S06E20 - "The Wolves of War"

Jestem świeżo po obejrzeniu odcinka, oj działo się działo - cieszę się, że wrócił Stiles no i przede wszystkim Derek.

SPOILER

Można się było spodziewać scen walki itp. ale trener? Scena w szatni - r...................ł system, aż się popłakałam ze śmiechu (no i troszkę ze wzruszenia bo wrócił).

6
  • Odcinek taki sam jak cały sezon 6, czyli bardzo słaby. Właściwie jedyne plusy to dorośli- szeryf okazał się w końcu niezłym twardzielem (ah to Mortal Kombat), fajne interakcje z papą McCall i Parrishem (którego było w tym sezonie karygodnie mało). No i Chris i Melissa, najbardziej urocza para od czasów Sciry. Fajnie, że wrócił Derek, szkoda, że wrócił Stiles, no ale w duecie z Derekiem da się go przeżyć. Stydia w dalszym ciągu śmiechu warta, Scalia- nie skomentuję. Dobrze, że to już koniec, bo przykro patrzeć co się z tym serialem porobiło.

    • Masz rację, niestety Teen Wolf w pewnym momencie dołączył do takich seriali jak PLL czy TVD, scenarzyści chcieli utrzymać go jak najdłużej na rynku ale pomysły już nie były tak lotne ( a podobno szykują reboot na 2019 dlatego pani pedagog uciekła ;)). Chris i Melissa - piękne zakończenie, fajnie, że się odnaleźli. Szeryf - o tak, to był Chuck Norris ver 2.0 :) Co do Stilesa to ja myślę, że zbyt dużo nie pobłyszczał w odcinku finałowym, sam O'Brien wyglądał jakby był tam za karę, niewiele kwestii a zachowanie już nie śmieszy jak dawniej. A może to tylko moja wyobraźnia... Ps. Zawsze kibicowałam Lydii i Parrishowi.

  • Popieram - trener rozwala za każdym razem kiedy się pojawia :D Geri padł, Monroe zwiała (do przewidzenia)... Parish fajnej sztuczki się nauczył, nie powiem szczena mi opadła. Miecio i jego paluszek poprawili mi humor, a radości dopełnił heros Derek.

    Rzygać tylko się chciało na cudowną moc pocałunku - no jakoś mnie to nie przekonało :/ no i to samooślepienie - przekoloryzowane

    Ogólnie odcinek 8/10, plus na pewno za przypomnienie mrocznego Stilesa, powrót stada, no i wojna - oby nie spierniczyli finału :)

  • Na taki żenują poziom zszedł ten serial że z 9 na 6 zmieniłem ocene a nigdy tego nie robie. Malia do Scotta który "stracił" wzrok - "Spójrz na mnie" xD Dialogi na tle całego sezonu fatalne, slow-mo które irytowało, sceny walki..... których nie było tylko popychanie się na ściany <face palm>. Brak charakteryzacji twarzy jak to było w pierwszych sezonach tylko raz na odcinek zaświecili oczami <śmiech na sali>
    Dobrze że to koniec .
    Nidy nie ogladałem serialu który zaliczył taki spadek formy a obejrzałem ponad 80 seriali.

  • Mogli dać bardziej oczywiste zakończenie.
    Właściwie to ostatnie dwa sezony - niezależnie od podziału na "a" i "b" - to był jeden wielki absurd. Czwarty właściwie był początkiem jazdy po równi pochyłej i choć miało się nadzieję na polepszenie, to tylko niektóre momenty były całkiem zadowalające.
    Gwardia dorosłych o wiele lepiej prezentowała się w ostatnim odcinku, a trener wygrał. Dobrze, że było go tak mało, to nie mieli szansy, żeby zepsuć postać całkowicie.
    Dobrze było zobaczyć postacie z poprzednich sezonów, choć szkoda, że przy tych "zachętach" do otworzenia oczu nie pojawiła się Allison. Szkoda również, że nie było Isaaca, ale najwidoczniej po przeczytaniu scenariusza podziękowali. Nic dziwnego.
    Obniżenie inteligencji u postaci w szkole było druzgocące.
    Miłość wszystko zwycięża jest tak oklepanym i banalnym motywem, że człowiek miał ochotę, hehe, wydłubać sobie oczy.
    Nic, tylko cieszyć się, że to już koniec i jedynie wracać do sezonów 1-3.

    • "Mogli dać bardziej oczywiste zakończenie.
      Właściwie to ostatnie dwa sezony - niezależnie od podziału na "a" i "b" - to był jeden wielki absurd. Czwarty właściwie był początkiem jazdy po równi pochyłej i choć miało się nadzieję na polepszenie, to tylko niektóre momenty były całkiem zadowalające. "

      W zupełności się zgadzam. I że nie pojawila się Allison - też nad tym ubolewam. Dodatkowo w scenie w której pojawia się Jackson i Ethan powracający do Londynu mogli dać króciutką scenkę z Issac'kiem.

  • Już 5 sezon był męczący i przegadany ale ten 6 wyraźnie cierpiał na brak porządnego zagrożenia, nie powiedziano po co przybył dziki gon lub kto go napuścił na Miasto a ten "Pseudo-Bazyliszek" też za bardzo nie robił szału... Do końca wierzyłem że jednak wróci Kira ale się przeliczyłem.

  • Finał OK Bez rewelacji ale zgrabnie zakończył wszystkie wątki ( pomijajac niestety Kirę ) oraz wielki + za to że pojawili się prawie wszyscy pod sam koniec. Żadko udaje się zebrać ekipę która podczas serialu się rozeszła na sam finał oj żadko. Także wspaniale że tutaj się to udało ;) Zabrakło jedynie Kiry i Isaaca

  • Niewiarygodnie słaby... co za rozczarowanie,nie wywołał we mnie totalnie żadnych emocji i nawet scena, która może gdyby to był /1/2/3 sezon by mnie zasmuciała (śmierć tego kolegi Nolana) totalnie mnie nie obeszła a to jak pozbyli się tego Anuk ite to już w ogóle masakra. Sama postać w przekroju sezonu bezpłciowa, miałka, porostu nijaka (a takie są najgorsze), to jednak sposób w jaki się z nim obeszli wywołał zażenowanie(o proszę jakaś emocja się jednak pojawiła chociaż takiej powinniśmy się raczej oglądając cokolwiek wystrzegać) i na deser ten pocałunek, który zregenerował mu oczy.........

  • Nie wierzyłam, że zakończą jeden ze słabszych (jeśli nie najsłabszy) sezonów aż tak dobrze. Zdecydowanie najlepszy odcinek ostatniego sezonu!!
    Wrócili prawie wszyscy (myślałam że Allison w scenie z Dark Stilesem i Nogitsune się pojawi chociaż na sekundę), scena z trenerem zmiażdżyła system, przeżywający Petero, Steterowe scenki, Melissa ciachająca prądem i końcowa scena zamykająca serial - największe plusy odcinka.

  • A co się stało z Kirą? Jakoś umknęło mi to, dlaczego zniknęła z serialu.

  • - ech... jeszcze się nie zdarzyło w tym serialu, żebym kibicowała potworowi, bo protagoniści zachowują się jak banda kretynów... Potwór nie dość, że fajnie zrobiony, to jeszcze ich wszystkich po kolei wyłapał bez problemu. A tak w ogóle to mają potwora a la bazyliszek i nikt nawet nie wspomniał o lustrze...
    - Obronię tu "leczniczy pocałunek" - Lydia tym "pocałuj go" nawiązała do sytuacji, nie pamiętam w którym sezonie, jak Stiles miał atak paniki. Całus pomógł Scottowi się skupić, co z kolei spowodowało "włączenie" samouleczenia.
    - sceny z Trenerem całkowicie wynagradzają obejrzenie :D
    - Kate była jakoś odporna na yellow wolfsbane, czy ktoś podmienił Gerardowi kule? Chyba, że ona go ostatkiem sił zabiła...
    - ten marsz na końcu... o borze zielony myślałam, że nie doczekam napisów i wyłączę wcześniej, bo po prostu żenada.
    - Ten dzieciak zastrzelony w szpitalu - Malissa jest pielęgniarką i nawet nie próbowała mu pomóc. Tylko Theo się przejął, żeby jego postać się jakoś odkupiła i żeby pokazał, że się przejmuje, ale to było tak bez sensu, że aż zabolało...
    - powracające postacie to właściwie fanservis, równie dobrze mogłoby ich nie być. Przez sekundę jak była scena Dereka i Scotta to poczułam klimat wczesnych sezonów, ale oczywiście zaraz musieli Dereka przemienić w kamień. Stilesa też było najmniej jak możliwe...

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: