9 sezon - wrażenia

Z mojej strony mogę stwierdzić ogromne rozczarowanie 9 sezonem :< Leonard i Penny - nawet po ślubie powrót do tych samych awantur i żartów bazujących na miłości Leonarda i zblazowaniu Penny. Shamy rozbita. Jedyna para która nie rozczarowała to Howard i Bernadette (nie sądziłam że to kiedyś napiszę). Nawet żarty na linii Leonard-Sheldon pod koniec odcinka nie śmieszą jak na początku (to jest jednak wciąż ta sama konwencja, przez ileśset odcinków może się znudzić). No może oprócz jednej perełki o nocy poślubnej, która tak naprawdę jest jedynym pozytywem.

Miałam nadzieję że producenci będą umieli zakończyć z honorem serię we właściwym momencie. Ale wygląda niestety na to, żart Sheldona z któregoś odcinka o serialu Alphas: "they gradually lowered the quality season by season, till we were grateful it ended" był proroczy.

5
  • Wiadomo czy ten sezon jest ostatni, czy są kolejne w planach?

  • Jestem bardzo zawiedziona tym odcinkiem :/

  • Serial o nerdach- bez nerdów ,Ostatnie sezony to już kpina co robią z tego serialu :) 10 sezon?? Kończ waść, wstydu oszczędź!

    • Za 9 sezon jeszcze się nie wziąłem, ale faktycznie, z serialu o nerdach zrobił się obyczajowy serial "Przyjaciele bis". Brak nauki, brak ich zboczeń zawodowych, brak wreszcie ich dziwnych fascynacji i hobby. Ot, kolejny serial komediowy. W kółko wszystko kręci się w okół tych samych sytuacji i problemów.

  • Ciężko jest utrzymać równy, wysoki poziom serialu, który trwa już dziewięć sezonów.

    Zasługą mogą być dysproporcje pomiędzy wzrostem płac scenarzystów, którzy tworzą fundamenty historii bawiących nas do łez (kiedyś l]) a odgrywających je aktorów u których zarobki wzrastają jak niemal w ciągu Fibonacciego ;)

    • Ktoś chyba zapomniał o Przyjaciołach. Jeśli serial ma potężnych aktorów i jeszcze lepszych producentów to można zrobić nawet i 50 sezonów.

      Sęk w tym, że jak są potężni aktorzy i takowi producenci, to każdy z nich wie kiedy przestać. Niestety w TBBT prócz Parsonsa i Helberga nie ma żadnych, ale to ŻADNYCH dobrych aktorów. I tak to się właśnie kończy.

      • A z jakiego powodu skończyli się "Przyjaciele"? Czyżby nie z powodu gaż wy*je*ba*nych w kosmos, i to dla wszystkich członków ekipy?

        Producenci taką kasę wolą mieć u siebie w kieszeni, niż przelewać ją na konto aktorów stąd zapadła decyzja o zakończeniu emisji - kto wie, może gdyby nie kosmiczne gaże, "Przyjaciele" bawiliby nas do dzisiejszego dnia?

        Przy BBT sprawa jest analogiczna - w 2007 gdy sitcom był "o nerdach, dla nerdów" nikt nie przypuszczał, że zmieni się to w jedną z najpopularniejszych telewizyjnych produkcji w historii. Aktorzy nie są w ciemnię bici i windują stawki, ale uwaga - nie wszyscy.

        Serialowa Amy wywalczyła podwyżkę i zarabia "aż" 100,000 $ w porównaniu do niedawnych 60k za odcinek. A ile zarabia Penny? Milion. I to nawet wtedy, gdy zagra epizod.

        I myślę, że to m.in. z tego powodu poziom serialu spada. Scenarzyści siedzą w swych kanciapach, skrobią te gagi i widzą, jak stawki aktorów rosną z dnia na dzień, a ich nie za bardzo ;) Kto wie, może szykuje się kolejny strajk?

        Podzielam opinie forumowiczów - nie ma porównania między pierwszymi sezonami Big Banga a obecnymi. W pierwszych jest klimat, styl i niepowtarzalny humor ze świata nerdów, a teraz "give us our monnnnnneyyyy!" ;]

        PS. Zgadzam się co do aktorstwa ;) Krew człowieka zalewa jak "zwykli ludzie" - bo określenie Penny aktorką to obraza :) - bawią się przed kamerą i koszą za to taki kesz. Ja też chcę! :D

        • Czy gaże były aż tak wyje*ane? Czy ja wiem? W porównaniu do poziomu i aktorów? Producenci od bodajże 7 sezonu wiedzieli że będzie sezonów 10 i koniec. Bez względu na to czy aktorzy wzięliby 10 baniek za odcinek czy 100 tysięcy. Ale nieważne - serial wychował wspaniałych aktorów. Można zobaczyć w niejednym odcinku jak jeden czy dwóch aktorów jest w centrum dialogów to reszta "gra milczeniem" - i to jest wspaniałe.

          Powracając do tej profanacji - pierwsze dwa odcinki 9 sezonu to jakaś kpina. Wyeliminowali nie tą kobietę, którą trzeba było. Odsunęli Amy zamiast Bernadette. Penny/Leonard to już w ogóle jakaś rzadka kupa. Być może jeszcze jakoś Sheldon>Howard>Rajesh coś tam ratują ale już niedługo :)

          Ogólnie serial skończony. Po pierwszym sezonie oceniłem na 10 gwiazdek. Po 5 sezonie systematycznie odcinam po jednej gwiazdce. Bo na więcej nie zasługuje.

          • Gdyby główna obsada zażądała honorariów po bańkę na głowę już po trzecim sezonie, to wierz mi, że serial nie dojechałby do dziesięciu serii :)

            Producenci to taki specyficzny typ człowieka - z jednej strony chcą płacić aktorom za to, że ci napędzają im widownię, a co za tym idzie - zyski, ale jednak te miliony, które muszą wydać na ich wypłaty, woleli by widzieć w swoich garażach w postaci nowych fur ;]

            A co do ogólnej oceny produkcji to jest mi z tego powodu bardo wszystko jedno :D

            BBT to jedynie umilacz czasu, a nie sens mego życia - oceniłem produkcję na osiem gwiazdek, bo serial spełnia swoją funkcję - bawi mnie. Czasem słabiej, czasem mocniej ale ogólnie rzecz mówiąc daje radę :)

            • To takie zamknięte kółko. Oczywiście, że aktorzy nie zażądaliby po bańce na głowę po trzecim sezonie bo doskonale zdawali sobie sprawę że to by nie przeszło. To sami aktorzy doszli do wniosku, że to ONI mogą sobie jedynie zasłużyć na podwyższenie gaży więc grali sercem, a nie kieszenią. Nawet jak zaczęli grać kieszenią, to ich poziom był tak nieporównywalnie większy od TBBT, że człowiek po prostu widział - tym aktorom po prostu CHCE się grać w serialu.

              Tymczasem TBBT to taki...no nie wiem czy nawet jest umilaczem czasu. Owszem, bawi ale "niedajboże" jak trafię na odcinek z matką Leonarda czy z większą rolą Bernadette. Wtedy już nic nie pomaga. Poza tym jak się człowiek patrzy na ten tępy wyraz twarzy Cuoco to sam nie wierzy że tak marna osoba mogła wejść do takiego serialu. Żywy dowód na to, że dziś w Hollywood robi się serialową karierę dupą, a nie skillem. Szkoda...

              • Czasy, w których liczyły się skillsy a nie dupy odeszły bezpowrotnie. Stąd mamy takie a nie inne aktoreczki.

                Zabrzmię jak ostatni szowinista ale w dzisiejszych czasach to faceci pokazują, czym jest aktorstwo. Rzekłem :)

                • Wcale nie jak szowinista bo racje masz kolego. Niestety tylko w filmach o dziewczynach z sasiedzctwa Panie nie swieca tylkiem o cyckami choc poziom aktorstwa marny

                • Jest kilka aktorek, ale to klasa sama w sobie - zaczynały w czasach, gdy popkultura nie istniała w takiej postaci, jaką mamy obecnie a epatowanie dupami i cycami było skandalem, a nie standardem.

                  Może odbiegam od tematu, ale skoro już o tym gadamy to jest pewna rzecz, która mnie wku*rwia u takich gwiazdeczek. Hipokryzja ;]

                  Jak Nicki Minaj wypuściła klip "Anaconda" to później w jednym z talk show mówiła, że "nie miała pojęcia" jak to się stało, że w dwa tygodnie od premiery, to soft porno nabiło miliony odsłon :D

                  Jeszcze dziWka miała czelność oskarżać MTV o rasizm, za brak nominacji do VMA za ten właśnie "najchętniej oglądany klip!" >:] Ech... hipokryzja tak such much bardzo! :)

                • Uhm...ale z tym soft porno to żartujesz, prawda? Alex Gaudino? Benassi Brothers? Fedde le Grand?

                  Żebym nie musiał wspominać tego: https://www.youtube.com/watch?v=6LHe9m9VtXI < co leciało swego czasu na vivie po dziesięć razy dziennie :D

                  A hipokryzja niestety była, jest i będzie. Nie jest to wymysł naszego pokolenia i będzie jeszcze długo po nas - niestety.

                  A wracając do tematu: tak mi się przypomniała kolejna marna aktorka, ale można już powiedzieć że z poprzedniego pokolenia, której marna Cuoco jest wierną kopią: Tara Reid.

                  Pamiętam jak wszyscy się nią zachwycali po American Pie, ale prawda była taka że zachwycał się nią JEDEN typ ludzi - niewyżyci nastolatkowie, czy jak to się ich teraz nazywa - gimbuchy, które widzą w obu paniach obiekt do zrypania. I w sumie tylko w takich produkcjach obie powinny grać - porno. Reszta to za wysokie progi.

                  I jeszcze wspomnę o kobietach - te, które miały zrobić karierę opartą na skillsach - już to zrobiły. Lata 90 XX wieku były po prostu wysypem wspaniałych aktorek. Jedne z nich się ogarnęły i nadal wyglądają oszołamiająco (jak choćby moja kochana - cytując Raja - Sandy B.), inne nieco gorzej z wyglądem ale o umiejętnościach nie zapomniały.

                  Mam tylko nadzieję, że raz na jakiś czas znajdzie się jakaś, która nie będzie chciała pokazywać cycków w marnych serialach dla gimbusów, jak chociażby ten z...kurde...Winter is coming i takie tam. Zapomniałem tytułu, ale wiem że mocno średni. Ale ekscytacja przede wszystkich bo serial brutalny i pornograficzny :) a to się liczy przede wszystkim.

                  Nie wiem, jakaś degeneracja może?

                • Nie przeczę, że czasy w których w umysłach gówniarzy (sam nim wtedy byłem!:) królował American Pie i Tara Reid należały do super-świętych, ale wybacz - wtedy nie było filmików na YT, na których młode matki zachęcają i uczą kilkuletnie córki do twerkowania, by "wychować je na wolne i niezależne kobiety!"

                  W tamtych latach, pytając dzieci w przedszkolu "kim chcesz zostać, gdy dorośniesz?" nie usłyszało się odpowiedzi "celebrytką!" a dzieci nie dyskutowały podczas zabaw o plotkach z pudelka, by pokazać między sobą, jakie są "dorosłe".

                  Gry o Trąąą nie oglądam ;) Ale to jest chyba pierwszy pornos w historii, który ma takie uwielbienie widzów i krytyków na całym świecie :D

                • Myślę, że byśmy się dogadali przy browarze...dogadałbym się jak rzadko z kim xD

                • ;D

                  A wiesz, co jest w tym wszystkim najśmieszniejsze?

                  Że nasze pokolenie, w naszych oczach czyste i niewyyynnnne jak nieobsrana łąka też było postrzegane negatywnie, przez starszych.

                  "W komputry grajoooo! W telewizorni gapią się na setki kanałów, bo kablówke majo! Burżuje kurfaaa!!!"

                  A z kolei pokolenie naszych dziadków dissowało naszych rodziców za hippisostwo (SŁUSZNIE!!! :D), strajki, burdy, obalenie systemu itd, itd.

                  Do czego zmierzam? Do tego, że paradoksalnie, dzisiejsze dzieci wyrastające w erze fejsów, instów i innych społecznościowek, z powszechną golizną, skur*wie*niem itd, TEŻ będą wspominać swoje dzieciństwo z sentymentem! ;]

                  Wydaje się niemożliwe, ale jednak tak będzie :)

                • Tak już w ogóle abstrahując od offtopu, który żeśmy tutaj popełnili...powracając do tematu

                  Dwa czy trzy tygodnie temu powróciłem do oglądania Przyjaciół. Przypomniało mi się, że jest do obejrzenia godzinny montaż bloopersów. Kiedyś go oglądałem, ale chciałem przypomnieć. I co?

                  I się popłakałem. I to kilka razem. Po prostu nie mogłem powstrzymać ataków śmiechu. Widać tą chemię między aktorami już od pierwszego sezonu. Widać, że bawi ich praca przy tym serialu.

                  Dlatego też z czystej ciekawości chciałem zobaczyć bloopersy z TBBT. I co? I "o qwa, co to za zgroza, ja prdlę" Zero jakiegokolwiek spoiwa łączącego aktorów. Jak się jeden pomyli, to rzadko kiedy reszta się śmieje - prędzej wyglądają na wk.ur.wionych, że muszą siedzieć na planie tego zje.anego serialu.

                  Ogólnie masakra. Mocno mi się wydaje, że serial wyląduje w koszu szybciej niż się tego spodziewałem.

                • Aha - i tak się patrząc na bloopersy TBBT to muszę zmienić zdanie na temat Parsonsa. Tak drętwy jak w serialu, tak samo drętwo zachowuje się przy "niewypałach". No qwa nie mogłem obejrzeć blooperów do końca, bo mnie po prostu wkur*ił.

                  Najbardziej z nich wszystkich tym planem zdaje się bawić Simon Helberg.

                • Pro po chemii to ludzie różnie na siebie reagują - ekipa Przyjaciół zgrała się od razu i to było czuć. TBBT potrzebowali więcej czasu, ale po jakimś czasie też udało im się złapać wspólny język - czego przykładem może być chociażby ta akcja:

                  https://www.youtube.com/watch?v=3nmd8w4o0Yc

                • Eee...ale ja tutaj też nic nie widzę POMIĘDZY nimi...tylko jakieś fydrygałki :D

                  Ty, no nie wiem - takie jakieś moje chyba odczucie że Ci ludzie jakoś nie pałają do siebie czymkolwiek. Od początku widać, że są zmęczeni graniem i szczerze powiedziawszy - rzeczywiście ciężko im to idzie.

                  Podam może inny przykład na podstawie serialu, którego - co tu dużo mówić - po prostu nie lubię. Jakoś nie ogarnąłem specyfiku tego sitcomu. Mianowicie "Jak Poznałem Waszą Matkę".

                  Pomimo tego, że serialu nie lubię, to jednak właśnie na blooperach widać, że ci aktorzy od początku BAWIĄ SIĘ swoimi rolami i bawią się planem. Jest "to coś".

                  Mnie się mocno wydaje, że TBBT od początku brakowało jednej osoby wyróżniającej się na tle innych swoimi umiejętnościami i swoją osobą. Taki...no nie wiem...Charlie Sheen, Matthew Perry czy Neil Patrick Harris. I powiem szczerze, że gdyby wybrali do odtwórczyni Penny kogoś kto potrafi grać, kogoś z charyzmą - myślę że strzał byłby w dychę. A tak to tylko w kolano. Lekko opóźniony, ale mimo wszystko w kolano.

                  Anne Kendrick? Emma Stone?

                • "Mnie się mocno wydaje, że TBBT od początku brakowało jednej osoby wyróżniającej się na tle innych swoimi umiejętnościami i swoją osobą." - chwila - a Sheldon?

                  To dla niego oglądałem pierwsze sezony :D Odcinek, w którym przyjmował Lenarda pod swój dach, odczytując mu regulamin, był zajebisty :D

                  "Jeśli któryś z współlokatorów wynajdzie wehikuł czasu, to ma obowiązek pojawić się w tym miejscu w pięć sekund od chwili, w której kończę czytać ten punkt... co za rozczarowanie!" ;]


                  Poza tym zauważyłem, że masz spore ciśnienie na to, by aktorzy lubili się poza planem, by serial był dobry. Ja uważam inaczej - przyjaźń poza produkcją nie jest konieczna, by dobrze grać. Ba! Większy mam szacun do ludzi, którzy przed kamerą grają zgraną paczkę, a w realnym świecie się nienawidzą ;] Np. W "Ranczu" jest małżeństwo, które w serialu wręcz ocieka słodyczą, a w rzeczywistości odgrywająca je para pała do siebie nienawiścią - umiałbyś żartować, tulić się, nie mówiąc o całowaniu z osobą, której chciałbyś skręcić kark? :]

                • Sheldon...cóż. Owszem, na początku rzeczywiście skradł cały serial. Problem w tym, że z sezonu na sezon coraz bardziej go "uczłowieczali" i w ósmym sezonie to już było nie do przyjęcia. Bo sam Parsons nie wiedział chyba za bardzo jak ma grać. Bo wiedział jak ma zagrać osobę chorą psychicznie, jednak nie bardzo wiedział co zrobić aby z jednej strony nadal grać chorą psychicznie osobę, jednak z drugiej strony w miarę normalnego faceta.

                  Ogólnie Sheldon jako Sheldon przestał istnieć po zbliżeniu się do Amy.

                  Z grupy do pewnego momentu wyróżniał się też Howard ale i tutaj zrobili to samo niszcząc go Bernadette. Ostatnia osoba, która mogła mieć więcej do powiedzenia - czyli Rajesh - została zniszczona w momencie gdy bez pomocy alkoholu zaczął rozmawiać z kobietami.

                  No i uśmiercili matkę Howarda ( o_O co ona im przeszkadzała? o_O )

                  Serial nie ma absolutnie ŻADNEJ chwytliwej osoby. Tym bardziej żadnego ciekawego, umiejętnie grającego aktora.

                  Co do chemii. Możesz mieć rzeczywiście rację. Nie oglądam jednak Rancza i nie wiem o kogo chodzi, więc osobiście nie mogę stwierdzić jak wygląda sama gra przed kamerą. Jeśli mówisz, że spoko to spoko - wierzę. Problem w tym, kiedy ten "brak zrozumienia" pojawia się podczas grania. Wtedy wygląda to tak jak w TBBT - kiedy jedna osoba gra otoczona przez innych, pozostali po prostu czekają na swoją kolej. Przez to atmosfera jest mocno sztuczna.

                • Zgadzam się z opinią co do Shelodona - z sezonu na sezon mniej nerd, a więcej normalnego faceta, ale ostatni odcinek w którym liże się z Penny? Fu*ck the what?!

                  Howard był niezły na początku, taki creepy zboczeniec ;] nawet pasuje do Bernadette, ale jego rola skończyła się po tym, jak poleciał w kosmos, od tamtej pory robi tło. Mniej lub bardziej umiejętne ;)

                  Nawiasem mówiąc - śmierć jego matki mogła być nawiązaniem do faktu, że zmarła grająca ją aktorka - moja teoria.

                  Zgadzam się z Rajeshem :D Sceny, w których nie mógł odezwać się do kobiet, bo nie był napity, były epickie :D Zwłaszcza w odcinku z siostrą/kuzynką Penny, którą starali się poderwać po kolei wszyscy z ekipy :D Jak ona na końcu powiedziała, że czekała na niego, to ten bidulek nie mógł nawet pisnąć, bo nie miał przy sobie alko :D

                  A co do gry, którą Ty określiłeś na zasadzie "jedna osoba gra, reszta czeka" to może na tym polega ta forma serialu? One man show?

                • A widzisz, nie odrobiłem lekcji - nie miałem nawet pojęcia, że aktorka która grała matkę Howarda zmarła.

                  I czy nie wydaje Ci się, że to jest mniej "one man show", a więcej "no man show"?

                  Ogólnie rzecz biorąc dla mnie osobiście TBBT nie istnieje. Takie perełki jak Sheldon całujący Penny to tylko pojedyncze sceny, które nie uratują całości. Serial niestety osiągnął dno i patrząc na dorobek Chucka Lorre, który tak długo ciągnął CSI i Dwóch i Pół, aż oba seriale umarły śmiercią tragiczną - TBBT również już się nie podniesie.

                  I tak jak napisał/a autor/ka tego tematu:

                  "they gradually lowered the quality season by season, till we were grateful it ended"

                  zdanie Sheldona było prorocze, patrząc na dorobek producentów.

                • PS - to nie kuzynka Penny tylko bliźniaczka Sheldona - moim zdaniem najlepszy odcinek Rajesha - epic!

                • W TBBT faktycznie nie ma postaci, wokół której kręciłaby się cała fabuła, jak w np. wspomnianych przez Ciebie "Dwóch i pół" - tutaj przez pierwsze sezony gwiazdami byli wszyscy, ale z biegiem lat tak opatrzyli się widzom, że po zachwytach przyszedł czas na hejty ;]

                  A tak swoją drogą - nie zastanawiałeś się czasem nad tym, że obecny sezon serialu, który toczy się już osiem lat - to metafora życia?

                  Wiem, zabrzmiało tak patetycznie, że bardziej nie można było :D Ale chodzi mi o to, że chłopaki z TBBT to już nie są zakompleksione nerdy z w pierwszego sezonu - to już mężowie, ustatkowani ludzie a kto wie, może w tym lub przyszłym sezonie pojawi się news o ciąży Bernadette lub Penny? (opcję że Amy zaskoczy z Sheldonem wykluczam, ciekawe czemu:D)

                  Ogólnie seriale komediowe mają to do siebie, że tym ciężej utrzymać poziom, który przyciągnął rzesze przed telewizory, im dłużej ludzie chcą to oglądać - scenarzyści też mają swoje ograniczenia i raczej ciężko od nich wymagać, by trzymali formę przez siedem lat z rzędu ;)

                  Co ciekawe - dziewiąty sezon dopiero się rozpoczął. Wyemitowano DWA odcinki a fala szitstormu zalewa forum. FTW? Sezon ledwie się rozpoczął! :D

                • Metafora życia...tak. Tylko jaki to ma związek z założeniem samego serialu?

                  Przyjaciele się ustatkowali, od początku była pewna forma - czy Ross w końcu zejdzie się z Rachel. Reszta była jakby "oprawką", wokół której tworzył się serial.

                  W Jak Poznałem Waszą Matkę również od początku była forma - upragnione poznanie "matki". Wszystko wokół to otoczka, która znowu tworzy serial.

                  Czy się to komuś podoba czy nie, Przyjaciele, HIMYM i TBBT są serialami pokrewnymi, które dzielą między siebie pokolenia. Różnica jest taka, że w TBBT nie ma żadnego głównego wątku. Zejście się Leonarda i Penny? To wyszło im nieco szybciej. Więc może "uczłowieczenie" Sheldona? To już raczej też osiągnęli w pewnym stopniu. No to może unormalnienie nerdów? Cóż - to też już zrobili.

                  Serial w założeniu miał być serialem o trudnościach nerdów z kobietami i normalnym życiem. Więc jaki jest sens ciągnięcia tego gniota? Metafora życia? W sitcomie? Pleeeeease ;)

                  I dlaczego mam nie oczekiwać od scenarzystów, aby trzymali formę? To jest ich robota! Nie robią łaski, żeby trzymać poziom. Jak nie oni, to kto inny. Dlaczego mam patrzeć na mierne wypociny kogoś, kto najwyraźniej już się w danym temacie wypalił? Zwłaszcza, że nawet na Filmwebie widzę wypowiedzi niektórych osób które mają o wiele lepsze pomysły na kontynuację.

                  A to, że dopiero dwa odcinki i już szitsztorm? Ten szit już się smrodem ciągnie od sezonu ósmego.

                • Oj, panie, opowiadasz pan pierdoły :)
                  Jennifer Lawrence, Isla Fisher, Anne Hathaway, Scarlett Johansson - fajne dupy i talent jak na księżyc. A to tylko te pierwsze z brzegu. Grają w komiksach, bo żyć trzeba, a i tak najlepiej na świecznik wejść, ale wszystkie udowodniły, że i potrafią grać. Problem w tym, że i tu zabrzmię jak feministka, ale nią nie jestem, kobiety zawsze musiały być dwa razy lepsze, żeby być uznane za tak samo dobre. Jolie dorównuje Pittowi i prezencją i aktorstwem, ale to on jest AKTOREM, a ona to ta co sobie cycki obcięła i żona jego rodzona, czy tam konkubina. Możesz sobie obsadzić paszczura w roli uwodziciela, a wszyscy zobaczą talent. Super laska obsadzona w roli dowolnej, nawet uber dobrej, a wszyscy zauważą tylko, że w scenie w gabinecie tłuszczyk jej się był odbił pod kubrakiem, a na dodatek zapomnieli jej jedną brew poprawić i jeden włosek jej zwisał, więc jest paskudną potworą i kulfasem.

                  I znikąd słowa sprzeciwu w tej sprawie.

                • Jennifer Lawrence ma talent? :D Chyba w pokazywaniu cycków swojemu chłopakowi przez net :D Gwiazdeczka ekranizacji powieści dla nastolatków - nie ma co, talent jak diabli ;]

                  Islę Fisher musiałem aż wklepać w wyszukiwarkę, by skojarzyć twarz z nazwiskiem, a to już świadczy o "talencie" takiej aktorki ;]

                  Natomiast Hathaway to "aktorka" która w każdym filmie ma taki sam wyraz twarzy i PŁACZE dokładnie TAK SAMO w każdej produkcji czyli - spojrzenie w górę, oczy pełne łez, mruganie z prędkością światła i uśmiech w stylu "jest źle, ale będzie doobrze!"

                  To są aktorki? Proszę Cię ;]

                  Są aktorki, które stanowią klasę samą w sobie, ale dzisiaj to rzadkość - dzisiejsze aktoreczki wolą robić się na laski, bo to gwarantuje angaż w blockbusterze, na który pójdą miliony. Takie czasy.

                  A tak przy okazji - wiesz, kto zauważa te "tłuszczyki, niepoprawione brwi i zwisające włoski"? Kobiety ;]

                • A czy to moja wina, że pańska wiedza filmowa ogranicza się jedynie do Marvela i The Hunger Games? :P Żartuję, ale faktycznie nie powinieneś przez pryzmat tych filmów oceniać aktorek.
                  Nic nie wiem o pokazywaniu cycków, bo nie zajmuję się plotkami, ale za to widziałam Winter's Bone, American Hustle czy choćby ten kiepski w sumie Silver Linings Playbook. Pannica ma 25 lat, a dojrzałością aktorską dorównuje starym i uznanym wygom.
                  Isla Fisher - widziałeś Burke and Hare? Rozwaliła ekran. Film taki sobie, ale dzięki niej wydawało mi się, że to arcydzieło :) Ona nawet uratowała The Great Gatsby, chociaż wydawało się, ze nikt tego nie uratuje.
                  O Hathaway nawet się nie wypowiem, bo ma worek pięknych, emocjonalnych ról. Może i manierę ma cały czas podobną, ale to po prostu jej cecha charakterystyczna, nie widzę się, żeby za to się ktoś czepiał de Niro. No, poza mną :)
                  To nie jest ich wina, że kobiety jak się pojawiają na ekranie to albo to idiotki albo tło albo nawet młode postaci grają stare baby, bo legenda...

                  I nieprawda, że to kobiety są takie małostkowe. One też, ale nie one wartościują aktorów w filmowym świecie.

                • Faktycznie, może zbyt mało filmów z ww. aktorkami widziałem, by móc się wypowiedzieć o ich "talentach" ;]

                  A co do małostkowości to obstaję przy tym, że płeć piękna jest ekspertem w tej dziedzinie ;) Jak oglądam film z dziewczyną to mam ją ochotę udławić jaśkiem, bo dosyć mam pytań o to, czy widzę jak aktorka ma zrobione włosy, dupę, cycki, oczy, palce u stóp czy lewą stronę szyi (tak się poprawnie zapisuje to słowo?:)?

                • Oglądasz niewłaściwe filmy i zadajesz się z niewłaściwymi kobietami, mój drogi :) Ja widzę brzydotę tylko w Nicole Kidman. Nie doszukuję się uszczerbków u innych ludzi. Tylko niech ta laska się nie dziwi przypadkiem, jeżeli kiedyś sama zostanie oceniona przez pryzmat np. oznak starości. Potem się dziwią, że są traktowane przedmiotowo, jeżeli same robią przedmioty z innych kobiet.
                  Prawda taka, że kobiecie nie wystarczy, że jest utalentowana, musi też być dekoracyjna. Bo jak nie, to dno. Z kolei jak jest atrakcyjna, to na bank nie ma talentu. I kółko się zamyka. Wielkich aktorów są masy. Wielkich aktorek z 10. Hemsworth może sobie grać mięśniaka, ale jak mu się przytrafi rola głębsza to ją dostanie i wszyscy właśnie tak na tę rolę będą patrzeć - z ciekawością, czy mięśniak sobie poradzi. Jeżeli taką rolę dostanie Lawrence po X-men to na bank spieprzy, bo to tylko niezła dupa. Sam to zresztą zaprezentowałeś :) Uważasz, że to takie proste zagrać w wysokobudżetowym filmie? Może to nie są porywające dramaty, ale żeby ludzie to łyknęli nie wystarczy im CGI. Ale jakoś nikt nie zżyma się na Fassbendera, że w tym gra, a potem leci do Makbetha. Nikt się nie dziwi. Lawrence ma 20 i parę lat, Oskara, nominację do drugiego i chyba trzeciego, masy nagród, sama ciągnie cykl, może być i dla młodzieży, ale którego każda kolejna część zarabia krocie, ale nie, umie tylko cycki pokazywać? Daj mi opatrzność, żebym kiedykolwiek takie tylko w swoim życiu osiągnęła, niekoniecznie w zawodzie aktora. I Tobie szczerze życzę :)

                • "Ja widzę brzydotę tylko w Nicole Kidman"

                  To ja nie pytam, gdzie Ty masz oczy.

                  "Prawda taka, że kobiecie nie wystarczy, że jest utalentowana, musi też być dekoracyjna. Bo jak nie, to dno. Z kolei jak jest atrakcyjna, to na bank nie ma talentu. I kółko się zamyka."

                  To akurat działa w dwie strony. Mało tego - wyobrażasz sobie, że tą rolę tego karakana w Grze o Tron gra kobieta? Od razu wszystkie feministki odeszły by od kawiarnianego stolika i pączków wrzeszcząc "jak tak można?!, to zniewaga kobiety! Szowinistyczne holiłut!" Mężczyźni mają takie role ponieważ: a) nie wybrzydzają i b) nie mają za plecami jakichś wymysłów typu "stado feministek", które tylko czekają żeby się przyje*ać do kogoś za znieważenie bogu ducha winnej kobieciny.

                  "Wielkich aktorów są masy. Wielkich aktorek z 10."

                  Kwestia talentu i umiejętności wybierania filmów. Jennifer Aniston to przykład dobrej i naprawdę pięknej aktorki, która jednak została zaszufladkowana. I boi się wyjść z szuflady. A co zrobił Jim Carrey jak go szufladkowali jako idiotę pierwszej klasy? Numer 23, Truman Show czy Opowieść Wigilijna. To samo z Radcliffem i jego Potterem. Rola w Kobiecie w Czerni czy Na Śmierć i Życie. Wszystko zależy od wyborów.

                • De gustibus non est disputandum :) Ja po prostu nie toleruję fizycznie i psychicznie Nicole Kidman, odkąd pojawiła się na ekranach, wieki temu. Ma małe świńskie, rozbiegane oczka, uśmieszek patrzący na człowieka w sposób jakby wyliczała ile kasy z niego może wyciągnąć :) Jest wysoka, ale ja jestem wyższa i nie ma talii ani biustu :) Fuj. Do tego jest wyjątkowo kiepską aktorką, moim zdaniem. Możliwe, że to tylko moje zdanie. Jestem uprzedzona i tego nigdy nie kryłam, w zasadzie bez powodu zapewne.

                  Nie jestem feministką. I nic bym nie powiedziała, gdyby rolę Dinklage'a grała kobieta (bo rozumiem, że jego określasz uroczym mianem karakana :) Nie oglądam Gry o tron, jakoś jeszcze nie dotarłam, więc nie wiem o czym mówimy, ale co by nie robił, to ja bym się nie oburzyła. W sumie ja też feministek nie lubię, naprawdę :) Choć uważam, ze kobiety są bardzo niesprawiedliwie traktowane, nawet w świecie "zachodu", który powinien być równouprawniony.

                  Carrey, jak nie jest moim ulubieńcem, nawet jako małpa na drucie w durnych komediach prezentował jakąś taką inteligencję i potencjał, które wyłaziły z niego mimo ról idiotów. Chociaż racja jest w tym, że konsekwentnie zmarnował sobie szansę na bycie aktorem dramatycznym. Może jeszcze spróbuje. Aniston jest idiotką i dlatego nie ma najmniejszych szans na poważniejszy repertuar. Nie lubię tego serialu (Friends) i ona się do tego mocno przyczyniła. Ta laska nic nie robiła poza darciem się, nerwowymi ruchami i zamiataniem piórami, które, słusznie uważała za swój największy atut. Z tym, że ja z kolei uważam, że uroda to jej jedyny atut. I fakt, że wyszła za mąż za Brada Pitta, ale to też minęło.
                  Radcliff jest kompletnie innym przypadkiem. HP to jest zjawisko socjologiczne, a on dorastał właśnie jako Harry. Producenci się boją tego bagażu. Płeć nie ma wpływu na to. Ta pozostała dwójka była równie lubiana w swoich postaciach jak Radcliffe, ale oni nie są symbolami. A on owszem. Ma pewnego rodzaju pecha zawodowego, rozumiem, że aktorstwo uzależnia, ale jest młody, ma kasę, niech się zajmie czym innym przez 10 lat i wróci - da radę, widziałam go w teatrze, jest dobry.

                • Kupiłem kiedyś w emipku za piątaka taką mini książeczkę (serio mini - taką 4x5cm :)) pełną cytatów okraszonych wiele mówiącym tytułem: "Mądrość kobiety"

                  (uwaga szowinistyczny dowcip!!!)

                  Tytuł tej książeczki dla niektórych może brzmieć jak oksymoron

                  (koniec szowinistycznego dowcipu!!) ;]

                  Przyznam, że niektóre cytaty są całkiem trafne, niestety zdarzają się i takie, które są, pardon my french, feministycznym pier*do*le*niem :)

                  Np. Pauline Frederick powiedziała to, do czego Ty sama się odniosłaś, czyli:

                  "Gdy mężczyzna zabiera głos, wszyscy najpierw go słuchają, potem patrzą.
                  Gdy kobieta zabiera głos, wszyscy najpierw patrzą, a dopiero wtedy, gdy podoba im się to, co widza, zaczynają słuchać."

                  Teraz wspomniany femi-bełot :P

                  "Cokolwiek robią kobiety, muszą to robić dwa razy lepiej od mężczyzn, by pomyślano, że są w połowie tak dobre jak oni. Na szczęście nie jest to trudne" - Charlotte Witton

                  lub

                  "Kobiety muszą się nauczyć, że nikt nie odda im władzy, muszą ją po prostu same sobie wziąć" - Roseanne Barr

                  Ale jest bardzo fajny cytat, który można opisać jako balans między szowinistycznymi świniami a zacietrzewionymi femini-nazistkami. Brzmi on następująco:

                  "Nie wiem, czy kobiety są lepsze od mężczyzn - ale jedno mogę powiedzieć: z pewnością nie są gorsze" - Golda Meir

                  prawda, że pięknie powiedziane?

                  A dodatkowo znalazłem idealny tekst, pasujący do naszego wspólnego znajomego, polskiej wiejskiej :D (pamiętasz go jeszcze :)?

                  "Jeśli chcesz, by twe dzieci wyrosły na porządnych ludzi, poświęć im dwa razy więcej czasu niż powinieneś i wydaj na nie o połowę mniej pieniędzy" - Esther Selsdon

                  Pozdrawiam tego słeka, bo mam wrażenie że wciąż czyta posty na filmwebie :D

                • "Cokolwiek robią kobiety, muszą to robić dwa razy lepiej od mężczyzn, by pomyślano, że są w połowie tak dobre jak oni. Na szczęście nie jest to trudne" - Charlotte Witton

                  Właśnie to jest kwintesencją. Nie jesteś w stanie tego zrozumieć, jeżeli nie jesteś kobietą, która zdecyduje się na zawód, który "nie jest dla kobiet stworzony". A stworzone są zawody przedszkolanki, sprzątaczki, sekretarki, sprzedawczynie, pielęgniarki i księgowe. Wiem wiem, są kobiety generałowie, komandosi, premierzy, kosmonauci. Ale to właśnie one muszą wykazać się dwukrotnie większymi zdolnościami, żeby zostać uznane za "godne".
                  Wykonuję zawód zdominowany przez mężczyzn w sposób najbardziej dla kobiet uwłaczający. Wiesz dlaczego głównie mężczyźni się tym zajmują? BO SĄ MĄDRZEJSI - takie panuje wśród nich przekonanie. Nie silniejsi, bardziej odporni psychicznie etc. tylko właśnie MĄDRZEJSI. Osiągnęłam sporo na swoim podwórku, zostałam członkiem elitarnego stowarzyszenia, przyjęta zostałam po tym kiedy okazało się, że mam realny wpływ na sukces i porażkę filmową. I co? Pan prezes w trakcie przemówienia przyjmującego oświadczył, że ogromnie się cieszy, że jestem wśród nich, gdyż MIMO że jestem kobietą jednak daję sobie radę i umiem myśleć samodzielnie. Wypisałam się następnego dnia. Oczywiście zostałam okrzyczana feministką. Bzdura. Niech się kutafon cieszy, ze nie zrobiłam z tego afery, a mogłam, ale jestem ponad to i szkoda mi czasu.
                  Chyba nie zaprzeczysz, że poza wyjątkami na tzw. stanowiskach siedzą faceci. Przecież nie dlatego, że są mądrzejsi, bo rozum nie zależy od płci. Dlatego, że oni do zostania managerami/dyrektorami/prezesami muszą dobrze wykonywać swoje obowiązki. Kobiety muszą dobrze wykonywać i wykazywać się znacznie ponad te obowiązki. Taka prawda.

                • Jest dużo prawdy w tym, co piszesz, ale trzeba też zauważyć, że jeśli chodzi o zarządy firm, to na terenie UE działa ustawa nt. niwelowania różnic płci, czy jakoś tak ;]

                  W praktyce oznacza to, że 20% rad nadzorczych kluczowych firm/spółek wywodzących się z UE MUSI składać się z kobiet - to nie jest dyskryminacja?

                  Masz takie same kwalifikacje, doświadczenie i sukcesy jak pretendująca babeczka i to ona wskoczy na twoje miejsce, bo ma "uprzywilejowaną płeć"? ;]

                  Jestem facetem i nie rozumiem Twojej reakcji na słowa szefa stowarzyszenia, do którego się dostałaś. Wygląda to tak, jakbyś położyła lachę na cały trud, który włożyłaś by dołączyć do tego grona tylko dlatego, że stary dziad użył sformułowania że "MIMO tego, że jesteś kobietą bla bla bla"

                  I nie rzucaj się, gdy ktoś Ci mówi, że jesteś feministką, bo to prawda :) I to żadna obelga. Fajnie, że "walczysz o swoje" ale walcz z głową - cały wysiłek który włożyłaś w dołączenie do elity poszedł się je*bać bo co? Bo szef okazał się być szowinistą? Czy to nie jest przejaw feminizmu? Pytam się ;]?

                  Gdybyś nie była feministką olałabyś takie gadki.

                  Nie-feministki znają prawdę starą jak świat: kobiety sterują mężczyznami i robią to tak umiejętnie, że dają im poczucie tego, że oni samodzielnie podejmują decyzje ;D

                  Feminazistki natomiast żądają uznania i dostrzeżenia faktu "że ja jestem kobietą!" na każdym kroku - oczywiście, od brzydszej płci ;P

                • A jak sie ma to wszystko do tematu na Forum o Big Bang i aktorstwie?? Semira ma zapewne interesujace zycie ale ja chce tu czytac wypowiedzi ludzi o tym serialu.

                • Pitolicie hipolicie - tak się mówi? :)
                  O nic nie walczę, stwierdzam. I nie rzucam się, tylko informuję. Nie zgadzam się z feministkami na wielu płaszczyznach.
                  Co do mojego odejścia - dostałam się, coś udowodniłam i wystarczy. To jest coś w rodzaju stowarzyszenia, nie ma bezpośredniego wpływu na moją pracę. Mam w resume, że należałam i sama odeszłam - to się liczy. Za to skazywałoby mnie na spotkania z tym typem. I wcale nie jest stary, nawet przystojny facet. Po prostu kretyn i tyle, nie muszę takich znosić :)
                  Nie uznaję ustaw o "niwelowaniu różnic płci" - to są bzdury. Zarządy, które szowinistyczne nie są i tak zatrudnią kobietę (ich jest znacznie mniej tych nieszowinistycznych niestety), szowinistyczne za to skupią wszystkie swoje siły, żeby udowodnić babce, że się nie nadaje. W końcu im się uda i wyjdzie na to, że to "baby nie dają rady". Czyli osiągnie skutek odwrotny.
                  Mówiłam Ci, nie zrozumiesz tego, dopóki na własnej skórze nie poczujesz dyskryminacji. Jesteś pewien, że nie masz nic przeciwko temu, żeby ktoś powiedział o Tobie: "no popatrz, mimo że upośledzony umysłowo, ale maturę zdał, chwała mu za to"... (nie uważam, że jesteś upośledzony, wiesz o tym, nie? :) Właśnie to chciał powiedzieć pan prezes. Uwierz, znam go i nie jestem w tym zdaniu odosobniona :)

                • Ok ;]

                  A w sprawie tego stowarzyszenia to uważam, że zaślepiła Cię na moment Twoja kobieca duma. Nie wiem, czy w Twoim życiorysie fakt, że się dostałaś i odeszłaś na własną prośbę następnego dnia dobrze wygląda. To tak, jakbym ja zachwalał swoje CV faktem, że dostałem się do Genaral Motors ale odszedłem po pierwszym dniu, bo chciałem tylko udowodnić, że się tam wbiję, a nie chciałem tam pracować ;]?

                  Ja w swoim zawodzie na co dzień mam do czynienia z kretynami :) Uśmiecham się, słuchając ich paplaniny, kiwam głową i słucham z zainteresowaniem, ale w myślach mam tylko "zamknij się, albo cie za***tłukę ;p jak mamcię kocham)

                  Moim zdaniem zrobiłabyś lepsze wrażenie, gdybyś przełknęła tę pigułę goryczy i swoją pracą udowodniła, że koleś był w błędzie, oceniając Cię już na wejściu. A tak? Wystarczył jeden pocisk po płciowości, byś tupnęła nóżką i wyszła obrażona. Not kul. Not kul ;]

                • Jak by Ci tu wytłumaczyć... To nie chodziło o robotę.
                  Wiesz co to jest The Most Excellent Order of the British Empire? To jest stopniowane nadanie tytułu szlacheckiego przez królową. Jest tego 5 stopni. Trzy najniższe nie są nadaniem szlachectwa, ale jest przyjęciem w poczet elity. Jak masz coś takiego, to możesz sobie po nazwisku dodawać MBE, OBE lub CBE. Dwa najwyższe to sir przed nazwiskiem, ale to inna historia. Możesz z sir zrezygnować, jeżeli chcesz wypowiedzieć chwilowo lub na zawsze posłuszeństwo koronie (to teraz taki pusty gest, podobnie jak nadawanie tytułu), ale tracisz go na zawsze, tzn. dopóki królowa Ci go nie odda. Natomiast posiadacze niższych stopni, jeżeli chcą lub chcieli kiedyś sprzeciwić się koronie, mogli to zrobić oddając honory, ale zachowywali prawo do literek po nazwisku, żeby wszyscy wiedzieli, że kiedyś byli odznaczani. Podobnie jest z tym stowarzyszeniem. Nieważne czy należałam do niego godzinę czy 15 lat, jestem członem i koniec, choćbym z niego wystąpiła, co uczyniłam. Bardzo chciałam być członkiem dawno temu, bo to honor mi się wydawał, ale szybko się zorientowałam, że to szowinistyczne bagienko, więc niejako na złość postanowiłam mieć, żeby coś choćby sobie udowodnić. Dostałam się, kiedy po raz pierwszy moje nazwisko pojawiło się na okładce płyty DVD. To był również przedostatni raz kiedy się pojawiło, ale kto takie rzeczy pamięta, ważne jest, że ten pierwszy raz się odbył.
                  Owszem, to przypomina trochę zacięcie się, żeby dostać się do wymarzonej pracy, ale gdzieś w połowie tej drogi do niej orientujesz się, że i tak musiałbyś się przenieść do obcego kraju a tego nie chcesz lub nie możesz. Jednak chcesz być wybrany z 1200 innych. W tym przypadku co prawda to nie fair, bo odbierasz szansę innym, ale ja nie mam takiego problemu. Nikomu miejsca nie zabrałam, nie ma przeszkód, żeby przyjęli razem ze mną i 20 osób.
                  Udowodniłam, że jest w błędzie samym dostaniem się tam, nie on decydował, więc musiało zaboleć jego i jemu podobnych. Ale to nie znaczy, że muszę raz na dwa tygodnie spędzać w towarzystwie tych ludzi cały dzień. A musiałabym.

                  Rozumiem problem z klientami. Nie wytrzymałabym :) Długie lata byłam tłumaczem, ale tylko wtedy, kiedy między mną a klientem była agencja :) Żadnych kontaktów osobistych :D

                  I nie mam czegoś takiego jak kobieca duma... Płeć, jak i wiek, nie są od nas zależne (no ok, z tą płcią to różnie, ale ja swojej nie wybrałam :), więc nie można się od tego w żaden sposób uzależniać albo wartościować...

                • Lubię z Tobą rozmawiać :) Jesteś taka such much mądra :)

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: