcześniej napisałaś mi o braku moich argumentów, a sama nie podajesz żadnego. Niech pokażą to dobrze. Czyli jak? Niech zgadnę, niech pokażą mroczną stronę Sherlocka, bo mrok jest fajny, cool i modny?

            • burberry, jak to nie wiadomo czy chłopiec został zabity? a na czyjej czaszce stał John w studni. no chyba właśnie na czaszce "Rudobrodego". Plus jeśli ginie kilkuletnie dziecko i nikt nie wie gdzie jest a mała psychopatka mówi swojemu bratu ze go zabiła bo nie zdążył go uratować to naprawdę można założyć, że to zrobiła. Podsumowując, własna siostra, której Sherlock jak i inni się boi porywa i więzi jego najlepszego przyjaciela, zabija go brutalnie (bo śmierć w studni chyba do najprzyjemniejszych nie należy), wine zrzuca na Sherlocka, przynajmniej w jego mniemaniu, bo "nie rozwiązał zagadki". Wiec kilkuletnie dziecko jest przekonane, że jego przyjaciel zginął przez niego. Potem jego brat i krewni robią mu pranie mózgu wmawiając mu że jego przyjaciel był psem a siostra nigdy nie istniała. I po tym wszystkim naprawdę mówisz, że nie zostało wyjaśnione czemu Sherlock jest jaki jest? Moim zdaniem to jest wyjaśnienie idealne (plus oczywiście ponadprzeciętny intelekt i ogólne niezrozumienie świata jakie się z tym wiąże też na pewno zrobiło swoje)

          • A tak w ogóle nie obraź się, ale takie zacietrzewione nawracanie na swoje 'jedynie słuszne poglądy na odcinek', pod postem gdzie tylko wyrażam swoje zdanie, a nikogo nie zaczepiam ani nie atakuję, ani nie przekonuję na siłę do swoich racji, jest naprawdę infantylne.

            • Ależ ja nie twierdzę, że mam jedyne i słuszne poglądy. Zwróciłem tylko uwagę na to, że czepiasz się akurat takich rzeczy, które są w miarę wiarygodne. Gdybym miał tak patrzeć na wiarygodność tego serialu to już sam fakt, że istnieje człowiek, który potrafi wiedzieć niemal wszystko o innym człowieku patrząc tylko na jego ubranie to musiałbym uznać, że tam nic nie trzyma się kupy. Serial należy traktować z dużym przymrużeniem oka, bo nie jest specjalnie wiarygodny. Zresztą, podobnie jak przygody książkowego oryginału. Dlatego śmieszne mi się wydaje uznawanie za niewiarygodne to, że ktoś przetransportował kilka desek, trzech nieprzytomnych facetów, kobietę i jakąś ekipę kilku ludzi na drugą wyspę, oddaloną zapewne o kilkadziesiąt kilometrów.

    • Cały ten serial jest bardzo mocno naciągany (kody otwierające drzwi do każdego banku, wystukiwane na kolanie, sztyletowanie z opóźnionym działaniem dzięki paskowi od spodni i tym podobne niedorzeczności), ale ten ostatni odcinek był wyjątkowo słaby. Scena, w której Holmes - ten genialny, super spostrzegawczy detektyw, który dostrzeże muszą kupę na mankiecie garnituru gościa stojącego w drugim końcu sali i dzięki temu wydedukuje, co gość jadł wczoraj na śniadanie i jak ma na imię chłopak jego córki oraz, że żona go zdradza z sąsiadem z trzeciego piętra, ten geniusz nie zauważa, że nie ma szyby, nie ma odbicia, a napisy wiszą na żyłkach - to po prostu żenujące, bo nawet Jaś Fasola zauważyłby takie coś. Albo twórcy serialu są głupcami, albo mają widzów za głupców. Nie wspomnę już o takich niedoróbkach realizatorskich jak wtedy, kiedy Holmes dzwoni do Molly Hooper - telefon leży na stole kuchennym (piękny Galaxy S7 edge), a na wyświetlaczu widać wyraźnie, że to z tego telefonu wybierany jest numer, a nie na ten telefon, bo wyświetla się tylko czerwona słuchawka. Można odebrać połączenie czerwoną ikoną? Potem jeszcze, kiedy Molly trzyma aparat przy uchu, raz widać czarny ekran (prawidłowo), a za chwilę jakieś kolorowe tło(z całą pewnością nie ekran właściwy przy odbiorze połączenia). Szczegół? No, w filmie, w którym szczegóły są tak ważne dla głównego bohatera zwracanie uwagi na takie rzeczy jest chyba usprawiedliwione. Albo jak nasi bohaterowie znaleźli się na kutrze? W czasie sztormu wylądowali sobie na dachu? Zeszli po drabince? To tylko kilka szczegółów z całej masy, które sprawiają, że cały scenariusz jest pasmem głupot i nonsensów.

  • Zakończenie jak dla mnie trochę przesłodzone. Akcja z bombą na Baker Street przesadzona. Nie do końca podoba mi się strona, w jaką poszli z Eurus, najbardziej nie pasowało mi to wciskanie nam, że jest taka super zdolna, że niemal opętuje ludzi.
    Właściwie najbardziej podobało mi się ostatnie 40 minut (bez ostatnich 2-3 minut "przebłysków" z Baker Street, bo Sherlock i Eurus "rozmawiający" poprzez muzykę, to było coś pięknego). Scena z Molly i jak wychodzi na jaw, kim naprawdę jest Redbeard, wstrząsnęły mną strasznie, ale póki co moim ulubionym odcinkiem 4 serii pozostaje The Lying Detective.

    Z innej beczki, mógłby mnie ktoś oświecić, jakim cudem ta bomba w ogóle się trafiła na Baker Street? xD Naprawdę pojawiła się tak znikąd czy coś mi umknęło?

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: