Cały serial w pare dni

Właśnie kończę oglądać S09E22. W kilka dni obejrzałem od S01E01 do ostatniego. Z takiej perspektywy można wyłapać parę rzeczy. Najbardziej rzucająca się dla mnie w oczy jest przemiana Penny. Nie mówię nawet o stronie fizycznej, bo to normalne, że przez parę lat wszyscy wyglądają inaczej (może oprócz Sheldona) ale o charakterze. Jak na początku grała słodką, niezbyt ogarniętą (przynajmniej przy chłopakach) blondynkę, to gdzieś od sezonu 5 staje się po prostu okropna... wiecznie nadąsana, irytująca, wlewająca za kołnierz jak Ferdek z Kiepskich. Nie wiem czemu twórcy poszli w tą stronę z tą postacią, ale naprawdę można ją znienawidzić. Faktycznie z czasem serial traci trochę na ocenie, ze względu na odejście od swojego geekowskiego założenia a skupieniu się na relacjach miłosnych, ale nie jest tak źle. Sheldon z Amy moim zdaniem ratują późniejsze epizody. Ciekawa jest postać aktora, który gra Sheldona. Po jakimś czasie poszukałem wywiadów z nim na YT i pierwszą rzeczą która rzuciła mi się w oczy to to, że on generalne za specjalnie nie wciela się w postać którą gra, bo mowę ciała ma prawie identyczną w realu. Oczywiście poza nerwicą natręctw itp, których zapewne nie ma, i wydaje się sympatycznym facetem. A druga rzecz, że z pewnością jest gejem i co okazało się prawdą.

11
  • Ja właśnie też zauważyłam, że aktor grający Sheldona fizycznie w sumie nie różni się od niego ruchami ciała, chodem... i byłam zdziwiona! :D Naprawdę myślałam, że cała ta postać opiera się właśnie na grze fizycznej, żeby te wszystkie jego dziwactwa itp wydawały się jeszcze bardziej dziwne i specyficzne i ogólnie żeby wpasować się w postać. A tu taki zonk :P Ale i tak uważam, że nikt nie zagrałby Sheldona lepiej niż on. :) W sumie racja Penny stała się wkurzająca... nie wiem, ale czasem robi takie głupie miny i bywa zwyczajnie złośliwa, ale co zrobić, widocznie tak ma być.. Sheldon i Amy są najlepsi, w sumie to z dziewczyn chyba najbardziej lubię postać Amy, cieszę się, że pojawiła się w tym serialu. No i Howard... genialny :P

  • Z przemianą Penny masz rację, aczkolwiek ma to swoją logiczną ciągłość. Nie zrealizowała właściwie jedynego celu, dla którego przyjechała do Los Angeles. Nie została słynną aktorką, co było od zawsze jej wielkim marzeniem. Ciężko było jej się z tym pogodzić, ale ostatecznie wybrała bezpieczeństwo: stałą, dobrze płatną pracę. Człowiek nierealizujący swoich największych marzeń potrafi zgorzknieć, szczególnie dziewczyna świeżo po lub przed 30 (ok, w serialu nie wiadomo dokładnie ile ma lat, ale zakładam, że coś w tych okolicach), bez dzieci, bez kariery. Ja to rozumiem i zgoda, że czasem jej miny są odpychające ale do nienawiści przynajmniej u mnie długa droga. Jednak wciąż potrafi śmiać się zarówno z siebie jak i z innych. No i ma jedne z lepszych ripost w serialu.

    Natomiast jeśli miałbym stawiać na jakiś duży twist z jej udziałem (o ile taki będzie) to jej zdrada Leonarda. Niekoniecznie sam seks, ale coś co emocjonalnie go zaboli, zrani. Widać, że ich związek to z jej strony bardziej pogodzenie się z tym, że nie zazna już takiej "O ja cie!!", nastoletniej miłości. Chyba nawet w którymś z odcinków o tym mówiła w rozmowie z Bernadette i Amy. Leonard nie jest miłością jej życia i w razie większych problemów może nie wytrzymać presji i skoczyć w bok. Tym bardziej, że w poprzednich sezonach sporo żartów dotyczyło jej rozwiązłości.

  • i skończyłem 24 epizod sezonu 9 - chyba najsłabszy odcinek ze wszystkich dotychczasowych. Jest tam taki moment, że nawet publiczność ze studia nie wie czy ma się śmiać czy nie.... Chyba definitywnie twórcom skończyła się wena, i wydaje mi się, że mogliby już zakończyć ten serial i ewentualnie, stworzyć coś innego w podobnej konwencji, nawet nawiązujący do TWP (np. zostawić z tego towarzystwa samego Sheldona i zrobić jakiś serial skupiający się na jego dalszej historii - np. jak dostaje Nobla albo odkrywa coś mega przełomowego)

  • wow, 9 sezonów w KILKA DNI? 24 odcinki x 9 to 216 odcinków, z czego każdy trwa bodajże 25 minut. masz czas żeby spać, jeść, o chodzeniu do pracy nie wspomnę...? :D

    • Wystarczy, że będzie oglądać serial po 10 godzin dziennie i pyknie to w 9 dni. ;)

    • Ja kiedyś obejrzałem całe LOST w bodajże dwa tygodnie (jeden sezon to 24 x 45 minut). Siedziałem w domu chory i oglądałem. Ale zaznaczę, że pierwsze trzy sezony obejrzałem odcinek po odcinku, a resztę to w trybie przyspieszonym, czyli po łebkach, przewijając nużące sceny. Wspomagałem się streszczeniem odcinków znalezionym w sieci, bo im dalej - tym więcej nudy i pierdół było (a już niekończący się wątek "miłosny" w trójkącie Kate-James-doktorek wywoływał u mnie pawia).

      Podsumowując - da się ogarnąć całe seriale w takim tempie - ale to śliska zabawa i nie zawsze wychodzi na zdrowie.

      • Ja obejrzałam zagubionych w sześć dni :D uwierz mi, nie było latwo pozbierać sie po tym psychicznie (zbyt duża dawka pokreconej fabuły w tak krótkim odcinku czasu) :D wstawalam o 12 a kladlam sie spac po 6. To była moja najbardziej hardkorowa przygoda z serialem, lecz czegóż sie dziwic-to byl pierwszy (i według mnie najlepszy) serial jaki widzialam. Od tego czasu jestem świadom jak niebezpiecznie potrafi wciagac serial :)seriale są niczym tabliczka czekolady . Chcesz jeść jedną kostkę dziennie a i tak wsuniesz całą tabliczke na raz. Gdy sie kończy ,to zalujesz ze tak szybko zkonsumowales._ najzabawniejsze jes to, ze po mimo żalu dalej postepujemy tak samo ;)

        • Sześć dni? Czad! To daje 18 godzin oglądania dziennie. Ty po prostu byłaś na tej wyspie razem z nimi :) Przeniknęłaś do tamtego świata :) Rozumiem, że domownicy donosili Ci na bieżąco jedzenie i informowali jaki dzisiaj dzień :D

          Mi się marzy taki maraton filmowy, ale zawsze jakoś brak i czasu i ludzi chętnych na taką imprezę. Właśnie taką na zasadzie, że w jakiś długi weekend robimy wielkie zakupy - żarcie, napoje, chipsy, karton papierosów (dla palących) itd. Następnie zamykamy się na cztery dni w mieszkaniu i oglądamy na przykład wszystkie części jakiejś serii filmów czy sezony serialu. A regulamin zabawy zawiera tylko jeden punkt "Mieszkanie opuszczamy tylko w przypadku pożaru". W nocy wszyscy śpią na podłodze w śpiworach - jak za dawnych czasów w akademiku. A jeśli ktoś chce, to i w nocy może imprezować z tymi, co dają rade nie spać :) Mam nadzieję, że kiedyś coś takiego zorganizuję.

    • Odcinek nie trwa 25 minut tylko w praktyce 18-20 minut. Przy paru set odcinkach robi się już duża różnica. Nie wszystkie sezony też miały po 24 odcinki
      1 sezon 17 odcinków 340 minut
      2 oraz 3 sezon 23 odcinki po 460 minut
      Reszta po 24 odcinki czyli 480 minut
      To daje nam 340+460+460+(6x480)= 4140minut na 9 sezonów, czyli inaczej równe 69h.
      Ja zaczałem oglądać od nowa 28 lutego. Teraz 13 dni później jestem na S07E08, czyli 143 odcinki. Średnia wychodzi mi po 11 odcinków dziennie. Czyli 3,5h z górką..

    • 25 minut? bardziej 16-17

  • Ja na poczatku tez mialam wrazenie ze Jim Parsons gra samego siebie ale po jakims czasie zaczelam mu sie dokladnie przygladac. Wszystkie odcinki obejrzalam chyba z miliard razy. Mimika jego jest nie do podrobienia! Jest po prostu genialny. Ogladajac wywiady, widzę zupelnie innego czlowieka niz Sheldon Cooper :)

  • Osobiście mam mieszane uczucia, jeśli chodzi o postać Penny. Bardzo podobała mi się wypowiedź ugh30.
    Jednak trudno mi się zgodzić z twierdzeniem, że Leonard nie jest miłością jej życia. Moim zdaniem tutaj to zdecydowanie nie on jest problemem, lecz Penny i zdarza mi się utożsamiać z Leonardem. On byłby dla niej świetny, bo zapewniłby jej bezpieczeństwo, komfort i pewnie sporo przygód (w czym z pewnością pomógłby Sheldon :D ). Niestety Penny nie potrafi tego docenić. Drażni mnie to, jak traktuje Leonarda. Jest jak pies ogrodnika. Sama to go przygarnia, to odtrąca, żeby wdać się w jakieś głupie romanse z idiotami, po których potem płacze i źle się czuje. A gdyby Leonard miałby szansę na inny, satysfakcjonujący związek, to Penny i tak (nawet, jeśli podświadomie) zachowuje się tak, by chciał do niej wrócić. Jest niedojrzałą emocjonalnie egoistką i ciągle czeka na rycerza na białym koniu, bynajmniej jednak nie świętego. Pod tym względem sama dla siebie jest siłą destrukcyjną. Leonard byłby dla niej świetny, gdyby przestała ciągle szukać ideału, przygód i zrozumiała, że on ją na prawdę kocha. Oczekuje od Leonarda cholera wie, jakich cudów i jakiej zmiany, a sama ma problem z tym, żeby się chociaż odrobinę dostosować.

    Nie można jednak jej odmówić, że chętnie pomaga, bo w sumie to ona spiknęła Howarda i Bernadette, ona potrafi uspokajać Sheldona i wpłynąć na jego zachowanie, ona pomyślała, żeby zatroszczyć się o urodziny Leonarda itd. Ma też ciekawe poczucie humoru (sarkazm zawsze wymiata :D ).
    Jeśli chodzi jednak znów o jej negatywne zachowania, to rzeczywiście, przyjechała do LA goniąc za marzeniami, a tam powitała ją szara rzeczywistość. Ponadto podejrzewam, że jednak nie czuje się do końca komfortowo będąc w środowisku osób o większej wiedzy i inteligencji od niej.

    Mimo tego jednak lubię tę postać, po za momentami, kiedy traktuje Leonarda za przeproszeniem jak ścierę.

    Jeśli chodzi o parę Sheldon - Amy, to jest to też moja ulubiona para, strasznie im kibicuję :)
    Amy jest na prawdę świetną przyjaciółką. Na tyle pomocną i dobrą, że można jej nawet wybaczyć, kiedy podpina diody do mózgu koleżanek, by potem stymulować małpy ;) Jest to absolutnie urocza postać.

    A Sheldon to po prostu Sheldon - nie da się go nie lubić :)
    Chociaż spotkanie z nim twarzą w twarz (mówię o postaci, nie o aktorze) pewnie skorygowałoby tę opinię. Jednak trzeba pamiętać, że on ma nawet krytykując jak najlepsze intencje. Na prawdę sądzi, że to tylko pomoże :)

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: